DPS
No Comments

“O czym śpiewają wieloryby”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Na spotkanie z wielorybami

Na spotkanie z wielorybami

Wielu ciekawych rzeczy o pieśniach i innych zwyczajach wielorybów dowiedzieć się można od edukatorów ze statku „Hurricane II” z Cape Ann Whale Watch, który od lat zabiera na pokład
w turystyczne rejsy wielbicieli oceanicznych ssaków. Tegoroczny Memorial Weekend dla uczestników „wielorybich” wypraw był udany. Podczas każdego rejsu można było zobaczyć kilkanaście „zaprzyjaźnionych” z załogą waleni, w tym mamę z małym.

Memorial Day, przypadający co roku w ostatni majowy poniedziałek, ważne państwowe święto w Stanach Zjednoczonych poświęcone weteranom wojen, w tym roku miał być w Massachusetts wyjątkowo ciepłym dniem. Tymczasem zaczęło się od pochmurnego poranka i deszczu, który w formie rzęsistej ulewy przywitał uczestników rejsu w porcie w Gloucester, tuż przed wejściem na pokład „Huraganu II”. Ocean i niebo również wyglądały huraganowo. Wiele kurtek przeciwdeszczowych zostało w domu…

W porcie Gloucester

W porcie Gloucester

Niebo tego dnia wyglądało również huraganowo

Niebo tego dnia wyglądało również huraganowo

Mimo przenikliwego zimna, wiatru i nieustannego bujania najszybszego (ponoć) na północ od Bostonu statku obserwacyjnego, pasażerom udało się dotrwać do kulminacyjnej godziny na pełnym morzu – z wizytą u wielorybów. Gospodarze nie zawiedli, pojawiło się ich całkiem sporo. Wieloryby pluskały się, chlapały, dokazywały, prezentowały pełne gracji skoki i wymachy ogonem oraz przedstawiały gościom swoje młode (w odległości kilku metrów od burty!). Z delikatnością wrażliwych olbrzymów omijały dwa obserwacyjne statki i za każdym wynurzeniem wywoływały na pokładzie okrzyki zachwytu. Pokazały się humbaki, wieloryby karłowate oraz płetwale – trzeba tu przyznać, że widok jest niezwykły, ale amatorska fotografia raczej go nie odda.

***

Rejs trwał prawie pięć godzin. Cape Ann Whale Watch gwarantuje uczestnikom swoich wypraw, że zobaczą wieloryby i z tej przyczyny wydłuża z założenia trzygodzinną wycieczkę tak bardzo, jak tylko to potrzebne. W 98 proc. przypadków spotkanie udaje się – a pozostałe 2 proc. pasażerów ma „dożywotnią gwarancję” uczetnictwa za darmo w kolejnym rejsie, dopóki się nie uda. Wyprawa, np. przy skorzystaniu z kuponów Groupona, może się okazać wcale niekosztowna, nawet w przypadku całej rodziny, a na pewno dla każdego uczestnika, nie tylko dla dzieci (do 3 roku życia podróżują za darmo), będzie dużym przeżyciem i lekcją o wielkich morskich ssakach.

Rejsy z Cape Ann Whale Watch mają edukacyjny charakter. Kapitan Jim, syn kapitana Freda Douglassa, który w 1979 r. zaczął pływać z pasażerami pragnącymi zobaczyć wieloryby, poprowadził ich już ponad 4 tysiące, a załoga statku składa się z kompetentnych pasjonatów, w tym np. z uczestniczki naukowych badań nad pieśniami wielorybów, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą. Na blogu Cape Ann Whale Watch można potem poczytać o wyprawie i wielorybach, które się podczas niej pokazały (edukatorzy nadają znajomym waleniom imiona); podczas Memorial Day Weekend były to np. Nile (z małym), Geometry, Aswan, Milkweed (z małym), Cajun, Jabiru, Measles, Yoo Hoo i Glostick.

Aparaty i kamery gotowe - jest humbak

Aparaty i kamery gotowe – jest humbak

Krążące nad wielorybem ptaki są wskazówką dla obserwatorów

Krążące nad wielorybem ptaki są wskazówką dla obserwatorów

Warto tylko, niezależnie od pogody, zaopatrzyć się w odpowiednio ciepłe stroje i pamiętać o tym, że w łodzi z silnikiem, w przeciwieństwie do żaglowca, solidnie „trzęsie”. Jeśli ktoś więc niezbyt dobrze znosi rollercoaster…

***

Wieloryby, największe na Ziemi ssaki, które zgodnie z biblijną wersją Bóg stworzył jako pierwsze, (obecnie w liczbie ok. 80 gatunków), fascynowały ludzi już od czasów starożytnych. Morskie giganty – dorosły płetwal błękitny może ważyć 120 ton i mieć 30 m długości – zajmują ważne miejsce w mitologii wielu krajów. W starożytnych Chinach te olbrzymy były oczywiście krewnymi smoków, w Japonii powodowały np. trzęsienia Ziemi. Sedna, bogini Inuitów, która poślubiła ptaka, była królową podwodnego świata, a wieloryb był jednym z jej emblematów. Wielki Kruk, również bohater innuickich mitów, uratował wyrzuconego na brzeg wieloryba dzięki Wielkiemu Duchowi, który wysłuchał jego próśb… W mitologii kanadyjskich Indian wieloryby towarzyszą morskim lwom.

10445701_10204086155461327_761855686_o

Wieloryb jest też wdzięcznym bohaterem literatury, poczynając od wariacji wokół historii biblijnego proroka Jonasza, poprzez wielorybią wyspę z literatury marynistycznej (greckie źródła) i klasykę powieści, czyli „Moby Dicka” Hermana Melville, (kwakier z Nantucket, kapitan Sturbuck, od którego pochodzi nazwa popularnej dziś na całym świecie sieci, wypowiada tu słynną kwestię: “Nie chcę mieć w swej łodzi człowieka, który nie lęka się wieloryba” – i sprzeciwia się pogoni głównego bohatera za białym wielorybem), a na przygodach Pinokia i Sindbada Żeglarza, który pewnego razu przybił do brzegów wieloryba, kończąc. Polskie dzieci czytały też niegdyś poruszającego wyobraźnię rosyjskiego „Konika Garbuska”. W tej klasycznej baśni wieloryb cierpi, nosząc na grzbiecie całą wioskę, a ukarany nią został za połknięcie trzech tysięcy statków.

Wielorybi ogon i konkurencyjny statek obserwacyjny

Wielorybi ogon i konkurencyjny statek obserwacyjny

Na pokładzie Hurricane II

Na pokładzie Hurricane II

Symbolika wieloryba jest dwuznaczna – czasem kojarzony jest z głębią nieświadomego, oceanem emocji i uczuć pod gładką powierzchnią kultury czy osobowości. Występuje wówczas jako lewiatan umysłu i reprezentuje symbolicznie to, co w naszej psychice pozostaje nieuświadomione, tak jak np. „pogrzebane”, nieprzeżyte świadomie emocje z przeszłości, które mogą stać się naszą „bestią” i nas „połknąć”. Jonasz trafia do brzucha wieloryba, ponieważ sprzeciwia się swojemu duchowemu przeznaczeniu, swojej esencji i prawdzie o swoim byciu. Zostaje uwolniony, gdy uświadamia sobie, co zrobił. Na drugim końcu skali mamy wieloryba jako symbol naszej umysłowej i emocjonalnej kreatywności, zdrowia psychicznego, odżywienia i uczuciowej głębi. Wieloryby świetnie się komunikują i nawigują, dbają o swoje młode, są dobrymi rodzicami i przewodnikami… „Wieloryb” jako alegoria prosi nas także, byśmy przyjęli to, co nieznane, tajemnicze, niepoznane. W symbolice rdzennych mieszkańców Ameryki (oraz w indiańskiej psychologii „totemowej”) jest często kojarzony z głębszą, kosmiczną świadomością, nadnaturalną wrażliwością i receptywnością; z emocjonalnym odrodzeniem i zrozumieniem, z wzbogacaniem swojej społeczności i z oddaniem dla niej, z docenianiem piękna (taniec, śpiew), istotnością balansu, duchowej równowagi.

***

Proszę tylko posłuchać, jak śpiewają wieloryby! Amerykańscy naukowcy z instytutu w Massachusetts, Bill Schevill i Bill Watkins, w latach 60. i 70. opublikowali pierwsze nagrania dźwięków wydawanych przez wieloryby i delfiny. Roger Payne, inny Amerykanin, który został obrońca wielorybów, nagrał i opublikował niezwykłe pieśni godowe humbaków. Dźwięki wydawane przez morskie ssaki wiele osób uważa za piękne, relaksacyjne i terapeutyczne. W Polsce można nawet znaleźć pozytywkę dla niemowląt, która zawiera nagrania „wielorybich piosenek” z oceanów.

Powrót do portu w Gloucester

Powrót do portu w Gloucester

Naukowcy zdecydowali się na termin „wielorybi śpiew” (whale song), ponieważ komunikacja w wielu grupach waleni odbywa się za pomocą powtarzających się strof dźwięków, które przypominają ptasi bądź ludzki śpiew. Badacze australijscy odkryli m.in., że strofy te u niektórych grup wielorybów (samce humbaków) zmieniają się okresowo, stąd czasem żartobliwie pisze się o wielorybich piosenkach, które stają się „przebojami” – podchwytują je inne morskie ssaki i wchodzą one na dłużej do ich „repertuaru”… dopóki nie pojawi się nowy „top song”. Tak naprawdę nie wiadomo jednak, co oznaczają zmiany w strofach i dlaczego następują. Czy chodzi o nową istotną wiadomość, którą trzeba przekazać sąsiadom z innych zatok, mórz i oceanów?

Pewien miłośnik wielorybów, Dan Sythe, po usłyszeniu „na żywo” po raz pierwszy śpiewu humbaka, rozpoczął w 2000 r. na Hawajach „The Whalesong Project” – na boi na plaży w Maui zainstalowano dzięki niemu głośnik, z którego w sezonie przez 24 h rozlegają się transmitowane na żywo wydawane przez okoliczne wieloryby dźwięki. Są one także nagrywane i nagrań tych posłuchać można na stronie projektu:

The Whalesong Project:

http://www.whalesong.net/index.php/the-whalesong-project/sounds/whale-songs

***

I jeszcze słowo o zachowaniu bioróżnorodności na naszej planecie i o prawach zwierząt. Wieloryby były niegdyś cennym pożywieniem, zwłaszcza dla ludów Północy, np. Inuitów. Dla inuickiej rodziny złowienie jednego wieloryba oznaczało przeżycie zimy. Było to jednak dawno temu. Już w XIX w. w Nowej Anglii kwakrzy z Nantucket łowili te ssaki nie z głodu, lecz dla zysku. Wymierne korzyści, jakie czerpano z polowań, pchały ludzi z różnych kontynentów na morze w poszukiwaniu ambry, oleju, spermacetu oraz tranu. Kiedy okazało się, że zupełnie zdziesiątkowaliśmy już niektóre gatunki (np. płetwala błękitnego, finwala, sejwala i humbaka), a inne (np. kaszalot) są poważnie zagrożone, środowiska naukowe i ekologiczne zaczęły wywierać naciski na rządy państw zaangażowanych w wielorybnictwo. Już w międzywojniu podpisano w tej sprawie pierwszą międzynarodową umowę (pomiędzy Wielką Brytanią a Norwegią), a w 1946 roku Argentyna, Australia, Brazylia, Dania, Francja, Holandia, Islandia, Japonia, Meksyk, Norwegia, Nowa Zelandia, RPA, USA, Wielka Brytania i ZSRR powołały do życia Międzynarodową Komisję Wielorybniczą (International Whaling Commission), która w 1982 r. liczyła 35 członków. Ustanowiono okresy ochronne oraz nazwano gatunki pozostające pod ochroną. Oczywiście np. radzieckie floty niekoniecznie stosowały się do podpisanych postanowień. Od 1986 roku wprowadzono całkowity zakaz przemysłowego połowu wszystkich dużych gatunków wielorybów, który w 1994 roku przedłużono na kolejnych 10 lat. 

Choć trudno w to uwierzyć, są jednak kraje, i to bardzo cywilizowane, gdzie do dziś ludzie zajmują się poławianiem wielorybów – takie jak Japonia, Norwegia czy Islandia, które utrzymują swój krwawy proceder wbrew międzynarodowym konwencjom i pomimo protestów ekologicznych organizacji. Polska, która ma swoją odmianę niewielkich wielorybów w postaci morświnów (i którą od czasu do czasu odwiedzają także większe morskie ssaki, wpływające tu przez wąskie duńskie cieśniny i niestety niegotowe na przeżycie w akwenie mało zasolonego Morza Bałtyckiego, a w zwiazku z tym ginące u wybrzeży nadbałtyckich krajów) tego nie robi, lecz nasz kraj ma również swą niechlubną kartę w „wielorybiej sprawie”.

Powrót do portu w Gloucester

Ponownie przybijamy do brzegu

Jeśli chodzi o morświna, zwanego także bałtyckim delfinem, to jego populacja od lat 40. XX w. zmniejszyła się tak bardzo, że dziś mówi się o jedynie 100 egzemplarzach. Polscy naukowcy ostrzegają, że te inteligentne ssaki mogą nie przetrwać, dopóki nie stworzy się w Bałtyku systemu ostrzegania morświnów przed rybimi sieciami. Podobny problem miały z ludźmi wieloryby
w Nowej Anglii – walenie zaplątują się w sieci, w które łowi się tu homary. W ostatnich latach w zatoce Massachusetts kosztem milionów dolarów rozmieszczono sieć boi, które informują
o obecności wali biskajskich. Kapitan statku wpływającego do zatoki dostaje ostrzeżenie o obecności wielorybów i ma obowiązek zwolnić. A jako że w Ameryce nieprzestrzeganie obowiązków łączy się z reguły z wysoką opłatą, jest to obiecująca inicjatywa.

Niestety, jeśli chodzi o Polskę, nasi przedstawiciele także konsekwentnie omijali spotkania Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej na Maderze, na których powinni byli wystąpić ze sprzeciwem wobec okrutnego zabijania wielorybów przez inne państwa. Milczenie, jak wiadomo, oznacza często zgodę. Podobno miało to związek z pieniędzmi otrzymanymi przez Polskę od Japonii (pisał
o tym m.in. na łamach „Gazety Wyborczej” w ubiegłych latach Adam Wajrak). Przeciwko poławianiu wielorybów głośno i zdecydowanie wypowiadają się i działają inne kraje Unii, a także USA, Nowa Zelandia i Australia. Według Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej, wycieczkowe rejsy, połączone z oglądaniem tych ssaków i zdobywaniem wiedzy o nich, to jedna z piękniejszych „broni”
w walce z poławiaczami. Warto pamiętać, że według szacunków, każdego roku na świecie na skutek działalności człowieka wciąż ginie 300 tysięcy wielorybów, delfinów i morświnów.

Edukatorzy i obrońcy wielorybów z Cape Ann Whale Watch powołują się w swojej misji na słowa senegalskiego ekologa Baby Dioum: „Ostatecznie zachowujemy tylko to, co kochamy,
a kochamy tylko to, co rozumiemy; rozumiemy zaś to, co nauczyliśmy się rozumieć”. Mają nadzieję, że jeśli nauczą swoich pasażerów czegoś o wielorybach, ci dzięki nim zrozumieją lepiej te ssaki, a tym samym zacznie im zależeć na ich życiu.

***

Widok wynurzających się na powierzchnię wody i podpływających prawie pod burtę wielorybów zostaje w pamięci na długo. Nie sposób także oprzeć się wrażeniu, że owi mieszkańcy oceanu
w jakimś sensie czekają na ludzi i chcą się im pokazać… może coś przekazać. Czy umiemy ich wysłuchać?

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *