DPS

“ O teatrze, Grotowskim, filmie i o metodzie dramy”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Teatr Wielki i Teatr Narodowy w Warszawie.

Teatr Wielki i Teatr Narodowy w Warszawie.

Szłam w kierunku Teatru Narodowego w Warszawie na przedstawienie Grzegorza Jarzyny “Nosferatu”. Jeszcze jakiś czas temu na deskach tego teatru, wystawienie spektaklu o wampirach byłoby raczej niemożliwe. Nawet gościnnie. A tu proszę! Jak to się czasy zmieniają. W jednej z recenzji przeczytałam określenie: “nobliwy niegdyś Teatr Narodowy”. Właśnie tutaj zobaczyłam swoje pierwsze w życiu “dorosłe” przedstawienie, chociaż do dorosłości było mi jeszcze daleko. Obejrzałam w “Balladynie” J. Słowackiego, jeżdżącą na Hondzie Bożenę Dykiel, a ten słynny spektakl wyreżyserował Adam Hanuszkiewicz. Mój podziw był wielki, zaś teatr wydał mi się niezwykle nowatorski.

Wybrałam się na widowisko Grzegorza Jarzyny, bo w ciągu dwóch lat od premiery było wystawiane też za granicą i miało dotrzeć w niedługim czasie do Brooklyn Academy of Music (BAM) w Nowym Jorku.

Dotarłam na widownię i zaczął się spektakl o wampirze. Dość szybko, aby skrócić sobie dłużyzny, które miały na celu wprowadzenie widza w odpowiednią atmosferę, zaczęłam porównywać koncepcję przedstawienia postaci tegoż Nosferatu z wampirem z filmu sprzed lat, przedstawionym przez Wernera Herzoga w dziele “Nosferatu wampir”. Na tamten film poszłam tylko dlatego, że zafascynowało mnie “Szklane serce” Herzoga. Mimo wielkiej rozlewności ów film mnie wtedy urzekł. Temat wampirów w sztuce i okolicznych dziedzinach uważałam za przejściowy, na niskim poziomie rozwoju artystycznego i bez większych szans na przyszłość. Ktoś mi jednak powiedział, że dzieło Herzoga to nowa adaptacja filmu z lat 20-tych XX wieku, na podstawie powieści Brama Stokera o Draculi. Obejrzałam więc i tamten film, zastanawiając się nad fascynacją ludzi mitem wampira. Nosferatu Herzoga wydawał sie słaby, “ludzki”, godny współczucia, a okazał się przebiegły, przewrotny i bezwzględny. Sprawiał też wrażenie samotnego. Grał go Klaus Kinski, zaś piękną ofiarę Isabelle Adjani.

Od czasu obejrzenia filmu Wernera Herzoga o wampirze, przestałam lekceważyć ten temat w literaturze i sztuce. Nosferatu Jarzyny naprawdę okazał się słaby i zmęczony wielowiekowym krwiopijstwem, samotnością
i poszukiwaniem utraconej miłości, co wykorzystał za jego pozwoleniem van Helsing. Nie żałuję jednak, że poszłam na ten spektakl. Oglądając go myślałam o wielkiej karierze tematu o wampirach na świecie i fascynacji nimi młodych ludzi. Weźmy choćby serię filmową “ Twilight Saga“ z Kirsten Stewart i Robertem Pattinsonem
w rolach głównych czy podobnie tematyczne książki.

Podczas antraktu, chcąc kupić program, wszczęłam rozmowę ze studentem ekonomii, który pracował
w obsłudze teatru. Mój rozmówca od małego temat wampirów uważał za zastany na tym świecie, ważny
i ewoluujący, ukazujący tajemniczość i niezwykłość egzystencji, życie wieczne, władzę, siłę i moc.

Przyszło mi do głowy, że może to samotność, często przypisywana “duchowości” wampirów, powoduje zainteresowanie taką egzystencją? Czego brakuje młodym ludziom w dzisiejszym świecie, że są tak rozerwani pomiędzy resztkami romantyczności a miałką lub czasem brutalną rzeczywistością? Co mogłoby spowodować oderwanie ich od ekranów komputera czy telewizora? Jak wprowadzić do ich świata inny klimat, chęć obcowania ze sztuką, potrzebę wspólnego przeżywania, więcej magii?

Jedną z takich propozycji może być na przykład teatr i różne jego formy. Każde pokolenie ma swoich mistrzów i mogą to być też mistrzowie teatru.

Przy okazji przyjazdu z Włoch do Nowego Jorku ośrodka twórczego “Workcenter of Jerzy Grotowski” można się zastanowić nad wpływem, jaki wywiera na młodego człowieka obcowanie z ludźmi sztuki, ich wizjami
i osiagnięciami. Postać Jerzego Grotowskiego to świetny przykład. Nie będę pisać o jego koncepcjach, drodze twórczej, bo o tym można przeczytać w internecie. Wspomnę co nieco czasy wrocławskie grotowskiego. Należałam do grona licealistów, których zawiodła tam fascynacja eksperymentem w teatrze. Miejsce, w którym pracowali, można było różnie nazwać, ale wtedy to nie miało znaczenia, bo chodziło się na Grotowskiego, tak, jak chodziło sie na Szajnę czy Kantora.

Pojechaliśmy wówczas grupą do Wrocławia, znaleźliśmy “teatr”, usiedliśmy wokoło centralnego kawałka podłogi w niemal pustej przestrzeni i rozpoczął się spektakl. Aktorzy byli na wyciągnięcie ręki. Nawet niektórzy widzowie bali się, że będą musieli fizycznie uczestniczyć w poczynaniach aktorów. Czuło się silną więź emocjonalną między przedstawiającymi a obserwującymi. Wystawiano “Apocalypsis cum figuris”, czyli rzecz o przybyciu Chrystusa na ziemię, pojmaniu go, brutalnemu odrzuceniu przez ludzi i ukrzyżowaniu. To w wielkim skrócie.

Dość szybko można było się zorientować, dlaczego spektakl był aż tak kontrowersyjny. Grotowski wkroczył na teren zastrzeżony dla kultu. Odwoływał się do teatru liturgicznego, jednak w sposób przewrotny.
Pamiętam, jak jeden z aktorów trzymał w ręku chleb i za pomocą słów oraz gestów, usiłował przekształcić lub zupełnie zmienić ogólnie pojęte rozumienie symboliki chleba. To było dość szokujące. Aktorzy dali
z siebie właściwie wszystko, co tylko było możliwe, a już na pewno Ryszard Cieślak, grający Ciemnego. Jakby naprawdę złożył przed nami ofiarę. Było to tak sugestywne, że poczułam sie tak, jakbym była mu coś winna, a już na pewno postaci przez niego odgrywanej. Na najwyższym poziomie emocji. Widz ma zawsze swoje odczucia, niezależnie od intencji twórcy spektaklu. Właśnie o to też chodzi w teatrze. Atmosfera była niesamowita. Niektórzy ludzie bali się odetchnąć, zwłaszcza ci, którzy przybyli do Laboratorium po raz pierwszy. Druga część “Apokalypsis…” odbywała się przy świecach. Poza mową ciała, u Grotowskiego ważne było słowo. Nawet jeśli zostało wywrzeszczane. Widziałam jeszcze dwa razy ostatnią wersję “Apocalypsis cum figuris” i za każdym razem aktorzy wprowadzali element improwizacji.

W tym czasie poznaliśmy grupę studentów z Wrocławia, którzy często przychodzili do Teatru Laboratorium i znali Grotowskiego. Jedna z dziewcząt opowiadała, że bardzo bała się matury i kilka razy mówiła o tym Grotowskiemu. Na dzień przed pierwszymi pisemnymi egzaminami otrzymała telegram: “Trzymam kciuki – Grot”. Wszyscy z tej grupy zdobyli wykształcenie związane z teatrem.

Grotowski dalej eksperymentował, w końcu wyjechał do Stanów, potem pracował we Włoszech. Obecnie działają na świecie różne placówki, pośrednio i bezpośrednio związane z jego koncepcjami teatru i nie tylko. Zdobył światową sławę. Wielu ludziom zaszczepił bakcyla twórczego niepokoju i poszukiwań. A także swoistej jedności w różnych sytuacjach, przy nierezygnowaniu z indywidualizmu. Nadał nową twarz teatrowi.

Teatr Kamienica Emiliana Kamińskiego w Warszawie.

Teatr Kamienica Emiliana Kamińskiego w Warszawie.

Teatr Kamienica.

Teatr Kamienica.

Teatr Kamienica ( nad sceną zdjęcie ul. Nowy Świat sprzed II wojny światowej.)

Teatr Kamienica ( nad sceną zdjęcie ul. Nowy Świat sprzed II wojny światowej.)

A twarzy teatr ma wiele. Można spróbować na początku drogi wychowawczej od teatru lalek. Odgrywanie scenek w rodzinnym gronie, przy przebieraniu się, też potrafi zachwycić. Potem dochodzą przedstawienia w szkole czyli w gronie rówieśników i tutaj można skorzystać z METODY DRAMY. Wbrew pozorom, o czym wiedzą wtajemniczeni, nie dotyczy ona tylko inscenizacji. Technik dramy jest wiele. Ta metoda odkrywa i rozwija różne zdolności, w tym aktorskie, plastyczne, literackie. Angażuje nie tylko umysł, ale i emocje. Rozwija kreatywność, kształci różne umiejętności. Nie musi zabierać dużo czasu. Jedną z technik dramy jest rozmowa na dany temat, prowadzona w odpowiedni sposób. Z metody dramy korzystają nie tylko nauczyciele danego przedmiotu, np. języka polskiego. Jest stosowana jako metoda wychowawcza, w psychologii również. W końcu tak uaktywnione, samodzielne w myśleniu, podrośnięte dzieci spróbują same założyć kółko teatralne lub plastyczne, historyczne czy literackie.

Nie spotkałam się nigdzie z bardziej magicznym klimatem niż w teatrze, przed rozpoczęciem przedstawienia. Czasem magia trwa dłużej. Odnośnie pogłębiania znajomości języka polskiego, to słuchanie w teatrze świetnej wymowy i akcentu, poza zasobem słownictwa, bardzo temu sprzyja. Kiedy jesteśmy w Polsce, spróbujmy pochodzić z dziećmi, niezależnie od ich wieku, do teatru. Niekoniecznie musimy kupować bilety, skorzystajmy
z wejściówek.

Teatr w Pałacu Zamoyskich w Warszawie, przy ul. Foksal 2

Teatr w Pałacu Zamoyskich w Warszawie, przy ul. Foksal 2

Ogród z tyłu palacu, gdzie odbywają się spektakle plenerowe.

Ogród z tyłu palacu, gdzie odbywają się spektakle plenerowe.

Teatr kształtuje osobowość, pogłębia wrażliwość na sztukę, naukę, chęć tworzenia, zmienia styl życia i bycia. Tworzy magię, jest częścią kręgu kulturowego. Uczy bliskości i otwartości na artystyczne doznania. Warto zainteresowanie teatrem rozwijać u dzieci od jak najwcześniejszych lat. W czasie wakacji, w Polsce, oprócz wybranych teatrów, działają warsztaty. Dla młodzieży i dorosłych, na przykład w Warszawie, mają otwarte podwoje: Teatr Kamienica, Teatr Polonia, teatr na Foksal w Pałacu Zamoyskich, Och – Teatr, letnie sceny, np. Fabryki Trzciny. Niektóre z tych teatrów grają przedstawienia dla dzieci. Organizowanych jest też wiele spektakli w plenerze. Nowatorskie widowiska odbywają się w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Skorzystajmy z tej oferty i spróbujmy zaszczepić teatralną pasję naszym podopiecznym!

Irena Biały

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *