DPS

Hej, kolęda… postświątecznie

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Kościół Our Lady of Częstochowa w Bostonie w wieczór wigilijny 24 grudnia. Nocne nabożeństwa były w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stałą praktyką Kościoła. Pozostałością po nich jest pasterka.

Kościół Our Lady of Częstochowa w Bostonie w wieczór wigilijny 24 grudnia. Nocne nabożeństwa były w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stałą praktyką Kościoła. Pozostałością po nich jest pasterka.

W postświecie tradycją z reguły albo się żongluje w celu wywołania ciekawych efektów estetycznych i interpretacyjnych, albo też (wśród tych, którzy nie kojarzą owego przedrostka nawet z postem na FB) powiewa się nią niczym sztandarem. Gdy pisze się o polskich okołoświątecznych tradycjach, można zupełnie nie mieć żadnej z tych intencji, ale trzeba liczyć się z tym, że sam temat najprawdopodobniej wywoła w czytelniku chęć zakwalifikowania tekstu do jednej z wyżej wymienionych kategorii. Trudno!

Tak naprawdę okres Bożego Narodzenia w Polsce to nie tylko liturgiczna oktawa Bożego Narodzenia, czyli osiem dni stopniowego pogłębiania rozumienia misterium narodzenia Chrystusa, która kończy się 1 stycznia (warto wiedzieć, że w dawnej Polsce 31 grudnia był w związku z tym czasem bardzo poważnym – podsumowywania roku i modlitwy). Okres świętowania Bożego Narodzenia oficjalnie zamyka dziś niedziela po uroczystości Objawienia Pańskiego (w naszej tradycji lepiej znanej pod nazwą Trzech Króli), czyli święto Chrztu Pańskiego. Święto to przyszło do nas z liturgii Kościoła wschodniego, ustanowione na 13 stycznia w miejsce dawnej oktawy Epifanii (święta Objawienia Pańskiego, które na Wschodzie obchodzono już w III w. n.e.).

W poniedziałek po niedzieli Chrztu Pańskiego (może ona przypadać od 7 do 13 stycznia) rozpoczyna się tzw. okres zwykły. W wielu kościołach nadal jednak śpiewa się kolędy, aż do święta Ofiarowania Pańskiego. Jest to pozostałość dawnej organizacji roku liturgicznego, sprzed 1960 r., w którym cykl obchodów misterium Narodzenia Pańskiego zamykał się 2 lutego.

Nieoficjalnie kolędujemy zatem aż do początków lutego i jest to jak najbardziej dozwolone, jeśli tylko nie odbywa się w ramach liturgii, zwłaszcza że kolędowanie ma w Polsce w poświątecznym okresie tak długą i bogatą tradycję.

Zamieszanie z datami i ich umowność (włącznie z umownością daty narodzenia Chrystusa) nie odbiera nam ani możliwości celebrowania okołoświątecznych i świątecznych zwyczajów i tradycji oraz cieszenia się nimi, ani okazji do dostrzeżenia w post- czy poświątecznym, dla niektórych wciąż świątecznym czasie, który dzisiaj miesza nam się z karnawałem, głębszego sensu.

***

Jedną z typowo polskich okołoświątecznych tradycji są przedstawienia jasełkowe, które odbywają się dziś nie tylko w kościołach, katolickich kolegiach czy klasztorach, ale również w szkołach czy przedszkolach. Pierwsze jasełka wystawił ponoć około 1223 roku, w grocie, w otoczeniu pól i lasów, Franciszek z Asyżu.

Nazwa „Jasełka” wywodzi się ze staropolskiego słowa „jasła”, które oznaczało żłób. Na zdjęciu dekoracje i lalki przed bostońskim przedstawieniem pasterkowym.

Nazwa „Jasełka” wywodzi się ze staropolskiego słowa „jasła”, które oznaczało żłób. Na zdjęciu dekoracje i lalki przed bostońskim przedstawieniem pasterkowym.

Święty, o którym amerykański trapista Thomas Merton pisał: „(…) po wiekach duchowego rozwoju różnych gałęzi zakonnej rodziny franciszkańskiej z pewnym zdziwieniem stwierdzamy, że św. Franciszek wyruszył na polne drogi Umbrii bez najlżejszego pojęcia, jakoby miał >>franciszkańskie powołanie<<. I w istocie nie miał go. Wszelkie powołania rzucił na wiatr, razem ze swoją odzieżą i z wszystkim, co posiadał. Nie uważał się za apostoła, ale za włóczęgę. Z pewnością nie miał się za mnicha; gdyby chciał nim zostać, miał mnóstwo klasztorów do wyboru. Jasne jest również, że nie towarzyszyła mu podczas wędrówek świadomość >>jestem mistykiem, który dostąpił łaski kontemplacji<<. Nie kłopotał się też wcale porównaniami między życiem czynnym a kontemplacyjnym. A jednak realizował jedno i drugie równocześnie i z najwyższą doskonałością”.Tradycja, wywodząca się z franciszkańskich misteriów, przetrwała do dziś dzięki zakonom Franciszkanów i Benedyktynów, a w Polsce także Jezuitów. Jasełka wystawiali również protestanci. Franciszkanie używali podczas swoich widowisk drewnianych figur, a następnie marionetek, które z czasem zastąpili żywi aktorzy. Z tych dawnych przedstawień obrazujących narodziny Jezusa w Betlejem, podczas których śpiewano „pobożne pieśni”, pochodzi także wiele polskich kolęd i pastorałek, np. „Anioł pasterzom mówił”. W naszym kraju jasełka pojawiły się w XIV w. i stały się popularne w wieku XVII. Ich odmianą były szopki, w których ważną rolę odgrywali pasterze, składający Jezusowi dary i śpiewający pieśni. Przy okazji ich wystawiania, powstało wiele polskich regionalnych piosenek i kolęd, w większości anonimowego autorstwa.W pierwszej połowie XVIII wieku biskupi polscy zakazali wystawiania jasełek w kościołach ze względu na zbyt ludyczny charakter i widowiska przeniosły się do szkół oraz na ulice, gdzie dały początek wędrownym ludowym teatrom.***

Uczniowskie jasełka wystawiane w Bostonie przez trzecioklasistów z Szkoły Języka Polskiego im. Jana Pawła II, a przygotowane pod kierunkiem wychowawczyni Sylwii Wadach-Kloczkowskiej, nawiązywały do najdawniejszych przedstawień tego typu, w których aktorami były kukiełki.

– Te wspaniałe lalki wykonali dla nas rodzice wspólnie z dziećmi – mówiła wychowawczyni przed pierwszym występem. – Nigdy jeszcze nie było w naszej szkole teatru kukiełkowego, więc pomyśleliśmy, że czas spróbować.

Światłość nad Betlejem”, czyli przedstawienie jasełkowe w wykonaniu uczniów klasy III Szkoły Języka Polskiego im. Jana Pawła II w Bostonie.  Pamiątką jest dzisiejsza Pasterka

Światłość nad Betlejem”, czyli przedstawienie jasełkowe w wykonaniu uczniów klasy III Szkoły Języka Polskiego im. Jana Pawła II w Bostonie.

Fot6

Pomysł okazał się trafiony. Dorośli, w tym dyrektor szkoły Jan Kozak, nauczyciele oraz rodzice, podziwiali polszczyznę małych aktorów. Bajkowa scenografia, humorystyczne teksty i pradawna opowieść w nowej oprawie spodobały się widzom bez względu na wiek. Dzieci żywo reagowały na lalki, szczególnie na pojawienie się postaci z zasady budzących silne emocje – kukiełek przedstawiających diabła i śmierć. Być może dlatego, że upersonifikowanych diabła albo śmierci, poza folklorem nie znajdziemy już dziś raczej nigdzie indziej ani w polskiej, ani w amerykańskiej kulturze.

Jasełka uczniowie pokazali nie tylko w sobotniej szkole, ale także podczas dziecięcej pasterki w Wigilię 24 grudnia w kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Bostonie oraz 25 stycznia w Worcester. Animatorom lalek towarzyszył chór „Promyki”, prowadzony przez Marię Saletnik. Oprawę muzyczną przedstawienia stanowiły znane i lubiane polskie kolędy.

Fragment jasełkowego przedstawienia uczniów ze Szkoły Języka Polskiego im. Jana Pawła II w Bostonie:

***

„Kolęda” wywodzi się z pogańskich zwyczajów, gdzie oznaczała życzenia i podarunek na początek nowego roku. Dopiero w XVI w. słowa tego zaczęto używać na oznaczenie pieśni bożonarodzeniowych. Wkrótce doszła do tego nazwa zwyczaju odwiedzania się po domach z życzeniami i pieśniami, a potem – nieznanych w Ameryce wizyt księdza „po kolędzie” i błogosławienia domów chrześcijan. W czas od Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli (6 stycznia) młodzi chłopcy w Polsce (np. w okolicach Krakowa) nosili od domu do domu szopki, zrobione przez dzieci z pomocą dorosłych, i kolędowali. Czasem akompaniowali im młodzi skrzypkowie czy akordeoniści. W innych regionach bardziej popularny był zwyczaj obchodzenia wsi z kolędami przez kolędników przebranych za postaci znane z szopek i jasełek, np. króla Heroda czy Śmierć.

Szopka w Kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Bostonie. Wg ojców Franciszkanów z bostońskiej parafii, nie musi być okazała, by opowiadać wielką historię.

Szopka w Kościele Matki Boskiej Częstochowskiej w Bostonie. Wg ojców Franciszkanów z bostońskiej parafii, nie musi być okazała, by opowiadać wielką historię.

Na Śląsku pasterze-kolędnicy przyczepiali sobie do ubrań krowie czy owcze dzwonki. Mieli z sobą również inne wydające dźwięki przedmioty i czasami trąbki; gospodarze domów, które odwiedzali, przyjmowali ich jedzeniem i napitkiem. Czasem również obdarowywano kolędników drobnymi.

***

I na słodkie zakończenie: popularnym poczętunkiem dla chodzących po kolędzie w całym kraju były aromatyczne pierniki (spadkobiercy staropolskiego miodownika, który od pierników różnił się tym, że nie dodawano do niego korzennych przypraw). Pierniki trafiły do Polski z Niemiec, przez Toruń, skąd rozprzestrzeniły się na Kraków, a następnie przywędrowały do Warszawy.

Świąteczne pierniki to nowsza wersja staropolskiego miodownika – wzbogacona o przyprawy.

Świąteczne pierniki to nowsza wersja staropolskiego miodownika – wzbogacona o przyprawy.

Miodowe ciasto, jeszcze przed nadejściem czasu przypraw, miało w dawnej Polsce wg etnografów ogromną wartość; im starsze, tym większą. Podobno dawano je nawet córkom w posagu. Najdawniejsze przepisy zdradzają sekret dobrych pierników: nieupieczone, wyrobione ciasto powinno było poleżeć w chłodnym miejscu przynajmniej przez tydzień przed pieczeniem. Najlepszego smaku nabierały ciasta piernikowe przygotowane w dniu Św. Łucji (13 grudnia) lub nawet Św. Andrzeja (29 listopada). Piernikami obdarowywano nie tylko kolędników, ale także sąsiadów; wymieniali się nimi zakochani. Popularną polską dekoracją był midgał wciśnięty w piernikowe ciastko – podobno miał za zadanie ochraniać przed nieszczęściem.

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *