DPS

“Nie wyobrażamy sobie, żeby nasze dzieci nie znały polskiego i chińskiego”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
jjj

Katarzyną Budiman z mezem i dziecmi, oraz rodzicami.

Rozmowa z 37-letnią Katarzyną Budiman z New Jersey, mamą 8-letniego Christophera i 6-letniej Ashley. Dzieci pani Kasi rozmawiają w domu po angielsku, polsku i coraz więcej po chińsku. Jej mężem jest
37-letni Sugihono Budiman, który mieszkał w Chinach i w Indonezji. Oboje do USA przyjechali w 1999 roku i są małżeństwem od 9 lat. Ona jet grafikiem, a jej mąż inżynierem informatykiem.

Jak zapowiada się Wielkanoc w pani domu?

Oczywiście, że po polsku! Będzie na stole żurek biały z jajkiem i kiełbasą, ugotowany na zakwasie
z polskiego sklepu. W sobotę pójdziemy na święconkę, w Wielki Piątek będziemy malować jajka.

Kiedy podjęliście decyzję o wychowaniu dzieci w trzech językach?

Decyzja nauczania dzieci w językach rodowych rodziców przyszła drogą naturalną. Nie wyobrażaliśmy sobie, aby nasze dzieci nie znały naszych języków, albo nie mogły rozmawiać z moją rodziną w Polsce. Nasze dzieci są w bardzo bliskich kontaktach z dziadkami i pradziadkiem w Polsce, i wiedzą, że oni nie rozumieją angielskiego. To ich bardzo dopinguje do nauki polskiego.

Pani dzieci chodzą do szkoły 7 dni w tygodniu. Czy narzekają z tego powodu?

Dzieci chodzą pięć dni do amerykańskiej szkoły. W soboty od 10 do 14.30 są w Polskiej Szkole im.
O. Kordeckiego na Manhattanie. A w niedzielę od 12.50 do 15.50 chodzą do chińskiej szkoły w New Jersey. Nasze dzieci do nauki nie są zmuszane. Przyzwyczaiły się do harmonogramu tygodnia i rozumieją, że języki im się przydadzą w przyszłości. Największą trudnością jest znalezienie czasu na praktykowanie
w szczególności chińskiego, bo mąż bardzo dużo pracuje.

Kiedy rozmawiacie po polsku, a kiedy po chińsku i angielsku?

Mój mąż mówi do dzieci po angielsku i chińsku, a ja po polsku. Najwięcej czasu na chiński poświęcamy przy kolacji. Wtedy pojawiają się nowe słówka i oczywiście, powtórka lekcji ze szkoły. Myślę, że najtrudniejszym z ich języków jest chiński. Mój mąż mówi w innym dialekcie niż uczą się nasze dzieci (mandaryński)). Dzieci, a szczególnie syn, jeżeli problem dotyczy anglojęzycznej szkoły, to mówi o nim po angielsku, a jeżeli coś się wydarzy w polskiej szkole, to informuje mnie po polsku. Jak chce przekazać coś
i nie chce, żeby inni słyszeli, to używa ‘secret language’ czyli polskiego. Córka jeszcze nadal używa więcej angielskiego, ale jak ją poprawię, to przestawia się na polski.

Czy czyta pani dzieciom polskie książki?

Przyznaję, że brakuje mi czasu, żeby usiąść i systematycznie czytać. Ale podsuwam moim dzieciom do słuchania książki z iPada, które można kupić na portalu BajkinadobranocHD.

Zwykle pytam o znajomość języków u dzieci. Czy pani nie kusi, by nauczyć się chińskiego?

Od września zamierzam zapisać się na lekcje chińskiego. Trochę osłuchałam się tego języka podczas rozmów męża z dziećmi. A poza tym chcę być gotowa na podróż do Chin, bo już zaplanowaliśmy,
że w 2016 roku pojedziemy tam całą rodziną.

A czy mąż uczy się polskiego?

On dużo rozumie. Ale nie chcę, żeby się za szybko nauczył polskiego (śmieje się moja rozmówczyni) bo wtedy stracę szansę na swoje tajemnice w moim ojczystym języku. Mąż bardzo jest zainteresowany historią Polski i bardzo dużo wie na ten temat. Za każdym razem jak jedziemy do Polski, chodzimy do muzeów
i podróżujemy po kraju.

Jak czuje się Polka w chińskiej kulturze, którą wniósł w pani życie mąż?

Bardzo dobrze! Obchodzimy Nowy Rok Chiński i uwielbiamy tradycyjne chińskie śniadania z pierogami gotowanymi na parze. Ale 80 procent świątecznych celebracji w naszym domu ma charakter polski.
Na Wigilię przyjeżdżają rodzice męża i jego bracia z rodzinami. Na początku naszego małżeństwa teściowa pojawiała się z mięsem w prezencie, ale w końcu nauczyła się, że Wigilia to postne potrawy.

Dziękuję za rozmowę i smacznego jajka!

Rozmawiała: Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *