DPS

Piękno ikony – Museum of Russian Icons w Clinton, MA

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

90

Ikona nazywana bywa oknem, przez które – jeśli patrzymy w odpowiedni sposób – widać inną rzeczywistość, sacrum. Gdy postrzeganie jest aktywne, staje się obustronne – wtedy ikona jest miejscem kontaktu, spotkania i oddziaływania. Największe muzeum ikon we wschodnich Stanach Zjednoczonych mieści się w miejscowości Clinton
w Massachusetts. Okazała prywatna kolekcja, jedna z największych poza Rosją, obejmuje ponad 500 ikon.

Budynek Museum of Russian Icons w Clinton, MA

Budynek Museum of Russian Icons w Clinton, MA

W okolicach święta Bożego Narodzenia często stykamy się z wizualnym przedstawieniem sceny narodzin Chrystusa, witania Go przez aniołów i pasterzy; z wizerunkiem Świętej Rodziny. W kościołach – najczęściej w przestrzennej, rzeźbiarskiej formie; na świątecznych kartkach czy kalendarzach – w malarskiej postaci. Często jest to reprodukcja ikony (Greckie εἰκών eikōn, czyli “obraz”) – religijnego obrazu, namalowanego na drewnie techniką tempery jajecznej, w stylu bizantyjskim, ze szkoły rosyjskiej lub greckiej.

Narodziny Jezusa - ikona z muzeum w Clinton

Narodziny Jezusa – ikona z muzeum w Clinton

Święta Paraskewa - ulubiona ikona Gordona B. Lanktona

Sztuka ikonografii jako jedna z nielicznych przetrwała do dzisiejszych czasów w niemal niezmienionej, tradycyjnej formie. Dzisiejszy ikonograf używa bądź też stara się używać tych samych naturalnych materiałów i narzędzi, które służyły twórcom najstarszych zachowanych ikon, z klasztoru św. Katarzyny na Synaju (VI w.). Materiał i technika są istotne, wpływają bowiem na percepcję ikony, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Są także związane z kontemplatywnym charakterem pracy nad ikoną – wymagającej cierpliwości, wejrzenia w siebie, skupienia, modlitwy, nawiązania kontaktu z rzeczywistością reprezentowaną przez wizerunek.

Od wieków ikonom towarzyszy ten sam podziw, bowiem przedstawienia „nadnaturalnej” rzeczywistości cechuje nadnaturalne piękno. Anonimowi najczęściej ikonografowie osiągali je dzięki swemu wewnętrznemu stanowi podczas „pisania” ikony, ale także za sprawą perfekcyjnego opanowania rzemiosła, unikalnej i trudnej techniki, skrupulatnego przestrzegania przepisów, regulujących sposób przedstawiania i symbolikę elementów (np. gestów), cennych naturalnych pigmentów oraz polerowanego agatem złota (symbolizującego świętość, oddanie czci, nieśmiertelność, Bożą chwałę) czy szlachetnych kamieni, pojawiających się jako ozdoba ikony.

W okolicach VII w. adoracja ikon, obecnych tradycyjnie w liturgii chrześcijańskich kościołów wschodnich, zaczęła „przekraczać pewne normy”. Na fakt, że co niektórzy wierni byli „tak zajęci całowaniem ikon, że nie przykładali należytej wagi do świętej liturgii”, narzekał już Św. Anastazy z Synaju. Wkrótce nadszedł dla ikon mroczny czas ikonoklazmu (726-843 r.), czyli niszczenia obrazów i fresków, przedstawiających Boga i świętych. Boska rzeczywistość miała pozostawać niedostępna zmysłom, a jej malowanie miało być zakazane. Argumentem za przywróceniem ikonom ich rangi, racji bytu i miejsca w kościele, była m.in. biblijna historia autentycznego wizerunku twarzy Chrystusa, odciśniętego na chuście Weroniki, uważanego za pierwszą ikonę. Za najstarszego ikonografa uznano św. Łukasza Ewangelistę, którego rękę podczas procesu malowania, jak pokazują niektóre ikony, prowadzić miał anioł. Historycy genezy ikon szukają m.in. w niesamowitych, poruszających portretach nagrobnych z Fayum.

op

70

Dziś ikona jest nie tylko elementem liturgii, adoracji w „kącikach modlitewnych” w domach prawosławnych oraz codziennego życia chrześcijan, także w polskiej tradycji katolickiej, ale również przedmiotem uznawanym przez historyków sztuki za wyjąkowy i cenny. Ikony mają swoich miłośników, „wyznawców”, specjalistów z zakresu historii sztuki i konserwacji, wyspecjalizowanych kupców i poszukiwaczy, kolekcjonerów… Jedną z takich osób jest Gordon B. Lankton, założyciel Museum of Russian Icons
w Clinton, MA.

***

Budynek muzeum w Clinton jest niezwykle nowoczesny. Wewnątrz, w galeriach na trzech piętrach, rozlokowano pięknie opisaną i zachowaną kolekcję ponad 500 rosyjskich ikon powstałych na przestrzeni ostatnich sześciu wieków, oraz zbiór świętych przedmiotów, np. krzyży, nierzadko z IX-XIII w. Ekspozycję dopełniają multimedialne prezentacje, opowiadające o historii ikon i kulturze Rosji. W muzeum mieszczą się także sympatyczny sklep i kawiarenka z herbatą z samowara. Na percepcyjnej „uczcie” się nie kończy – w środku zwiedzającym przydarzyć się może, tak jak mnie, nieoczekiwane spotkanie z kolekcjonerem i założycielem muzeum, biznesmenem i miłośnikiem rosyjskiej sztuki sakralnej Gordonem B. Lanktonem. Muzealna kolekcja to ostatnie 22 lata jego życia.

Dlaczego muzeum powstało w Clinton, a nie w Bostonie czy innym okolicznym dużym kulturalnym ośrodku, pytam? Ponieważ pierwsza fabryka Nypro Inc., działającego na całym świecie przedsiębiorstwa, którego kolekcjoner jest prezesem, znajduje się właśnie w Clinton, w Massachusetts i Lankton spędził tutaj 50 lat. Museum of Russian Icons, ulokowane w historycznym, XIX-wiecznym budynku dawnej poczty, naprzeciw jednego z najstarszych w Ameryce parków publicznych, jest jego hołdem dla miasta. Kolekcjoner zdecydował się na ten kok, mimo że doradzano mu ulokowanie muzeum w Bostonie albo w Nowym Jorku.

5

3

Gordon B. Lankton jest protestantem. Kościół prawosławny odwiedził kilka razy w życiu. Kocha drewno i podróże. Podczas biznesowej podróży do Moskwy w 1989 r. zachwyciły go ikony; swoją pierwszą kupił na moskiewskim flea markecie. Tak się zaczęło. Przyznaje, że „od zawsze” kolekcjonował przedmioty – wcześniej były to plakaty wojenne i samochody-zabawki. Jak każdy kolekcjoner, lubił pokazywać innym swoje zbiory. Gdy zatem domowa kolekcja ikon przestała mieścić się w domu i ogrodzie, i żona Gordona Lanktona powiedziała „stop”, w głowie biznesmena zrodziła się idea jednego z najniezwyklejszych muzeów we wschodnich Stanach. Fundatora, który odbył 50 podróży do Moskwy, a wcześniej podróżował motocylem po Europie i odwiedził w sumie 23 kraje, podejrzewano o różne rzeczy, w tym o bycie szpiegiem czy agentem CIA. Kolekcjoner przyznaje, że próbował osobiście trzykrotnie przywieźć z Rosji do USA ikony, ale przyłapano go i nie należało to do przyjemnych doświadczeń. Zbiory w Clinton pochodzą w większości z Niemiec, gdzie rosyjskie ikony „wyekspediował” niegdyś Stalin. Muzeum pozyskuje ikony poprzez amerykańskie i europejskie domy aukcyjne
i niektórzy porównują jego zbiory nawet z Galerią Trietiakowską w Moskwie.

Trudno mówić o najpiękniejszych ikonach w muzeum w Clinton; warta zobaczenia jest z pewnością cała kolekcja. Zapytany o swoją ulubioną ikonę, Gordon B. Lankton wskazuje na obraz przedstawiający prawosławną świętą Paraskewę, datowany w przybliżeniu na 1600 r. Z jakiegoś powodu kolekcjonera porusza właśnie jej historia – bogatej Greczynki z Rzymu, późniejszej pustelniczki, która za sprawą anioła powróciła do ojczyzny i nawracała pogan tak gorliwie, że wrzucono ją do gorącego oleju, a ona nie dość, że nie opierała się, to jeszcze zupełnie nie ucierpiała podczas tortur i w ten sposób nawróciła swego oprawcę. Krążą o niej różne legendy – podobno w wieku 10 lat usłyszała w kościele: „Jeśli ktokolwiek chce iść ze mną, niech zaprze się siebie, weźmie krzyż swój i naśladuje mnie…” i od tej chwili zaczęła zachowywać się „dziwnie”, m.in. odrzuciła rodzinne bogactwa, a rodzice przestali rozumieć jej postępowanie…

Na koniec wizyty w muzeum kolekcjoner otwiera zamkniętą salę, w której wyeksponowana jest tylko jedna ikona – wykonana w Moskwie na zamówienie i „pod okiem” Gordona B. Lanktona naturalnej wielkości prezycyjna kopia „Gościnności Abrahama” Rublova, czyli Trójcy Świętej pod postacią trzech aniołów, odwiedzających w biblijnej historii Abrahama i Sarę. Postaci wpisane są w okrąg symbolizujący równość i pełnię. Wewnętrzne światło ikony zdaje się wypełniać przestrzeń sali.

Dziękuję za to doświadczenie i możliwość zwiedzania muzeum w towarzystwie tak niezwykłego przewodnika.

W kolejnym odcinku – więcej o pracy współczesnych ikonografów (na podstawie uczestnictwa w zajęciach Pracowni im. Św. Mikołaja Cudotwórcy przy klasztorze oo. Bazylianów w Warszawie na ul. Miodowej oraz w wykładach w Studium Chrześcijańskiego Wschodu przy klasztorze oo. Dominikanów na warszawskim Służewiu, a także wizyty w pracowni Seraphic Restoration Marka Czarneckiego, amerykańskiego ikonografa polskiego pochodzenia, w Connecticut).

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *