Danuta Świątek
No Comments

„Nie wolno iść na łatwiznę”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

image015

W maju tego roku powstał teatr niewielki (pisownia oryginalna) w Warszawie, ale z wielką misją, by mali widzowie wychodzili uszczęśliwieni po każdym spektaklu i wracali na kolejne przedstawienia. Zachęcamy polonijnych rodziców z dziećmi, jeśli trafią do stolicy, żeby wybrali się na spektakl „Kółko i kwadrat” dla dzieci w wieku od 1 do 6 lat.

Teatr maksymalnie może pomieścić 50 widzów. Przedstawienie trwa 30 minut plus 15 minut zabawy na scenie z dziećmi i na razie jest grane tylko w weekendy. Cena biletu wynosi 39 zł od osoby. Zespół aktorski tworzą Paulina Klimaszewska, Julia Mańkowska, Mateusz Mikołajczyk i Mateusz Wądrzyk. Założycielkami teatru są Maria Szajer i Wanda Gradek.

MARIĄ SZAJER rozmawia Danuta Świątek.

xxx

Teatr niewielki jest skierowany dla małych odbiorców w wieku od 1 do 6  lat. Czy mały odbiorca jest bardziej wymagający od dużego?

Na to pytanie prawie wszyscy twórcy teatru dla dzieci odpowiadają “jak jeden mąż”:

“Tak, mały odbiorca jest zdecydowanie bardziej wymagający od dużego. Dziecko natychmiast wyłapuje fałsz, nie daje się oszukać. Dla maluchów trzeba grać jak dla dorosłych, tylko jeszcze dziesięć razy lepiej.”

Prawda jest jednak taka, że małego widza dość łatwo można oszukać. Maluchy przyjmują cały świat, wszystko, co im się podaję, i to dobre, i to nie najlepsze, z równą otwartością i czystością serca. Nie wiedzą, że coś nie jest w najlepszym guście czy że jest po prostu “chałturą”.  Dlatego granie dla najmłodszej widowni jest tak odpowiedzialnym zadaniem. Nie można się kierować wyłącznie tym, co maluchom się podoba. Im podoba się prawie wszystko. Nie wolno iść na łatwiznę. Wymaga to wewnętrznej dyscypliny i moralnego kompasu.

image014

Z drugiej strony spotykamy się też ze zjawiskiem odwrotnym – by nie być posądzonym o “bylejakość” i schlebianie gustom niewyrobionej publiczności, niektórzy twórcy teatru dla dzieci realizują artystowskie, przekombinowane wizje, nie licząc się kompletnie z małym widzem. Ze sceny wieje nudą, i to nudą na koturnie.  W teatrze niewielkim staramy się pójść drogą środka – realizować spektakle z przesłaniem, o rzetelnej konstrukcji dramaturgicznej, przemyślane plastycznie, dobrze grane. A jednocześnie dbać o małego widza, budując spektakl z elementów, które go oczarują. Nie zapominamy też o humorze. Nie ma nic wspanialszego, niż szczery śmiech dzieci.

Tytuł waszego pierwszego przedstawienia „Kółko i kwadrat”,  wywołuje u mnie skojarzenie z powiedzeniem kwadratura koła, czyli coś trudnego. Czy przedstawienie jest zatem edukacyjno poważne czy zabawne?

Jedno i drugie! Spektakl opowiada o zabawnej rywalizacji między Panem Kółkiem i Panią Kwadrat – dzięki ich perypetiom maluchy uczą się dostrzegać geometryczne kształty w otaczającej je rzeczywistości, ćwiczą abstrakcyjne myślenie i wyobraźnię. Opowieść ma też walor emocjonalny – dzieci dopingują jednej postaci lub drugiej, angażując się w spór: co jest fajniejsze – Kółko czy Kwadrat? Dzięki temu podróż do świata nieco zwariowanej geometrii jest dla nich tak ciekawa.

W jednej z recenzji przedstawienia, autorka pisała, że jej brakowało języka mówionego. Czy teatr niewielki nastawia się wyłącznie na język obrazowy?

Nie ma sensu przemawiać do widza w wieku 1-3 (a i takich mamy) długimi zdaniami i skomplikowanym językiem. Przy tym gest potrafi być równie wymowny jak słowo. Nie odcinamy się jednak od słów; zwłaszcza dla mnie, osoby piszącej, byłoby to nie do pomyślenia. Ograniczamy jednak ich ilość do niezbędnego minimum. W spektaklu “Kółko i Kwadrat” słowa i inne dźwięki wydawane przez aktorów stanowią rodzaj  “muzycznego tła”; są nośnikami ekspresji – a nie tylko treści. Obecnie pracujemy nad drugą naszą realizacją, “Dobranoc, Jaśku!” i tu słowo będzie traktowane nieco inaczej.

image016

Czy powstanie teatru dla maluchów to skutek tego, że pani jest babcią i zna potrzeby wnucząt, czy już z tym pomysłem nosiła się pani od dawna?

Twórczością dla dzieci interesowałam się i zajmowałam od zawsze. Jestem absolwentką Wydziału Lalkarskiego PWST, byłam kierownikiem literackim teatru lalek, aktorką i scenarzystką objazdowego teatru dla dzieci “Zenek”. Później skończyłam Studium Scenariuszowe przy Łódzkiej Szkole Filmowej i “poniosło mnie” w stronę filmu, tv i dorosłej publiczności.

Ostatnie kilkanaście lat przepracowałam jako tzw. “kreatywny” w dużych agencjach reklamowych. W międzyczasie jednak pisałam i wydawałam książki dla dzieci, także je ilustrując. Od dwóch lat prowadzę blog dla rodziców i dzieci o charakterze “czytaczo-kulinarnym” – Świstaki I Inne Smaki, www.mariaszajer.wordpress.com (tytuł nawiązuje do mojej ostatniej książki “Świstawka”).

Napisałam kilkadziesiąt odcinków do powstającego właśnie w Belgii i Bułgarii serialu animowanego opartego o wątki z książki “Świstawka”. Serial nosi tytuł “Hummy the Little Whistler”, bo jego głównym bohaterem jest świstak, który nie potrafi jeszcze świstać, a tylko “hums”. Ale zapędziłam się w rejony odległe od teatru niewielkiego.

Wracając do pytania o moje wnuczki – uwielbiam Amelkę i Matyldę, ale gdybym powiedziała, że to one sprawiły, że postanowiłam założyć teatr dla dzieci, minęłabym się z prawdą. Natomiast jeśli powiem, że ich bliska obecność jest dla mnie inspiracją i motorem do działania, to tak na pewno jest.

image017

 Co było największym wyzwaniem dla pani w procesie założenia teatru?

Sprawy organizacyjno-biznesowe. Nigdy nie miałam do tego głowy ani cierpliwości. A prywatny teatr to normalne przedsiębiorstwo, no, może nie takie całkiem “normalne”, ale jednak wymagało i wymaga mnóstwa działań biznesowych, marketingowych, finansowych. Nie dałabym na pewno rady, gdyby nie moja przyjaciółka i wspólniczka – Wanda Gradek. Tak naprawdę to ona jest autorką tego pomysłu, mnie nie przyszłoby do głowy, żeby we dwie osoby zakładać teatr, nawet niewielki. Wanda ma zmysł organizacyjny, głowę do liczb i nowoczesnych technologii, no i doświadczenie w zarządzaniu – do tej pory pracuje na kierowniczym stanowisku w dużej korporacji.

Czy takie małe teatry mogą liczyć na granty, by przetrwać trudne początki działalności?

Nie wiem, mam nadzieję, że mogą.  My na razie działamy w 100% prywatnie, inwestując w przedsięwzięcie, w które z całego serca wierzymy, własne środki. Pomagają nam przyjaciele i rodzina, na przykład nasze córki. Kasia Minasowicz, córka Wandy, wraz ze swoimi koleżankami z firmy ParaBuch, stworzyły trafioną w dziesiątkę identyfikację wizualną. Moja córka, Klementyna Frydrych, wspaniale zaprojektowała wnętrze teatru niewielkiego. Na każdym kroku ktoś z bliższych czy dalszych znajomych nas wspiera – a to ulotki za darmo wydrukuje, a to studio dźwiękowe użyczy do nagrania reklamy radiowej, a to meble poskręca. Dziękujemy Wam wszystkim!

Oczywiście myślimy w niedalekiej przyszłości zacząć starać się o wsparcie drogą bardziej oficjalną. Uznałyśmy jednak, że kolejność jest następująca: najpierw pokazać, że robimy dobry teatr, wystawiający dobre przedstawienia, a dopiero potem prosić o dotacje. W planie jest również założenie Fundacji Teatru Niewielkiego – by móc z większym rozmachem działać dla dobra publicznego

image018

Co jest dla pani największym marzeniem jako założycielki teatru?

Największym i jedynym – by mali widzowie przychodzili do nas tłumnie, wychodzili uszczęśliwieni i wracali na kolejne spektakle.

Największe marzenie jako matka i babcia?

Marzenie matek i babć jest chyba zawsze takie samo – żeby ich dzieci i wnuki znalazły swoją drogę w życiu i czerpały z niego radość i satysfakcję.

Czy pani teatr  będzie też teatrem podróżującym?

Tak daleko nie sięgałyśmy myślą. Teatr powstał dosłownie przed chwilą, nasza pierwsza premiera odbyła się 9 maja. Na razie chcemy przyciągnąć jak największą ilość widzów do nas, na Mińską 25 w Warszawie.  Teatr jest pięknie urządzony i doskonale wyposażony z myślą o najmłodszych widzach. Mamy kolorowe foyer pełne zabawek i książek. Kameralna sala teatralna jest dostosowana do możliwości percepcyjnych maluchów – wszystko dzieje się na wysokości ich oczu, blisko.

Co do podróżowania, to oczywiście w historię teatru jest ono wpisane. Na pewno kiedyś wyruszymy “w trasę”, a granie dla “polonijnych” dzieci na pewno przyniosłoby nam ogromną satysfakcję.

Powodzenia i do zobaczenia może w Nowym Jorku!

 

Danuta Świątek

Zdjęcia: archiwum Marii Szajer

www.teatrniewielki.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *