DPS

“Uroki świątecznego Paryża”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

P1030840

Wyobrażałam sobie kiedyś, że Paryż zimą, a zwłaszcza w grudniu, to lekko przysypane puszystym śniegiem bajkowe miasto, gdzie ścina niewielki mróz, świeci słońce
i wszyscy, łacznie z turystami radują się tą pogodą. Owszem, czasem i tak bywa, ale z powodu wielodniowej ulewy i strug deszczu, które mimo parasoli wdzierają sie niemal błyskawicznie pod wierzchnie ubrania, niejeden obcokrajowiec popada w zdumienie (nawet, jeśli go ostrzegano przed brzydką pogodą w końcówce roku).

Jednak mimo to nie żałuję…

Zdarza się bowiem, że pod wieczór przestaje padać albo tylko mży deszczyk i miasto spowija swoista mgła. Zastanawiałam się, dlaczego tak mi nie przeszkadza, jak mgła londyńska i doszłam do wniosku, że jest rzadsza i cieplejsza. I właśnie w takiej sytuacji pojawia się kolejne oblicze Paryża: magiczno – mistyczne, a z nim myśl, dokąd pójść najpierw?

Wybrałam Montmartre, bo nawet wtedy, podczas mgły, dość ostro odcina sie od otoczenia biel kopuły bazyliki Sacre- Coeur. Byłam ciekawa, jak u jej podnóża wygląda zamglone miasto. Migocące światełka wzbudzały nieokreśloną tęsknotę, mimo późnej pory można było wejść do świątecznie przybranego kościoła i uczestniczyć we mszy.

Wnętrze  bazyliki Sacre Coeur - mozaika

Wnętrze bazyliki Sacre Coeur – mozaika

P1030754

P1030830

Potem zejście na Place du Terte i jakże inne wrażenie niż latem! W najbardziej obleganej wtedy kawiarni zaledwie kilka osób i kelner w przepisowym, “francuskim” bereciku tylko dla nas. To był pierwszy raz, kiedy nie musiałam przeciskać się w tłumie na słynnym, dzięki impresjonistom, Place du Terte. Można było w spokoju porozmawiać
o malarzach i poczytać tablice na domach, gdzie mieszkali. Ale za to nie było wokoło rozstawionych sztalug i artystów.

Pomyślałam o filmie “ Dzwonnik z Notre – Dame”, nakręconym na podstawie powieści Victora Hugo i pojechałam pod katedrę, która wyłaniała sie groźnie z oparów mgły. Chyba tylko podczas takiej pogody mogło mi się wydawać, że widzę przemykajacego się po dachach kościoła przygarbionego Quasimodo. Niemal uwierzyłam. Jest tu też napis, że tu własnie kręcono ów słynny film…

W tej scenerii myślałam również o “Nędznikach”, bo co jakiś czas pojawiają się nowe adaptacje tej powieści. W ostatnich latach również. “Nedznicy” V. Hugo to jedna
z najważniejszych kiedyś książek dla naszego znajomego, który opowiadał o Paryżu bardzo ciekawe historie. Gdyby nie on, nasze pobyty w tym mieście na pewno nie byłyby tak inspirujące.

Zrobiło się już późno, ale postanowiłam pojechać jeszcze na Pola Elizejskie. Tam jak zwykle, wszystko otwarte i dużo ludzi. Migające światła, a to błękitno- białe, a to różowo- czerwone, świąteczne ozdoby. Stąd można przejść w kierunku Wieży Eiffla. Wyłania się ona nagle z wysokości Trocadero.
Ale, ale, widzę dwie wieże! Jedna to ta właściwa, a druga to jej odbicie w niesamowicie mokrej tafli chodnikowej, przestrzeni na Trocadero. Co za magia! I zaczyna prószyć lekki śnieg. Paryż, Paryż…

Pola Elizejskie

Pola Elizejskie

Pójście na Trocadero w taką pogodę i ten widok to była dopiero niespodzianka! Tym razem nieprzypadkowa. Jedno powinno wykluczać drugie, ale wyjątkowo tak się nie stało.

Następnego dnia pojechałam pod Wieżę Eiffla ciekawa, jak będzie z jej wysokości wyglądało zamglone miasto, ale tak rozpadał się deszcz, że w jego strugach i przy targającym na wszystkie strony wietrze, ledwo zrobiłam fragmentaryczne zdjęcia wieży. Spodobały mi się.

Wieża Eiffla w kroplach deszczu

Most Aleksandra i Wieża Eiffla w kroplach deszczu

P1030900

P1030903

Wróciłam na Pola Elizejskie, bo część z nich zajmują przed świętami sznury straganów. Jakie tam mieli śliczne, świąteczne ozdoby! A w tle oświetlone prawie na biało wielkie koło słynnej karuzeli.

Potem wystawy sztuki współczesnej, Biblioteka Narodowa, gorąca kawa co jakiś czas, ale bynajmniej nie w środku kawiarni, tylko na zewnątrz. Będąc zmoczonym spacerami w deszczu, tam naprawdę można było się osuszyć. Ludzie siedzieli w kawiarnianych ogródkach pod piecykami różnych kształtów – a to lamp naftowych, a to kielichów tulipanów lub całkiem zwyczajnych, metalowych rurek. Było cieplej niż w środku! Nieopodal ulewa, zimno, a pod “piecykami”, przed kawiarnią, paryżanie oraz turyści jedzą obiad, popijając kawę tudzież wino.

Wsiadłam do dwupiętrowego, turystycznego autobusu, przycupnęłam pośrodku i jakże dobrze zrobiłam, bo kiedy ruszył, strugi deszczu zaczęły wlewać się się do wewnątrz autobusu z “górnego pokładu.” Z przodu i z tyłu. Ludzie żałośnie, cichutko jęczeli i dosłownie wypadli z autobusu na pierwszym przystanku. Było to akurat koło Luwru, więc weszłam. A tam sucho i jasno. Fantastycznie. I bardzo szybko natknęłam się na obraz, o którym wcześniej myślałam, ale dopiero teraz znalazłam. Widziałam wielkokrotnie jego kopie i reprodukcje w Polsce, w prywatnych mieszkaniach. Do dziś nie wiem, dlaczego “ odbicia” tego obrazu były tak rozpowszechnione. Ma on mnóstwo swoistego wdzięku. Namalował go Andrea di Bartolo, dzieło nosi tytuł: “La Vierge au cousin vert”. Ten obraz też w pewnym sensie kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem.

Na koniec dnia spróbowaliśmy pysznych ciasteczek, słynnych makaroników. W specjalnych sklepach stanowią atrakcję dzięki finezyjnym opakowaniom, ale można je też schrupać w bardziej przystępnych miejscach. Sczególnie polecam ciasteczka o smaku żurawinowym…

Pora jeszcze pooglądać świąteczne dekoracje na Place Vendome. Założyli tu sklepy znakomici jubilerzy i kreatorzy mody, m.in. Coco Chanel. Bardzo lubiła te okolice. Mieszkała w Hotelu Ritz przez kilkadziesiąt lat. Place Vendome jest ozdobiony elegancko i delikatnie. Zresztą, jak większość miejsc w Paryżu.

Szukałam jeszcze najlepszych kasztanów na Placu Pigalle, ale te smaczniejsze były gdzie indziej.

Obraz

Andrea di Bartolo “La Vierge au cousin vert”

Witryny znanych marek na Placu Vendome

Witryny znanych marek na Placu Vendome

P1030800

P1030803

P1030917

P1030922

W sklepie muzycznym posłuchałam najnowszych, francuskich przebojów, np. w wykonaniu L. Vouzly, Zaz i wyszłam z kolejnymi płytami, z nieśmiertelnymi piosenkami o Paryżu, m.in. Mouloudji, Mistinguett, Y. Montanda, G. Brassensa, J. Baker, Z. Jeanmaire i … Edit Piaf. A także mojej ulubionej Juliette Greco. W lipcu, w Dzielnicy Łacińskiej odbywał się festiwal twórczości wielkiej Juliette i młodzi artyści wyśpiewywali swoje interpretacje jej pieśni.

Jadąc autobusem na lotnisko, robiłam zdjęcia przez szybę i wyszły dość niesamowicie, bo bardzo padało. Rano linie lotnicze wysłały mi komunikat, że nasz samolot odleci zgodnie z planem. Miałam watpliwości, ale rzeczywiście tak się stało. Następni pasażerowie już nie mieli tyle szczęścia. Loty były opóźnione.

Śpieszyłam się do domu, na Wigilię. I jak zwykle w podobnych sytuacjach zastanawiałam się, gdzie jest mój dom: w Polsce czy w Stanach?

Powinnam jeszcze napisać o moim ulubionym, polskim miejscu w Paryżu.

Ale o tym może już następnym razem…

Tekst i zdjęcia: Irena Biały

P1030864

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *