DPS

“Święci na Wielkanoc”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Kościół Our Lady of Częstochowa w Bostonie

Kościół Our Lady of Częstochowa w Bostonie

Ilu polskich świętych zmieści się w jednym kościele? Najlepiej zapytać o to ojca Wiesława z polonijnej parafii
w Bostonie. Tegoroczna Wielkanoc w kościele Our Lady of Częstochowa zbiega się z zakończeniem edukacyjno – religijnego projektu, którego był pomysłodawcą.

Wielkanoc w polskim kościele przy ul. Dorchester to w tym roku także okazja do refleksji nad historią chrześcijaństwa w Polsce. Ukończenie projektu pod nazwą „Dziedzictwo naszej wiary”, czyli pocztu świętych
i błogosławionych, głównie polskich, ale także z krajów ościennych czy też ziem, które należały w pewnym okresie do Polski, oraz nowego fresku na ścianie ołtarzowej, to kolejny „nowy początek” świątyni, która należy do Polaków od XIX w. Kościół zbudowano w ciągu 12 miesięcy, gdy tylko polski biskup zakupił ziemię w 1893 roku. W latach 70. XX w. budynek spłonął i został odbudowany. W 1994 roku parafię przejęli franciszkanie.

Oryginalna architektura polskiego kościoła w Bostonie

Oryginalna architektura polskiego kościoła w Bostonie

Projekt oparty na pomyśle ojca Wiesława Ciemięgi, który do Bostonu przyjechał z Białorusi, ma charakter edukacyjny, religijny, artystyczny, ale także historyczno-patriotyczny. Dwadzieścia postaci, których realistyczno – symboliczne portrety, podpisane i namalowane głównie przez polską malarkę i konserwatora zabytków z Bostonu Annę Leliwę, pojawiły się na ścianach kościoła w okazałych „medalionach”, to podróż przez historię Polski
i polskiej religijności, w tym martyrologii, począwszy od świętego Wojciecha, aż po Jerzego Popiełuszkę. Jest to także okazja do poznania niezwykłych życiorysów.
– Mamy w Polsce ogromną liczbę świętych i męczenników, o których wielu z nas nigdy nie słyszało. Są żywą lekcją religii, historii i mogą być dla nas inspiracją. – Mówi ojciec Wiesław i na dowód opowiada mi w skrócie historię jednej ze sportretowanych świętych.

Anna Leliwa przyznaje, że praca nad portretami była żmudna, ale fascynująca.
– W różnych okresach różni święci byli uważani za patronów Polski. Pomysłodawcą takiego doboru i zestawienia jest oczywiście Ojciec Wiesław. Oprócz patronów na liście dziedzictwa naszej wiary znaleźli się też święci patronowie regionów Polski, jak Św. Jacek Odrowąż, który jest patronem Śląska czy Święta Dorota, patronka Pomorza, oraz święci i błogosławieni, którzy wywodzą się  z naszego narodu. Każdy medalion był dla mnie pogłebieniem wiedzy o danym świętym. Szukałam różnych przedstawień czy zdjęć i starałam się wybrać to, co najbardziej do mnie przemawiało. Tak bylo np. z Bł. Karoliną Kozkówną, której portret, prawie skończony, namalowałam od nowa, gdy znalazłam jej małe zdjęcie portretowe. Ze zdjęcia patrzyła na mnie pobożna prosta polska dziewczyna, w której spojrzeniu tyle było gorliwości i jakiegoś niekłamanego piękna, płynącego z oddania Bogu, że prawie bezwiednie wchodziło się z nią w wewnętrzny dialog i zostawało pociągniętym przykładem jej życia, czystości i męczeńskiej śmierci.

Każdy z medalionów, jak mówi Anna, „malował się” we własnym tempie i z każdym jego autorka czuje się w jakiś sposób związana.
– Może szczególnym akurat dla mnie jest portret Św. Brata Alberta Chmielowskiego, bo zanim przywdział zakonny habit i stał się sługą najbiedniejszych, był dobrze zapowiadajacym sie malarzem… – Dodaje.

Projekt Dziedzictwo naszej wiary  w polskim kościele w Bostonie.

Projekt Dziedzictwo naszej wiary w polskim kościele w Bostonie.

W większości przypadków losy polskich świętych, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, z naszego punktu widzenia wydają się porażająco tragiczne: cierpiący ponad miarę, bici, maltretowani, prześladowani, nierzadko mordowani… Aspekt męczeński we współczesnym odbiorze staje się czymś, od czego odwracamy się niechętnie, jak od religijności w wydaniu zbyt siermiężnym czy od historii w tabloidach. Tymczasem tak naprawdę fascynujące jest nie cierpienie tych ludzi, bo takie zdarza się prawdopodobnie codziennie tysiącom innych, którzy świętymi nie zostają, lecz ich postawa wobec cierpienia, trudności i wobec innych; ich pogoda ducha, kontemplacyjne zacięcie połączone z niespotykaną aktywnością na zewnątrz, na rzecz innych; chęć do nauki i nauczania, więź nie tylko
z najbliższymi, ale z praktycznie każdym napotkanym człowiekiem i brak egoizmu – jasny i wyraźny kontrast
z „ciemną stroną” ich losów.

Częścią projektu „Dziedzictwo naszej wiary” jest także nowe malowidło na ścianie za ołtarzem. Wielu wiernych
i zwiedzających kościół zatrzymuje się przed tym symbolicznym przedstawieniem i dopytuje o szczegóły. Koncepcja obrazu również należy do wikarego, ojca Wiesława, który przyznaje, że był to owoc wielu bezsennych nocy, spędzonych na modlitwach.
– Kiedy zdecydowałam się na ten projekt, spodobała mi się spójność koncepcji. – Mówi Anna Leliwa, autorka malowidła. – Ikonograficznie jest to przejrzyste przedstawienie: jest na nim Trójca Święta, Bóg Ojciec i Jezus błogosławią; jest korona, taka jak na obrazie Matki Boskiej Jasnogórskiej, podtrzymywana przez anioły i jest szarfa, która mówi „Królowo Polski, módl się za nami”. Niżej są anioły, które trzymają herby ziem, które poprzez przysięgę króla Polski Jana Kazimierza zostały oddane pod władzę Matce Bożej jako królowej. To nie przypadek, że nasi przodkowie, którzy tutaj przyjechali, przywieźli ze sobą do Bostonu Matkę Bożą jako królową. Ten projekt miał na celu odnieść się do tego, by nasze dzieci i wnuki mogły sięgnąć do tych samych korzeni, które przywieźli tu z sobą ich emigrujący ojcowie i dziadkowie. By wiedziały, że nie wzięły się znikąd i by były dumne ze swojej polskości – bo mają za sobą piękną tradycję. Mam też dużo przemyśleń i pokory w stosunku do malowidła, które było tu wcześniej – i które także było potrzebne – dodaje malarka. Wizjonerskim pomysłem Anny na przyszłość, być może na kolejną Wielkanoc, jest zaproszenie parafian i ich dzieci do wspólnego malowania w kościele
i przedstawienia w ten sposób innych scen z historii polskiej religijności.

Praca nad malowidłem na  scianie ołtarzowej.

Praca nad malowidłem na scianie ołtarzowej.

Oczywiście polska Wielkanoc nie może odbyć się bez „święconki” czy też „święconego” – zwyczaju nieznanego amerykańskim katolikom, a który do Polski przybył ponoć w średniowieczu. W Our Lady of Częstochowa oczywiście można święcić koszyki z wielkanocnym paschalnym barankiem – symboliczną figurą Chrustusa, oraz jajkami – symbolem nowego życia i z pozostałymi pokarmami, które zgodnie ze staropolskim zwyczajem zapewnić mają domowi obfitość w nadchodzącym roku. Bukszpan i bazie, czasem dodawane do wielkanocnego koszyka, są nie tylko ozdobą, ale i symbolizują nadzieję na zmartwychwstanie i nagrodę w niebie. Większość Amerykanów podsumowałaby to zapewne jako „old wives’ tale”, ale większość Polaków przyjmuje świąteczne narodowe tradycje jako oczywiste i niekwestionowalne, nawet gdy nie zna ich sensu, wymowy albo pochodzenia. Swoją drogą, niektóre z tradycyjnych wielkanocnych regionalnych polskich zwyczajów każdemu mogą wydać się dziś dziwne. Na przykład fakt, że na Mazowszu wielkanocne śniadanie tradycyjnie stanowił podobno… barszcz czerwony. Zaczerpnięte z pogańskich rytuałów błogosławienie pokarmów na Wielkanoc dziś utrzymało się tylko
w Polsce, w Austrii, w Słowenii oraz w niektórych regionach Niemiec – i naturalnie, wśród polskich emigrantów.

Tym, którym wielkanocne nabożeństwa kojarzą się z piękną polską tradycyjną muzyką, spodoba się na pewno
w tym roku w kościele Our Lady of Częstochowa Triduum Paschalne w wykonaniu chóru pod kierunkiem pani Marty Saletnik i rzadko spotykany w amerykańskich kościołach, piękny dźwięk organów. Jak w tradycyjnym wielkanocnym hymnie z XVI w. (część Liturgii Światła): „Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie…”, bo Święta Wielkiejnocy są tuż-tuż.

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *