DPS

“Tekściarz jest jak szewc”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Jacek Cygan. Fot. Karina Bonowicz

Jacek Cygan. Fot. Karina Bonowicz

Rozmowa z Jackiem Cyganem, autorem tekstów piosenek, poetą, jurorem pierwszego polskiego talent show “Idol”.

Jest pan poetą i tekściarzem. To jakaś różnica?

Kolosalna. Piosenki tworzy się specjalnie dla kogoś, według określonych zasad np. dotyczących stylistyki muzycznej, wreszcie w ściśle określonym terminie. Wiersz powstaje niezależnie od wszystkiego, nawet od autora. Wojtek Młynarski mówił, że tekściarz jest jak szewc, który musi na termin zrobić buty, ładne i wygodne. Ja też to tak traktuje. To rodzaj pracy i tyle.

W takim razie pytanie do Jacka Cygana – tekściarza: ma pan swojego ulubionego artystę, dla którego pan tworzy?

Nie, bo mówiąc tak, musiałbym kogoś skrzywdzić. Jest grono artystów, z którymi jestem bardzo blisko, bo od samego początku np. Jurek Filar i Nasza Basia Kochana, Ryszard Rynkowski, ale lubię też współpracować z Sewerynem Krajewskim, Marylą Rodowicz, Edytą Geppert, Edytą Górniak i wieloma, wieloma młodymi ludźmi.
Na tym polega życie: zawsze ktoś czegoś od kogoś chce. Oni chcą ode mnie tekstów (śmiech).

Był pan jurorem w pierwszym talent show w Polsce, czyli “Idolu”. Czuje się pan ojcem sukcesu np. Ani Dąbrowskiej?

Nie. Bardzo się za to lubimy. Jak wiadomo, praca w telewizji polega głównie na czekaniu – w garderobie czy podczas robienia makijażu. Mieliśmy więc mnóstwo czasu, żeby się bliżej poznać. Oczywiście, siłą rzeczy interesuję się tym, co robią i cieszę się, że robią tak dobre rzeczy.

Jak w takim razie ocenia pan karierę zwyciężczyni pierwszej edycji “Idola” Ali Janosz?

Alicja popełniła błąd i za niego zapłaciła. Dostała jednak coś bardzo cennego od losu – surową nauczkę. To była taka lekcja, dzięki której jest lepsza, mądrzejsza. Teraz śpiewa w zespole bluesowym, gra koncerty i ludzie na nie przychodzą. Była najmłodsza i pierwsza – wszyscy ją obsiedli i musiała na początku trochę pocierpieć, ale ja zawsze w nią wierzyłem i wierzę dalej. To świetna dziewczyna.

Myśli pan o reaktywacji kultowej już Dyskoteki Pana Jacka?

Reaktywować mógłbym ją tylko ja. W zeszłym roku w szkole muzycznej w Poznaniu odbył się koncert, w którym wzięła udział 60-osobowa orkiestra dzieci z tej szkoły, chór i soliści. I wszyscy śpiewali moje piosenki. Oczywiście, pojawiła się też “sztafeta” Jacka Cygana, przyjechał np. Krzysztof Antkowiak. Gdyby ktoś chciałby nadal grać i śpiewać te piosenki grać, to przecież istnieje mnóstwo możliwości np. festiwale piosenki dziecięcej. Marzy mi się jednak, żeby zebrać wszystkich moich wykonawców i na scenie – razem z młodymi artystami – przypomnieć moje piosenki. Czy kiedyś to się uda? Nie wiem. Dziś są takie czasy, że potrzebne są zawsze jakieś ramy organizacyjne i finansowe. 

Dlatego, pana zdaniem, polska telewizja wycofała się z konkursu Eurowizji?

Kiedy jechaliśmy z Edytą Górniak na festiwal, były określone reguły gry. Każdy kraj śpiewał piosenkę w ojczystym języku, nie było żadnej preselekcji festiwalowej. Dziś wiadomo, że jak się zrobi preselekcję, to wygra ten, kto najlepiej fika nóżką a nie ten, kto najlepiej śpiewa. Kiedy Edyta zwróciła się do mnie, żebym jej napisał piosenkę, myśmy sobie po prostu wierzyli. Wiedziałem, że ona mi wierzy, a ja będę gryzł ścianę i nie spał przez dwa tygodnie, żeby jej napisać najlepszą piosenkę. W Londynie, gdzie ją nagrywaliśmy, jak Edyta – jak to mówi Ela Zapendowska – zaryczała – to im wszystkim szczęka opadła i od razu chcieli zrobić wszystko, żeby jak najlepiej dla niej zagrać. Na każdym etapie ludzie muszą sobie wierzyć. Dzisiaj tak nie ma, bo dzisiaj jest jakaś preselekcja, ktoś wygra, a potem wszyscy się z niego śmieją, a dziennikarze napiszą, że to beznadziejne. Każdy, kto jeszcze nie wyjechał na Eurowizję, już ma łatkę, że jest beznadziejny. Gdyby był mecenas, mocny, jakim powinna być telewizja, która ma poczucie, że reprezentuje Polskę na festiwalu, to wyglądałoby to zupełnie inaczej, ale, niestety, dziś nie ma takiego mecenasa. Poza tym powinno istnieć jakieś poczucie przyzwoitości: jeśli do czegoś się nadaję, to startuję, a jak się nie nadaję, to nie startuję. A Polska? Bierze zabawki i idzie do domu i udaje, że to nieważne, czy Polska pokazujemy się 300 mln ludzi, czy nie. Jeśli to, co pokaże Polska przed tymi 300 mln ludzi, będzie dobre, to sobie o nas dobrze pomyślą. I to jest świetna reklama. Ale nie, my wolimy iść do domu.

Rozmawiała: Karina Bonowicz
Źródło: www.pomorska.pl

One Response to “Tekściarz jest jak szewc”

  1. Biskup March 24, 2014 at 6:38 pm

    Myślę, że jest jeszcze jedna różnica między tekściarzem a poetą. Ten pierwszy ma co żreć:)

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *