DPS
No Comments

Dwa naraz czy jeden po drugim

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

dwujezycznyMniej istotne na drodze do dwujęzyczności jest to, czy poznamy drugi język równocześnie z pierwszym, czy może w kilka lat później, niż to, czy będziemy później odpowiednio pielęgnować znajomość ich obu.

Remigiusz urodził się w Polsce, ale kiedy miał 9 lat, zamieszkał z matką i jej włoskojęzycznym partnerem we Włoszech. Zaczął intensywnie uczyć się włoskiego, na czym niestety ucierpiał jego polski – po pewnym czasie przestał na co dzień używać języka ojczystego, z matką i rodzeństwem zaczął komunikować się wyłącznie po włosku. Ponad dziesięć lat później wyjechał do pracy do Wielkiej Brytanii. Tam poznał wielu Polaków, z którymi spędzał większość wolnego czasu. To wtedy zaczął przypominać sobie polski. Początki bywały trudne – popełniał wiele błędów, jego umiejętność pisania w języku ojczystym pozostawiała wiele do życzenia, brakowało mu słów, nie zawsze rozumiał metafory i żarty.

Dziś, kilka lat po przeprowadzce do Wielkiej Brytanii, mówi już płynnie po polsku i po angielsku, ale to włoski wciąż jest jego najsilniejszym językiem.

Andrzej z kolei wychował się w Polsce. Jego mama, anglistka z wykształcenia, od najmłodszych lat mówiła do niego po angielsku kiedy byli sami, natomiast w obecności innych członków rodziny przełączała się w rozmowie na polski. Andrzej dorastał zafascynowany językiem angielskim – wyjeżdżał na wakacje do Australii, miał wielu angielskojęzycznych przyjaciół, z którymi utrzymywał kontakt pisząc listy i maile, a także za pośrednictwem Skype’a. Po szkole średniej wyjechał do Australii na stałe.

Teraz, po kilku latach, mówi po angielsku płynnie i bez akcentu, rodowitym Australijczykom trudno jest w pierwszym momencie zorientować się, że Andy – bo znają go pod takim imieniem – nie wychował się w Australii. Andrzej nie zapomniał też o podtrzymywaniu języka polskiego. W Melbourne, gdzie mieszka, utrzymuje regularne kontakty z mieszkającymi tam Polakami.

Zarówno Remigiusz, jak i Andrzej są dwujęzyczni, choć drogi, jakie zaprowadziły ich do dwujęzyczności są różne; zapewne też każdy z nich zna swoje języki w nieco w inny sposób. O tym, że nie jest łatwo podać jedną ogólną i prostą definicję osoby dwujęzycznej, pisaliśmy już wcześniej (por. „O kim możemy powiedzieć, że jest dwujęzyczny i dlaczego jednojęzyczni są w mniejszości”), teraz z kolei przyjrzyjmy się różnym rodzajom dwujęzyczności i jakie mają one konsekwencje.

Najbardziej narzucającym się kryterium, za pomocą którego można wyróżnić różne rodzaje dwujęzyczności, jest poziom znajomości języków. O tym, że jest to kryterium bardzo zawodne, pisaliśmy już we wcześniejszych wydaniach naszego serwisu. Tym niemniej czasami mówimy o osobach o dwujęzyczności zrównoważonej, posługujących się z jednakową łatwością oboma (albo większą liczbą) znanymi sobie językami. Takich osób jest bardzo niewiele, stąd pozostali, czyli osoby o niezrównoważonej dwujęzyczności stanowią zdecydowaną większość populacji dwujęzycznych.

Wczesna czy późna 


Dwujęzyczność można również podzielić ze względu na kolejność przyswajania języków, a także okres w życiu, kiedy to nastąpiło. To, czy uczymy się obu języków we wczesnym dzieciństwie, czy dopiero po pójściu do szkoły, pozwala nam rozróżnić „wczesną” i „późną” dwujęzyczność.

Wczesna dwujęzyczność nie jest jednak jednorodną kategorią – w jej ramach mieszczą się zarówno osoby, które zaczęły uczyć się obu języków równocześnie jako niemowlęta – są to tak zwani dwujęzyczni jednocześni, jak i te, w przypadku których kontakt z drugim językiem zaczął się dopiero wtedy, gdy znali już biegle pierwszy język – w ich przypadku mówimy o dwujęzyczności sekwencyjnej.

Późni dwujęzyczni, których z definicji cechuje dwujęzyczność sekwencyjna, nabywają z kolei drugi język dopiero po zakończeniu tzw. okresu krytycznego, czyli takiego momentu w życiu, kiedy przyswajanie języka przynosi najlepsze efekty (szerzej o okresie krytycznym za dwa tygodnie w serwisie „Wszystko o dwujęzyczności”).

B. Z. Pearson

B. Z. Pearson

Przeszczepiona gałąź


Amerykańska badaczka Barbara Zurer Pearson, autorka książki pt. “Jak wychować dwujęzyczne dziecko”, różnice pomiędzy dwujęzycznością jednoczesną, a sekwencyjną przedstawia za pomocą metafory dwóch, niezależnie rosnących od siebie drzew i zabiegu szczepienia roślin.

W przypadku dwujęzyczności jednoczesnej języki-drzewa zostają „posadzone” w tym samym czasie, mają osobne korzenie, pnie i korony. Nie oznacza to, że gałęzie tych dwóch drzew nie są ze sobą splecione i że wzajemnie na siebie nie oddziałują (por. “Dwujęzyczny to nie dwie osoby jednojęzyczne w jednym ciele”), jednak osobno z ziemi ciągną wodę i sole mineralne za pomocą odrębnych korzeni (które też mogą być ze sobą splecione).

Inaczej natomiast rosną gałęzie zaszczepione przez ogrodnika na innym drzewie. W ich przypadku „pożywienia” dostarczają im korzenie i pień tego innego drzewa. Niewykluczone jednak, że w przyszłości gałęzie te rozwiną się tak, że przysłonią gałęzie swojego „żywiciela”. Podobnie bywa z językami w przypadku późnej dwujęzyczności. Gdy uczymy się drugiego języka, kiedy znajomość tego pierwszego jest już dobrze ugruntowana, opieramy się na tej znajomości, co może stanowić zarówno ułatwienie, jak i utrudnienie dla uczącego.

Dwujęzyczni mogą różnić się od siebie także okolicznościami, w jakich nauczyli się drugiego języka. Osoby, które wyjechały do innego kraju i tam były zmuszone poznać nowy język, cechuje dwujęzyczność emigrancka. Z kolei dwujęzyczność elitarna staje się udziałem osób, które podjęły decyzję o nauczeniu się drugiego języka bez jakiegokolwiek życiowego przymusu życiowego i uczyniły to zazwyczaj w jakimś celu np. zawodowym.

Kiedy drugi język zubaża a kiedy wzbogaca


Z tym ostatnim podziałem wiąże się do pewnego stopnia rozróżnienie zaproponowane przez Wallace’a Lamberta, nieżyjącego już badacza związanego z uniwersytetem McGill w Montrealu, zwanego ojcem badań nad dwujęzycznością.

Dla Lamberta ważne było to, jaki wpływ nauka drugiego języka wywiera na znajomość pierwszego. I tak, według kanadyjskiego badacza, dwujęzyczność zubażająca może mieć miejsce – choć nie jest to bynajmniej regułą – w przypadku dzieci emigrantów, wtedy, gdy każdy z języków nie otrzymuje odpowiedniego wzmocnienia. Jeśli żyjący na emigracji rodzice nie będą aktywnie zabiegać o to, aby ich dzieci używały języka dziedzictwa, język używany w nowej ojczyźnie, z czasem zacznie dominować. Język dziedzictwa w tym czasie będzie powoli ulegał zapomnieniu.

Dwujęzyczność wzbogacająca z kolei cechuje osoby, które poznają drugi język nie rezygnując z używania tego pierwszego. Tym samym rozwój znajomości drugiego języka nie ma negatywnego wpływu na pierwszy, co oznacza, że nauka ta ma charakter – jak sama nazwa tego rodzaju dwujęzyczności wskazuje – wzbogacający.

A co możemy więc powiedzieć o dwujęzyczności Remigiusza i Andrzeja? Obu cechowała stosunkowo późna dwujęzyczność. Remigiusz zaczął się uczyć się włoskiego, gdy miał lat dziewięć. Andrzej natomiast, jak można wywnioskować z jego opowieści, miał stosunkowo wczesny kontakt z angielskim, bo mama mówiła do niego w tym języku od wczesnego dzieciństwa, jednak należy przyjąć, że kontakt ten nie wystarczył, aby Andrzej samodzielnie rozwinął jego znajomość. Niewykluczone jednak, że osłuchanie się z angielskim w pierwszych latach jego życia, miało wpływ na to, jak mówi on dziś w tym języku.

Gdy Remigiusz wyjechał do Włoch, jego sytuacja językowa stała się podobna do tej, w jakiej jest większość dzieci emigrantów – jego kontakt z polskim stał się coraz rzadszy, aż w końcu włoski stał się dla niego językiem dominującym. Wallace Lambert z pewnością przypisałby Remigiuszowi dwujęzyczność zubażającą. Co ciekawe jednak, po wyjeździe z Włoch, gdy Remigiusz zaprzyjaźnił się z Polakami mieszkającymi w Londynie i zaczął rozwijać swoją znajomość zarówno polskiego, jak i angielskiego; od tego momentu możemy mówić w jego przypadku o dwujęzyczności wzbogacającej.

Każda droga może być skuteczna


Andrzej tymczasem mieszkając w Polsce uczył się pilnie angielskiego. Znajomość tego języka była dodatkowo wzmacniana w trakcie wyjazdów wakacyjnych do Australii. Gdy w końcu wyemigrował na Antypody, nie zaniechał używania polskiego. W jego przypadku mieliśmy bez wątpienia przez cały czas do czynienia z dwujęzycznością wzbogacającą.

Jak widać na przykładzie Remigiusza i Andrzeja wcale nie trzeba poznawać języków w niemowlęctwie, aby później cieszyć niemal zrównoważoną dwujęzycznością. Bez względu na to, jaką drogę do dwujęzyczności się wybierze, każda może być skuteczna. A stanie się tak, jeśli zostanie spełniony ważniejszy warunek – osoba dwujęzyczna nie może zaprzestać używania żadnego ze znanych sobie języków.

Joanna Kołak

logo_MSZSerwis “Wszystko o dwujęzyczności” jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach projektu finansowanego w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.“ realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2015. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *