DPS

Babcia Bożenka: “Połączyła ich wierność zasadom”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Jadwiga i Witold

Jadwiga i Witold Rozenkowie

Ślub zawarli 45 lat temu. Patrząc na ich wzajemne relacje, odnosi się wrażenie, że wciąż przeżywają miodowe miesiące. Był jej pierwszym chłopcem, pierwszą i jedyną miłością. On zawsze jest przy niej. Już od “podstawówki”, poprzez szkołę średnią, zawsze w nią wpatrzony, zafascynowany jej wyglądem i cechami charakteru.

Doczekali się czwórki dzieci i siedmiorga wnucząt. Rodzinnymi stronami Jadzi i Witka Rozenków są miejscowości leżące w widłach rzek Bugu i Narwi. Są to wsie Leszczydół Nowiny i Porządzie, otoczone lasami. Teren ten należy do Puszczy Białej, sięgającej aż do Puszczy Zielonej na Kurpiowszczyźnie, znany
z takich miast, jak Ostrołęka, Kadzidło, Myszyniec. Z przewodników po tym regionie można się dowiedzieć nieco faktów historycznych. Otóż Puszczę Białą nazywaną też Biskupią, bo od XI wieku lasy te należały do biskupów płockich.

A gdybyśmy chcieli powędrować szlakami turystycznymi spotkamy miejsca bogate w tradycje i uroki przyrody, a także upamiętnione walkami II wojny światowej, a także zachowujące pamięć o bohaterach zrywów narodowych.

I tak, Porządzie posiada charakterystycznie zdobione domostwa, a w niedzielę na nabożeństwa wierni wkładają regionalne stroje. Osada Dalekie, znana z dużego tartaku, przesiąknięta jest zapachem żywicznego drzewa. Wieś Sieczychy, położona w sosnowych borach, znana jest ze słynnej sierpniowej akcji partyzantów Armii Krajowej z 1943 roku, nazwanej akcją “Taśma”. W potyczce zginął dowódca Tadeusz Zawadzki “Zośka”.

Jest też w tych okolicach pamiątkowy dąb o trzymetrowym obwodzie pnia z umieszczoną tabliczką upamiętniającą śmierć powstańców, uczestników Powstania Styczniowego, których według tradycji carscy żołnierze wieszali na tym właśnie drzewie.

Poruszam ten kontekst, aby podkreślić głębokie związki rodzin Jadzi i Witka właśnie z tymi stronami, malowniczymi co prawda, ale też mającymi dla nich wartość emocjonalną. Z pobudek patriotycznych nigdy nie wyjechali w inne rejony kraju, nie mówiąc już o zagranicy. A mieli ku temu okazję.

Rodzice Jadzi poznali się w niewoli niemieckiej. Oboje pracowali w gospodarstwie rolnym w miejscowości Hagenrode w powiecie Shlozberg. Tam się pokochali, tam urodził się pierwszy syn Czesław, najstarszy brat Jadzi. Jako wyraz tęsknoty za krajem i głębokich z nim więzi pierworodnemu synowi dano imię wujka chłopca, który pozostał w kraju.

Gdy po zakończeniu wojny, zapytano ich gdzie chcą emigrować, mieli możliwość wyboru: USA, Kanada, Francja czy Anglia, bez wahania wybrali Polskę. Tęsknili za swoimi stronami. Pozostali wierni rodzinnym tradycjom. Do Gdyni przypłynęli 18 grudnia 1954 roku na pokładzie statku “Preussen”.

Na samym początku drogi w Polsce osiedliły się w rodowej miejscowości taty Jadzi, we wspomnianym wcześniej Porządziu. Potem los rzucił ich do położonego również w lasach Puszczy Białej wsi Leszczydół – Nowiny. Ojciec Jadzi został gajowym. Mieszkali w malowniczej leśniczówce. Tam Jadzia poznała Witka. Już w “podstawówce” tylko o rok starszy chłopak uderzał w konkury do ładnej Jadzi. Nie odstępował szkolnej koleżanki i po latach cierpliwego czekania został jej mężem, odsuwając na bok kilku poważnych konkurentów. Na randki zawsze przychodził pachnący, z wyprasowanymi w kant spodniami. Kulturę osobistą, poszanowanie dla ładu i porządku zaszczepiła w Witku i jego pięciu braciach nieżyjąca już mama, która kobiecą, ale silną ręką prowadziła rodzinę. Tata rozmiłowany był w koniach.

Witek przywykł do rządów babskich.

Jadzia miała powodzenie u płci brzydkiej. W szkole średniej z powodu jej długich po pas, gęstych włosów, słabość okazywał nawet jeden z surowszych nauczycieli, który wyraźnie faworyzował Jadzię. Nauczyciel krytykował uczesanie uczennic, wskazując, żeby czesały się tak, jak Ładówna. To panieńskie nazwisko Jadzi. Zwykle czesała się skromne w dwa warkocze.

“Mówi się, że ktoś dostawał stopnie “na ładne oczy”, ja dostawałam piątki z prac ręcznych za “włosy” – powie po latach. Na szczęście piękne włosy, w których również zakochał się mąż Witek, odziedziczyła po babci najmłodsza wnuczka Gabrysia. Piękne włosy ma też córka Iwonka.

Jak 66-letnia Jadzia, emerytowana nauczycielka, mama czwórki dzieci, trzech synów i jedynaczki córki, babcia siedmiorga wnucząt patrzy na upływające lata, na jej ponad 45-letni związek małżeński z pierwszym chłopcem, którego pokochała?

Odwiedziłam Jadzię i jej męża w ich domu w Wyszkowie, leżącym niemal na rzut kamienia od wsi Leszczydół – Nowiny, z pachnącą lasami gajówką, w której za czasów szkoły średniej byłam częstym gościem. Korzystając z zaproszenia Jadzi i drugiej koleżanki Marysi uwielbiałam chodzenie po lesie, zbieranie grzybów i jagód.

Jadzia i Witek, podobnie jak ich rodzice i dziadkowie, po ukończeniu szkoły nie opuścili rodzinnych stron.
I jak przed laty, a będzie już prawie pół wieku, na serdeczne zaproszenie Jadzi wybrałam się w tę sentymentalną podróż.

Tyle upłynęło lat, a Jadzia pozostała wciąż taka sama; serdeczna, skromna, nieco nieśmiała, gościnna jak zawsze. Patrzyłam na obojga i nie mogłam wyjść z podziwu, że po tylu wspólnie spędzonych latach jest w relacjach małżeńskich tyle ciepła, oddania, miłości i tyle naturalności, jakby to, jak żyją, i jak siebie traktują, było takie zwyczajne, codzienne.

“Połączyły nas wspólne wartości – ocenia Jadzia, gdy możemy tak po babsku, od serca porozmawiać. Witek poszedł do pracy, to nie znaczy, że Jadzia ma jakieś przed nim tajemnice. Małżeństwo jest dobrane, szczęśliwe, zgodne.

Budzić uśpione talenty

Moja klasowa koleżanka jest emerytowaną nauczycielką. Na Uniwersytecie Łódzkim obroniła pracę magisterską na kierunku nauczanie początkowe.

“Z domu wyniosłam skromność, odpowiedzialność, pracowitość, rzetelność, solidność. Uważam, że niedbały wykonuje pracę podwójnie, bo musi ją powtórzyć” – wykłada swoją życiową filozofię. – “Nie lubię
u ludzi niesolidności, ale z kolei, gdy muszę zwrócić uwagę, to mnie bardzo dużo kosztuje. Uwagi “jedzą” mi serce.”
Nadal pozostała taka jak w szkole średniej, delikatna, wrażliwa, kochająca ludzi.

“W szkole średniej, ostrołęckim Liceum Pedagogicznym nauczyłam się zaangażowania w to, co robię, zaangażowania całym sobą, dawania z siebie jak najwięcej. Wpajano w nas dyscyplinę. Nikt nie podlegał żadnym ulgom. Uczono jak należy współpracować ze środowiskiem ucznia, z jego rodzicami, oraz jak ważne są wspólne wycieczki. To całe wyniesione dobro wprowadzałam na własnym szkolnym podwórku” – podkreśla zaznaczając, jak ważne było dla niej rozwijanie talentów i zdolności u swoich uczniów.

Jadzia uważa, ze w polskich szkołach zbyt małą uwagę przywiązuje się do uczniów zdolnych. A szkoda, bo w każdej klasie znajdzie się kilka osób, które warto prowadzić indywidualnie. Dla słabszych, żeby ich podciągnąć w nauce zawsze się znajdują pieniądze, gorzej jest, gdy trzeba zainwestować w ucznia zdolnego, wyróżniającego się. Jest to jej zdaniem błąd systemowy.

Ma na swoim koncie pochwały za osiągnięcia uczniów. Uczennica Jadzi zwyciężyła w konkursie ortograficznym na szczeblu wojewódzkim dla klas czwartych. W tym samym czasie doprowadziła ucznia klasy trzeciej do I miejsca w eliminacji województwa ostrołęckiego w Małej Olimpiadzie Matematycznej dla klas trzecich.

Po 20 latach pracy otrzymała złoty medal zasługi za wyniki w nauczaniu. Zatrzymuje się nad maksymą Bogdana Suchodolskiego, wybitnego humanisty, historyka kultury pedagogicznej. Złote myśli filozofa i myśliciela uzupełniają tekst dyplomu uznania jakim obdarowano wyróżniającą się nauczycielkę klas I-IV:
“Jest rzeczą wprawdzie ważną pielęgnowanie uzdolnień, ale jest rzeczą jeszcze ważniejszą budzić uzdolnienia uśpione”.

I kolejny ulubiony cytat tego samego pedagoga, który towarzyszył jej w pracy:
“Nie wystarczy odkrywać talenty i zdolności, trzeba je stworzyć”.

Studia uniwersyteckie kontynuowała mając czwórkę dzieci. Gdy kończyła edukacje, najmłodszy syn Konrad miał zaledwie siedem lat, najstarszy Robert był siedem lat starszy. Pod nieobecność mamy tata gotował zupki dla dzieci. Pomagali dziadkowie Stefan i Władysław. Ale, gdy dzieci przychodziły na świat i podrastały, nieoceniona była pomoc mamy Jadzi.

Wnuki pociechą dziadków

Witek zwykł mówić: “trzeba robić to, co do człowieka należy”. Trzyma się tej prostej zasady. Pracuje nieprzerwanie. Ma 67 lat. Wszędzie jest lubiany i szanowany. Ludzie lubią, gdy im przewodzi. W pamięci zachowuje koncert znanej piosenkarki Eleni, podczas którego nagradzano najlepszych brygadzistów działów w wyszkowskiej Fabryce Mebli. Przeżył niezapomniane chwile, gdy Eleni wręczała mu różę. Podobne uczucia towarzyszyły mu podczas czytania pochwalnego listu ze szkoły. Dziękowano rodzicom za dobrą naukę i wzorowe zachowanie ich dzieci.

Teraz dumą napawają wnuki. Są radością i pociechą dziadków. Odziedziczyły po nich dużo cech zewnętrznych i zdolności. Są kochane, podziwiane i chwalone.

Najmłodsza dziesięciolatka Gabrysia włosy ma po babci. Lubi czytać. Jest dobrą, pilną uczennicą, dokładnie tak, jak babcia Jadzia. Najstarsza Pola, już 21-letnia, podobnie jak babcia we wczesnym wieku odkryła swoje powołanie. Babcia wiedziała, że będzie nauczycielką. Pola od dzieciństwa niemal rozczytywała się w prawniczych książkach. Teraz studiuje prawo. Jej brat Cyryl po dziadku Witku odziedziczył pasje do majsterkowania. Najbardziej lubi sklejać modele samolotów.

Na uznanie zasługują dzieci córki. Zdolny Jakub, który był tak dobry, że nie miał co robić w przedszkolu,
a w szóstym roku życia rozpoczął szkolną edukację. Ma duże zdolności językowe. Chciałby na maturze zdawać język japoński, ale gdy nie będzie to możliwe, może zdawać z angielskiego lub francuskiego. Z obu języków otrzymuje same piątki. Jego młodszy brat Eryk jest skromny, cichy. Lubi piłkę nożną i koszykówkę. Mama chłopców jest nauczycielką klas I-IV. Uczy też języka angielskiego. Córka odziedziczyła zawód po mamie. Nastąpiła zmiana warty. Jadzia przeszła na emeryturę, a prace po niej przejęła córka Iwonka. Jej mąż Krzysztof jest ulubieńcem teściów.

Dwie córki średniego syna Artura, Weronika i Klaudia pięknie śpiewają. Urządzają koncerty przed blokiem. Ich babcia nie zapomniała gry na mandolinie, może przygrywać wnuczkom, gdy jest taka potrzeba.

W albumie bogato dokumentowanym wydarzeniami przeszłymi i obecnymi znajduję zdjęcia szkolne, zdjęcia ze zjazdów pomaturalnych, a także zdjęcia wnuków. Na jednym z nich babcia gra na mandolinie, a wnuki na różnych instrumentach dętych. Pewnie były to prezenty gwiazdkowe. Rodzina jest liczna. Okazji do rodzinnych spotkań nie brakuje.

Oby w życiu Jadzi i Witka było tych radości jak najwięcej.

Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *