DPS

„Spotkanie na myślenie”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

biblioteka

– Może to prawda, że teraz jest prawdziwy atomowy atak. Jesteśmy tacy zdezorganizowni… – zastanawia się
11-letnia Franny, podczas alarmu w szkole.

Wkraczamy w atmoferę strachu, w jakim wychowywano amerykańskie dzieci, w 1962 roku. Przed nami na stoliku leży książka „Countdown”, której autorką jest Deborah Wiles, a w kółku siedzi ośmioro dzieci i ośmioro rodziców. Trwa wieczorne spotkanie Klubu Książki dla dzieci i ich rodziców w naszej publicznej bibliotece.

– Czy rzeczywiście dzieci myślały, że spadnie bomba atomowa? – pyta bibliotekarka.

– Chyba nie… – odzywa się 10-latek. – Gdy dużo mówi się o czymś, to wtedy to się nie zdarza.

Po czym chłopiec przegryza zieloną fasolkę, po którą sięgnął do plastikowego pudełka. Podobne pudełko trzyma jego mama i wyjmuje z niego surową marchewkę.

Sypią się pytania o bohaterów książki, o różnice w wychowywaniu dzieci teraz i 50 lat temu.

– Wtedy kolację jadła cała rodzina przy stole – zauważa 9-latka.

– Pies mógł wchodzić do szkoły – dorzuca kolejna 9-latka.

– Dzieci były złośliwe do siebie, podobnie jak teraz – zauważa moja 10-letnia córka.

Jedne dzieci angażują się w dyskusję, inne podjadają babeczki, popijając lemoniadą. Zgłodniały, bo dochodzi 19.30.

– Nie było szerokiego dostępu do mediów, jaki teraz mamy, więc nie można było siać paniki – mówi jedna z matek. – Mogę sobie wyobrazić w jakim strachu toczyłoby się nasze życie w obecnych czasach, gdyby pojawiło się poważne zagrożenie bombą atmową – wyznaje.

Trudno nie przyznać jej racji.

Oglądamy krótki film propagandowy z lat 50-dziesiątych, którego przesłaniem była myśl, że trzeba być przygotowanym na atak w niedzielę, święta, a nie tylko w dni powszednie. Czarno-białe fotografie w książce również wzbogacają wiedzę o czasach zimnej wojny. Jedno z nich szczególnie przemówiło do mojej wyobraźni; na zdjęciu matka i ojciec siedzą przy stole. Na podłodze siedzi ich trójka dzieci w wieku szkoły podstawowej.
W tle półki, które uginają się od zapasów w puszkach. Nikt z rodziny nie uśmiecha się. Podpis pod zjdęciem głosi: domowe schronisko.

Dobrze, że tamte czasy minęły! Dobrze czasami jest przypominać dzieciom historię kraju i świata, by również zrozumiały, że mają dobre życie. Oby jak najwięcej było klubów książek dla dzieci w każdej miejscowści, żeby wzbogacały ich wiedzę i odciągały od komputerów i telewizorów. Klub książki to spotkanie na myślenie!

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *