Karina Bonowicz
No Comments

“Będąc kobietą, można czasami więcej wynegocjować” – rozmowa z Arletą Bojke

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Arleta Bojke. Fot. Karina Bonowicz

Arleta Bojke. Fot. Karina Bonowicz

Rozmowa z Arletą Bojke, reporterką „Wiadomości” TVP 1, korespondentką na Ukrainie. 

Czy reporterka ma trudniej niż reporter?

Rzeczywiście, są sytuacje, kiedy kobiecie jest trudniej niż mężczyźnie, chociażby fizycznie. Zwłaszcza jeśli mówimy o wschodzie Ukrainy, gdzie warunki pracy są, nazwijmy to, średnio komfortowe. Są też takie sytuacje, kiedy w tłumie mężczyzn jest jedna kobieta i to buduje pewnego rodzaju napięcie, ale z drugiej strony to, że jest się w mniejszości ma też swoje plusy.

Jakie?

Będąc kobietą, można czasami więcej wynegocjować. Uśmiech kobiety może czasem zdziałać więcej niż uśmiech mężczyzny (śmiech). Kiedy jest się rodzynkiem w ekipie złożonej z samych mężczyzn zdarza się, że łatwiej jest zdobyć jakieś informacje albo gdzieś wejść. Ale generalnie wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Zwykle dzielimy się rolami z kolegami z ekipy.

Czy bycia reporterem da się nauczyć?

Wydaje mi się, że to pewnego stopnia da się tego nauczyć, ale z pewnością ważną rolę odgrywają także predyspozycje. Poza tym dziennikarstwo też jest bardzo zróżnicowane. Inny zespół cech potrzebny jest dziennikarzowi ekonomicznemu, a inny dziennikarzowi jeżdżącemu na Ukrainę.

A odwagi też można się nauczyć?

Chyba nie (śmiech). Nauczyć się można warsztatu i myślenia telewizyjnego, radiowego, gazetowego. Inaczej się piszę artykuł, inaczej robi się materiał telewizyjny. Widz wymaga materiału krótkiego i klarownego, bo bardziej zapamięta obraz niż to, co jest na pasku. A z pozostałymi predyspozycjami bywa różnie. Kiedy słyszę, że w dziennikarstwie trzeba być bezczelnym, to myślę, że ja tak nie umiem. To znaczy potrafię, jeśli muszę, ale nie jest to moja dominująca cecha. Wiem, że czasem jestem za grzeczna.

Od zawsze wiedziała Pani, że chce być korespondentką zagraniczną?

Kiedy zaczęłam pracę w telewizji, wiedziałam, że bardziej mnie interesuje dziennikarstwo międzynarodowe. Byłam świeżo po stypendium w Niemczech i już wtedy miałam bardziej opanowany niemiecki niż rosyjski, teraz to się odwróciło (śmiech). Tak się złożyło, że częściej odwiedzałam kraje niemieckojęzyczne,  ale prawda jest taka, że gdzieś świtała mi taka myśl, że chciałabym być korespondentką w Moskwie albo w Waszyngtonie. Los zadecydował, że znalazłam się w Moskwie. Tak to czasami bywa, że jak się dużo myśli o jakimś celu, to ten cel sam nas znajduje. I tak było w moim przypadku.

Zdarza się Pani myśleć, że gdzieś Pani nie było, a tam się akurat dużo działo?

Staram się niczego nie żałować. Zwłaszcza jeśli chodzi o rzeczy, na które nie mam wpływu. Jeśli mamy na coś wpływ, to należy walczyć do końca, na resztę, na którą nie mamy wpływu, szkoda energii. Nie ma innej recepty.

Jakie są Pani dziennikarskie plany na najbliższy czas?

Kiedy wracałam z Moskwy z końcem 2013 r. do Polski, mówiłam, że chciałabym posiedzieć trochę spokojnie, ponieważ czas, kiedy byłam tam korespondentką był bardzo intensywny, a to z racji tego że nikt inny nie mógł mnie tam zastąpić. Wróciłam i… zaraz wyjechałam  na Ukrainę. Co dalej? Nie wiem, czy usiedzę dłużej w jednym miejscu. Trochę zdaję się na los. Ale dopóki „mój” temat na Wschodzie trwa, to jest to coś, co mnie na tę chwilę interesuje najbardziej. Tym bardziej że interesuje on nas wszystkich.

Jakie jest Pani największe wyzwanie?

Na chwilę obecną? Znaleźć złoty środek między życiem zawodowym i prywatnym. To chyba najtrudniejsze wyzwanie, które wciąż przede mną stoi.

Rozmawiała: Karina Bonowicz

 

Arleta Bojke – reporterka „Wiadomości” TVP 1, była korespondentką TVP w Moskwie. Zajmuje się tematyką międzynarodową, przede wszystkim związaną z Rosją i państwami byłego Związku Radzieckiego. Aktualnie relacjonuje konflikt na Ukrainie. Wielokrotnie była na Majdanie, na Krymie i w Donbasie. Laureatka nagrody „Mediatory” w kategorii „Torpeda” 2014, zdobywczyni tytułu „Dziennikarka 2014” w plebiscycie tegorocznych „Wiktorów”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *