DPS

„Słowami można się bawić tak, jak klockami”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Julian Tuwim z żoną Stefanią i córką Ewą

Julian Tuwim z żoną Stefanią i córką Ewą

Rozmowa z Ewą Tuwim -Woźniak, córką Juliana Tuwima, która ustanowiła Fundację im. Juliana Tuwima
i Ireny Tuwim w Warszawie. Fundacja działa od 2006 roku. Pani Ewa jest osobą bardzo prywatną, ale zdradza nam kilka szczegółów z własnego życia. Mieszka w Szwecji już od 46 lat. Ma dwoje dzieci i sześcioro wnuków, nie myśli o powrocie do Polski na stałe, ale bywa tam bardzo często.

Co chciałaby pani powiedzieć dzieciom polskim, które mieszkają poza Polską, o swoim ojcu?

Dzieciom, które mieszkają poza Polską i z których niektóre może słyszą, że część ich rodziny nie mówi dobrze
w języku kraju, w którym mieszkają, opowiedziałabym im, że Julian Tuwim bardzo żałował, że wszyscy ludzie na całym świecie nie uczą się od dzieciństwa języka esperanto, który został wynaleziony przez polskiego lekarza, Ludwika Zamenhoffa. Kiedy był młody, tłumaczył nawet na ten język wiersze wcześniej od niego tworzących polskich poetów. Ale ponieważ dużo łatwiej jest mówić i pisać językiem, którym się mówi od najmłodszych lat,
i wtedy można mówić pięknie i oryginalnie, Julian Tuwim sam wkrótce zaczął pisać wiersze dla dorosłych i dla dzieci – po polsku.

Potem, powiedziałabym im to samo, co mogłabym powiedzieć dzieciom polskim : że Julian Tuwim pisał wiersze dla dzieci nie tylko dlatego, ze lubił dzieci i chciał im opowiadać zabawne i wesołe historyjki, ale też po to, żeby nauczyły się lepiej porozumiewać się z innymi dziećmi i nawet ze starszymi. Bo z wierszy można nauczyć się nowych słów i wyrażeń, których się nie używa na co dzień i nowego sposobu myślenia i opowiedzenia tego, co się widziało, albo, nad czym się człowiek zastanawia.

I zapytałabym je, czy zauważyły, że niektóre z wierszy dla dzieci są napisane po to, żeby pomyślały o tym, co jest dobre, a co złe, co mądre, a co … nie bardzo mądre albo, jak rzeczy i ludzie funkcjonują i współpracują ze sobą.

Opowiedziałabym im też, że nauczył mnie, iż słowami można się bawić tak, jak klockami. Można je ze sobą zestawiać, wybierając te, które najlepiej do siebie i pomyślanej całości pasują. I że można próbować malować słowami najróżniejsze obrazy, które istnieją tylko w wyobraźni, piękne, wzruszające albo komiczne. A dlaczego wiersze z rymami? Bo w takich utworach łatwiej można usłyszeć muzykę: rytm i melodię słów.

Czy Tuwim jest ciągle żywy w pani domu ?

Tak, bardzo. Często zaglądam do tomików z jego wierszami. To jest jak rozmowa z kimś żyjącym.

Powspominajmy pani ojca. W lutym 1947 roku, Tuwim został pani ojcem, gdy przyjechała pani z sierocińca na południu Polski. Co utkwiło pani w pamięci z tamtego, pierwszego dnia?

Pamiętam spotkanie z dwojgiem wzruszonych ludzi. Byłam szczęśliwa, ale też nie widziałam w tym nic niezwykłego. Miałam niecałe 6 lat i wierzyłam, że w życiu może się zdarzyć wszystko, o czym się bardzo intensywnie marzy.

Tylko przez 6 lat miała pani szansę nacieszyć się Tuwimem. Jakim był ojcem?

Był bardzo kochającym ojcem, dzielnie starał się być podobnym do innych ojców, ale dużo chorował i miał wiele zmartwień, o których oczywiście nie mógł ze mną rozmawiać. Odczuwałam to szczególnie boleśnie w ostatnich latach jego życia.

Czy próbowała pani pisać wiersze?

Nie, nigdy.

Pani ulubiony wiersz?

Z wierszy dla dzieci – „Spóźniony słowik” (choć jako dziecko, wolałam wiersz „Słoń Trąbalski), z wierszy dla dorosłych – „Daleki tygrys”.

Czy dzieci zazdrościły pani ojca-znanego poety?

Pewnie zazdrościły mi go tak, jak zazdrościły innym kolegom ojca strażaka, albo znanego sportowca.
Nie odczuwałam jednak następstw tej zazdrości, bo w szkole podkreślano, że wszyscy jesteśmy warci tyle samo. Wszyscy na przykład, nosiliśmy szkolne fartuchy.

Czy bolą panią krytyczne uwagi na temat ugodowości ojca wobec władz komunistycznych, czy pogodziła się pani z tym, że ojciec nigdy nie będzie do końca zrozumiany?

Jestem pewna, że wielu ludzi dobrze rozumie i kocha Juliana Tuwima. Myślę też, że z czasem będzie ich coraz więcej. Krytyczne uwagi wynikają przede wszystkim z braku znajomości faktów, braku wyobraźni i empatii. Ojciec mój wrócił do Polski nie tylko dlatego, że zżerała go tęsknota za ludźmi, językiem i miejscami, które opuścił wbrew swojej woli, ale także dlatego, iż wiedział, że pozostając poza granicami Polski nie będzie mógł próbować zmienić sytuacji ludzi, którzy mogą potrzebować już nie poezji, a bardziej skutecznej pomocy.
Ludzie potępiający mego ojca nie wiedzą na przykład o tym, że dzięki napisaniu kilku panegiryków, ojciec mój ocalił życie ludzi skazanych na śmierć, umożliwił powrót z zesłania w głąb Rosji i pomagał ludziom w bardzo ciężkich sytuacjach w inne sposoby. W ostatnich latach swojego życia, kiedy taka „wymiana” stała się niemożliwa, przestał pisać panegiryki. Niewielu z tych ludzi czytało jeden z ostatnich wierszy mego ojca (istniejący tylko w rękopisie) świadczący o tym, jak wtedy się czuł:

[Pokaż się z daleka…]
Pokaż się z daleka,
Choćby z najdalszego,
(Choćby o sto kroków…) –
Jakoś się dowlokę,
Widmo i kaleka,
Do witania twego!

Pokaż się! Dopełznę
Przez ten bezmiar ziemi,
Trawy się czepiając,
Wiatru i kamieni.
Dale wy bezbrzeżne!
Dale niedosiężne!
Krzyczeć będę z trwogi,
Modlić się śród drogi,
Konać, a dopełznę!

Tak dopełza żołnierz
Do figury świętej…
Za żołnierzem – ciurkiem
Krwawy strumyk kręty…
Blisko już, bliziutko,
Zaraz koniec męce:
Już Madonna Polna
Wyciągnęła ręce.

Teraz, jako dojrzała kobieta, jak pani ocenia Tuwima?

Był szlachetnym i niezwykłym człowiekiem, wielkim poetą i myślicielem.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Danuta Świątek
Fot. Archiwum Fundacji im. Juliana Tuwima i Ireny Tuwim

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *