DPS

“Wielkanocny gość”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

wielkanocny gosc

– Hooop-la! – krzyknęła jak co dzień Fredzia i zeskoczyła na podłogę.

Hop! Hop! Hop! Kilkoma zwinnymi susami dopadła do okna.

– Rany… – odpowiedział jej jak co dzień jęk starszej siostry Zuzy.

Z Zuzą dzieliła pokój i piętrowe łóżko. Siostra spała na dole.

– Żeby nawet w święta człowiek nie mógł się normalnie wyspać to jest już szczyyyyt … – rozjęczała się Zuza, ale Fredzia nie miała zamiaru jej słuchać.

Zastygła przy oknie z rozczarowaną miną. Wielkanocny poranek witał ją pierzynką ze śniegu, która pokrywała cały ogródek, w tym rząd świeżo rozkwitłych tulipanów.

To pewnie jajek też tam nie ma… pomyślała i poczuła taki żal, że mogłaby się rozpłakać.

Jeszcze wczoraj jeździła po osiedlu na rowerze i było jej za gorąco w lekkiej bluzie z kapturem. Przez myśl jej nie przeszło, że zima może wrócić tak szybko. Niestety, mieszkali w górach, gdzie pogoda potrafiła zmieniać się nie tylko z dnia na dzień, ale nawet z godziny na godzinę. Dwa lata temu Wielkanoc również była śnieżna
i Fredzia pamiętała do dziś, że w ogródku nie znalazła tego dnia ani jajek, ani żadnych niespodzianek. Mama wyjaśniła, że Zajączek najpewniej odmroził sobie łapki, gdy zaczął przedzierać się przez zaspy w polu.
Na jego miejscu każdy zawróciłby do domu i czym prędzej zaszył w pościeli, by nie rozchorować się na dobre.
Po śniadaniu Fredzia dostała od rodziców koszyczek pełen czekoladek i orzeszków, ale to nie było to samo.

Stała więc posmutniała i przyglądała się z góry ośnieżonym tulipanom, gdy nagle dostrzegła między nimi jakąś niebieską plamkę. Czym prędzej zbiegła na dół i przykleiła nos do szyby w salonie. Tulipany rosły tu pod samym oknem. Nie, nie było wątpliwości. Ze śniegu wystawał kawałek niebieskiego, plastikowego jajeczka!

Z powrotem rzuciła się na górę sadząc po dwa stopnie naraz i jak burza wpadła do pokoju. Z impetem otworzyła drzwi od szafy. Bluzka, spodnie, skarpety. No gdzie są jakieś skarpety? Zresztą. Puściła drzwi. Po co się w ogóle ubierać, jak można po prostu narzucić na piżamę kurtkę, będzie szybciej?

– Czy mogłabyś w końcu przestać? – Zuza wystawiła głowę spod poduszki i patrzyła na nią zmrużonymi, rozeźlonymi oczami.

– Przestać co? – nie zrozumiała Fredzia.

– Ten łomot! Awghrrr! Tłuczesz się od bladego świtu, umarły podniósłby się z grobu!

– Babcia mówi, że w Wielkanoc właśnie się podnosi – przypomniała jej Fredzia i mimo woli zachichotała na dźwięk własnych, jakże mądrych słów.

– Oh! – zdenerwowała się siostra – Doprawdy.

Trudno jej jednak było nie zgodzić się z obserwacją Fredzi, więc obrażona ponownie nacisnęła poduszkę na głowę.

– Przyszedł – poinformowała ją Fredzia. – Pomimo śniegu. Idziesz?

– Dokąd? – zasyczała obrażona poduszka.

– Po jajka. Jedno jest schowane między tulipanami.

– Śnieg spadł? – zainteresowała się poduszka.

– No – przyznała Fredzia. – Niestety.

– Tym lepszy powód, by nie wychodzić z łóżka do południa – poduszka wyraźnie ziewnęła. – Ale bądź tak miła, zbierz trochę i dla mnie.

Dziwne, mam wrażenie, że te święta będą całkiem inne niż zwykle, pomyślała Fredzia owijając szyję szalikiem
i otwierając drzwi do ogrodu, skąd natychmiast uderzył ją w twarz zimny, nieprzyjemny wiatr. Mocniej ścisnęła
w ręku wiklinowy koszyczek i dzielnie stawiła opór mroźnym podmuchom.

– Biedny Zajączek! – rozmyślała maszerując wokół domu i zaglądając w znajome skrytki: do rynien, w puste jeszcze o tej porze skrzynki na kwiaty i oczywiście pod każdy krzak oraz drzewko. Koszyczek szybko wypełniał się kolorowymi jajeczkami. – Ale jaki kochany! – cieszyła się jednocześnie. – Odwiedził nas mimo mrozu. Pewnie tym razem poszedł po rozum do głowy i zabrał ze sobą na wędrówkę ciepłą czapkę i rękawiczki. Kwiecień to największy urwis wśród wszystkich miesięcy. Jak było w tym powiedzeniu? W kwietniu jak w garncu? Nie, to w marcu. A kwiecień to … plecień! – Zadowolona, że tak świetnie radzi sobie z przysłowiami, Fredzia otworzyła kolejne plastikowe jajeczko (cóż, tym mniej dla Zuzy, ale sama sobie winna, mogła też wyjść
i zbierać) i schrupała kolejnego czekoladowego cukierka.

Między gałęziami jałowca ścielącego się tuż przy ziemi widniała kolejna kolorowa główka jajka. Fredzia schyliła się i już miała je podnieść, gdy jajko nieoczekiwanie … podskoczyło.

Fredzia podskoczyła jeszcze wyżej.

Czyżby Zajączek przyniósł jej w tym roku także żywego kurczaczka?

Serce biło jej jak oszalałe. Plastikowe jajeczko wytoczyło się spod jałowca i zastygło w bezruchu.

Fredzia zebrała w sobie całą odwagę i tym razem schyliła się, i chwyciła je w ręce tak szybko, że nie miało czasu odskoczyć.

– Nie bój się – otuliła je dłońmi i szepnęła przykładając usta do plastikowej skorupki. – Nie zrobię ci krzywdy.

– Nie boję się i wiem, że nie zrobisz mi krzywdy – odpowiedziało jajko.

Fredzia poczuła się odrobinę zbita z tropu. Ucieszyła się z kurczaczka, ale nie spodziewała się, że ten kurczaczek będzie umiał mówić.

– Przyglądałem się, jak spacerowałaś po okolicy. Nie wyglądasz na kogoś, komu w głowie robienie krzywdy innym.

– A na kogo wyglądam? – zapytała się Fredzia.

– Nie wiem. Na pewno nie jesteś paszczakiem.

– Kim? – zdumiała się.

– Paszczakiem. Czyli kimś takim jak ja.

– Nie jesteś kurczaczkiem? – Fredzia poczuła, że zaczyna się jej kręcić w głowie. – To kim ty … jesteś? – Mimo woli rozprostowała palce.

Plastikowe jajko pacnęło na ziemię, otworzyło się i wypadł z niego najprzedziwniejszy stworek, jakiego Fredzia kiedykolwiek widziała. Miał niebieską główkę ozdobioną parą wielkich uszu, ogromne oczy, a w miejscu nosa króciutką trąbę, która trochę przypominała świński ryjek. Pokryte lekkim puszkiem ciało, było w porównaniu z głową chude i drobne. Rączki zakończone czterema tycimi paluszkami miały grubość nici z włóczki, a nieco tylko grubsze nóżki obute były w srebrne trzewiczki. Z tyłu stworzenie miało ogonek w białe paski zakończony pędzelkiem.

Brrrr! – zatrząsnął się z zimna paszczak i czym prędzej na powrót ukrył się w jajku.

– Idę spać. To najlepszy sposób na przeczekanie chłodów. Muszę przyznać, że w tym czerwonym mieszkaniu jest mi całkiem wygodnie. – Zamknął skorupkę i zaczął się z powrotem toczyć pod gałęzie jałowca. – Możesz mnie odwiedzić, jak zrobi się cieplej. – Stanął na chwilę i leciutko podniósł porywkę. – Zrobi się cieplej? – popatrzył badawczo na Fredzię swymi ogromnymi oczami.

– Oczywiście! – zapewniła go. – Właściwie to już jest cieplej, przyszła wiosna, zakwitły nawet tulipany. Dzisiaj jest Wielkanoc i w ten dzień normalnie nie ma już śniegu. – Urwała, bo przypomniała sobie wydarzenia sprzed dwóch lat i słowo „normalnie” wydało się jej jednak użyte niewłaściwie. – Jestem pewna, że śnieg szybko się stopi – uspokajała paszczaka, czując, że sprawi mu tą odpowiedzią przyjemność. Rzeczywiście, rozchmurzył swoje puchate czoło, zamknął jajko i na dobre zniknął pod krzakiem.

Fredzia stała niezdecydowana.

– Ekhm – powiedziała w końcu. – Masz zamiar spać właśnie tutaj?

– Tak – padła krótka, rzeczowa odpowiedź.

– Ja na twoim miejscu bym tego nie robiła.

Gałęzie jałowca poruszyły się i czerwone jajko z powrotem przyturlało się pod nogi Fredzi.

– Dlaczego? – pokrywka jajka ponownie powędrowała w górę, odsłaniając tym razem całą głowę paszczaka.

– Bo nasi sąsiedzi mają kota.

– Aha – przytaknął paszczak i ziewnął.

– Nie rozumiesz. On nazywa się Pan Szmidt, uwielbia polować i często zagląda do naszego ogrodu. Nie zdziwiłabym się, gdyby wziął cię za mysz. Koty, myszy, rozumiesz o czym mówię?

– Nie – pokręcił głową paszczak.

– A nawet, jeśli jakimś cudem nie wpadłbyś w łapy Pana Szmidta, to mogą cię tutaj wytropić lisy. Wiesz, co to są lisy?

– Też nie – przyznał się paszczak.

– To z grubsza też jakby koty, tylko z większym ogonem. Mieszkają nad rzeką, niedaleko, i w nocy zakradają się czasem pod ludzkie domy. Jednym słowem: grozi ci tutaj straszne niebezpieczeństwo.

Paszczak słuchał z uwagą. Miał bardzo inteligentny wyraz twarzy i wydawało się, że zrozumiał.

– Masz inne propozycje? – zapytał po chwili zastanowienia.

– Pewnie – uśmiechnęła się tajemniczo Fredzia. – Tylko będziesz musiał się mnie słuchać i nic nie mówić, dopóki ci nie pozwolę.

– Zrobione.

Fredzia schowała czerwone jajko do koszyczka, obtupała na wycieraczce buty i z powrotem weszła do domu.

Zuza już nie spała, ale nadal siedziała pod kołdrą, czytała jakiś magazyn. Na widok Fredzi i koszyka oblizała się łakomie.

– Ciii – Fredzia przyłożyła palec do ust i ku zdumieniu Zuzy, przyzwyczajonej, że młodsza siostra raczej nie umie zachowywać się niehałaśliwie, delikatnie, wręcz bezszelestnie zamknęła za sobą drzwi. Potem przysiadła koło Zuzy i położyła na kołdrze czerwone, plastikowe jajko. – Przysięgnij, że nikomu nie powiesz – zażądała.

– O czym? – roześmiała się Zuza. – Ile czekoladek zdążyłaś już z tych jajek wyjeść? Przed śniadaniem?

Fredzia nie zwracała uwagi na te złośliwości. Ostrożnie zdjęła z jajka pokrywkę i …

– Co… co to jest? – pisnęła Zuza kuląc pod siebie nogi i wciskając się w kąt łóżka. Pewnie rozkrzyczałaby się na dobre, gdyby Fredzia w ostatnim momencie nie nakryła jej buzi ręką i nie nakazała milczenia.

– Przestań – skarciła ją. – Nie wstyd ci? On jest niewiele większy od twojego kciuka. I poza tym nie co, lecz kto. Poznajcie się. To jest paszczak. Znalazłam go pod jałowcem. Nic więcej o nim nie wiem, ale zdaje się, że potrzebuje naszej pomocy.

Niebieski, puchaty ludek zdążył się tymczasem rozejrzeć wokół siebie, a uśmiech na jego twarzy zdradzał, że ciepły pokój w ludzkim domu podobał mu się o wiele bardziej niż ich ogród.

Zuza patrzyła to na Fredzię, to na dziwnego gościa zsuwającego się z kołdry na dywan i wciąż nie wyglądała na uspokojoną.

– Jesteś pewna, że to nie Zając Wielkanocny? – zapytała.

– No coś ty? – parsknęła Fredzia. – Choć nie wykluczam, że to on nam go przyniósł.

– Nie, ja na pewno zwariowałam – jęknęła Zuza i opadła na poduszkę.

Nie było jednak czasu rozstrzygać kto i kiedy zwariował, gdyż paszczak zdążył już przemierzyć cały pokój
i dziarskim krokiem zbliżał się do drzwi. Po drugiej stronie słychać było równie dziarskie i szybkie kroki któregoś
z rodziców zdążającego do pokoju córek…

Eliza Sarnacka-Mahoney i Wiktoria Mahoney

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *