DPS
No Comments

„Nowojorska Polka w Luksemburgu”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Fot. http://turystyka.interia.pl

Luksemburg. Fot. http://turystyka.interia.pl

Wielkie Księstwo Luksemburga liczy około 545 tys. mieszkańców. Najwięcej z nich jest Luksemburczyków (240 tys.), Portugalczyków (88 tys.), Francuzów (35 tys.), Włochów (18 tys.), Belgów (17 tys.) i innych. Wśród innych, szacuje się, że jest od 3-5 tys. Polaków. Poziom życia w kraju należy do najwyższych w Europie. Językami urzędowymi są niemiecki, francuski i luksemburski. Kilka miesięcy temu do Luksemburga przeprowadziła się z rodziną 35-letnia Zuzanna Ducka-Lubas, dziennikarka, śpiewaczka i matka, znana nowojorskiej Polonii.

Jak czuje się Polka z Nowego Jorku, która trafiła do Luksemburga na dłużej?

Luksemburg to zupełnie inny świat niż USA, niż Polska nawet. Choć Polskę zdecydowanie bardziej przypomina, zwłaszcza pod kątem urokliwych małych miasteczek i przepastnych pól i pasących się na nich krów. Pola i krowy zdecydowanie dominują w luksemburskim krajobrazie. Po dynamicznym i hałaśliwym Nowym Jorku urzeka tutejszy spokój, wszechobecna cisza, czystość i porządek. Zdecydowanie można tu “złapać oddech” po nowojorskim zgiełku i estetycznym ( i nie tylko) bałaganie New Jersey.

Luksemburg to podobno raj dla imigrantów. Od lat 90-dziesiątych jest duża fala imigracji. Czy widać to w życiu na co dzień?

Ta duża fala imigracji dotyczy głównie Portugalczyków, których rzeczywiście można spotkać na każdym kroku. Trudno mi powiedzieć, czy Luksemburg jest imigracyjnym rajem dla każdego. Trafiliśmy tutaj z mężem jako Amerykanie, jednak wszystkie procedury imigracyjne zdecydowanie ułatwiły nasze polskie paszporty. Poza tym wszyscy, od urzędnika w miejskim ratuszu po kasjerkę w warzywniaku, mówią po angielsku. To bardzo pomaga, jeśli nie włada się jednym z trzech oficjalnych języków Wielkiego Księstwa czyli francuskim, niemieckim i luksemburskim. Mi osobiście przypadli do gustu uprzejmi i grzeczni urzędnicy miejscy i fakt, że właściwie nie trzeba tu stać w kolejkach, żeby załatwić większość spraw urzędowych, których niestety, jak w większości krajów Unii, jest tu dużo. Prócz tego Luksemburg jest państwem z rozbudowaną opieką socjalną. Można tu liczyć na wsparcie państwa w takich dziedzinach jak edukacja i opieka medyczna. Zwłaszcza w przypadku tej drugiej, różnica między USA a Luksemburgiem jest olbrzymia. Niestety, ten sielski obrazek psują olbrzymie podatki, ale to już zupełnie inna historia.

Rodzinny wypad do historycznego miasteczka Remich

Rodzinny wypad do historycznego miasteczka Remich

Jak przystosowuje się twoja rodzina do nowego kraju?

Odnosnie adaptacji – cóż, każdy przechodzi to po swojemu. Mam małe dzieci, więc im przychodzi to zdecydowanie łatwiej. Mój trzyletni synek dogada się w każdym języku, choć w publicznej sali zabaw, szybko wyłapuje polskojęzyczne dzieci i “przylepia się” do nich. W pewnym sensie Luksemburg przypomina USA, żyją tu i pracują ludzie z całego świata.

W Luksemburgu urodziłaś drugiego synka. Jak różniło się to doświadczenie od rodzenia pierwszego synka w Ameryce?

Miałam szczęście rodzić obydwu synów w świetnych szpitalach. W USA był to szpital Holy Family w Teaneck, NJ. Tutaj, główny szpital miejski, publiczny Centre Hospitalier de Luxembourg.Czulam się tu “zaopiekowana” od początku do końca. Przechodziłam o wiele więcej badań niż w USA. Sala porodowa może nie była tak luksusowa jak w Teaneck, ale dzięki pomocy znakomitej położnej, niezmiernie życzliwej, otwartej i rozsądnej, wszystko poszło jak z płatka. Potem obowiązkowe 5 dni w szpitalu – miły, indywidualny pokój. Dziecko cały czas przy mnie, częste wizyty położnych, sprawdzających jak oboje się czujemy – no i przepyszne jedzenie. Można było naprawdę odpocząć, a nawet troszkę się wynudzić.

Czy juz nawiązałaś znajomości z Polkami w Luksemburgu?

Oczywiście!! Nie byłabym sobą, gdybym tego jak najszybciej nie zrobiła. Na Facebooku istnieje grupa LuksemPolki, a także Luksem Matki Polki – świetne, otwarte dziewczyny, które też z chęcią przyjmują każdą zagubioną w Luksemburgu duszyczkę, służąc radą i pomocą. Taka grupa to olbrzymie wsparcie dla osoby próbujacej się zorientować w luksemburskiej rzeczywistości, plus oczywiście świetne, nowe znajomości. Sporo dziewczyn ma dzieci w wieku moich synków, wiec przez Facebook umawiamy się na wspólne spacery, kawę, wypady z dziećmi, na zajęcia muzyczne czy ruchowe. Chcemy też zorganizować grupę “śpiewankową” dla polskojęzycznych dzieci, by wspólnie śpiewać polskie piosenki. Mam nadzieję, że przydam się tam troszkę.

Karnawałowe spotkanie LuksemPolek. Fot. Gaby Kaziuk

Karnawałowe spotkanie LuksemPolek. Fot. Gaby Kaziuk

Jaka jest Polonia w Luksemburgu?

Nie jest duża. Widzę, że jest zwarta, otwarta i w większości młoda. Istnieją tu polskie organizacje, zwłaszcza kulturalne. Ja jeszcze nie miałam okazji do żadnej z nich się wybrać, ale mam to w planach. Luksemburg jest tak niewielkim krajem, że naprawdę wszyscy Polacy tutaj się znają. Sporo Polaków pracuje w międzynarodowych firmach. Wiele z nich to firmy amerykańskie, lub instytucje unijne. Są to, w zdecydowanej większości, ludzie wykształceni, którzy przyjeżdżają nie tyle dla zarobku, co dla dalszego rozwoju kariery. Jest tu polskie radio i polski portal internetowy, ale nie pełnią one roli opiniotwórczej, raczej głównie informacyjną, typu co, gdzie, kiedy.

W Luksemburgu oficjalnie używa się trzech języków. Jak twoje dziecko radzi sobie w przedszkolu?

Leoś ma 3 latka. Nie chodzi do przedszkola. Od września idzie do brytyjskiej szkoły z wykładowym językiem angielskim, gdzie będzie się także uczył języka francuskiego. Nie wiemy, jak długo tutaj zostaniemy, więc na wypadek, gdybyśmy mieli wracać do Stanów lub przeprowadzać się gdzieś indziej w Europie, chcemy, żeby jak najlepiej znał współczesną “lingua franca”. Języka luksemburskiego pewnie liźnie na podwórku. Większość tutejszych dzieci porozumiewa się właśnie w tym języku, a co do niemieckiego, nie będę naciskała na jego naukę, kiedy do wyboru jest tak piękny język, jak francuski. A w domu mówimy po polsku.

Z goracą czekoladą z czekoladziani w centrum  miasta

Z goracą czekoladą z czekoladziani w centrum miasta

Podobno język luksemburski przeżywa renesans w kraju? Kiedyś był używany tylko w domach.

Trudno mi powiedzieć. Generalnie ta tutejsza wielojęzyczność jest niesamowita. Moja lekarka rozmawiała ze mną płynną angielszczyzną, z pielęgniarką porozumiewała się po luksembursku, w międzyczasie odebrała telefon i mówiła po francusku, po czym wypełniała jakieś papiery po niemiecku.

Jak myślisz skąd wzięła się moda na luksemburski? Czy to reakcja na fale imigrantów?

Raczej nie. Specyfika luksemburskiego rynku pracy, dość zamknięte oddziały międzynarodowych firm, sprawia, że nie ma tu tylu lęków przed utratą pracy na skutek napływu fali imigrantów. Portugalczycy pracują głównie w sektorze usługowym i wykonują raczej najcięższe prace, do których nie garną się “tubylcy”.

Jakie są twoje osobiste i zawodowe plany na Luksmburg?

Pochłania mnie teraz głównie macierzyństwo, ale powoli rozglądam się za czymś dla siebie. W księstwie jest mnóstwo chórów, to bardzo rozśpiewany naród. Pójdę pewnie w tym kierunku. Z pewnością zainteresuję się też bliżej polskim radiem i portalem internetowym. Dziennikarskiego bakcyla trudno jest się pozbyć.

Dziękuję za rozmowę!

Danuta Świątek
Zdjęcia: archiwum Zuzanny Duckiej-Lubas

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *