DPS

“Piękno ikony” – rozmowa z amerykańskim ikonografem Markiem Czarneckim / “The Beauty of an Icon” – interview with American iconographer Marek Czarnecki

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Marek Czarnecki podczas pracy w swoim studiu Seraphic Restoration w Meriden, CA.

Marek Czarnecki podczas pracy w swoim studiu Seraphic Restoration w Meriden, CT.

Z katolickim ikonografem polskiego pochodzenia rozmawiam po jego wykładzie w Knights of Columbus Museum w New Heaven przy okazji wystawy rosyjskich ikon „Windows into Heaven”.

Marek Czarnecki jest uczniem ikonografki z Bostonu, Kseni Pokrovsky, która wcześniej brała udział w odnowie ikonografii w Moskwie; utalentowanym malarzem i nauczycielem pisania ikon. Jego ikony zobaczyć można
w wielu kościołach i kaplicach w całych Stanach. Czarnecki tworzy i uczy w swoim studiu Seraphic Restorations
w Meriden, Connecticut oraz w ramach warsztatów Six Days of Creation, czyli Hexaemeron: www.hexaemeron.org 

Rodzice Marka Czarneckiego do Ameryki przybyli w 1953 r. jako uchodźcy. W domu ikonografa mówiono tylko po polsku, ale wykształcenie odebrał wyłącznie w języku angielskim. Ponoć jego kuzyni „zatykają uszy, gdy mówi po polsku”, jednak gdy pisze ikony, ich piękno i uniwersalny język przemawiają zarówno do Amerykanów, jak i Polaków. Wśrod ikon namalowanych przez Marka Czarneckiego są m.in. ikona św. Faustyny oraz Maksymiliana Kolbe – polskich świętych. Marek odwiedził grób siostry Faustyny w Polsce.

Poniżej rozmowa w dwóch wersjach językowych.

Lidia Gruse: Kim jest ikonograf? Artystą, rzemieślnikiem, mnichem czy kimś jeszcze innym?

Marek Czarnecki: Jako ikonograf “noszę różne kapelusze”. Muszę być artystą, pełnym dbałości rzemieślnikiem, teologiem, chemikiem, stolarzem, złotnikiem. Muszę być uważny i zakorzeniony w mojej chrześcijańskiej wierze. To, jak integruję dyscyplinę ikonografii z moim życiem, jest ważniejsze niż formalne przyjęcie ślubów.
Tak jak w przypadku mnicha jednak, ikonografia jest powołaniem, a nie tylko zajęciem. Zabiera dużo czasu, bardzo izoluje, jest zmaganiem, praktyką i dyscypliną. Ikonografem nie zostaje się dla nagrody w postaci pieniędzy, z ambicji czy dla uznania, ale ze względu na pobożność i ideały. Moim uczniom mówię, że ta praca dobra jest dla ludzi w więzieniach, którzy mają dużo czasu, żyją w duchu pokuty i nie martwią się o jedzenie czy pieniądze.

By wykonać pracę, trzeba być gotowym zmieniać się i dla każdego oznacza to coś innego. Czasem jest to wyzwanie duchowe, czasem jakaś przeszkoda w twojej osobowości czy charakterze – coś, co trzeba przekształcić. Czasem wyzwaniem jest fizyczna niezdarność ciała czy wzroku. Nie można używać ikonografii do tego, do czego się chce; ikonografia użyje ciebie do tego, czego potrzebuje Bóg. Ale musisz zejść ze „swojej własnej” drogi.

Najnowsza ikona Marka Czarneckiego “The Suffering Christ” („Chrystus Frasobliwy”). W tradycji prawosławnej „The Bridegroom” z fragmentu w Nowym Testamencie”:  “How can the guests of the bridegroom fast while he is with them? They cannot, so long as they have him with them. 20 But the time will come when the bridegroom will be taken from them, and on that day they will fast.” Mark 2:19-20.

Najnowsza ikona Marka Czarneckiego “The Suffering Christ” („Chrystus Frasobliwy”). W tradycji prawosławnej „The Bridegroom” z fragmentu w Nowym Testamencie”: “How can the guests of the bridegroom fast while he is with them? They cannot, so long as they have him with them. 20 But the time will come when the bridegroom will be taken from them, and on that day they will fast.” Mark 2:19-20.

Ile czasu potrzeba, by napisać jedną ikonę i co jest najtrudniejszą, a co najbardziej podstawową częścią procesu?

Czas potrzebny na napisanie ikony zależy od doświadczenia i od złożoności kompozycji. Im dłużej pracujesz, tym większe są twoje umiejętności. Szybciej uporasz się z techniczną częścią pracy.
Bardzo cieszę się z tego, że kiedy decydowałem się zostać ikonografem, nie wiedziałem, jakie czekają mnie zmagania. Najtrudniejszą częścią pracy jest wizja ikony. Wszystkie późniejsze problemy mają charakter techniczny.
Frustrujące jest to, że tak jak w każdej duchowej pracy, ikonografia jest sztuką bez górnych limitów. Kiedy tylko zaczynam myśleć, że na jakimś poziomie osiągnąłem sukces, nowe wyzwania wyciągają mi spod nóg dywanik. Nigdy nie jestem szczęśliwy czy gotowy na to. 

Czym różni się praca bizantyjskiego ikonografa czy ikonopisa ze szkoły nowogrodzkiej od pracy współczesnego malarza ikon?

To inny świat i zupełnie inny duchowy klimat. Ikonografowie z Nowogrodu byli niczym ryby, które nawet nie wiedzą o tym, że pływają w wodzie. Bardzo naturalnie tworzyli ikony, pracując z tym, kim, czym i gdzie byli. Ich prace cechuje szczerość i niewinność pochodząca wprost z ich bycia i oni naprawdę czuli, że tworzą obrazy obiektywnej rzeczywistości.

Brakuje nam kultury, która stworzyła i wspierała te pełne pokory dzieła – my jesteśmy niczym ryby szukające wody, a kiedy ją znajdziemy, płyniemy pod prąd świata. Nowogrodzcy ikonografowie tworzyli ikony świętych, podczas gdy my tworzymy ikony ikon. Nasze ikony są nieśmiałe i nostalgiczne.
Najlepszy współcześnie żyjący ikonograf, Ojciec Zenon z Pskowa, pyta, czy możliwe jest dziś pisanie ikon, nawet jeśli sam napisał ich tysiące. Pracuje na ugorze – tradycja w Rosji została zniszczona, a on jest częścią jej rekonstrukcji. On mówi, że dopóki nie będziemy żyli w świecie głębokiego duchowego doświadczenia, wszystkie nasze ikony będą nostalgiczne – najpierw będziemy musieli odbudować podstawy.

Tutaj, w USA, nie mamy nawet podstaw, od których można by zacząć. Największą pochwałą, jaką obdarzamy naszych bohaterów kultury, jest powiedzenie, że są „ikonoklastami”. W efekcie mamy eklektyczną ikonografię, pełną ideałów i pomieszania, charakterystycznych dla współczesnego amerykańskiego życia. Gorzej, nie mamy dobrych historycznych przykładów, za wyjątkiem tego, co odnaleźć można w książkach czy reprodukcjach. Nie ma standardów autentyczności, według których moglibyśmy się oceniać. Kiedy zaczynasz pisać ikony, zaczynasz zauważać, jak swobodnie używa się słowa „ikona”; może ono oznaczać gwiazdę lub markę napoju gazowanego.

Ikona Maksymiliana Kolbe napisana przez Marka Czarneckiego dla polskiego klasztoru Franciszkanów, którzy przed wojną mieszkali z Maksymilianem Kolbe. Zakonnicy dali Markowi zdjęcia świętego i nalegali, by na ikonie wyglądał tak, jak go pamiętają: z długą brodą, w habicie i w butach. Okulary były kłopotliwe, ponieważ w ikonach wszelkie fizyczne dolegliwości i ubytki są uleczone. Marek namalował więc Maksymiliana, który zdejmuje okulary, by patrzeć na Marię, która oferuje mu dwie korony (wizja, którą Maksymilian miał jako mały chłopiec).

Ikona Maksymiliana Kolbe napisana przez Marka Czarneckiego dla polskiego klasztoru Franciszkanów, którzy przed wojną mieszkali z Maksymilianem Kolbe. Zakonnicy dali Markowi zdjęcia świętego i nalegali, by na ikonie wyglądał tak, jak go pamiętają: z długą brodą, w habicie i w butach. Okulary były kłopotliwe, ponieważ w ikonach wszelkie fizyczne dolegliwości i ubytki są uleczone. Marek namalował więc Maksymiliana, który zdejmuje okulary, by patrzeć na Marię, która oferuje mu dwie korony (wizja, którą Maksymilian miał jako mały chłopiec).


 
Co zmotywowało Cię do tego, by pisać i uczyć pisania ikon? Na ile ważna była Twoja własna artystyczna edukacja/edukacja jako malarza ikon, a na ile – życiowe doświadczenia, modlitwa, duchowość?

Zawsze wiedziałem, że moim powołaniem jest zostać artystą, ale moje powołanie ikonografa przyszło później. Ukończyłem malarstwo/sztuki piękne w Szkole Sztuk Wizualnych w Nowym Jorku. Mieszkałem w Nowym Jorku
i myślałem, że będę malował obrazy opowiadające o niepokojach i horrorze współczesnego życia, jak Francis Bacon, ponieważ uważałem, że było to najbardziej prawdziwe, a miałem wtedy 19 lat. Dzięki Bogu nie zostajemy tym, kim chcemy zostać.

W okolicach 1995 roku mój ojciec uczestniczył w zebraniu rady parafialnej i nowy proboszcz chciał kupić dla naszego kościoła obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Mój ojciec zgłosił się i powiedział: „Proszę się nie martwić o kupowanie, mój syn jest artystą i namaluje go dla księdza”. Była to moja pierwsza ikona, ponad 25 lat temu.

Kiedy ją pisałem, nie miałem pojęcia o tym, co robię, czy dokąd mnie to zaprowadzi, ale zobaczyłem, że nic
w moim dotychczasowym życiu nie powiązało ze sobą wszystkich jego wątków tak, jak ta jedna ikona. Żadna
z moich artystycznych prac nie była tak przydatna światu, jak ta niezdarna kopia. Zrozumiałem także, że jeśli chcę wykonywać tę pracę, będę musiał porzucić wszystko inne. Jak mówi Ewangelia, kiedy znaleźliśmy już tę „jedną perłę bardzo drogą”, sprzedajemy wszystko, by dostać ją w zamian.

Wykształcenie artystyczne pomaga tylko, jeśli chodzi o podstawowe umiejętności, ale w zasadzie musiałem uczyć się ikonografii od zera. Była to najlepsza lekcja pokory. Po sześciu latach samodzielnych zmagań zrozumiałem, że nie mogę być własnym nauczycielem i zacząłem szukać nauczyciela. Najpierw studiowałem ikonografię w szkole szaleńców, którzy pracowali w swój własny sposób, całkowicie poza historycznymi/tradycyjnymi prądami. Pogorszyło to tylko sprawę. Kiedy zakończyłem pracę z nimi, byłem
poniżej zera.

Wtedy spotkałem Ksenię Pokrovsky, która właśnie emigrowała z Moskwy do Bostonu. Wszystkich dobrych rzeczy, jakich nauczyłem się o ikonografii, nauczyłem się od niej. Jej nauczanie miało podstawy, było mądre
i głęboko tradycyjne. Powiedziała, że będę musiał uczyć się przez co najmniej dziesięć lat, a kiedy odparłem, że pracuję nad ikonami już od ośmiu lat, powiedziała: „Nie, licząc od dzisiaj”. Kiedy wspomniałem, że jestem artystą, dodała: „Och, w takim razie zajmie ci to piętnaście lat!”. Ponieważ tak wielu rzeczy musiałem się oduczyć.

Z wykładu Marka Czarneckiego: Ikony są powrotem do apostolskiej mądrości pierwszych chrześcijan.

Z wykładu Marka Czarneckiego: Ikony są powrotem do apostolskiej mądrości pierwszych chrześcijan.


 
Czy ikonograf powinien być zakorzeniony w tradycji prawosławnej? Jak to wygląda w Twoim przypadku?

Ze względu na ekumenizm II Soboru Watykańskiego i wielokulturowy klimat Ameryki byłem już bardzo otwarty na prawosławie, ale nie chciałem opuścić kościoła katolickiego. Myślę że to bardzo amerykańskie – być jednocześnie dwiema różnymi rzeczami; w ten sam sposób mogę być zarówno Polakiem, jak i Amerykaninem, nawet jeśli to sprzeczność.

Powód, dla którego ikony rozwinęły się i były pielęgnowane w klimacie prawosławia, jest bardzo prawdziwy.
By pisać ikony, każdy ikonograf, niezależnie od pochodzenia, musi zrozumieć, szanować i kochać kościół prawosławny. Naszym zadaniem jako ekumenicznych katolików jest zbudować ten pomost w naszych sercach
i być dobrymi ambasadorami. Być świadomym grzechów naszego kościoła i prosić o wybaczenie; widzieć ich grzechy przeciwko nam i wybaczyć im. Prawosławie rozwinęło coś, co nie pojawia się w żadnej innej formie chrześcijaństwa i musimy pokłonić się temu z pokorą. Jeśli ktoś ma jakikolwiek spór z prawosławiem – teologiczny, polityczny, ideologiczny etc., to lepiej dla niego, by nie pisał ikon. Ta gorycz odzwierciedli się w jego ikonach. Ksenia zauważyła, że protestanci, którzy piszą ikony, z reguły przyłączają się do kościoła prawosławnego, ale w przypadku katolików praktyka ta pogłębia doświadczenie ich własnego kościoła.

Jedną z przyczyn, dla których opuściłem mojego pierwszego nauczyciela ikonografii, było to, że powtarzał mi: „Jesteś takim dobrym ikonografem, kiedy nawrócisz się na prawosławie?”. Pytanie to uznałem za obraźliwe, bowiem w moich naiwnych oczach więcej mieliśmy ze sobą wspólnego niż było między nami różnic i że te różnice nie miały aż takiego znaczenia. Opuściłem owego nauczyciela, ponieważ nalegał, by wszyscy jego uczniowie byli wyznania prawosławnego.

Kiedy spotkałem mojego drugiego nauczyciela, Ksenię Pokrovsky, pierwsze pytanie, jakie jej zadałem, brzmiało: „Jestem katolikiem, czy mogę się od ciebie uczyć? Czy muszę przejść na prawosławie?”. Wyglądała na zmieszaną i urażoną; odpowiedziała: „Marek, jestem wyznania prawosławnego, czy możesz się ode mnie uczyć?”. Po czym dodała: „Jeśli idziemy z naszymi grzechami przed sobą, mamy tylko jeden kościół”. Kiedy to powiedziała, byłem bardzo poruszony. Pomyślałem, oto mój nauczyciel. Biskup Kallistos Ware w swojej książce „Droga prawosławia” pisze, że mur pomiędzy Wschodem a Zachodem nie sięga nieba. Ksenia miała także bardzo oświeconego duchowego Ojca, męczennika Ojca Alexandra Men, który powiedział jej, że ma uczyć ludzi wszelkich wyznań.

Wykład Marka Czarneckiego nt. ikon w Knights of Columbus Museum w New Haven.

Wykład Marka Czarneckiego nt. ikon w Knights of Columbus Museum w New Haven.

Kościół prawosławny jest bardzo ostrożny, jeśli chodzi o nauczanie ikonografii ludzi, którzy nie są wyznania prawosławnego i mówiąc szczerze, nie mam mu tego za złe. Prawosławie ma do ochrony wielki skarb. Ludzie myślą, że ikonografia jest narzędziem ich własnego wyrazu i malują ikony Jimiego Hendrixa, Malcolma X oraz Jezusa z rogami (chciałbym, żeby to były zmyślone przykłady). W polszczyźnie kocham to, że słowo „świętokradztwo” oznacza „skradzenie rzeczy świętych”, ponieważ dokładnie tym to jest. Ksenia nazwała to „wykorzystaniem ikony”. Trudno jest połączyć amerykański indywidualizm z ideą, że nasze ikony są służbą kościołowi, a nie wehikułem dla naszego ego.
 
Kim są twoi uczniowie?

Nigdy nie szukałem ani nie prosiłem o uczniów. Przyszli wraz z pracą, kiedy wielu ciekawych ikonografii ludzi poprosiło mnie o pomoc w nauce. Uczę ikonografii podczas warsztatów w całej Ameryce jako część grupy, którą stanowiła Ksenia Pokrovsky, jej córka Anna Gouriev i ja. Ksenia umarła w lipcu ubiegłego roku, teraz więc jesteśmy tylko Anna i ja. Uczniowie na naszych warsztatach pochodzą z całego kraju i ze świata. Nasz kolejny warsztat odbywa się w Kalifornii, następny w Connecticut. Nasza organizacja, www.Hexaemeron.org., ma także nauczycieli z Kijowa i z Kanady. Uczą liturgicznego haftu i rzeźby w drewnie.

Uczę również tutaj, w moim studio w Meriden. Powiedziałbym, że moi uczniowie są głównie ludźmi świeckimi, choć zdarzali się też księża i zakonnice. Są to ludzie najróżniejszych wyznań chrześcijańskich, głównie katolicy, prawosławni i z kościoła episkopalnego, ale mieliśmy także wielu protestantów, a nawet uczniów wyznania Mojżeszowego. Oto piękno Ameryki.

Ludzie przychodzą do ikonografii z wielu różnych miejsc i dla najróżniejszych powodów. Mówię im, żeby pierwsze trzy lata swojej pracy uznali za czas głębszej refleksji – by zobaczyli, czy jest to dobra dla nich droga do wyrażenia swojej pobożności i kreatywności, oraz czy zdołają nabyć umiejętności niezbędnych do pisania ikon. Ikonografia nie jest dobrą drogą dla każdego; mówię uczniom, że mają tak wiele innych dróg, w których poprzez swoją pracę wyrażą związek ze swoją kreatywnością i życiem duchowym, a być może te drogi będą bardziej do nich pasować.

Tak jak mówiłem podczas wykładu, jednym ze smutnych efektów II Soboru Watykańskiego była modernizacja naszych kościołów i odarcie ich z jakiejkolwiek sztuki. Ludzie rozpoznają autentyczność i głębię ikon, oraz brak tych jakości w swoim życiu, domach i kościołach. Oni pracują, by wypełnić tę próżnię.
  
Co porusza Cię najbardziej podczas Twojej pracy jako malarz ikon?

Kiedy skończę ikonę i nie widzę w niej siebie. To najlepsze uczucie. Wiem wtedy, że „przeskoczyłem siebie”. Porusza mnie praca we wspólnocie pokoleń przede mną i po mnie; Ksenia kazała mi być dobrym opiekunem. Porusza mnie realność życia świętych, których poznałem. Nie są oni jednowymiarowi, są naprawdę złożonymi ludzkimi istotami, tak jak ludzie, którzy modlą się z ich ikonami i probują zostać świętymi. Wierzymy, że w pewien mistyczny sposób przedstawienie świętego połączone jest ze świętym, którego ono przedstawia.

Wiem, że moja praca ma charakter religijny, ale wciąż pytam siebie, czy robię cokolwiek naprawdę dobrego, ponieważ bycie religijnym i dobrym to nie zawsze to samo? Po mojej śmierci Bóg da mi szczerą odpowiedź. Do tego czasu jestem zaniepokojony. Wiem, że tworzenie rzeczy pięknych jest antidotum na różnego rodzaju cierpienia.

Właśnie skończyłem ikonę cierpiącego Chrystusa. Kiedy ją skończyłem, pomyślałem: W dzisiejszym świecie jest tyle rzeczy, które sprawiają, że Jezus wygląda tak brzydko. Obłudni chrześcijanie są pod tym względem szczególnie utalentowani. A z drugiej strony, tak wielu jest współczesnych artystów, którzy, z nienawiści, robią karierę na bluźnierstwie i szoku, które zyskują ogromny rozgłos. W pewnien sposób moje ikony stanowią pokutę za oba te sposoby wyszydzania Chrystusa, zarówno przez jego przyjaciół, jak i wrogów.

Warsztat pracy ikonografa Marka Czarneckiego i jego ikona Anioła Stróża.

Warsztat pracy ikonografa Marka Czarneckiego i jego ikona Anioła Stróża.

Czy Twoje polskie pochodzenie odgrywa jakąś rolę w Twojej pracy malarza ikon?

Tak, oczywiście! Częścią bycia Polakiem jest to, że kościół jest naszym duchowym i społecznym spoiwem, zwłaszcza wśród Polonii. W moim domu modliliśmy się rano przed wydrukiem ikony Jasnogórskiej, który mój ojciec wyciął z kalendarza – to było moje wprowadzenie w świat ikony. Nie umiem nawet powiedzieć, jak bardzo porusza mnie polska sztuka ludowa. Kiedy byłem w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, myślałem, że się rozpłynę podczas oglądania wystawy przydrożnych kapliczek. Tak się cieszę, że mam te korzenie – te polskie korzenie. Nie prosiłem o nie, urodziłem się z tym darem.

Jest też jednak pewne napięcie – ponieważ ikony są zarówno rosyjskie, jak i prawosławne, a my z obydwoma tymi przymiotnikami mamy bardzo skomplikowaną historię. Jeśli chodzi o mojego pierwszego nauczyciela ikonografii, który był Rosjaninem, to trudno powiedzieć, co martwiło go bardziej – czy to, że jestem Polakiem, czy to, że katolikiem?

Wiele znanych rosyjskich ikon ogłoszono cudownymi po tym, jak rosyjscy żołnierze nieśli je w bitwie przeciwko Polakom (taka jest prawda o ikonie Matki Boskiej Kazańskiej). W czasie rozbiorów zamknięto wiele katolickich kościołów i klasztorów, spalono je czy zmuszono ludzi do nawrócenia się na prawosławie. A kiedy te prześladowania się skończyły, to z kolei katolicy zamykali kościoły prawosławne i zmuszali prawosławnych do przejścia na katolicyzm. I tak w kółko…

Pewna kobieta rzekła raz do mnie: “Dlaczego nasz kościół wygląda jak cerkiew?”. Z jej kwaśnej miny zrozumiałem, że nie jest szczęśliwa, ale nie wiedziałem, dlaczego. Musiałem sprawdzić w domu w słowniku, co znaczyła „cerkiew”, ponieważ nie wiedziałem, że w języku polskim są dwa różne słowa oznaczające kościół.
W angielskim mamy tylko jedno słowo. Dla niektórych polskich katolików (i nie mam im tego za złe) ikony mają posmak opresji. Na jakimś poziomie rozumieją oni, że religia przekracza te polityczne czy nacjonalistyczne przynależności i że patrzą na coś naprawdę świętego. Jest to po prostu trudne, kiedy religię żeni się z polityką
i używa się jej jako broni przeciwko tobie.

Kiedy uczyłem się od Kseni, było inaczej. Ona miała otwarte serce i ekumeniczne podejście: jej własne dziedzictwo było rosyjskie, bułgarskie, żydowskie i polskie. Żartowaliśmy na ten temat. Mówiłem do niej, że trzy osoby z Trójcy Świętej między sobą mówią wyłącznie po polsku, więc powinna nauczyć się w tym języku przynajmniej „cześć” i „dziękuję”. Ona śmiała się i odpowiadała: „Nie, Marku, Bóg jest z małej wioski w północnej Rosji, jestem tego pewna”. Na co ja mówiłem: „Jasne, północna wioska daleko na zachodniej granicy Białorusi”. Przyjaciele mogą tak do siebie mówić. Przekomarzaliśmy się i żartowaliśmy z siebie nawzajem. Ksenia wyraźnie dała mi do zrozumienia, że w mojej pracy są przede mną trzy drogi: pisanie prawosławnych ikon, pisanie prawosławnych ikon dla katolików i pisanie ikon katolickich. Pomogła mi stworzyć ikony oparte na polskich tematach – Maksymiliana Kolbe i Świętej Faustyny.

Marek Czarnecki uzyskał tytuł w dziedzinie sztuk pięknych w 1987 roku z prestiżowej School of Visual Arts w Nowym Jorku i od tego czasu wystawiał swoje prace w wielu amerykańskich i europejskich miastach. Wśród wyróżnień, które otrzymał, jest m.in. National Council for Polish Culture’s Jan de Rosen Artistic Achievement Award, Polish American Historical Association’s Creative Arts Award, Southern New England Traditional Arts Apprenticeship Award. Jego ikony można znaleźć w wielu prywatnych domach i kaplicach oraz w kościołach w całych Stanach, w tym na Uniwersytecie Franciszkańskim w Steubenville oraz w katolickiej Katedrze Niepokalanego Poczęcia w Springfield, Illinois. Jego malarstwo ikonowe prezentowane było na wielu wystawach, w licznych filmach i artykułach, m.in. na łamach „New York Times”.

Rozmawiała: Lidia Gruse
Zdjęcia: Knights of Columbus Museum oraz Marek Czarnecki

Knights of Columbus Museum:
http://www.kofcmuseum.org/km/en/information/index.html

Wystawa ikon „Windows into Heaven” w New Haven:
http://www.kofcmuseum.org/km/en/exhibits/2013/windows/index.html

Warsztaty ikonograficzne „Sześć Dni Stworzenia”, które odbywają się kilka razy do roku, pod kierunkiem m.in. Marka Czarneckiego. Zapraszamy:
http://www.hexaemeron.org/

The Beauty of an Icon – interview with American iconographer Marek Czarnecki

Lidia Gruse: What is an iconographer? Is that person an artist, a craftsman, a monk or someone else?

Marek Czarnecki: As an iconographer, I wear a lot of hats. I need to be an artist, a careful craftsperson, a theologian, a chemist, a carpenter, a gilder. I must be observant and grounded in my Christian faith. The way I integrate the discipline of iconography into my life is more important than taking formal vows.   
But like a monk, iconography is a vocation, not just an occupation. It takes a lot of time, it is very isolating, it’s a struggle, practice and discipline, it’s not something one does for the rewards of money or ambition or recognition, but out of our piety and ideals. I tell my students, this kind of work is good for people who are in prison, with a lot of time, in a spirit of repentance, and without worrying about clothes or food or money.  

You have to be prepared to change yourself to do the work, for everyone it’s different. Sometimes this is a spiritual challenge, sometimes there is some obstacle in your personality or character that needs to be transformed, sometimes the challenge is the physical clumsiness of your body or eyes.  You can’t use iconography for what you want; iconography will use you for what God needs. But you have to get out of your own way. 

How long does it take to write an icon and what is the most difficult/basic part of the process?

The time it takes to write an icon depends on your experience and the complexity of the composition.  The longer you have worked, and the more skillful you become, the technical part of the work goes quicker.

I am so glad when I decided to become an iconographer that I could not see the struggles that were ahead of me.  The hardest part of the work is acquiring the vision of the icon; after that – all problems are technical. 

What is frustrating is that like all spiritual work, iconography is an art without a ceiling. As soon as I think I have reached some kind of level of success some new challenge pulls the rug out from underneath me. I’m never happy, or ready for that.  

Najnowsza ikona Marka Czarneckiego “The Suffering Christ” („Chrystus Frasobliwy”). W tradycji prawosławnej „The Bridegroom” z fragmentu w Nowym Testamencie”:  “How can the guests of the bridegroom fast while he is with them? They cannot, so long as they have him with them. 20 But the time will come when the bridegroom will be taken from them, and on that day they will fast.” Mark 2:19-20.

Najnowsza ikona Marka Czarneckiego “The Suffering Christ” („Chrystus Frasobliwy”). W tradycji prawosławnej „The Bridegroom” z fragmentu w Nowym Testamencie”: “How can the guests of the bridegroom fast while he is with them? They cannot, so long as they have him with them. 20 But the time will come when the bridegroom will be taken from them, and on that day they will fast.” Mark 2:19-20.

What is the difference between the work of a Byzantine iconographer or iconographer in the times of Novgorod school vs the work of a contemporary iconographer?

It’s a different world, and completely different spiritual climate. The Novgorod iconographers were like fish that didn’t even know they were swimming in water. They made icons very naturally from who, what and where they were. Their work has a sincerity and innocence that came from just being, and they really felt they were making images of an objective reality.

We lack the culture that produced and supported those humble masterpieces – we are like fish looking for water, and then when we find it, we are swimming against the current of the world. The Novgorod iconographers were making icons of saints, we are making icons of icons. Our icons are self-conscious and nostalgic.

The world’s best living iconographer today, Father Zenon from Pskov, asks if it’s possible to write an icon today, even though he himself has written thousands of them. He is working from scorched earth – the tradition was destroyed in Russia, and he is part of its reconstruction. He says that until we live in a world of deeper spiritual experience, all our icons will be nostalgic – we will have to rebuild the foundation first. 

Here in the USA, we don’t even have a foundation to start with. The highest praise we give our cultural heroes is that they are “iconoclasts”.  The result is an iconography that is eclectic, and filled with all the ideals and confusion of modern American life. Worse, we do not have good historical examples, except what we find in books and reproductions. There is no standard of authenticity to judge ourselves against. Once you start writing icons, you start to notice how promiscuously the word “icon” is used, it can mean a celebrity, or a brand of soda.   

What motivated you to begin writing icons and teach icon writing? How important was your own art education/education as an iconographer, and how important – was your life experience, prayer, spirituality?

I always knew I had a vocation to be an artist, but my calling to be an iconographer came later. I graduated with a degree in Fine Arts/Painting from the School of Visual Arts in New York City. I was living in New York, I thought I was going to make paintings about the anxiety and horror of modern life, like Francis Bacon, because I thought that was most real, and I was 19 years old. Thank God we don’t become who we want to be.
 
Around 1995, my father was at a parish council meeting, and the new pastor wanted to buy an icon of Our Lady of Częstochowa for our church. My father raised his hand and said, “Don’t bother to buy it, my son is an artist, he will make it for you”. That was my first icon, made more than 25 years ago. I had no idea what I was doing when I made that first icon, or where it would lead me, but I saw that nothing in my life had tied together the threads of my life as that one icon. No one work of art I had ever made was as useful to the world as that clumsy copy. I also understood that in order to do this work, I would have to drop everything else. Like the gospel tells us, once we have found that “pearl of great price”, we sell everything in exchange for it.
 
Having an art education only helps with some basic skills, but basically I had to learn iconography from zero. It was very humiliating, in the best way possible. After six years of struggling on my own, I understood I couldn’t teach myself, and looked for a teacher. First I studied iconography with a school of lunatics, who over-mystified the icon, and worked their own way, completely outside the historical / traditional streams. This only made things worse. I was at less than zero when I finished working with them.

Then I met Ksenia Pokrovsky, who had just immigrated to Boston from Moscow. Anything good I know about iconography I learned from her. Her teaching was grounded, sensible, and deeply traditional. She told me it would take me at least 10 years of study; when I told her I had already worked eight years, she said “No, from today.” When I mentioned I was an artist, she said, Oh, then it will take you 15 years!” because I had so much to unlearn.

Ikona Maksymiliana Kolbe napisana przez Marka Czarneckiego dla polskiego klasztoru Franciszkanów, którzy przed wojną mieszkali z Maksymilianem Kolbe. Zakonnicy dali Markowi zdjęcia świętego i nalegali, by na ikonie wyglądał tak, jak go pamiętają: z długą brodą, w habicie i w butach. Okulary były kłopotliwe, ponieważ w ikonach wszelkie fizyczne dolegliwości i ubytki są uleczone. Marek namalował więc Maksymiliana, który zdejmuje okulary, by patrzeć na Marię, która oferuje mu dwie korony (wizja, którą Maksymilian miał jako mały chłopiec).

Ikona Maksymiliana Kolbe napisana przez Marka Czarneckiego dla polskiego klasztoru Franciszkanów, którzy przed wojną mieszkali z Maksymilianem Kolbe. Zakonnicy dali Markowi zdjęcia świętego i nalegali, by na ikonie wyglądał tak, jak go pamiętają: z długą brodą, w habicie i w butach. Okulary były kłopotliwe, ponieważ w ikonach wszelkie fizyczne dolegliwości i ubytki są uleczone. Marek namalował więc Maksymiliana, który zdejmuje okulary, by patrzeć na Marię, która oferuje mu dwie korony (wizja, którą Maksymilian miał jako mały chłopiec).

Must an iconographer be rooted in the Orthodox Church’s tradition? Does this apply to you?

Because of the ecumenism of the Second Vatican Council and the multi-cultural climate of America, I was already very open to Orthodoxy, but not willing to leave the Catholic Church. I think this is also something very American – that I can be two things at the same time, the same way I can be both Polish and American, even if there are contradictions. 
 
There is a very real reason why icons developed and were nurtured in the climate of Orthodoxy. In order to write icons, all iconographers, regardless of their background, must understand, respect and love the Orthodox church; our first step as ecumenical Catholics is to build this bridge in our hearts, and to be good ambassadors. To be mindful of our church’s sins, and to ask for forgiveness; to see their sins against us and forgive them. Orthodoxy revealed something that did not appear in any other form of Christianity, and in all humility, we have to bow before that. If one has any kind of argument with Orthodoxy – theological, political, ideological, etc., it’s better for them not to write icons. This bitterness will show in their icons. Ksenia noticed that Protestants who write icons usually join the Orthodox Church, but for Catholics, the practice deepens the experience of their own church.
 
One of the reasons I left my first iconography teacher was he kept saying to me, “You are such a good iconographer, when will you convert to Orthodoxy?” I found the question offensive, because in my own naïve eyes, I felt we had more in common than we were different, and that our differences were not very significant.  I left that teacher, because he insisted that all his students must be Orthodox.

When I met my second teacher, Ksenia Pokrovksy, the first question I asked her was, “I’m Catholic, can I study with you? Do I need to convert to Orthodoxy?” She looked confused and hurt, and answered “Marek, I’m Orthodox, can you study with me?” Then she added, “If we walk with our sins in front of us, we have only one church.”. When she said that, I was so moved, I thought, here is my teacher. Bishop Kallistos Ware, in his book “The Orthodox Way” writes that the wall between East and West does not reach to heaven. Ksenia also had a very enlightened spiritual Father, the martyr Father Alexander Men, who told her that she must teach people of all different denominations.

The Orthodox Church is very wary of teaching people iconography who are not Orthodox, and honestly, I don’t blame them. They have a great treasure to protect. People think that iconography is some tool for their own expression, and they paint icons of Jimi Hendrix, Malcolm X, and Jesus with antlers (I wish I was making this up). I love that in Polish, the word for sacrilege (“świętokradztwo”) means “the theft of holy things”, because that’s exactly what this is. Ksenia called this “the exploitation of the icon”. It’s hard to reconcile American individualism with the idea that our icons are a service to the church, not a vehicle for our own egos. 

Who are your students?

I never looked for, or asked for students. This came with the work, when many curious people asked me to help them learn.  
I teach iconography workshops as part of a team across the country. Our team was Ksenia Pokrovsky, her daughter Anna Gouriev, and myself; Ksenia passed away last July, so now it is just Anna and I. Our workshops students come from all over the country and world. Our next workshop is in California, then in Connecticut. Our organization, www.Hexaemeron.org., also has teachers from Kiev and Canada that teach liturgical embroidery and wood carving.

I also teach out of my studio here in Meriden. I would say that my students are mostly lay people, although we occasionally have some priests and nuns. They are from all different Christian denominations, mostly Catholic, Orthodox, and Episcopalian, but we also have had many Protestants, and even some Jewish students. This is the beauty of America. 

People come to iconography from all different places, and for all different reasons. I tell them to consider the first three years of their work as a time of discernment – to see whether or not this is the right way for them to express their piety and creativity, and to see if they can develop the skills necessary to write icons. Iconography is not the right way for everyone; I tell those students there are so many other ways for them to work that will express their connection to their creativity and spiritual life that will suit them better.

As I said in my lecture, one of the sad effects of the Second Vatican Council was how our churches were modernized and stripped of any artwork. People recognize the authenticity and depth of icons, and the lack of it in their lives, homes and churches. They are working to fill that vacuum.

Z wykładu Marka Czarneckiego: Ikony są powrotem do apostolskiej mądrości pierwszych chrześcijan.

Z wykładu Marka Czarneckiego: Ikony są powrotem do apostolskiej mądrości pierwszych chrześcijan.

What moves you the most during your work as an iconographer?

When I have finished an icon, and can’t see myself in it, that’s the best feeling. I know I’ve jumped over myself.

I am moved to be working in a stream of the fellowship of generations behind me and in front of me; Ksenia commanded me – “Marek be a good place-keeper”. 
I am moved by the reality of the lives of the saints I get to know. They are not one dimensional, but real complex human beings, as are the people who pray with their icons and try to become saints. In some mystical way, we believe the representation of the saint is connected to the saint it represents.

I know that my work is religious, but I ask myself all the time, am I doing any real good, since being religious and good are not always the same thing? After I am dead God will give me the honest answer. Until then, I am worried. I know that making something beautiful is an antidote for different types of suffering.

I just finished an icon of the suffering Christ. When I finished it, I thought: there are so many things in our contemporary world that make Jesus look so ugly. Self-righteous Christians are particularly talented in this respect. And on the other hand, there are so many contemporary artists who, out of hate, make careers out of blasphemy and shock that receive tremendous notoriety. In some way, my icons are atonements for both of those ways of mocking Christ, by both his friends and enemies.  

Wykład Marka Czarneckiego nt. ikon w Knights of Columbus Museum w New Haven.

Wykład Marka Czarneckiego nt. ikon w Knights of Columbus Museum w New Haven.

Has your Polish origin played any role in your work as an iconographer? 

Yes, of course! Part of being Polish is that our church is our spiritual and social glue, especially in Polonia. We said our morning prayers in front of a paper print of the icon of Czestochowa that my father cut out of a calendar – that was my introduction to icons. I can’t tell you how moving I find Polish folk art, when I was at the Ethnographic Museum in Krakow, I wanted to dissolve into the exhibition of roadside shrines. I am so glad to have these roots – these Polish roots. I didn’t ask for them, they were a gift I was born into.
  
But there is also some real tension – since icons are both Russian and Orthodox, we have a very complex history with both. With my first iconography teacher, who was Russian, I couldn’t tell what worried him more – that I was Polish, or that I was Catholic? Many famous Russian icons were declared miraculous after being carried into battle by Russian troops fighting against Poles (this is true of the icon of Our Lady of Kazan). During the partition of Poland, many Catholic churches and monasteries were closed, burned down or people forced to convert to Orthodoxy. And when that persecution ended, Catholics closed Orthodox churches, and forced the Orthodox to convert to Catholicism. And back and forth…

Once a woman said to me, “Why does our ‘kosciol’ look like a ‘cerkw’? I could tell by her sour face that she was not happy, but I didn’t know why. I had to go home look up in my slownik what “cerkiew” meant, since I didn’t know that in Polish there were two separate words for “church”.  In English, there is only one word. For some Polish Catholics (and I cannot blame them) icons have the flavor of oppression. On some level, they understand that religion transcends those political or nationalistic loyalties, and they are looking at something very holy. It’s just hard, when religion marries politics and is used as a weapon against you.

Warsztat pracy ikonografa Marka Czarneckiego i jego ikona Anioła Stróża.

Warsztat pracy ikonografa Marka Czarneckiego i jego ikona Anioła Stróża.

It was different when I studied with Ksenia, she was an open-hearted and ecumenical person: her own heritage was Russian, Bulgarian, Jewish, and Polish. We used to tease each other, I told her the three persons of the Holy Trinity only spoke Polish amongst themselves, so she should at least learn to say “hello” and “thank you”. She would laugh and answer “No Marek, God is from a small, northern Russian village, I am sure of it.” And I would say, “Sure, a northern village on the far western borders of Belarus”.  Friends can say these things to each other. We were both making fun of ourselves. Ksenia was very clear to me, that there were three paths for me in my work: that I would write Orthodox icons, and I would write Orthodox icons for Catholics, and I would write Catholic icons. She helped me compose icons of Polish subjects – Maximilian Kolbe, and St. Faustyna.   

Lidia Gruse
Photos: Knights of Columbus Museum oraz Marek Czarnecki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *