DPS

„Dopóki jest miłość do polskiego folkloru, Polska nie zaginie!”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Gosia Jaros - White z córką

Gosia Jaros – White z córką

38-letnia Gosia Jaros – White, która pochodzi z Gorzowa Wielkopolskiego, tańczy w zespole Polish American Folk Dance Company od 12 lat i twierdzi, że dopóki w sercach Polaków i Polonii będzie miłość do naszego folkloru, Polska nie zaginie! Mama dwóch małych córek, na co dzień pracuje w wydawnictwie edukacyjnym Pearson. Z wykształcenia magister lingwistyki stosowanej.

Skąd u pani miłość do tańca ludowego?

Mam po prostu miłość do tańca, nie tylko ludowego. Interesuje mnie każdy jego rodzaj. Jako dziecko zawsze chciałam być baletnicą, ale kiedyś z lekcjami baletu było trudno w Polsce. Jak przyjechałam do USA, to brałam lekcje baletu dla dorosłych i ‘uprawiam’ też taniec brzucha. Ale to jest bardziej dla przyjemności, a ja chciałam występować na scenie. Tańca ludowego można się wyuczyć z czasem, nie trzeba lat praktyki jak z baletem. Spróbowałam i okazało się, że całkiem dobrze sobie radzę. Do tego bardzo kocham polską muzykę ludową, taniec i stroje. W polskim folklorze jest tyle różnorodności, tyle różnych osobowości. Polski folk jest piękny jak żaden inny. Jest odzwierciedleniem naszego polskiego charakteru, miłości do ojczyzny, do ziemi i natury. Opowiada historię naszego kraju, lśniącej historii i smutnych, ciężkich chwil. Folklor może być dumny i zadziorny, zwariowany i smutny, rozśmiesza i doprowadza do łez. Nie można się nim znudzić ani na chwilę. Mnie zawsze fascynowalo Mazowsze. Tancerze Mazowsza są piękni, chciałam trochę być jak oni.

I dlatego trafiła pani do zespołu?

Tak. Widziałam kiedyś zespół na paradzie. Poszperałam w Internecie i znalazłam ich portal. Poszłam na próbę dla początkujących i reszta to już historia.

Chyba nie jest łatwo pogodzić pasję do tańca z życiem rodzinnym i zawodowym?

Podczas regularnego sezonu, spotykamy się w każdy piątek o 20.15 na Greenpoincie i próby trwają około 3 godzin. Przed większym występem, czasem mamy dodatkowe próby w tygodniu. Teraz zespoł przygotowuje się do dużego koncertu jubileuszowego. Będzie to dwugodzinny koncert. Na przykład w przyszłym tygodniu będę na próbach w środę, piątek i niedzielę. Takie próby męczą i to bardzo. Ale dla kogoś, kto kocha tańczyć to sama przyjemność, nawet jeśli rano bolą nogi.

IMG_0363Czy pani córki też mają pasję do tańca?

Moja starsza, 6-letnia córka nie za bardzo jest zainteresowana tańcem. Młodsza córka, która ma 2.5 roku, już bardziej. Widzę, że lubi tańczyć i ma poczucie rytmu. Fascynuje ją taniec i może kiedyś się w to wciągnie. Na razie uczy się tańca w przedszkolu. Na taniec ludowy jest trochę za wcześnie.

Czy pasją do polskiego folkloru zaraziła też pani swojego amerykańskiego męża?

Mój mąż nie tańczy w zespole, bo do tańców ludowych ma dwie lewe nogi, ale za to jest fantastycznym muzykiem. W 2003 roku zespół utworzył kapelę ludową i nie miał muzyka, który gra na kontrabasie. Zażartowałam, że mam w domu i bas i basistę. Zapytałam męża, czy chce spróbować. On kocha grać i nie ważne jaką muzykę, byle tylko grać. Spodobało mu się w naszym zespole i tak już został. Mówi, że polska muzyka ludowa jest prosta do zagrania. Ale ja uważam, że on jest zwyczajnie skromny. Kapela ludowa dodaje życia i energii. Jak tylko zaczyna grać, to nie ma siły, żeby nie zatańczyć.

A jaki jest najtrudniejszy taniec ludowy dla pani?

Oberek jest natrudniejszy! Wydaje się łatwy, ale żeby go zatańczyć dobrze, trzeba go czuć w nogach i sercu. Oberek jest szalony i porywisty, ale ma trochę inny rytm niż pozostałe tańce. Trzeba umieć go złapać. A bez oberka nie ma polskich tańców ludowych. Prawie każdy region ma swojego oberka. Z tańców ludowych właśnie oberek jest najpiękniejszy. Z tańców narodowych uważam, że najpiękniejszy jest krakowiak i mazur. Moimi ulubionymi tańcami są tańce z Opoczna, potem krakowiak i mazur.

Jak ważna jest pani zdaniem znajomość polskiego folkloru dla dzieci urodzonych poza polską?

Myślę, że Polacy, których dzieci urodziły się w USA, powinni pokazać im skąd pochodzą. Każdy powinien wiedzieć gdzie są jego korzenie, gdzie zaczęła sie ich historia. Nie każdy musi kochać folk, bo on nie jest dla każdego. Ale każdy Polak powinien wiedzieć co to jest krakowiak, polonez, mazur i jak wyglądają stroje narodowe, polskie wzory ludowe. To jest nasza historia i trzeba ją pielęgnować. Słowa popularnej piosenki krakowiaka mówią, że ‘dopóki Wisła płynie, Polska nie zaginie’. Dopóki w sercach Polaków i Polonii, będzie miłość do naszego folkloru, Polska nie zaginie.

Czy myślała pani, żeby poprowadzić zespół taneczny dla dzieci w sobotniej szkole, do której chodzi pani córka?

Nie wiem, czy byłabym sama w stanie poprowadzić taki zespół. Jestem pewna, że znajdzie się sporo dzieci chętnych do tańca. Nasza zespołowa grupa dziecięca jest świetna, ale na Greenpoint daleko od New Jersey, gdzie chodzi moja córka do szkoły w Mahwah. Nie każdy ma ochotę jeździć na Greenpoint w piątki. Fajnie byłoby zacząć coś w New Jersey. To wymaga jednak środków, bo potrzebna jest sala, sprzęt audio, no i przede wszystkim stroje. Jeśli znajdzie się grupa zapaleńców, którzy zechcą się w to wciągnąć, mogę uczyć dzieci tańca.

Gosia Jaros - White z rodziną

Gosia Jaros – White z rodziną

Porozmawiajmy o waszych pięknych, ale drogich strojach. Ile ich macie?

Mamy w składzie ponad 600 strojów! Mamy stroje z każdego regionu Polski. Polska jest przecież niewielkim krajem, a jest tyle różnorodności. Każdy region ma swój taniec, no i swój strój. Na przykład Ziemia Mazowiecka i Opoczno nie są daleko od siebie, a jak różne w wyglądzie i muzyce. Tak samo tereny górskie: Skalne Podhale i Nowy Sącz, niby blisko, a jednak dwa różne i niezależne regiony. Nawet jeden region ze wschodu, który nazywamy Kurpiami ma dwa różne stroje; z puszczy białej i puszczy zielonej. Jeśli tańczymy kilka tańców podczas występu, musimy się szybko przebierać. Liczy się autentyzm i charakter. Stroje krakowski i łowicki są najbardziej imponującymi strojami. Stroje i buty do tańca zamawiamy zawsze z Polski. Mamy firmy, które nam ręcznie szyją stroje. Dodatki takie jak korale czy wianki same robimy.

Trudne wyzwanie?

Trzeba być wiernym wzorom. Mamy książki i artykuły o każdym regionie Polski, więc wiemy jaki wzór czy haft jest właściwy. Do tego są w naszym zespole osoby- eksperci od tradycji folklorystycznych. Każda dziewczyna w zespole musi mieć koniecznie cztery rzędy czerwonych korali. Musi je sobie takie zrobić. Kiedyś było to samo z wiankami do krakowiaka. Piękno naszego zespołu pochodzi z tego, że wszyscy wyglądamy tak samo. Wszyscy mamy takie same buty (czerwone lub czarne z czerwonym obcasem), takie same korale, wianki, chustki. Dziewczęta mają taki sam makijaż. Żeby dobrze wypaść na scenie nie tylko trzeba dobrze tańczyć. Trzeba też dobrze wyglądać – wyprostować plecy, uśmiechać się, zapalić tą iskierkę w oku, złapać kontakt z widownią. Trzeba wiedzieć jak zaprezentować swój strój, żeby dobrze wyglądał. My swoim wyglądem i tańcem przedstawiamy jakąś historię, wciągamy w nią widownię. Jeśli partnerzy tego nie czują, to widz nam nie uwierzy.

Jaki występ najbardziej utkwił w pani pamięci?

To było w 65 rocznicę istnienia zespołu, czyli w 2003 roku. Wtedy mieliśmy duży koncert wraz z innymi zespołami polonijnymi z USA i Kanady w Lincoln Center. Nigdy nie zapomnę, że miałam okazję tańczyć na tak prestiżowej scenie. Inny występ zapadł mi w pamięci, gdy tańczyliśmy w Miami dla Lecha Wałęsy.

Kiedy będzie okazja, żeby zobaczyć panią na scenie?

23 listopada będziemy występować z okazji 75 rocznicy istnienia zespołu. Będzie to wieczór wypełniony tańcem, muzyką, wspomnieniami. Nasz zespół ma bardzo bogatą historię. Na scenie będą dorośli i dzieci, kapela, starsi członkowie, którzy już nie tańczą, ale ruszą z nami w poloneza. Będzie pięknie.

Nasz portal prowadzi akcję społecznościową „W naszym domu mówimy po polsku”. Czy w pani domu mówi się po polsku?

Ah, to bardzo czuły punkt, ten język polski. Mój mąż rozumie parę słów. Moje dzieci wolą angielski, a moi rodzice mieszkają w Polsce i nie znają angielskiego, i dlatego mama narzeka. Staram się do córek mówić po polsku, ale one odpowiadają po angielsku. Mam nadzieję, że polska szkoła pomoże starszej córce otworzyć się na język polski. Wierzę, że z czasem sama się zachęci i wakacje co roku w Polsce pomogą jej w nauce języka. Mój brat ma córkę w tym samym wieku i dziewczynki świetnie się dogadują. Myślę, że i ten element nam sprzyja, by polskiego było więcej w naszym domu.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Danuta Świątek

http://www.pafdc.org/
https://www.facebook.com/pafdc

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *