DPS

“Wszystkie smaki czekolady – festiwal Taste of Chocolate w Cambridge”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Belgijska czekolada - renoma i klasyczny smak

Belgijska czekolada – renoma i klasyczny smak

Spacer na mrozie w okolicy Charles River, a potem przytupywanie w kilometrowej kolejce na Harvard Square – wszystko po to, by skosztować czekolady i napisać tę relację.
Z talerzem już pełnym belgijskich czekoladek, czekoladowych ciastek i minidonuts oblanych czekoladą oraz lodów o smaku – tak, zgadliście, czekoladowym – solidaryzuję się z czekającymi na swoją słodką kolej. Przed nimi co najmniej godzina marznięcia.

Fani czekolady są bardzo zdeterminowani i zdyscyplinowani. Kilka setek osób – i nikt nie pcha się do stolików z czekoladowym poczęstunkiem. Większość kolejki oddaje się towarzyskim pogawędkom i przytupuje do rytmu songu o czekoladzie w wykonaniu lokalnego bigbandu z – nomen omen – Pleasure Society (taka właśnie nazwa, obok nazwy bandu, widnieje na najokazalszym z instrumentów). Zupełnie jakby temperatura wokół nie była na minusie. Piosenka jest nieskomplikowana i adekwatna: „Czekolada, czekolada!”, na melodię „Good morning, Good Morning” z „Deszczowej piosenki”. Song szczególnie dla tych, którzy dzień zaczynają od czekolady (a są tacy). W krajobrazie najsroższej od lat zimy odrobina czekoladowej przyjemności prezentuje się bardzo przyzwoicie. „Graliście też na poprzednich festiwalach?” – pytam najmłodszego trębacza. Kilkulatek patrzy na mnie niepewnie i woła o pomoc: „Tato!…”. Rodzic-trębacz jest w dobrym humorze: „To były już wcześniej jakieś festiwale?”. Tak, odbywają się co roku, właśnie uczestniczymy w 6th Annual Taste of Chocolate Festiwal!

Dwie kolejki  do czekoladowych sampli na Brattle Street

Dwie kolejki do czekoladowych sampli na Brattle Street

Festiwal czekolady… które dziecko nie marzy o tym, by się na nim znaleźć? To prawie jak wizyta w fabryce Willy’ego Wonki. Pamiętacie tego zwariowanego właściciela fabryki czekolady? (W kultowym pierwowzorze filmu Tima Burtona dobra rola Gene Wildera – jakby co, lepiej oglądać razem z dzieckiem, bo film zawiera sporo psychodelii, ale jest też morał). W trzech co najmniej dwukilometrowych kolejkach na słynnym Harvard Square, w sercu „quirky” intelektualnego, liberalnego i alternatywnego Cambridge, które od Bostonu oddziela rzeka Karola, królują dziś jednak nastolatki i dorośli. Teraz rodzice chyba dłużej chronią dzieci przed zgubną miłością do słodyczy. W wielu domach obowiązuje zasada „czekoladowych piątków”, niedziel albo sobót, z prohibicją na czekoladę czy słodycze w pozostałe dni tygodnia. Dorośli folgują dziś sobie na darmowej uczcie, za czekoladowe przysmaki, przygotowane i rozdawane przez kilka uczestniczących w festiwalu cukierni, kawiarenek, rodzinnych minifabryk czekolady i sklepów ze słodyczami płacąc „tylko” staniem w długiej kolejce na mrozie. Niektóre propozycje są naprawdę pyszne! By nie było tak hedonistycznie – jest naprawdę zimno.

Małe biznesy także częstowały  chętnych swoimi wyrobami

Małe biznesy także częstowały chętnych swoimi wyrobami

Mimo mrozu atmosfera na Harvard Square była gorąca

Mimo mrozu atmosfera na Harvard Square była gorąca

Degustację można kontynuować, korzystając ze zniżkowych kuponów na gorącą czekoladę czy inne czekoladowe wyroby do kupienia w lokalach na Harvard Square. Bliskość uniwersyteckich budynków i campusów oraz MIT nadaje okolicom niepowtarzalny koloryt. Niezależne księgarnie i antykwariaty, tanie jedzenie, małe, „domowe” firmy i sklepiki, uliczni performerzy to typowe składniki atmosfery „republiki Cambridge”. Rozmaite „nieczekoladowe” pobliskie biznesy, jak np. sklep z biżuterią, biorą udział w dzisiejszym wydarzeniu, zapraszając do oglądania swoich „czekoladowych” wystaw. Harvard Museum of Natural History korzysta z okazji, by zaprosić do zwiedzania podczas festiwalu unikalnej – naprawdę jedynej takiej na świecie – wystawy 3 tysięcy kwiatów, stworzonych na potrzeby nauczania botaniki w XIX w. przez niemieckich szklarzy, Leopolda i Rudolfa Blaschkę, ojca i syna. Przygotowanie niezwykłych i do złudzenia przypominających żywe rośliny modeli z cienkiego szkła zajęło jej twórcom ponad 50 lat. Wśród eksponatów – oczywiście kakaowiec. Przy okazji wizyty w muzeum (dzieciom na pewno spodobają się ogromne szkielety) warto też obejrzeć jego imponującą i piękną kolekcję minerałów, w tym gigantyczny ametyst.

A wracając do czekolady – jej kult rozwinął się już w cywilizacji Majów. To właśnie w Meksyku zaczęto uprawiać kakaowce. Czekolada była tam ponad 3 tysiące lat temu ponoć napojem bogów i nowożeńców. U Azteków stała się towarem luksusowym, a w Europie zagościła na dobre dopiero w XVII w., wraz z powstaniem pierwszych kawiarni. Z Hiszpanii, gdzie długo strzeżono słodkiego sekretu, trafiła do Francji, Anglii i Włoch. Pierwsza pijalnia czekolady powstała w Londynie. W czasach maszyny parowej z napoju czekolada wyewoluowała do postaci tabliczki.

Festiwalowy talerzyk pełen przysmaków

Festiwalowy talerzyk pełen przysmaków

Na temat tego, czy czekolada jest zdrowa, czy niezdrowa, nie będę debatować. Pewne jest, że zawiera magnez, wapń, miedź, żelazo i witaminy (B, D, E i A – w różnych proporcjach, zależnie od tego, czy jest biała, mleczna czy też gorzka). Krążą pogłoski, że poprawia nastrój. Na następny festiwal czekolady w Cambridge poczekać trzeba rok, jeśli więc ktoś miałby już dziś ochotę skosztować czegoś nowego czekoladowego (a przy tym europejskiego i pysznego), to polecam np. pachnące przyprawami panforte, wypróbowany przepis poniżej. Do smaku można dodać też szczyptę kardamonu.

PANFORTE czekoladowe

100 g ciemnej czekolady
100 g płatków migdałowych
200 g mieszanki suszonych owoców, drobno pokrojonych
100 g posiekanych suszonych fig
100 g mielonych migdałów
2 łyżeczki sproszkowanej kolendry
2 łyżeczki sproszkowanego cynamonu
2 łyżeczki płynnego miodu.

Czekoladę roztapiamy w naczyniu umieszczonym wewnątrz większego garnka z gotującą wodą. Gdy się roztopi, zdejmujemy z ognia, dodajemy szybko resztę drobno pokrojonych składników, mieszamy i wylewamy stygnącą masę do blachy wyłożonej folią aluminiową. Wygładzamy (można również przykryć wierzch folią aluminiową i przycisnąć). Wstawiamy do zamrażalnika na minimum 30 minut (aż panforte zrobi się twarde). Po wyjęciu z folii aluminiowej, kroimy na kwadraty. Podajemy na małym talerzyku, np. z owocem maliny. Wszystkiego najsłodszego!

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Wystawa Glass Flowers w Harvard Museum of Naural History - nie tylko kakaowiec.

Wystawa Glass Flowers w Harvard Museum of Naural History – nie tylko kakaowiec.

Przygotowania do rozpoczęcia festiwalu czekolady w Cambridge

Przygotowania do rozpoczęciafestiwalu czekolady w Cambridge

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *