Lidia Russell
No Comments

“W tajemniczym ogrodzie”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

11065446_10206344982890601_472636963_o

 

Ktoś powiedział, że na drabinie miłości zaczynamy uczyć się od roślin – kochanie ich jest najłatwiejsze. Uczymy się więc rośliny poznawać, doceniać i rozróżniać ich piękno; dowiadujemy się, jak z nimi postępować; poświęcamy im czas i uwagę. Odwzajemnią się na przykład fotosyntezą. Potem ćwiczymy swoje zdolności do miłości, kochając zwierzęta, a na koniec przychodzą ludzie, których kochać jest najtrudniej. W tym ostatnim przypadku zaczynamy też skromnie – od siebie.

Wszyscy chyba pamiętają przesyconą atmosferą tajemnicy, oczekiwania, nostalgii powieść Frances Hodgson Burnett o przemianie „Tajemniczy ogród”. Jest na większości list „najpiękniejszych książek dla dzieci”, polskich i amerykańskich. Doczekała się kilku ekranizacji, sfilmowała ją m.in. Agnieszka Holland. Dla wielu osób pozostanie jedną z tych lektur z dzieciństwa, do których wraca się w dorosłym życiu. Buntownicza, samolubna Mary („najniesympatyczniejsze dziecko, jakie kiedykolwiek widziano”), wiecznie narzekający, rozkapryszony Colin oraz Dick – biegający po wrzosowiskach, magicznie otoczony zwierzętami i ptakami, rozumiejący bez słów język Natury (także takich jej przejawów, jak tzw. trudne dzieci) – to jedna z ciekawszych grupek bohaterów opowieści dla kilkulatków. W angielskiej posiadłości wuja Mary, wdowca i dziwaka, dziewczynka odkrywa otoczony wysokim murem, skryty przed ludźmi ogród. Miejsce staje się jej królestwem. Tajemnicę kryje również wielki dom, w którym musi zamieszkać Mary…

Nowe życie Mary i jej przyjaciół zaczyna się od porządkowania opuszczonego, dzikiego, zarośniętego chwastami i zamkniętego na świat ogrodu. Ta piękna metafora dobrze ilustruje, jak postępować z własnym czy też cudzym „dzikim” wnętrzem i co trzeba zrobić, zanim zacznie się je „uprawiać” i liczyć róże. Wiele dzieci marzy o własnym sekretnym miejscu, w którym można ukryć się przed całym światem i do którego zabrać można tylko tych, z którymi naprawdę chce się mieć kontakt. Takie miejsca mają w sobie tajemnicę, która w innych miejscach już się zagubiła – pomagają nawiązać relację z samym sobą i dopiero stąd porozumienie z innymi. Domek na drzewie, szopa z narzędziami za domem, krzaki dzikich porzeczek za regularnymi rabatkami w ogrodzie dziadków, dołek w piasku za wydmą, strych albo chociaż namiot w pokoju. Z czasem to miejsce może stać się bardziej otwarte, zapraszające – jeśli pozwoli się w nim dzieciom samodzielnie nad sobą „popracować”.

11056863_10206344989370763_1273357768_n

 

„Tajemniczy ogród” to też dobra lektura rodzinna na przełom zimy i wiosny; czas, w którym męczymy się już „starym”, a jeszcze nie czujemy, że nadeszło „nowe”. Czasem nawet we własnym domu trzeba temu nadejściu trochę pomóc. Zupełnie tak, jak kiedy Dick uczy Mary pomagać budzącym się właśnie do życia roślinom. Wziąć głęboki oddech, wyłączyć telefon czy komputer i zatrzymać się, by przewietrzyć myśli, a potem zabrać ciało na spacer – nawet jeśli na liście „do zrobienia” mamy 10 niezałatwionych spraw, mijający nas przechodnie przemykają obok z niezbyt promiennymi minami i groźnie kichają, zamiast jak u Staffa „śpieszyć ochoczo w rozpiętych płaszczach jacyś świeżsi, patrząc wesoło i pogodnie” (wiersz „Marzec”), a wzdłuż błotnistych chodników zamiast pierwiosnków kwitną wciąż bure góry zlodowaciałego śniegu. Endorfinom wszystko jedno. Może warto też zacząć pielęgnować własny „tajemniczy ogród” – przy domu, na balkonie, dachu, w swoim wnętrzu czy choćby na kuchennym parapecie?

Tutaj chciałabym zarekomendować pewne miejsce w Nowej Anglii, które doskonale nadaje się na celową wizytę albo bezcelowy spacer przy marcowej pogodzie. Daleka jestem od polecania komukolwiek w wolnym czasie odwiedzania sklepów. Nie sądzę też, by czytelnicy Dobrej Polskiej Szkoły byli już tak zamerykanizowani, by wśród rozrywek typu wyjazd do lasu, wyjście do teatru czy do kina, wyprawa na kocert, do muzeum, parku czy do botanicznego ogrodu, wymienili w jednej linii wizytę w shopping mall (jak tłumaczyła mi kiedyś przemiła amerykańska znajoma i pewnie jestem już bliżej zrozumienia tego kulturowego fenomenu, a następnie zostania jego przejawem, choć pewnie zrozumienie wymaga NAJPIERW doświadczenia, wyprawa z przyjaciółkami na zakupy to przecież social thing). W tym jednym przypadku zrobię jednak wyjątek, bo Mahoney’s Rocky Ledge Garden Center to nie jest zwykły sklep. Przybywamy tu niby pod pretekstem nabycia nasionek słonecznika do zasadzenia, ale tak naprawdę – ponieważ jest tu prawie jak w tajemniczym ogrodzie, w którym na przełomie zimy i wiosny zaczynają żywiej krążyć soki i rozpychać się kolory. W kilku szklarniach, malowniczo rozsadzonych pod wiszącymi skałami, życie dochodzi do głosu wcześniej, bujniej i bardziej zaskakująco niż na ulicach. Aparat fotograficzny też uważa, że po zimie taka ilość roślinności wygląda świetnie. Proszę jeszcze spojrzeć na twarze klientów – takich uśmiechów i tak, że się tak wyrażę, twarzowego ożywienia nie napotkają Państwo na parkingu, w mallach czy w outletach. Tutaj wszyscy chodzą po słonecznej stronie. Proszę się też nie zdziwić, jeśli drogę przebiegnie Państwu jakiś tutejszy ciekawie umaszczony kot, którego ci sami dziwnie uśmiechnięci klienci uroczyście i w respekcie dla jego tajemnicy przepuszczają w przejściu pomiędzy halami pełnymi flory. To na szczęście.

 

11033073_10206344984930652_1987985744_o

 

Mahoney’s to rodzinny biznes, który założył w Winchester w 1959 roku Paul Mahoney. Pan Mahoney, dziś lat 80, skończył ekonomię i przez jakiś czas usilnie próbował zostać kimś innym niż był od początku i z zamiłowania – ogrodnikiem. Na szczęście się nie udało. „Jego serce było przy ziemi”, mówi miłość z szkolnej ławki i żona pana Mahoney, Doris. Ślub również miał miejsce w 1959 roku. Synowie państwa Mahoney zaczynali karierę w sklepie od rzucania w klientów pomidorami, które w ramach terminowania otrzymali za zadanie od taty posegregować. A następnie Tom i Peter Mahoney zostali fanami organicznych nawozów – w ostatniej dekadzie w Ameryce proporcja pomiędzy organicznymi a chemicznymi nawozami (1:3) dokładnie się odwróciła (3:1). Paul Mahoney zaproponował tu pewne autorskie ciekawe rozwiązania. Syn Mike Mahoney z kolei kilka lat temu pracował nad linią organicznych warzyw i ziół pn. „Uncle Mike’s”. Dziś sklep Mahoney’s ma osiem lokalizacji (Winchester, Tewksbury, Wayland, Concord, Brighton, Falmouth, Osterville i Chelmsford), rozbudowany asortyment i gości regularnie rozmaite eventy promujące organiczne ogrodnictwo i zdrowe odżywianie; organizuje wykłady, w tym również dla dzieci, prowadzi cotygodniowy market żywności i innych produktów od lokalnych farmerów oraz bloga, na którym można poczytać m.in. o tym, jak hodować w domu zioła i warzywa.

Owszem, jest tu i (hm, zastanawiająca) całoroczna sekcja gwiazdkowych dekoracji… wśród nich bombki z Polski… oraz zmieniające się okresowo wyroby dekoracyjne z kamienia, szkła i ceramiki – coś w rodzaju amerykańskich ogrodowych krasnali (tudzież sów lub wróżek) w wersji zen, ale generalnie królują rośliny. I dla nich bardzo warto tu przyjechać: nakarmić oczy zielenią i tropikalnymi kolorami; rozprostować kręgosłup, który zaczyna jakby rozciągać się do góry, kiedy wdzięczne płuca delikatnie rozpychają żebra; znaleźć doniczkę właściwych rozmiarów albo inspirację do miniaturowych ogrodów w szklanej kuli i tak dalej.

Zadziwić się masą nieskończonych możliwości tkwiących w jednym nasionku.

„Tajemniczy ogród” w ogrodzie, na kuchennym parapecie, balkonie lub na ścianie może być wyrazem naszej miłości do roślin, ale i do samych siebie. Może pomóc nam się zrelaksować. Odstresować. Skoncentrować. Zrobić sobie przystanek na zresetowanie albo dekompresję i na kontemplację tysiąca codziennych cudów czy sprawić, że odetchniemy głębiej i – w zależności od preferencji – wzbogaci naszą dietę albo ozdobi dom i skanalizuje designerskie zapędy. Zieleń pomaga oczom odpocząć i uspokaja. Kolor kwiatów energetyzuje. Jeszcze kilka okrągłych kamieni i oaza zaczyna żyć własnym życiem. O zaletach obserwacji wzrostu od nasionka i pielęgnowania sadzonki przez dziecko nie wspomnę. Kot także będzie wdzięczny. Może warto zasadzić przed Wielkanocą nie tylko rzeżuchę (skarbnica witamin) i nie tylko w domu, ale również, na przykład, w klasie w polskiej szkole?

 

Tekst i zdjęcia: Lidia Russell

 

Książka „Tajemniczy ogród” do słuchania w wersji angielskiej:
https://www.youtube.com/watch?v=OKBbUrr9oQ0

Fragmenty książki po polsku:
https://www.youtube.com/watch?v=fMDgFQYoabQ
http://www.dailymotion.com/video/xlulju_frances-hodgson-burnett-tajemniczy-ogrod-audiobook-mp3_lifestyle

 

11030955_10206344989570768_1733488701_o

 

 

11045529_10206344982930602_2133981536_o

 

11054551_10206344983290611_482569999_o

 

11054566_10206344988970753_1580303940_o

 

11054592_10206344983250610_41759340_o

 

11054687_10206344988370738_1366553161_o

 

11054730_10206344986410689_1662003223_o

 

11054759_10206344984170633_455253180_o

 

 

11064032_10206344985330662_1907594448_o

 

11064255_10206344988410739_943668963_o

 

11064305_10206344984570643_1183908532_o

 

11064478_10206344983530617_2105682698_o

 

11064507_10206344985490666_532869630_o

 

11065188_10206344984530642_1707377669_o

 

 

11065832_10206344988290736_977391563_o

 

11067565_10206344985890676_585972671_o

 

11068739_10206344989690771_1668551945_o

 

11070473_10206344986370688_712749135_o

 

11070580_10206344985570668_2145140203_o

 

11071870_10206344987010704_1309429124_o

 

11071905_10206344985690671_1352547674_o

 

11071920_10206344984490641_910538167_o

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *