DPS

“Kiepurowie w Ameryce”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Marta Egghert przy obrazie Jana Kiepury autorstwa

Marta Eggerth przy obrazie Jana Kiepury autorstwa Borisa Szalapina. Fot. Zosia Żeleska – Bobrowski.

„Ponadczasowa”*

Nekrologi we wszystkich znaczących amerykańskich mediach donoszą, że 26 grudnia umarła 101-letnia Marta Eggerth, znana śpiewaczka operetkowa i wdowa po słynnym tenorze Janie Kiepurze. Dożyła pięknego wieku i miałam przyjemność ją odwiedzić w Rye’u, NY, gdzie mieszkała przez wiele lat. Postanowiłam ponownie podzielić się moją relacją na temat rodziny Kiepurów w Ameryce. Zanim wrócę do tekstu, który wtedy napisałam, chcę dodać, że pani Eggerth była czarującą gospodynią naszego spotkania. Przyjęła mnie i nowojorską znaną fotograf – Zosię Żeleską-Bobrowski lunchem, okraszonym uśmiechem na twarzy. Rozmawiałyśmy po polsku. Spotkałyśmy się 8 lipca 1998 roku. Zosia utrwaliła na zdjęciach panią Eggerth, która kilkakrotnie podkreślała, że jest ‘ponadczasowa’.

***

Marta Eggerth wita mnie w drzwiach domu, atrakcyjnie położonego w pobliżu Westchester Country Club. Ubrana jest w czarne spodnie i bluzkę, które doskonale kontrastują z bielą salonu.

– W tym domu nie mówi sie o wieku. Jestem ponadczasowa – oznajmia z uśmiechem. – Nie będę też opowiadać o moim synu, Janie, który chce zachować swoją prywatność – zauważa na wstępie sopranowym głosem.

Naszej rozmowie towarzyszy Wilfriede Donnelly, asystentka pani Eggerth od ponad 30 lat.

– Nie znam żadnej innej osoby, która w moim wieku nadal śpiewa. Czuję się świetnie. Występuję w Ameryce i Europie – wyznaje.

Fakt! Artystka zachowała nie tylko doskonała kondycję fizyczną (w wieku 86 lat), ale i młodzieńczy głos.

– Nigdy nie paliłam papierosów i nie nadużywałam alkoholu. Nie prowadziłam też nocnego życia. Do dziś zachowałam ogromną dyscyplinę w używaniu głosu. Nie forsuję go na co dzień, a już szczególnie przed koncertem – mówi.

W domu nie zainstalowała klimatyzacji, tak powszechnej w Ameryce. Chłód wewnątrz i wysokie temperatury na zewnątrz sprzyjają chrypkom i bólom gardła. Siedzimy więc
w salonie, przy otwartych oknach. Z wielkich rozmiarów portretu pędzla Borisa Szalapina (syna słynnego śpiewaka, Fiodora) spogląda na nas Jan Kiepura. Od jego śmierci minęły 32 lata, Eggerth myśli o nim codziennie i bardzo tęskni. Ze łzami w oczach mówi: „Był dla mnie całym światem. Łączyła nas miłość do muzyki i to, że podobnie myśleliśmy. Fascynował mnie jako mężczyzna. Nazywał mnie „Baboczka” albo „Mamiczka”, zaś gdy był na mnie zły, mówił: Pani Eggerth”. Zdarzało się to, na szczęście, niezwykle rzadko. Jan nie umiał się długo złościć. Nazywałam go Aniołkiem”.

Na pytanie, czy Kiepura był kobieciarzem, odpowiada z uśmiechem: To kobiety były Kiepuranizer – utworzyła nowe słowo po angielsku, które można przetłumaczyć, że kobiety szalały na punkcie Kiepury. – Kobiety lgnęły do niego jak pszczoły do miodu. Naturalnie, że byłam trochę zazdrosna. Jan nie dawał jednak żadnych powodów do niepokoju o naszą przyszłość.

Marta i Jan. Zdjęcia archiwalne.

Marta i Jan. Zdjęcia archiwalne.

Zdjęcia archiwalne.

Zdjęcia archiwalne.

Podczas oglądania czarno-białych fotografii z rodzinnych albumów powracają wspomnienia.

– Nie będziemy robić melodramatu z tamtych czasów. Ale to był trudny okres – wyznaje. W Europie szalał Hitler, Polska utraciła wolność. Przepadły także pieniądze, które tam zainwestowaliśmy. Wybuch wojny zastał nas podczas pobytu w Paryżu. Mąż natychmiast zgłosił się do generała Sikorskiego. Chciał walczyć. Generał odradzał i namawiał, by jak Paderewski, działał na rzecz Polski w Ameryce.

Kiepura wziął radę do serca, bo z Ameryką był już związany od 1938 roku. W patriotycznym porywie dawał koncerty, z których dochów przeznaczano na pomoc tworzącym się oddziałom wojskowym na Zachodzie. – Tylko w pierwszym roku udało się zebrać aż 130 tys. dolarów – mówi Eggerth. Władysław Kiepura (brat Jana) równiez śpiewał na rzecz polskich żołnierzy.

Małżeństwo Kiepurów było niezwykle trwałe. Wytrzymało trudne chwile zakorzenienia sie w amerykański grunt. Kiepura po raz pierwszy zaprezentował się amerykańskiej publiczności, występując od razu w prestiżowym miejscu, bo na deskach Metropolitan Opera. 10 lutego 1938 roku wystąpił jako Rudolfo w „La Boheme”. Odniósł sukces
i śpiewał przez sześć sezonów. Pani Eggerth, związana kontraktem z wytwórnią filmową „Metro-Goldwyn-Mayer”, grała w Hollywood. Kiepurowie mieszkali oddzielnie.
Każde z nich realizowało się zawodowo. W końcu, Marta, stęskniona za mężem i sfrustrowana niedotrzymaniem umowy ze strony wytwórni, która początkowo obiecywała jej pierwszoplanowe role (w rzeczywistości było inaczej), wróciła do Nowego Jorku.

Przełomowym momentem w jej amerykańskiej karierze były występy w Capitol Theater, gdzie śpiewała m. in. walc Wesołej Wdówki. Jego wykonanie tak spodobało się producentce, Yolandzie Mero-Irion, że postanowiła obsadzić Eggerth i Kiepurę w „Wesołej wdówce” na Broadawayu. Premiera przedstawienia odbyła się 4 sierpnia 1943 roku, w słynnym teatrze „Majestic”. „Wesoła wdówka” była grana dwa lata. A przez sześć lat artyści objeżdżali z nią całą Amerykę. Okazała się wielkim sukcesem. Świetnie też na niej zarobiono.

Krytycy Kiepury zarzucali mu, że odszedł od opery dla operetki i filmu, które przyniosły pieniądze. Rozpowszechniali opinię, że bardziej kochał dolary niż operę.
Jego wielbiciele zaś powtarzali, że nie jest grzechem być dobrze wynagradzanym.

Jan Kiepura zmarł w wieku 64 lat.
– Nigdy nie palił papierosów. Zżymał sie na naszego ogrodnika, który nadużywał nikotyny. Ogrodnik żyje do dziś. Jan dostał ataku serca – puentuje jego żona.

Po śmiecri męża Eggerth nie chciała już śpiewać, ale matka namawiała ją do kontynuowania zawodowej kariery, przekonując: – Śpiewałaś przed Janem jako młoda dziewczynka i nadal powinnaś śpiewać. To będzie również dobre dla dzieci. Zobaczą, że powróciłaś do życia.

W końcu córka posłuchała.

Donnelly, długoletnia asystentka Eggerth, miała okazję poznać rodzinę Kiepurów w różnych sytuacjach. Oszczędna w słowach, określiła ich jednym słowem ‘bezpretensjonalni’. – Mówią prosto z mostu, co komu leży na sercu. Od razu widać, kogo lubią, a kogo nie. Lojalni wobec siebie i swoich pracowników.

Eggerth kocha zwierzęta. Trzy koty: Mimi, Albert i Maximilian leżą obok jej nóg. Pomrukują z zadowolenia, gdy pani domu czule je głaszcze.
– W życiu wszystko, co robię, traktuję poważnie. Czy to jest śpiew, czy opieka nad moimi kotami. Zawsze jestem odpowiedzialna – wyznaje artystka.

Na pożegnanie moja rozmówczyni stwierdza:
– Kocham życie, ze wszystkim, co w nim szczęśliwe i smutne. Dobrze, gdy ludzie mają dużo optymizmu i ciekawości świata. Ja, na przykład, chciałabym nauczyć się robić zdjęcia. Co powinnam wiedzieć o oświetleniu? – zwraca się do Zosi z aparatem.

Marta Egghert i Danuta Swiatek

Wilfriede Donnelly, Marta Eggerth i Danuta Świątek. Fot. Zosia Żeleska – Bobrowski.

xxx

Bardzo dobrze czuję się w kraju mojego ojca.

Podobieństwo Marjana (jego imię utworzono z połączenia wyrazów Mar-ta i Jan) do ojca jest uderzające. Postawa, łysina i wyraz twarzy jak u Jana Kiepury. Spotkałam go przypadkowo na pogrzebie nowojorskiego krytyka muzycznego i teatralnego, Berta Wechslera. Wygłaszał emocjonalną mowę pożegnalną.

Po uroczystości powitał mnie po polsku – Dzień dobry, jak się masz? Rozumiem mowę ojca znacznie lepiej niż mogę się w niej wysłowić. – Przeszliśmy więc na angielski. – Byłem w Sandomierzu, gdzie miałem swój koncert. Bardzo dobrze czuję sie w kraju mojego ojca – opowiadał. Był serdeczny.

Jak wielkie znaczenie mają dla niego słowa uznania z Polski, świadczy fakt, że pieczołowicie przechowuje recenzje z „Tarnowskiego Echa”, której autor napisał „Mistrz zagrał perfekcyjnie i z uczuciem, co wywołało aplauz…”

Marjan kocha muzykę Chopina i Bartoka. Czuje się dumny z rodziców, ale ich sukces uważa raczej za ‘balast’ w swoim zawodowym życiu. Chętnie jednak koncertuje z matką. On gra na fortepianie, ona śpiewa.
– Zawsze patrzyłem na Martę Eggerth jak na matkę, a nie na artystkę. Zawsze miała dla mnie czas, gdy jej potrzebowałem. Gdy wchodzę do rodzinnego domu, odnoszę wrażenie, że czas zatrzymał się w miejscu. Wraca dzieciństwo…

Synowie Jana Kiepury, Jan i Władysław na okładce płyty "Dwaj Bracia", na której śpiewają utwory Verdiego, Masseneta, Moniuszkę, Pucciniego i Stolza. Atrakcja kolekcjonerska.

Synowie Jana Kiepury, Jan i Władysław na okładce płyty “Dwaj Bracia”, na której śpiewają utwory Verdiego, Masseneta, Moniuszkę, Pucciniego i Stolza. Atrakcja kolekcjonerska.

– Z ojcem, którego utraciłem jako 15-letni chłopiec, również miałem dobry kontakt. Ja i brat wiedzieliśmy, że jesteśmy najważniejsi w życiu rodziców. Ojciec nie mówił nigdy
o sobie, gdy byliśmy razem. Wtedy pytał zawsze o moje sprawy. Interesował się moimi problemami. Żałuję, że z tego, jak wielkim artystą był w istocie, zdałem sobie sprawę dopieor po jego śmierci. Po latach zrozumiałem też, jak bardzo był wrażliwy na problemy ochrony środowiska. Przewidywał, że zanieczyszczenie powietrza, wody i ziemi stanie się problemem na świecie. Kochał przyrodę i dlatego w 1957 roku kupił dom poza Nowym Jorkiem. Jako dzieci mieliśmy dużo zieleni i świeżego powietrza.

Marjan z dużym zaanagażowaniem podtrzymuje legendę ojca. Z własnej kieszeni pokrył koszty wydania kilku płyt kompaktowych z utworami śpiewanymi przez Jana Kiepurę solo i w duecie z Eggerth. O swoim prywatnym życiu mówi lakonicznie, bo jak to często bywa w przypadku dzieci znanych ludzi, broni swojej prywatności. Wyznaje jednak, że jego żona Jane, prowadzi koncern lotniczy. Mają domy w Nowym Jorku i stanie New Hampshire. Nie doczekali się potomstwa.

Xxx

Ladis- Władysław Kiepura Wladyslaw, kadr z filmu "Halka"

Ladis- Władysław Kiepura Wladyslaw, kadr z filmu “Halka”

Brat Jana Kiepury czyli serce ojca zawsze tęskniło do Polski.

Młodszy brat Jana, Władysław, był równiez śpiewakiem i tutaj w Ameryce kontynuował artystyczną karierę. O losach Władysława i jego rodziny słyszałam niewiele. Zaskoczyła mnie więc wiadomość o śmierci młodszego Kiepury, którą podała polonijna gazeta „Nowy Dziennik”. Informację, że Władysław zmarł 11 czerwca 1998 roku na Florydzie, przekazała jego córka, Dana Kiepura. Odnalazłam ją telefonicznie w Fort Lauderdale, gdzie osiedliło się wielu Polaków.

Dana akurat porządkowała zdjęcia po ojcu.
– Dożył 94 lat. Cieszył się dobrą kondycją do końca. Zawsze zresztą planował długo żyć, nawet nie rozmawialiśmy, gdzie chce być pochowany. Na razie nie podjęliśmy jeszcze decyzji, gdzie spoczną jego prochy na stałe. Tu, w Ameryce, jesteśmy my, jego rodzina. Ale pamiętamy też, że serce ojca tęskniło zawsze do Polski – powiedziała Dana.

Na pytanie, czy ona sama odziedziczyła talent po ojcu i stryju, przyznaje, że niestety nie!
– Ani ja, ani mój brat, Frank, nie jesteśmy śpiewakami. Brat został prawnikiem, a ja pracuję jako broker w firmie handlującej nieruchomościami. Syn brata, Frank, też nie śpiewa.

Dana jest z wykształcenia nauczycielką. Kiedyś uczyła w Nowym Jorku języka angielskiego i historii. Gdy pod koniec lat 60-dziesiątych rodzina przeniosła się na Florydę, zajęła się, wzorem ojca, sprzedażą nieruchomości. Dziś mieszka z matką, Doris.

W Polsce była tylko raz. Największe wrażenie zrobił na niej Kraków, a szczególnie Wawel. Nie mówi po polsku, ale jej matka nieźle posługuje się polszczyzną, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fakt, że urodziła się w USA. Doris Kiepura, z domu Gzowska, pochodzi z polskiej rodziny osiadłej w New Jersey. Charakteryzując swojego ojca, Dana powiedziała: Miał zdecydowanie więcej temperamentu niż stryj, Jan. Był też bardziej od niego uparty i zawzięty.

– Już po trzech dniach znajomości poprosił mnie o rękę – powiedziała w rozmowie telefonicznej żona Władysława. – Oczywiście, że odmówiłam. Nie tracąc wcale rezonu zapytał, dlaczego. Gdy wyjaśniłam, że go przecież nie znam, zdziwił się. Jak to? Przecież jestem Kiepura? – powtarzał. A, że miał fantazję i był niezwykle uparty, po dwóch latach wzięliśmy ślub.

Obie panie obruszają się na pytanie, czy Władysław zazdrościł Janowi sukcesu.
– Skądże! – usłyszałam. – Był największym przyjacielem swojego wielkiego brata. Gdy stryj miał próby przed występem, zapraszał na nie mojego ojca, bo liczył się z jego zdaniem, często pytał o opinię – opowiadała Dana.

Władysław także odniósł sukces, chociaż nie takiej miary, co Jan. Nigdy jednak nie bazował na nazwisku i dorobku brata. Już na początku, by nie kojarzono go z Janem, obrał pseudonim Ladis. Dobrze radził sobie na studiach wokalnych w Mediolanie, podjętych za namową brata. Po ich ukończeniu został zatrudniony przez teatr San Carlo
w Neapolu. Przed wojną występował również w Polsce. W 1934 roku podpisał wieloletni kontrakt z operą w Hamburgu, gdzie był pierwszym tenorem. 20 stycznia 1939 roku spełniło się jego wielkie marzenie, zaśpiewał na deskach mediolańskiej La Scali w „Cyganerii” Pucciniego. W USA wystąpił m. in. w Carnegie Hall w Nowym Jorku
i chicagowskiej Civic Opera.

W Ameryce, Władysław próbował nie tylko sił na deskach operowych. Przez 20 lat wraz z żoną prowadził farmy, najpierw stanie New Jersey, a później w stanie Nowy Jork.
Za namową Jana przyłączył się do inwestowania w nieruchomości w Kanadzie. Po śmierci brata w 1966 roku osiedlił się na Florydzie, gdzie do emerytury prowadził własne biuro nieruchomości.

Danuta Świątek

*Materiał ukazał się w PANI, listopad 1998.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *