Lidia Russell
No Comments

Kopciuszek cudowny i pożyteczny

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

11233244_10206841337499156_1219994246_o

 

Wersji „Kopciuszka” jest podobno ponad tysiąc. Skoro baśń ta znana jest prawie na całym świecie, jej przesłanie musi być chyba ważne?

 

11229595_10206841337619159_884326507_o

 

Niektórzy pamiętają pewnie niepokojącą historię braci Wilhelma i Jakuba Grimmów, z „krwawiącym” pantofelkiem i gołębiami, wydziobującymi oczy złym siostrom. Au! Bardziej radykalne feministki twierdzą, że to opowieść o okaleczaniu kobiet po to, by „nadawały się do małżeństwa” i o ich brutalnej rywalizacji o mężczyzn, posiadaczy władzy. Wersja Charlesa Perraulta jest łagodniejsza, bardziej „dworska”. Zamiast ptaków Kopciuszkowi (tu: Cendrillonowi) pomaga dobra wróżka, Matka Chrzestna. Kopciuszek wybacza siostrom. Delikatny pantofelek jest ze szkła. Delikatni rodzice są zadowoleni.

11241300_10206841337019144_961254722_o

 

11241292_10206841337139147_1511391070_o

 

Wielu Polaków zna wersję rodzimą: o Popiełuszce, Popielusze czy Smolusze, która przybywa na zabawę, jak mówi, z wioski „Odrzuconego ręcznika” czy „Złamanego biczyka”. Tam poznaje Panicza, który, nie mogąc później odnaleźć zmyślonych miejsc i pięknej nieznajomej, stwierdza (całkiem słusznie), że widocznie nie zasługuje na żonę, bo nic dobrego w życiu jeszcze nie zrobił i wyrusza w podróż, w której będzie musiał zrobić dużo dobrego, by wreszcie „dojrzeć” do małżeństwa z biedną służącą i rozpoznać w umorusanej dziewczynie (nawet bez zakładania jej ciżemki) swoją wybrankę. Prawda, że ciekawa wersja?

 

11265914_10206841337299151_1220651428_o

 

11227076_10206841337859165_1905877205_o

 

W polskiej i amerykańskiej kulturze mniej znane są wersje chińska, eskimoska (kanadyjska), indiańska czy choćby włoska, w której Kopciuszek nosi miano Kotki i ma bardzo włoski temperament – zupełnie inny niż w przypadku znanej nam dobrze cichej, potulnej i cierpiącej w milczeniu dziewczynki.

 

11248240_10206841338179173_1258657685_o

 

Są więc na świecie bardzo różne i liczne Kopciuszki. Ich filmowych wersji zbierze się również całkiem pokaźna liczba. W Ameryce najlepiej znana jest klasyczna animacja Disneya z 1950 roku. Teraz kina zdobywa najnowsza adaptacja baśni, z 2015 roku, również ze studia Disneya, ale w reżyserii Brytyjczyka Kennetha Branagha, autora błyskotliwych ekranizacji sztuk Szekspira. Jest to w dużej mierze aktorska kopia animacji, nakręcona z kostiumowym rozmachem i wiernością najbardziej rozpoznawalnym literackim pierwowzorom.

 

11267795_10206841338339177_1153033265_o

 

11267821_10206841337779163_1062230186_o

 

11229497_10206841338499181_2039461935_o

 

W Ameryce film zarobił już ponad 70 mln dolarów, a w Polsce też jest wyjątkowo popularny. Ta typowa baśń filmowa dla 10-, 20-, 30-letnich (i starszych też) dziewczynek nazywana jest również „tak tradycjonalistyczną, że bardziej już nie można”, w przeciwieństwie, na przykład, do „rebelianckiej” ekranizacji „Ever After” z Drew Barrymore.

 

11232338_10206841338939192_272511378_o

 

11101557_10206841339139197_458354658_o

 

11264385_10206841339059195_906240925_o

 

Są oczywiście również liczne wersje sceniczne „Kopciuszka”: baletowe, teatralne, operowe, różnie odnoszące się do różnych motywów z baśni. Może ciekawi nas, skąd się wzięła na świecie oryginalna bajka o Cindarelli? Grimmowie spisywali tylko zasłyszane opowieści, wywodzące się z europejskiego folkloru. Podobnie postępował Perrault. Pewne baśniowe motywy odzwierciedlają zwyczajnie obce nam realia: bucik, na przykład, był w dawnej niemieckiej tradycji zaręczyn częstym prezentem od partnera. Ale niektórzy badacze twierdzą, że baśnie wywodzą się z autentycznych pradawnych obrzędów inicjacyjnych (przejścia). Czyżby więc Kopciuszek był historią o przemianie dużo istotniejszej niż zmiana stanu cywilnego?

Jak widać, zawsze można coś tu i ówdzie bajce o Kopciuszku ująć albo dodać, nie wspominając już o kilogramach interpretacji, które można przy takiej okazji wytworzyć.

 

11196597_10206841339299201_1169037560_o

 

11267821_10206841339259200_1981237912_o-1

 

11232430_10206841346219374_1596028881_o

 

Nikt chyba jednak, a przynajmniej nikt w Nowej Anglii, aż do soboty 9 maja, nie przypuszczał, że istnieje taka wersja „Kopciuszka”, jaką pokazali na scenie uczniowie Szkoły Języka Polskiego im. Jana Pawła II w Bostonie. Wszystko jest w niej niby takie samo, ale jakoś dziwnie pozmieniane. Jak mówi jeden z Prowadzących: Teatr. Taki hokus-pokus. Trochę słów, trochę tańca, łyk muzyki i piosenki. Jakiś uśmiech, jakaś łza, pół-żartem pół-serio.

11241910_10206841345019344_677067073_o

 

11247596_10206841345219349_1635749051_o

 

Komiczny i metateatralny (przedstawienie o wystawianu przedstawienia) musical na 140 aktorów i statystów w wieku od lat 3, w reżyserii Sylwii Wadach-Kloczkowskiej, której z pomocą przyszli tu pozostali nauczyciele, m.in. w osobach Doroty Kapci i Małgorzaty Klincewicz, zrobił duże wrażenie na wszystkich mamach i tatach, dla których został z okazji Dnia Mamy (i Taty) przygotowany.

11232415_10206841345259350_966561510_o

 

11032530_10206841346379378_607905504_o

 

Śmiech, podziw, „błysk fleszów” i wielkie brawa – tak można opisać reakcję publiczności, zaskoczonej rozmachem przedstawienia i co najmniej lekko rozczulonej występem własnego dziecka, niezależnie od tego, czy było ono damą dworu, dworzaninem, jedną z uczestniczek Parady Księżniczek, rycerzem, pieskiem, kotkiem, członkiem boysbandu, rączym rumakiem, człowiekiem trzymającym zegar czy kimś z królewskiej ochrony. Mimo trudności logistycznych i polonistycznych (choreografia całości wydawała się początkowo prawie niemożliwa, a tekst był momentami wymagający) dzieci zaangażowały się bardzo w niecodzienny spektakl, podobnie zresztą jak nauczyciele, rodzice i dyrekcja szkoły. Dla wszystkich był to dobry sprawdzian harmonijnego współdziałania.

11232430_10206841346219374_1596028881_o

 

11255627_10206841345979368_1920820608_o

 

11255672_10206841346779388_2063554666_o

 

Występowi towarzyszył dziecięcy chór, prowadzony przez Martę Saletnik. Duże dekoracje zaprojektowała i przygotowała bostońska malarka Ania Win, a mniejszymi zajęli się uczniowie (np. kareta i konie wykonane na podstawie projektu Ani Franks przez klasę VI) czy artystycznie uzdolnienie rodzice (pociąg do zamku). O kostiumy i inne rekwizyty zadbali rodzice, uczniowie i nauczyciele. W przedstawieniu wykorzystano kilka przebojów z lat 80. i 90., zarówno w wersji nagrań, jak i śpiewanych „na żywo” przez dzieci („Pretty Woman”, „Mój jest ten kawałek podłogi”, „Only You”, „Chłopaki nie płaczą”, „Przetańczyć z tobą chcę całą noc”).

 

11255434_10206841346819389_681484485_o

 

ss

 

Nie wiem, co na temat tej wersji „Kopciuszka” powiedzieliby badacze kultury z różnych frakcji – strukturaliści, dekonstrukcjoniści, feministki i feminiści, jungiści, krytycy polityczni czy specjaliści od politycznej poprawności – większość rodziców uczniów z bostońskiej polskiej szkoły zgodnie uzna ją chyba jednak za jedną z najlepszych, jakie widzieli.

 

11255439_10206841346699386_324525115_o

 

I nikt nie powinien z tym polemizować ani wnikać w oczywiste i zrozumiałe motywy. Przedstawienie było pełne humoru, jedyne w swoim rodzaju i niezwykle udane. Dodam tylko, że do mnie osobiście najbardziej przemawia takie wyjaśnienie opowieści o Kopciuszku, jakie proponują zwolennicy analizy jungowskiej. Według nich, nasze ulubione baśnie traktować można albo jako nasz „życiowy mit” (który zrealizowaliśmy już bądź nie i powinniśmy to zrobić, jeśli chcemy stać się prawdziwie dojrzałą osobą), albo też – tak jak w jungowskiej analizie snów – jako odbicie naszej wielowymiarowej psychiki. Każdy bohater baśni jest wtedy inną częścią nas samych, biorącą udział w procesie zdrowienia albo dojrzewania.

W świetle analizy jungowskiej „Kopciuszek” jest opowieścią o uleczonym kompleksie niższości, o odzyskaniu utraconej pewności siebie i poczucia własnej wartości. Jest to także opowiadanie o kimś, kto przechodzi (odkrywa, że przynależy) do innego porządku niż ten, do którego przypisali go nierozumiejący jego „inności” inni, trochę tak, jak w baśni o brzydkim kaczątku (której najstarsza wersja pochodzi z średniowiecznych perskich przypowieści). I to by było najważniejsze przesłanie.

A dlaczego baśń ta miałaby być „cudowna i pożyteczna”? Ot, choćby dlatego, że tak chce – w odniesieniu do wszystkich dobrze nam znanych i wciąż opowiadanych na nowo, klasycznych baśni – ich słynny badacz i propagator głośnego czytania oraz opowiadania dzieciom bajek, Bruno Bettelheim, który w swojej książce „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni” podpowiada rodzicom, dlaczego warto czytać z dzieckiem baśnie i jak wspomogą one jego prawidłowy rozwój.

Wg Bettelheima baśnie wywodzące się z folkloru mają ogromną przewagę nad współczesną literaturą dziecięcą. Dlaczego? Ponieważ opowiadają o rzeczywistych problemach i sytuacjach egzystencjalnych, których dziecko doświadcza: o osamotnieniu, walce z trudnościami, narodzinach, śmierci, byciu prowadzonym, otrzymywaniu pomocy. Ponieważ pomagają integrować dziecięcą osobowość. Ponieważ nie są dydaktyczne, socjalizują i działają terapeutycznie. Ponieważ odpowiadają na podstawowe pytania dziecka i jego wewnętrzne konflikty. A także – tu już inna badaczka baśni i opowieści, Clarissa Pinacola Estes – ponieważ „wprawiają życie wewnętrzne w ruch”. Czego nam wszystkim serdecznie życzę.

 

Tekst i zdjęcia: Lidia Russell

 

Bibliografia:

1. Bettlelheim B., Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach  baśni, Warszawa 1996 

2. Estes C. P., Biegnąca z wilkami. Archetyp Dzikiej Kobiety w mitach i legendach, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2001

3. Barkenbusch-Erbe I., Baśnie w analitycznej praktyce. Polskie Towarzystwo Psychoanalizy Jungowskiej, Wykład w ramach konferencji, Kraków 2013 

      4. http://femmes.republika.pl/

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *