DPS

„Jaka jest misja nauczycielki polonijnej?”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

1203849_f520

– Jaka jest moja misja w waszej klasie? – zapytałam na lekcji szóstoklasistów Polskiej Szkoły im. Mikołaja Kopernika w Mahwah, NJ.
– Tłumaczyć nam trudne polskie wyrazy – odparł jeden z uczniów.
– Opowiadać o Polsce – odezwał się drugi.
– Nie wiem – przyznał się trzeci uczeń.

To samo pytanie zadaję sobie. Co tydzień, gdy przygotowuję plan lekcji, zastanawiam się nad tym, co chciałabym, żeby moi uczniowie wynieśli z zajęć.
Fakty historyczne, geograficzne czy reguły gramatyczne uczeń może sam przeczytać w książce. Ale ważne jest
z jaką pasją je przekażę na lekcji i jak je dobiorę, by zaprezentować coś ważnego w życiu Polaków; tym współczesnym i w przeszłości. Nastawiam się na naukę języka konwersacyjnego, którym uczniowie mogą posłużyć się na spotkaniu rodzinnym u babci czy na obozie letnim w Polsce. Chcę, by uczniowie umieli się wypowiadzieć w grupie. Mieli opinię na temat królów elekcyjnych, którzy nigdy nie nauczyli się polskiego czy znali tradycję hodowli koni arabskich nad Wisłą. Chcę, by moi uczniowie rozbudzili w sobie ciekawość do zbadania prawdy w różnych powiedzeniach. Czy rzeczywiście ktoś wybiera się jak sójka za morze i wybrać się nie może? (Nie, te ptaki jednak opuszczają Polskę na zimę). Chcę, by moi uczniowie spojrzeli na Sienkiewicza nie tylko jako Noblistę, czy autora „W pustyni i w puszczy”, ale również na człowieka, który stał się ‘celebrytą’, dzięki korespondencjom pisanym z Ameryki.

Nie chcę być jak moja nauczycielka francuskiego w polskim liceum, która na każdej lekcji kazała wstawiać brakujące słówka w gramatyczne zawijańce albo tłumaczyć czytankę o wyprawie na księżyc! Nie zmuszę żadnego ucznia do nauki języka i historii Polski, ale może zasieję ziarno ciekawości na temat Polski i jej kultury? Może zachęcę, by sięgnąć po polską książkę?

Właśnie, ten Sienkiewicz… Przyniosłam do klasy fragmenty „Listów z podróży do Ameryki” pisarza w latach 1876-1878, by uczniom przeczytać o ówczesnych obyczajach. Teraz jednak chcę zacytować ciekawy fragment na temat misji nauczycielek w oczach Sienkiewicza.

O nauczycielkach i szkole

W Ameryce powierzenie wychowania kobietom ma jeszcze jeszcze tę nieskończenie dobrą stronę, że wpływa ogromnie na wzrost cywilizacji obyczajowej, która tak nisko tu stoi. Nauczyciel mężczyzna nie ma i nie może mieć takiego wpływu obyczajowego na swoich wychowańców, jak kobieta delikatna i dobrze wychowana, której sama obecność każe tak na wpół dzikim pauprom, jak i ich ojcom hamować porywy nieokrzesanych namiętności. Łatwiej zrozumiemy, gdy przypomnimy sobie szacunek, jaki otacza tu kobiety.

Istotnie pod względem wpływu na obyczaje, powołanie nauczycielek jest w Stanach Zjednoczonych prawdziwą misją. Ja sam znam pewną szkółkę nad rzeką Cosumnes albo po indyjsku: Makosine, w Kalifornii. Okolica ta jest prawie dzika; Indianie, którzy ustąpili z niej niedawno, tułają się tu i ówdzie; mieszkańcy składają się
z uboższych farmerów, pastuchów owiec, górników, czyli przemywaczy złota, i na koniec Chińczyków, których tu wszędzie jest pełno. Łatwo zrozumieć, jak nieokrzesane i pełne dzikich instynktów jest to niedawno osiadłe
i złożone z tak różnych żywiołów społeczeństwo.

Otóż, wyobraźcie sobie, że wpośród tych niesfornych żywiołów istnieje szkółka, do której mieszkańcy muszą posyłać swoje dzieci, a w szkółce jest nauczycielka miss, wątła, drobniutka, delikatna jak mimoza, przyzwyczajona i do innego życia, i do innego otoczenia. Ale trzeba wiedzieć, jak pierwszy lepszy gbur okoliczny czuje się wobec niej skrępowany, jak obraca kapelusz w ręku; nie wie, co robić, jak usiąść i co myśleć o tym zjawisku, którego oczy jego nie nawykły wcale oglądać. Wobec niej nikt tu sobie nie pozwoli grubiańskich żartów ani przekleństw ‘ na oczy i duszę’ bliźniego, bo każdy instynktownie czuje całą niestosowność takiego postępowania; a kto, by wreszcie jej nie czuł, tego wkrótce nauczyłyby rozumu pięści i rewolwery sąsiadów. Łatwo z tego wyciągnąć wniosek, że nie tylko przyszłe pokolenie, ale nawet i teraźniejsze pod podobnym wpływem mięknie i uczy się łagodniejszych obyczajów.

Przebiagając ze strzelbą brzegi Cosumnes i okoliczne góry, kilkakrotnie znęcony ciekawością i – mamże wyznać? – wdziękami nauczycielki, zaglądałem do owej stojącej samotnie szkółki. Jest to niewielki dom obejmujący tylko jedną salę. W sali stoją ławki urządzone według najnowszej metody higienicznej, na ścianie wiszą mapy Stanów Zjednoczonych, Europy i pozostałych części świata; między mapami zaś wisi napis upleciony z nieśmiertelników przez same dzieci: „Knowledge is power” – Wiedza to siła.

Naprzeciw ławek stoi katedra, której jednak nauczycielka najczęściej nie zajmuje, ale chodząc między ławkami prowadzi swoje wykłady sposobem, można powiedzieć perypatetycznym. Przy tym, ponieważ dzieci przychodzące znajdują się na rozmaitym poziomie rozwinięcia, każde więc niemal trzeba uczyć osobno. Nauka czytania, pisania, arytmetyki stoi oczywiście na pierwszym planie, ale oprócz tego wykłady obejmują także
i zoologię, botanikę, geografię itp. System nauczania przyjęty jest doświadczalny i istotnie niezmiernie praktyczny, znany już zresztą wszędzie.

Naukę geografii nauczycielka rozpoczyna od domu, w którym stoi szkoła, przy czym dzieci dowiadują się rzeczy arcypożytecznych; jak się stawia domy, na co izby są potrzebne itd. Poznawszy szkołę, poznają country, w której szkoła się znajduje, miasteczka, rzeki, następnie całą prowincję, następnie Stany Zjednoczone, nauczycielka coraz bardziej rozszerza widnokrąg ich wiedzy, dopóki nie obejmie całej ziemi. W nauce zoologii i botaniki dzieci poznają przede wszystkim faunę i florę własnych okolic; widzą mnóstwo roślin, na które patrzą codziennie, przychodząc z farm do szkoły, ale nauczycielka wykłada im szkodliwe lub pożyteczne własności; tak samo obznajmia wychowańców i wychowanki ze zwierzętami, minerałami itp.

Jest to system wyborny, dzięki któremu w całych Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza w młodszym pokoleniu, nie ma człowieka, który by nie umiał czytać, pisać, rachować, nie rozumiał się na polityce, słowem; który by nie był mniej więcej przygotowany do zawodu obywatelskiego. Jest także niepłonna, jak uzasadniona faktami nadzieja, że szkoły takie i nauczycielki wpłyną również na rozbudzenie uczciwości obywatelskiej i sumienia publicznego, którym teraz chyba młode koty tu się bawią. Szkół podobnych do wyżej opisanych jest mnóstwo…

Henryk Sienkiewicz

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *