DPS

“Dziecko jest w każdym z nas” – rozmowa z Moniką Madejek, autorką książki „Zeszyt z Aniołami”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

zeszyt-z-aniolami-b-iext22528672Monika Madejek „Zeszyt z Aniołami”

Jak bardzo ciekawe może być życie dziesięciolatka? Przekonacie się o tym, sięgając po „Zeszyt z aniołami”! Kajtek,
w ramach zadania domowego, pisze pamiętnik. Ponieważ rodzinkę ma dość nietypową i przyjaciół o szalonych pomysłach, jest o czym pisać!
Mama Kajtka prowadzi w gazecie rubrykę o gotowaniu, a jej przepisy mają wielu fanów. Nieważne,
że czasem zdarza jej się upiec ścierkę wraz z pieczenią… Oczywiście trzeba wspomnieć o Babci, która kiedyś była baletnicą,
a teraz robi szaliki, chce skakać ze spadochronem, a wnuczkowi kojarzy się z truskawkowym budyniem. To dopiero babcia! Przyjaciele Kajtka są jak rodzina. Beti, zwana Sławkiem, jest chłopczycą, a Adaś jest artystą. Nie ma dla nich rzeczy niemożliwych – potrafią spełnić marzenie mamy, udowodnić, że strój Batmana nie działa na nikim innym, jak tylko na nim samym, i niczym prawdziwi detektywi wytropić aferę z wydłubanymi z delicji galaretkami. Udowadniają, że prawdziwa przyjaźń pomaga w życiu, a w zgranej paczce wszystko jest łatwiejsze.

Dziecko jest w każdym z nas

Rozmowa z Moniką Madejek, autorką książki „Zeszyt z Aniołami”

Wygląda na to, że doczekaliśmy się polskiego Mikołajka. Zdarza Ci się słyszeć tego rodzaju opinie?

Tak, zdarza się. Dziennikarka Aldona Wiśniewska napisała, że jest śmiesznie jak u Niziurskiego, rodzinnie jak u Musierowicz, mądrze jak u Lindgren. I… mogę być szczera? Może nie wypada kobiecie w moim wieku, ale gdy słyszę takie słowa, rumienię się jak nastolatka! Samo pisanie było dla mnie zabawą, sprawiającą niebywałą przyjemność, a słysząc tak wzniosłe porównania czuję się, jakbym w pocie czoła wykopała kilkukilometrowy rów przy pomocy dziecięcej łopatki.

Pisząc „Zeszyt z aniołami” oczywiście liczyłam w głębi duszy na to, że być może kiedyś zamieni się w prawdziwą książkę. Może „marzyłam” jest lepszym słowem. Ale to, co się wydarzyło i dalej dzieje, przeszło moje oczekiwania i przerosło marzenia. Więc rumienię się, ale to rumieniec kobiety szczęśliwej.  „Mikołajek” to dwa nierozłączne składniki: tekst i ilustracje. Myślę, że nie byłoby takich porównań, gdyby w książce był sam tekst. Ilustratorka Ewa Beniak-Haremska pięknie dopełniła słowa, które urodziły się w mojej głowie. Pomijając to, że stała się moim dopełnieniem i moim polskim Sempé, to okazała się wspaniałą kobietą, ciepłą osóbką i duchową siostrą.

Wybrałaś chyba najtrudniejszego odbiorcę, bo dzieci, jak powszechnie wiadomo, są bardzo wymagającymi czytelnikami. Jak pisze się książkę dla dzieci? Jest na to jakiś patent?

Tę książkę zaczęłam pisać 10 lat temu, gdy mój syn miał 10 lat, czyli był w wieku głównego bohatera. Żyłam wtedy jego życiem, obserwowałam, opowiadałam mu o moim dzieciństwie. Mówi się o tym, jak ważne jest pielęgnowanie dziecka w sobie – moje wewnętrzne dziecko jakoś samo się sobą zajmuje i ma się dobrze, więc gdy po latach wróciłam do tych starych zapisków, reszta jakoś sama się napisała. Jaki jest patent na książkę dla dzieci? Nie mam pojęcia.

Pisałam spontanicznie, nie robiąc żadnego research’u, czy przeglądu literatury pod kątem tego, co się teraz czyta. Jedyne, co zrobiłam, to przed wysłaniem tekstu do wydawnictw dałam do przeczytania kilku zaprzyjaźnionym rodzinom z dziećmi. Jednym słowem przetestowałam na dzieciach. Brałam również pod uwagę opinię rodziców, bo to oni są głównym selekcjonerem tego, co dzieci powinny lub mogą przeczytać. Otrzymałam dobre opinie. Dostałam też kilka wskazówek sugerujących zmiany od dzieci, bo jak nie patrzeć mówię już doroślejszym językiem. Zaskoczyło mnie, jakie drobiazgi dzieci są skłonne zauważyć! Oczywiście skorzystałam z tej profesjonalnej korekty.

Monika Madejek

Monika Madejek

Mimo, że “Zeszyt z Aniołami” możemy znaleźć na półce z literaturą dziecięcą, wielu dorosłych
z przyjemnością sięga po tę książkę. Jak to zrobiłaś?

Wrócę do tego wewnętrznego dziecka. Głęboko wierzę, że jest w każdym z nas! Być może tylko śpi przytłoczone codziennością lub bawi się cichutko, by nie przeszkadzać w dorosłym życiu. Czasem wystarczy impuls, by powrócić do beztroskich lat dzieciństwa. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że napisałam książkę oldskulowy. Może coś w tym jest, bo moi młodzi bohaterowie przedkładają swoje towarzystwo, wspólne zabawy i czasem psoty ponad gry komputerowe, wciskanie nosa w komórkę czy oglądanie telewizji. Może współcześni dorośli, czytając „Zeszyt z aniołami”, w jakiś miły sposób przenoszą się w świat swojego dzieciństwa? Ja, pisząc, tak właśnie się czułam.

Obserwując rodzinę Kajtka (mama fotografująca kulinarne dzieła, tata na dwóch etatach, młodzieżowa babcia), widzę, że masz dobre oko, jeśli chodzi o obserwację otaczającej nas rzeczywistości.

Znam wiele osób pracujących na dwóch etatach – takie czasy. Świat blogowy pozwolił mi na poznanie ludzi zafascynowanych kuchnią. Z przyjemnością też obserwuję rodziny, w których relacje nie są napięte pod kątem barier, jakie stwarzają pokolenia. Jednak tworząc postaci, chyba podświadomie częściowo wzorowałam je na sobie. Uwielbiam gotować i stąd tą bliską mi pasją obdarowałam mamę. Od kilku lat prowadzę bloga kulinarnego, więc i fotografowanie potraw nie jest mi obce. Tata na dwóch etatach? Zastanawiam się, na ilu ja w tym momencie jestem. A młodzieżowa babcia to mój efekt myślenia o tym, jaką ja będę babcią.

Cóż, nie ma co ukrywać, że jestem trochę zwariowana i jakoś nie wyobrażam sobie, że się zmienię, bo trudno jest zmienić naturę. Powieściowa babcia to taka troszkę ja w przyszłości, uśmiecham się, gdy o tym myślę i mam nadzieję, że moje przyszłe wnuki również będą zwracać się do mnie ze swoimi radościami i problemami. Bohaterowie dziecięcy też mają coś ze mnie. Kajtek pisze dziennik (co prawda w ramach zadania szkolnego), ja robię to od wczesnej podstawówki. Adaś jest artystą, a to moje codzienne zajęcie. Beti, czyli Sławek, jest nieco zawadiacka, a i mi tego pierwiastka nie brakuje. Ania natomiast jest molem książkowym, a dla mnie dzień bez książki to dzień stracony. Czy mam dobre oko? Lubię obserwować świat, ludzi i zaglądać w głąb siebie.

Co sądzisz o współczesnej literaturze dziecięcej?

Na to pytanie trudno mi odpowiedzieć, bo literatura, po którą sięgałam, rosła wraz z moim synem, a dziś ma już 20 lat. Chociaż, jak tak się zastanowię, nie do końca było tak, że wtedy, gdy syn był mały, sięgałam po literaturę na tamten czas współczesną. Lubiłam wracać do lektur mi znanych, czytanych mi najpierw przez mamę, potem samodzielnie. Andersen, Brzechwa, Kern, Konopnicka, Makuszyński, Janczarski, potem Ożogowska, Niziurski i Verne. To były książki z mojego i syna dzieciństwa. Może teraz przyszedł czas, by poznać współczesną prozę dziecięcą? Z całą pewnością jest dużo wartościowych pozycji. Tylko jakoś tak wewnętrznie czuję, że jeśli przyjdzie mi zostać babcią, będę bardzo chciała, by moje wnuki poznały książki, w których zaczytywała się ich babcia i tata.

Literatura nie jest Twoją jedyną pasją. Gotujesz, zajmujesz się rękodziełem i … uwielbiasz anioły. Jesteś kobietą renesansu?

Jeśli kobietą renesansu jest kobieta szczęśliwie zabiegana, zwariowana i realizująca się, to tak, jestem nią. Mam wiele pasji. Trzy najważniejsze to rękodzieło, pisanie
i kuchnia. Rękodzieło wymieniłam na pierwszym miejscu, bo zajmuję się tym na co dzień. Kilka lat temu zamieniłam swoją pasję w pracę i od tamtej pory bawię się codziennie w artystkę. To moja wielka radość! Piszę z doskoku, gdy znajdę chwilkę, ciszę i ten czas, gdy mogę się wyłączyć od myślenia o zamówieniach czy terminach. Jednak pierwszą rzeczą, jaką robię po przebudzeniu, jest otworzenie notatnika i położenie obok niego pióra, by móc zapisać myśli, zdania, czasem tylko pojedyncze słowo lub całe akapity, które przychodzą znienacka. Gdy przychodzi czas wyciszenia i ten błogi spokój, siadam i porządkuję te moje bazgroły. Kuchnię traktuję jako kolejne miejsce,
w którym tworzę. Kocham odkrywać nowe smaki, nowe zestawienia, eksperymentuję i spełniam się. A potem z radością patrzę, jak moi bliscy zajadają tę miłość podaną na talerzu. Uważam, że żeby być tak prawdziwie szczęśliwym, trzeba kawałek życia oddać pasji. Czy to czasy renesansu, czy współczesność.

Rozmawiała: Karina Bonowicz
Fot. Anna Szabat/Piotr Lewicki

Linki:
http://www.sklep.zysk.com.pl/zeszyt-z-aniolami.html
http://szufladakuchenna.blogspot.com/
http://pokojzkominkiem.blogspot.com/

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *