DPS

“Ostatnie i najlepsze Święta” Danuta Chlebek – praca konkursowa.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

1234
Wyróżnienie w Konkursie Świątecznym “Moje Boże Narodzenie”.

“Drodzy słuchacze. Wciąż odliczamy dni do Świąt Bożego Narodzenia. Pozostało tylko 15 dni do Gwiazdki. Sklepy w całym mieście oblężone są rodzinami, kupującymi prezenty dla swoich bliskich, co w parze z śniegiem przyczyniło się do strasznych korków na ulicach. Aby osłodzić Wam tę ciężką podróż do domu, oto godzina najlepszych kolęd….”

Zanim z radia popłynęły pierwsze odgłosy radosnych kolęd, Ewa zdążyła już zmienić stację. Chciała posłuchać normalnych wiadomości, lecz z każdej jej ulubionej stacji, leciały takie same nuty. Zrezygnowana Ewa całkowicie wyłączyła radio w swoim samochodzie. Jechała tak w kompletnej ciszy, skupiona na drodze. Dopiero kiedy zatrzymała się na czerwonym świetle, zauważyła, że od pewnej chwili miała wstrzymany oddech aż do bólu, a po twarzy spływały jej gorące, słone łzy.

Spojrzała przez szybę. Za oknem padał lekki, puszysty śnieg. Niebo było ciemne, wprowadzając ludzi w senną atmosferę. Na ulicy, gdzie znajdowała się Ewa, były maleńkie butiki i sklepy z różnymi drobiazgami. Ludzie buszowali od jednych drzwi do drugich. Mężczyźni obładowani pakunkami, cichaczem szli z tyłu, marząc, kiedy znów będą mogli rozłożyć się przed telewizorem. Towarzyszące im kobiety nie mogły oprzeć się żadnej wystawie I wchodziły do każdego sklepu, który był po drodze. Dzieci zaś były zauroczone wszystkimi dekoracjami i marzyły już o prezentach, które chciały dostać pod choinkę.

Atmosfera była gwarna i radosna, a Ewa, obserwując to wszystko ze swojego samochodu, poczuła rosnącą złość. Ta cała sytuacja przyprawiała ją o mdłości. Nie mogła się cieszyć lub nawet nie umiała. Nie rozumiała, jak ci ludzie w pewnym momencie zapominali o wszystkich życiowych trudnościach i skupiali się na aurze Bożego Narodzenia. Ona nie mogła i nie chciała zapomnieć o tych wszystkich trudnych sprawach codziennego życia.
To towarzyszący tym trudom ból sprawiał, że ona nadal czuła, że żyje. Chciała tak jeszcze pomyśleć o swoim życiu lecz czerwone światło zmieniło swój kolor, a ona, chcąc czy nie, była zmuszona ruszyć znowu w swoją podróż.

Poł godziny później czerwona Toyota podjechała pod szpital Children’s Memorial Hospital. Ewa zaparkowała samochód w podziemnym garażu i skierowała się w stronę windy. Gdy wysiadła na dziesiątym piętrze, pewnym krokiem ruszyła wzdłuż korytarza. Była już tam tyle razy, że wiedziała o każdym zakamarku. Każde pomieszczenie było jej znajome. Orientowała się lepiej gdzie co leży tutaj, niż we własnym domu. Pielęgniarki i lekarze byli jej rodziną od wielu lat. A wszystko na to wskazywało, że jej otoczenie nie szybko się zmieni.

Automatycznie kierowała kroki do znajomej sali na końcu korytarza. Delikatnie zapukała i nie czekając na odpowiedź, nacisnęła klamkę. W małej izolatce panowała nieskazitelna czystość i anielska cisza. Ściany były pomalowane na biało i dawały poczucie zimna, oprócz jednej. Na tej ścianie znajdowały się naklejone kartki z życzeniami powrotu do zdrowia jak i słodkimi obrazkami, malowanymi przez małą dziewczynkę. Jedyne okno w pokoju wychodziło na zielony park miejski. Tam, kiedy pacjenci czuli się na siłach, mogli spędzić chwilę na słońcu i chociaż przez ten czas zapomnieć o chorobie.

Pośrodku stało wielkie, szpitalne łóżko, a wokół niego kroplówki, monitory, strzykawki i przeróżne leki. Spod kołdry ciężko było zauważyć jakąkolwiek postać. Ale gdy Ewa podeszła bliżej, zobaczyła małą główkę dziewczynki owinięta w różową chustkę. Przykryta była pod sam nos i smacznie spała. Kobieta delikatnie dotknęła bladej rączki, w której był wenflon i podłączona kroplówka.

Nie chcąc jej obudzić, postawiła przyniesioną ze sobą torbę na jedynym krześle w izolatce i wymknęła się na korytarz. Poszła do pobliskiego automatu z kawą i czym prędzej kupiła dużą czarną. Gdy tak sączyła kofeinę, podeszła do niej bardzo miła pielęgniarka, Maria. Szczupła brunetka o niesamowitych, zielonych oczach, miała wyraz twarzy, który oznajmiał, że ma jej coś bardzo ważnego do powiedzenia.
“Witaj Ewo, jak dobrze że przyszłaś. Mam dla ciebie niesamowitą wiadomość. Lekarze mówią, że znalazł się odpowiedni szpik dla Helenki. Jeżeli wszystko pójdzie zgodne z planem, jeszcze jutro zaczną ją przygotowywać do przeszczepu.”

Marysia ledwo wypowiedziała ostatnie słowo, a już czuła ciężar Ewy wokół szyi. Kobieta, nie mogąc pohamować swoich uczuć, mocno uścisnęła pielegniarkę i wydukała proste: “dziękuję”. Już od dawna nie słyszała takiej dobrej wiadomości. Radość rozpierała jej duszę, gdy szła z powrotem w stronę sali. Mogła wszystkich uścisnąć, a najbardziej tę małą istotkę, śpiącą w pokoju.

Gdy tam weszła, Helena właśnie dostawała zastrzyk. Jej niebieskie oczy o barwie morskich głębin, były przepełnione łzami, a na twarzy można było dostrzec oznaki wielkiego bólu. Jednak strach i ból zniknął, gdy zobaczyła Ewę, stojącą w drzwiach. Ścisnęła mocno usta i czekała, aż zadanie będzie wykonane. A gdy pielegniarka wyszła, Ewa została sama z tą istotką. Przyglądały się sobie tak, jakby miał to być ich ostatni raz. Helena z wielką miłością patrzyła na stojącą przed nią postać.
“Cześć, mamo. Jak dobrze, że jesteś. Przyniosłaś mi coś dobrego?”

Ewa jednym krokiem doskoczyła do łóżka swojej córeczki i wyciągnęła z torby przeróżne smakołyki. Czego tam nie było… Ciasteczka kokosowe, czekoladki, babeczki z borówkami, małe torciki z lukrem i pierniczki. Helence rozbłysły oczy na widok stosu łakoci i chociaż jej mama dobrze wiedziała, że sama tego nie zdoła zjeść, miała pociechę w tym, że chociaż w ten sposób pomoże dziewczynce. Jednak Helena cieszyła się najbardziej z ostatniej rzeczy. Była to nowa książka, a ona uwielbiała czytać.
“Dziękuje ci, mamo.”
“Nie ma sprawy, kochanie. Powiedz mi, jak się dzisiaj czujesz?
“Nawet dobrze. A wiesz, byłam u Beatki w pokoju obok. Spędziłyśmy razem fantastyczne popołudnie.”
“To świetnie. Przepraszam, że nie mogłam przyjść dzisiaj wcześniej. Musiałam uczestniczyć w ważnym spotkaniu. Ale posłuchaj, mam świetną wiadomość. Pani Marysia powiedziała, że jest szansa, że znaleźli dla ciebie szpik do przeszczepu.”

Gdyby mogła, Helena wyskoczyłaby z łóżka i zaczęła tańczyć po całym pokoju. Rozpierało ją szczęście.
“Mamo, to cudownie! Może jeszcze poczekamy do Gwiazdki! Tak bardzo chciałabym być w domu jeszcze przez jedne święta!”

Na to mina Ewy zachmurzyła się jak niebo przed wiosenną burzą. Odwróciła wzrok od córki i skoncentrowała się na swoich dłoniach, niecierpliwie ułożone na kolanach.
“ Kochanie, wiem, że byś chciała, ale nie możemy czekać. Jak wyzdrowiejesz, to każdą Gwiazdkę będziemy spędzać w domu. Obiecuję, ale musisz poddać się temu zabiegowi. A teraz sprobuj zasnąć. Ja muszę iść do domu. Przyjdziemy później z tatą, dobrze?”

Ewa ucałowała córkę i wybiegła z sali. Nie chciała, żeby Helena widziała, jak płacze. Patrząc przed siebie pobiegła tą samą drogą, co przyszła. Nie zwracała uwagi na zdziwione miny personelu, który w tym momencie wieszał dekoracje świąteczne. W takim stanie dobiegła do samochodu. Musiała się uspokoić, jeżeli miała dojechać do domu.

Wzięła się w garść i ruszyła w stronę domu tamtej Ewy Morawskiej. Tamta osoba odeszła tak jak i życie, które prowadziła. Ona była inna Ewą i samą siebie nie poznała.
Dom rodziny Morawskich znajdował się w średnio zamożnej okolicy. Był to domek jednorodzinny, otoczony wysokim żywopłotem. W letnie dni rosły na nim przepiękne kwiaty, które przyciągały najpiękniejsze motyle. Dawał on uczucie bezpiecznej twierdzy. Na całej alei rosły wysokie drzewa. Ewa pamiętała, jak dawno temu dzieci z sąsiedztwa wspinały się po ich gałęziach, a rodzice zawieszali im huśtawki. Tyle razy bała się, że jej dziewczynka spadnie i zrobi sobie krzywdę.

Weszła do domu. Przywitała ją niezręczna cisza i ciemność. Dom był pusty i zimny. Nikt nie witał jej tak, jak za dawnych czasów. Była zupełnie sama. Żeby nie oszaleć ze smutku, włączyła światło w każdym pomieszczeniu, nawet w pokoju Helenki. Zatrzymała się tam na dłuższą chwilę, aby przypomnieć sobie dawne czasy. Spoglądając na zdjęcia wiszące na ścianie, widziała ślicznego bobasa w różowej kokardce, dziewczynkę z warkoczykami, odbierajacą świadectwo po ukończeniu pierwszej klasy i dorosłą jak na swój wiek, uczennicę trzeciej klasy na konkursie recytatorskim. Ale obok stały także inne zdjęcia. Na nich ukazana była Helenka tracąca włosy, owinięta różową chustką na przyjęciu urodzinowym jednego z dzieci, przebywających na tym samym oddziale. Chociaż była słaba, na jej twarzy nadal był uśmiech.

Ewa usiadła na dawnym łóżku Heleny i się rozpłakała. Minęło już tyle czasu, od kiedy Helena ostatni raz była w domu. Minęło już pięć lat od tego feralnego dnia. Miała dziesięć lat, gdy pewnego upalnego dnia podczas zwykłej zabawy z koleżankami gałąź, na której siedziała Helena złamała się i dziecko upadła na ziemię. Ewa słysząc jej przeraźliwy krzyk czym prędzej pobiegła do ogrodu. Tam znalazła córkę, trzymającą się za nogę, która była mocno skaleczona. Nie wyglądało to wtdy poważnie. Po wyczyszczeniu i zaklejeniu plastrem, Ewa zapomniała o sprawie. Kilka dni później, Helena zaczęła narzekać na ból nogi. Sytuacja się pogarszała z każdym dniem, aż pewnego dnia jej mała dziewczynka nie mogła wstać z łóżka. Oboje z mężem zawieźli ją do szpitala. Tam, po wielu długich i bolesnych badaniach okazało się, że Helena choruje na białaczkę. Niegojąca się rana była tego pierwszą oznaką. I od tego zaczął się ich koszmar. Musieli na dobre przenieść się do szpitala, w którym Helena była leczona. Bardzo cierpiała, a Ewa nie mogła jej pomóc. Przynosiła jej książki, by chociaż przez chwilę dziewczynka zapomniała o chorobie. Ona sama nie mogła przy niej czuwać. Musiała wrócić do pracy, żeby płacić za pobyt w szpitalu. Niedawno okazało się, że jedynym ratunkiem będzie przeszczep szpiku. Ale ani ona ani jej mąż lub inny członek rodziny nie byli zgodni z kodem genetycznym Heleny. Musieli czekać.

Gdy tak rozmyślała, do domu wszedł ojciec Heleny, Adam. Znalazł swoją żonę w pokoju córki. Objał ją mocno, a ona wyszeptała:
“Dlaczego nie może być tak jak dawniej? Jak mam się cieszyć z Bożego Narodzenia, skoro moje jedyne dziecko jest w szpitalu? Dlaczego mam udawać? Nienawidzę świata…”
“Nie bój się. Wszystko będzie dobrze. Musimy być silni.”

Kiedy wieczorem wrócili do szpitala, znaleźli swoją córkę w złym stanie. Po rozmowie z lekarzem prowadzącym dowiedzieli się, że Helena złapała infekcję a jej organizm jest zbyt słaby, aby się bronić.
“Drodzy Państwo. Nie możemy dokonać przeszczepu kiedy dziewczynka jest chora. Stan córki jest naprawdę poważny. Proszę spędzić z nią jak najwięcej czasu, bo to mogą być jej ostatnie święta…”

Ewa sama nie wiedziała, jak zdołała wyjść z gabinetu lekarza. Jej nogi były jak z waty, a głowa nie umiała myśleć. Usiadła na korytarzu i rozpłakała się. Po chwili odezwał się Adam.
“Jeżeli to jest prawda i nasza kruszynka umiera, spędźmy te ostatnie święta razem w domu…”
“Ale ona umiera. Czy mamy udawać radość?”
“Kiedy ona odejdzie będziemy mieli dużo czasu na smutek i rozpacz. Teraz musimy się cieszyć. Zrobię wszystko by odeszła szczęśliwie…”

Następnego dnia rodzice Heleny zdecydowali zabrać córkę do domu. Helena czuła, że coś jest nie tak. W pewnym momencie wszystkie pielęgniarki posmutniały i pakowały rzeczy do czarnej torby. Nikt nie chciał jej powiedzieć, co się dzieje. Pamiętała, że ostatnim razem, kiedy na oddziale panował taki szum, jednego z pacjentów wypisano do domu. Ona też by tak chciała, zwłaszcza, że za tydzień była Gwiazdka. Dobrze pamietała święta, zanim zachorowała. Wraz z tatą wybierali choinkę i wspólnie ubierali ją wieczorem. Stała ona majestatycznie w pokoju rodzinnym, a na niej przeróżne bombki, lampki i kokardy. Wokół stały Mikołaje i stosy prezentów. Helena honorowo zakładała piekną gwiazdę na samym czubku drzewka. W domu było gwarno i wesoło. Każdy się śmiał, nawet jej mama. W Wigilię z całą rodziną siedziała razem przy stole. Ona z niecierpliwościa wyszukiwała pierwszej gwiazdki na niebie. A po wieczerzy śpiewali kolędy i wychodzili przed dom, żeby zobaczyć wszystkie udekorowane domy. Uwielbiała mróz następnego poranka i odgłos skrzypiącego śniegu, gdy szli całą rodziną do kościółka. To był najpiękniejszy dzień w roku, a Helena nie mogła się nim nacieszyć.

Nieopisana była jej radość, gdy jej rodzice przyszli do pokoju i oznajmili, że zabiorą ją do domu. Choć cieszyła się z tego powodu, nie mogła jednak przestać płakać, gdy żegnała się z pielegniarkami i innymi dziećmi. Czuła, że już ich nigdy nie zobaczy.

Ewa też nie ukrywała łez, pakując rzeczy córki. Kiedy je tu przywiozła, myślała, że córka wyzdrowieje, lecz teraz wiedziała, że to się już nie stanie. Musiała spróbować wrócić do normalnego życia.

Godzinę później rodzina dojechała do domu. Chociaż Helenę trzeba było zanieść do środka na rękach, nie mogła doczekać się, kiedy będzie w swoim pokoju. Chciała się nacieszyć swoimi rodzicami, a pierwsza noc we własnym łóżku była najpiękniejsza ze wszystkich.

***

Do samych świąt Ewa wraz z Adamem zapewnili swojej córce jak najlepszy czas. Jej stan polepszył się na tyle, że mogli wyjść gdzieś po zakupy czy do muzeum. Ale najbardziej Helena uwielbiała przebywać w domu. Była tak szczęśliwa, mając rodziców przy sobie. Ale Ewa zauważyła, że blask w oczach córki powoli zanikał. Była bardzo słaba, choć ukrywała to, jak tylko mogła. Nie wiedziała jednak, że jej mama z tatą na zmianę czuwali przy jej łóżku, sprawdzając czy oddycha. Ale gdy nadszedł czas na ubieranie choinki, na każdej twarzy zagościł uśmiech. Grały kolędy, mama śpiewała a tata tańczył. A gdy tata podłączył lampki i choinka zabłysła, Helena aż klasnęła z zachwytu.

W Wigilię cały dom tętnił życiem. Przyjechali ukochani dziadkowie, ciotki, wujkowie i kuzyni. Kobiety pomagały w kuchni, skąd wydobywały się najprzeróżniejsze aromaty. Zapach gotującego się kompotu, smażonych ryb i gorących pierników właśnie wyciągniętych z pieca. Było tam tak przytulnie i gorąco. Mężczyźni zaś dekorowali dom, który miał zabłysnąć po wieczerzy. Na dworze było zimno, padał lekki śnieg. Helena pozwalała śnieżkom dotykać swoich policzków. Była zachwycona.

Gdy dzieci rodziny wypatrzyły pierwszą gwiazdkę, cała rodzina zasiadła do stołu. Było łamanie się opłatkiem i życzenie sobie wszystkiego najlepszego. Jedzenie było przepyszne i nikt nie był smutny. Nawet Helena słuchając rodzinnych opowieści, zapomniała o swojej chorobie. Jej mama się śmiała. Było dużo radości. A gdy tata włączył dekoracje przed domem, cała ulica tańczyła w różnych kolorach. Helena chciała, żeby trwało to jak najdłużej.

Nazajutrz Helena wraz z rodzicami udała się na poranną Mszę. I chociaż była słaba, to nadal śpiewała kolędy, a gdy modliła się przy żłobku z maleńkim Jezuskiem, podziękowała mu za to, że pozwolił jej jeszcze raz to przeżyć i prosiła, żeby pomógł jej rodzinie, gdy jej już nie będzie.

Jeszcze tej samej nocy Helenka umierała cichutko w swoim pokoju. Do samego końca byli przy niej rodzice trzymali ją za rękę. Gdy czuła, że koniec już blisko, Helena powiedziała:
“Kocham was. Ja od dawna wiedziałam, że umieram i juz się z tym pogodziłam. Dziękuję wam za te ostatnie dni mojego krótkiego życia. Były lepsze niż jakiekolwiek prezenty, które od was dostałam. Wiem, że będziecie za mną tęsknić, ale w święta macie się cieszyć. Ja będę z wami duchem. Przepraszam za to, co było kiedyś złe. Kocham was…”

Wypowiedziawszy te słowa, Helenka odeszła, a choinka stojąca w pokoju zaczęła świecić bardzo mocno i w pewnym momencie zgasła.

Danuta Chlebek, 16 lat

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *