DPS

Nasza lista książek. Odc. 1

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

story time
Nasza czytelniczka, mieszkająca w Niemczech, podzieliła się z nami listą książek, które czyta swojemu synkowi.

Bardzo chętnie wezmę udział w tworzeniu listy dla najmłodszych, czyli do 3. roku życia, a od nowego roku na bieżąco chętnie podsyłać będę aktualne lekturki mojego starszego syna.

Myślę, że na tym najmłodszym etapie jeszcze nie będzie zbyt wielu różnic w książkach, jakie czytamy my i mamy w Polsce, o ile oczywiście od początku konsekwentnie rozmawiałyśmy z dziećmi po polsku. Mój mąż rozmawia
z dziećmi w języku niemieckim, starszy w wieku 1,5 roku poszedł do niemieckiej opiekunki, ale myślę, że do 3. roku życia oba języki były w miarę równo rozwinięte (może nawet z lekką przewagą polskiego).

Generalnie korzystam głównie z list i dyskusji na forum, będącym kopalnią świetnych pomysłów, nowości, dyskusji o książkach: http://forum.gazeta.pl/forum/f,16375,Ksiazki_dzieciece_mlodziezowe.html?utm_source=powiadomienia&utm_medium=AutopromoPow&utm_content=Forum_Forum–nowy-post-na-forum-dla-anonima&utm_campaign=Forum_pow

U nas w TOP10 znalazły się:

1. Seria książeczek-pioseneczek wyd. Muchomor:
http://www.muchomor.pl/piosenki-dla-dzieci
Jest ich dużo więcej (np. Ptaszek z Łobzowa, Miała baba koguta, Jadą, jad. misie, Przybieżeli do Betlejem), niż na stronie wydawnictwa, bo nakład wielu z nich już dawno się wyczerpał, a wznowień brak, ale można jeszcze od czasu do czasu trafić na nie na polskim portalu aukcyjnym. Jest w nich sporo archaizmów, ale na tym etapie nikomu to nie przeszkadza, bo gdy dziecko widzi mamę biorącą te książki do ręki, to wie, że zaraz będzie wspólna piosenka. Książki są świetnie wydane, małe, całokartonowe, z pięknymi obrazkami czołowych polskich ilustratorów.

2. Seria książeczek Anny-Clary Tidholm, wyd. Zakamarki:
http://www.zakamarki.pl/index.php/autorzy/autor/index/id/18/
Gdzie idziemy?
Jest tam kto?
A dlaczego?
Wymyśl cos

I znowu – świetnie wydane (nieco większy format niż w muchomorach, ale również całokartonowe), krótkie historyjki, które przy pierwszych czytaniach będą jeszcze pojedynczymy obrazkami do oglądania i dopiero
z czasem przeobrażą się ku zachwycie czytającej mamy w historię z narracją.

3. 3 książeczki Evy Susso o Bincie, Lalo i Babo
http://www.zakamarki.pl/index.php/autorzy/autor/index/id/13/
Niestety, kiepsko wydane jak na wiek odbiorcy (twarda okładka, ale zwykłe papierowe strony, regularnie później podklejane), ale za to znowu z pięknymi, soczystymi ilustracjami Benjamina Chauda i pierwsze narracje, a poza tym mnóstwo dźwiękonaśladowczych sytuacji w akcji (u nas hitem było łubu dubu tup, tup, tup:-))

4. Świetnie przyjęły się również historyjki o Maksie Barbo Lindgren z wyd. Zakamarki
http://www.zakamarki.pl/index.php/autorzy/autor/index/id/6/
Chociaż tylko część tych książeczek jest tak wydana, jak lubimy to najbardziej (czyli całokartonowo). Maks ma dość specyficzne pomysły (np. kąpanie ciastka, wchodzenie na stół), ale to samo życie, na wszelki wypadek polecam raczej tym odważnym rodzicom:-9

5. Ja osobiście uwielbiam książki Agaty Półtorak (wyd. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne): Zaczynaliśmy od “Bee, mee, kukuryku” z pięknymi materiałowymi kolażami zwierząt i ich odgłosów (tylko tyle
i aż tyle kryje się w tej książce, bo w przeciwieństwie do wielu innych książek tego typu znajdzie się tu także wrona, mucha, wilk itd.) ale równie często korzystaliśmy też z pomysłów mojej imienniczki na zabawy z dzieciakami
(w “Szmatki z tęczowej szufladki” oraz “Baraszkujemy”, które przez bardzo długi czas były jednymi z ulubionych wierszyków mojego dziecka). W kontekście książek dźwiękonaśladowczych niezła jest też “Księga dźwięków” (wyd. Dwie siostry), ale przeszkadza mi tam, że każda istota czy przedmiot “robią” tam odgłos, a nie go wydają czy np. muczą, brzęczą, trąbią itd.

6. Bardzo ważne były też wierszyki – tu poniosłam najsromotniejszą klęskę, bo szybko okazało się, że dziecię żadnych antologii nie trawi. Zakochało się za to w dobrze wydanych pojedynczych książeczkach z dużą ilością obrazków, jak np. Kurczę blade (Wyd. Babaryba, wspaniałe, całokartonowe dwujęzyczne wydanie), Gałgankowy skarb Zbigniewa Lengrena (wyd. Babaryba, również całokartonowe), W aeroplanie Tuwima
(wyd. Bona, całokartonowe), Rzepka Tuwima (wyd. Publicat) z ilustracjami naszej ukochanej Ewy Kozyry-Pawlak,
Od A do Z Janusza Minkiewicza i Od 1 do 10 Oli Cieslak (obie w wyd. Dwie siostry, obie całokartonowe).
Na samym szczycie wierszy niezmiennie króluje Lokomotywa Tuwima, w wydaniu z ilustracjami Marcina Szancera (wyd. G&P), niestety na miękkim papierze, ale tym razem to tekst się broni. Zresztą wybór takich publikacji jest spory i najczęściej to kwestia gustu co do ilustracji.

7. Obrazkowe – zasadniczo w każdym chyba kraju są książeczki obrazkowe, które każda z mam opowiada
w swoim języku, ja tylko chcę zwrócić zwłaszcza mamom chłopców uwagę na tą trudność, którą akurat dla mnie było odszukanie i wyuczenie się nazw różnych maszyn budowlanych, pojazdów specjalistycznych itd.
I tu faktycznie przydały się polskie książki obrazkowe, takie jak np. seria wyd. Grafag 100 fotografii (tu szczególnie pojazdy, świetnie wydane, całokartonowe), albo np. bardzo kształcąca i dziecię i mamę seria wyd. Świat książki 1001 rzeczy do odkrycia / odnalezienia i tu także przydają się polskie wydania z dość trudnymi (ale raczej dla mam, moje dziecko uwielbiało nazwy jak np. turkuć podjadek).

Mam nadzieję, że nie za dużo, jak na pierwszy wpis; nasze półki uginają się pod ciężarem fantastycznych, wydanych w Polsce książek (moim zdaniem też jestem stałym sponsorem kilku internetowych księgarń),
a my uwielbiamy wieczorne czytanie i jestem przekonana, że właśnie dzięki książkom jak na razie polski dla mojego syna jest bardzo atrakcyjny.

Agata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *