DPS

Nie przeczytamy o tym w uniwersyteckich informatorach

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

dickinson-protest-64397f020a25fc07

Z najnowszych badań przeprowadzonych na osiedlach akademickich (kampusach) wynika, że co PIĄTA STUDENTKA W WIEKU 18-19 LAT w USA jest ofiarą gwałtu lub próby gwałtu. Za stolicę gwałtów na uczelniach – America’s Rape Capital – uznano University of Montana w Missoula, gdzie w ciągu ostatnich trzech lat zanotowano przynajmniej 80 aktów gwałtu. Na tym uniwersytecie studiuje 15 tys. studentów.
Tę szokującą informację podał tygodnik TIME. Nadszedł czas, by podczas wyboru uczelni wyższej, przyszła studentka kierowała się nie tylko wynikami w nauczaniu placówki i stypendiami, ale również statystykami ile przestępstw seksualnych dokonano na kampusie i jakie zasady bezpieczeństwa są wprowadzone przez daną uczelnię.

Postanowiłam sprawdzić jak prosto (albo trudno) uzyskać informacje o dokonanych gwałtach na uczelni. Wybrałam Uniwersytet Columbia w Nowym Jorku, który należy do grupy elitarnych uniwersytetów w USA. Spodziewałam, że będę miała dobry przykład dla rodziców, których dzieci są zainteresowane tą uczelnią.

Najpierw zajrzałam na portal uczelni, gdzie przez pół godziny nie mogłam znaleźć interesujących mnie danych. Zadzwoniłam więc do działu Public Safety na uczelni.
„Szef jest na urlopie. Nikt nie może udzielić informacji” – usłyszałam w słuchawce.

Nie dałam za wygraną. W końcu otrzymałam adres e-mailowy do szefa. Z automatycznej odpowiedzi, wygenerowanej przez system e-mailowy, dowiedziałam się, że powinnam zgłosić się do dyrektora d/s dochodzeń. Wykonałam kolejny telefon, a potem jeszcze następny. W końcu, po 3 dniach, dostałam
e-maila od Dana Held, dyrektora wykonawczego działu communications.

Przysłał link do raportu na temat bezpieczeństwa na uczelni „2013 Annual Security and Fire Safety Report”, który liczy 40 stron, z zastrzeżeniem, że „Statystyki z 2013 r. jeszcze są kompletowane i będą włączone do raportu za 2014 rok”. Zabrałam się za studiowanie raportu strona po stronie. Dowiedziałam się, gdzie należy dzwonić po pomoc w różnych sytuacjach jak np. zaginięcia studenta, albo w razie potrzeby odprowadzenia studenta do akademika między 7.oo wieczorem i 3 rano, oraz zapisania się na seminarium samoobrony.

Ale przejdźmy do liczb. Raport zawiera dokładne definicje aktów przemocy seksualnej dla tych, którzy nie są pewni na czym one polegają. Z danych wynika, że na kampusie uczelni dokonano 12 gwałtów i w jej pobliżu kolejne 2 w 2012 r. Rok wcześniej odnotowano 3 gwałty na kampusie i 2 w jego sąsiedztwie.

Raport jest też przewodnikiem, który szczegółowo objaśnia jak powinna postąpić zgwałcona. Przede wszystkim powinna zostać zbadana przez lekarza, by pobrano dowody rzeczowe (w ciągu 96 godzin od gwałtu) i upewnić się, czy nie została zarażona chorobą weneryczną. Studenci na Columbii powinni zgłosić się w pierwszej kolejności do szpitala St. Luke’s-Roosevelt albo do New York Presbyterian. Raport podaje także kontakty osób, u których można szukać pomocy m. in. u dziekana lub w departamencie bezpieczeństwa publicznego na uczelni. Objaśnia również, jak wygląda dochodzenie w sprawie gwałtu na uniwersytecie, a także jakie są kary.
„Sankcje włączają, ale nie ograniczają się do ostrzeżenia, postępowania dyscyplinarnego, zawieszenia i wydalenia z uczelni”. Zgwałcona może też zmienić miejsce w akademiku i kursy zajęć, by uniknąć kontaktów z gwałcicielem. Raport uznaję za bardzo przydatne źródło informacji dla każdej przyszłej i obecnej studentki, jeśli tego jeszcze nie zrobiła.

Ale nawet, gdy wiemy, ile dokonano gwałtów rocznie, nie znaczy, że poznaliśmy prawdziwe dane uczelni. Nie wszystkie z nich podają pełne statystyki. Brak danych nie zawsze oznacza, że nie dopuszczono się przestępstw, może tylko inaczej je zakwalifikowano. Sprawa jest skomplikowana. Uczelnie nie chcą sobie psuć reputacji. A poza tym, nie wszystkie zgwałcone dziewczyny zgłaszają przestępstwa na nich dokonane. Jak podaje National Institut for Justice, który przeprowadził badania w 2007 roku, jedna trzecia ofiar nie zgłosiła gwałtu, bo „nie była pewna, czy przestępca miał zamiar je skrzywidzić”. Większość kobiet znała przestępcę. Tradycja ‘college party’ nie służy studentkom, które będąc pod wpływem alkoholu, są łatwą ofiarą dla gwałcicieli.

Według tygodnika „Time” uczelnie nie muszą podawać, ile osób oskarżonych o gwałt zostało uznanych za winnych i jakie im wymierzono kary, a także, czy sprawa została zgłoszona na policję.

Wielka szkoda, bo ta część informacji bardzo interesuje każdego rodzica i studentki. Uczelnia jest miejscem, gdzie rozpatruje się sprawę i wymierza karę. Obecnie władze federalne badają zasady postępowania w przypadku seksualnych przestępstw na 55 uczelniach, wśród nich jest m. in. prestiżowy Harvard i Princeton. Ze statystyk wynika, jak podaje TIME, że najcięższe przestępstwa są popełniane przez małą i tę samą grupę studentów. RAINN, największa krajowa organizacja na rzecz walki z przestępstwami seksualnymi, podaje, iż 90 procent gwałtów jest dokonywanych przez tylko 3 procent mężczyzn studiujących, którzy wielokrotnie dopuszczają się niecnych czynów.

Jak uchronić młode i niedoświadczone studentki? Postuluje się, by osoby, które wiedzą o popełnianiu gwałtu na kobietach pod wpływem alkoholu, a nie działają, by im zapobiec, zostały również ukarane. Zgłaszane sprawy o gwałtach powinny być rozpatrywane przez przeszkolne i niezależne osoby, a nie pracowników administracyjnych uczelni. Jeśli student jest oskarżony przez więcej niż jedną osobę, sprawa powinna trafić na policję.

A ja dorzucę do postulatów, że warto również zbadać jak bezpiecznie studiuje się na uczelni, zanim zacznie się rok akademicki.

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *