DPS
No Comments

“Opowieści z Nahant”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Nahant, czyli w języku Indian „prawie wyspa”, to latem miejsce chętnie odwiedzane przez bostończyków. Położone na głęboko wcinającym się w ocean półwyspie – i tylko 30 minut drogi od Bostonu – miasteczko ze skalistym wybrzeżem i klasycznymi plażami, z klasycznymi nadmorskimi restauracjami z klasycznym menu oraz z wartymi uwagi śladami klasycznej amerykańskiej poezji – to dobre miejsce na romantyczną wycieczkę.

Przed sezonem malownicze Nahant w hrabstwie Essex wygląda bardzo spokojnie. Kamieniste plaże nie straszą tłumami i parasolami. Prowadzące niemal do samego oceanu (który stopniowo „połyka” tu plażę) wysokie schody, z których widać fale rozbijające się o przybrzeżne wysepki, są zupełnie puste. Dojazd do Nahant z Lynn to dość niezwykły widok – po obu stronach drogi rozciągają się wody Atlantyku.

Droga z Lynn do Nahant - po obu stronach ocean

Droga z Lynn do Nahant – po obu stronach ocean

Typowe zabudowania w Nahant

Typowe zabudowania w Nahant

Wakacje spędzało tu wielu nowoangielskich „braminów”. Od 1850 roku aż do śmierci podobno co lato Nahant odwiedzał dla odpoczynku w swojej letniej rezydencji największy z nich – romantyk i tłumacz „Boskiej komedii” Dantego, głęboko doświadczony przez życie śmiercią najpierw jednej, a potem drugiej ukochanej żony Henry Wadsworth Longfellow (przyjaciel Emerson nazywał go „sweet and beautiful soul”).

Figura klasycznego XIX-wiecznego amerykańskiego poety, którego imieniem nazwany został najstarszy bostoński most, jest w skalistych krajobrazach Nahant jak najbardziej na miejscu. Sceneria „aż się prosi” o lirycznie i po europejsku zasmuconego romantycznego indywidualistę (którym chyba jednak Longfellow tak do końca nie był, pomimo licznych podróży po Europie i afektu dla europejskiej poezji). Wyobrażam go sobie, spacerującego samotnie po wybrzeżu w słoneczny, choć nie upalny dzień, pogrążonego w posępnych myślach, uderzających o brzeg świadomości wysoką falą i decydującego się raz jeszcze, na przekór i pomimo wszystko, „działać w żywej Teraźniejszości”, jak pisał w swoim młodzieńczym wierszu „A Psalm of Life”:

Let us, then, be up and doing,
   With a heart for any fate;
Still achieving, still pursuing,
   Learn to labor and to wait.


Widok Bostonu z Nahant

5-2

Szmaragdowe wody, rozsiane wzdłuż wybrzeży Nahant, biało połyskujące w słońcu skałami wyspy, domy usadowione na skarpach i wersy Longfellowa, który upamiętnił miasteczko w kilku swoich wierszach (m.in. „The Tide Rises, the Tide Falls”, „The Bells of Lynn”, „Four by The Clock”), nadają tutejszym widokom poetycki koloryt. Oryginalna indiańska nazwa miejsca, Nahanten (podobno wymawiane jako „Na-ant”), oznacza dwie lub trzy rzeczy połączone razem i związana jest z faktem, że Nahant jest ową „prawie wyspą”, połączoną z wschodnim wybrzeżem tylko cienkim pasmem lądu.

Mieszkańcy miasteczka przywołują poezję i poetów jako znaki rozpoznawcze. O Nahant pisali nie tylko Longfellow, ale i John Greenleaf Whittier (który przyrównał je do raju na Ziemi) czy Sara Teasdale. Całkiem literacki charakter ma znaleziony w pamiętniku jednego z mieszkańców miasteczka, z 1641 roku, opis pojawiającego się u wybrzeży Nahant… morskiego węża, który zajmował ponoć na wodach powierzchnię równą odległości „od Nahauntus aż do wielkiej skały, którą biali nazywają Birdes Egg Rocke”.

6-2

3-8

Ocean to dla pamiętnikarzy, pisarzy, poetów i storytellerów zawsze kopalnia dobywanych z głębin indywidualnej i zbiorowej podświadomości figur, odczuć, doznań, wrażeń, refleksji i opowieści… Wielu twórców antropomorfizuje go i przypisuje rytmom przypływów i odpływów fal, zmienności świateł i kolorów, paletom rozciągających się nad lustrem wody chmur, odgłosom fal bijących o skalisty czy kamienisty brzeg własne emocje, uczucia i motywy. Jego rozległość uwalnia w sercach jednoczesne doznanie wielkości i pokory, oraz trudne do nazwania, instynktowne poczucie wolności. A dzieci zbierają na jego brzegu muszelki, by usłyszeć w ich szumie prastare nadmorskie historie, w tym wypadku – o Nahant na skałach.

9-1

5-2

Na przykład takie, jak indiańska legenda o Jaskini Jaskółek w Nahant (Fred A. Wilson, „Some Tales of Nahant”). Otóż, w czasach wojny Króla Filipa, część Indian Narragansett, na wojennej ścieżce z białymi osadnikami, uciekła z Lynn i przypłynęła na plażę Nahant, by ukryć się tam w miejscu dziś nazywanym Jaskinią Jaskółek (albo Jaskinią Indian). Czarownica z Salem, nazywana „Cudowną”, powiedziała białym osadnikom, gdzie mogą znaleźć Indian. Tuż przed rozpoczęciem ataku ta sama kobieta wyciągnęła jednak białych z ich domów i zasypała opowieściami o licznych kłopotach i nieszczęściach, jakie ich czekają, jeśli napadną na czerwonoskórych, a potem – namówiła swoich słuchaczy do zawarcia z Indianami pokoju. Wysiłek czarownicy-storytellerki nie poszedł na marne. Kiedy Indianie wpłynęli do małej zatoki, z której nie było ucieczki, i kiedy biali odnaleźli ich tam i zamiast zaatakować, zaproponowali pokój, czerwonoskórzy mieszkańcy Lynn zgodzili się powrócić do swoich plemiennych domów i nie walczyć już więcej z białymi ludźmi. Tak oto Indianie odeszli z Nahant w pokoju… W opowieści brak dodatku o dalszych losach “Cudownej” czarownicy z Salem, która miała mediacyjny talent, ale na pewno wśród kamieni i muszelek na plaży w Nahant ukrywa się jeszcze wiele innych ciekawych historii.

Longfellow w Nahant - fotografia należąca do Maine Historical Society

Longfellow w Nahant – fotografia należąca do Maine Historical Society

Test i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *