Bartłomiej Gajowiec
No Comments

Szyja – lustro naszych wyborów

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Fot. iStock

Fot. iStock

Szyja nie bez powodu określana jest tą, która zawiaduje głową, gdyż to ona w najogólniejszym postrzeganiu tej relacji, odpowiada za poruszanie głową. Jest jej fundamentem, to na niej bowiem stoi głowa. Ale szyja jest także świadomym i nieświadomym (co ważniejsze) wykonawcą woli głowy, a raczej tego, co się objawia w głowie w postaci myślenia, przeżywania, w – najogólniej rzecz ujmując – funkcji elektrycznej mózgu.

W pamięci noszę rozważania Mistrza Mizu, mojego źródła jakiejkolwiek wiedzy o znakach, ich milczącej wielomówności, płochliwości zarazem z krzykliwie zdecydowaną jednoznacznością. Przypomnienie rozmów o drodze (jap: do) przynosi pierwszy krok do dzisiejszych rozważań o szyi:

„…to ‘szyja stojąca na skrzyżowaniu’”

Szyja, podobnie, jak pozostałe elementy ciała, wykształtowała się w trakcie osobniczego rozwoju jednostki, dyktowanego dynamiką emocji oraz fizjologii, które trwając od pierwszej sekundy pojawienia się nas, lepią nasze ciało. Tworzące się tuby, rury, kieszenie, wzajemności, miękkości i sztywności, budują taki a nie inny kształt ciała.

Szyja z anatomicznego punktu widzenia tworzona jest przez szkielet kostny, podzielony na dwie grupy (górna do C2/C3, dolna do C7), z mechanicznego punktu widzenia kończy się gdzieś na połowie odcinka piersiowego (o ile nie niżej), a odruchowo – zaczyna się właśnie w momencie pojawienia się pierwszych komórek ciała, a kończy się – no i tu docieram do pierwszego pomostu, na którym chcę wysiąść i rzucić linę. Z emocjonalnego punktu widzenia szyja się wydaje nie mieć końca. Dlaczego?

Wyobraźmy sobie człowieka idącego drogą, a jest nią nasz Czas, nasza codzienność, w której napotykamy ludzi, zdarzenia, która krzyżuje się z innymi drogami. Pokonujemy przeróżne zakręty, nierówności, choć wydaje nam się, że wszystko dziać się powinno wg naszego widzimisię. Docierając do skrzyżowań zatrzymujemy się. Stojąc – rozglądamy się wokoło, patrzymy w prawo, lewo, może czasem za siebie, ale rozglądamy.

Temu służy szyja. Pozwala obserwować rzeczywistość, wybierać drogę. Po przemyśleniu decyzji – ruszamy w wybranym kierunku, co nie oznacza, że jest on najsłuszniejszą linią partii. Bywa, że źle wybieramy, że w trakcie marszu dociera do nas świadomość, że może warto się cofnąć, że może należy się wycofać. Temu wszystkiemu służy szyja. Im bardziej jest ona wolna, swobodna, nieskrępowana sztywnością wyboru, tym lepiej. Jesteśmy w stanie nieustannie rozglądać się, obserwować zmieniające się obrazy, reagować. To zapewnia zdrowa szyja, która steruje głową zdrowego ciała.

Zdarzają się sytuacje, kiedy zmagamy się z decyzjami, które przyjdzie nam podjąć. Niejednokrotnie reaguje na to szyja właśnie bólem, usztywnieniem, pojawieniem się reakcji z tkanek szyi, zazwyczaj tkanek górnej jej części, ale nie jest to reguła.

Ta wewnętrzna walka potrafi szyję wiele kosztować. Trudność w podjęciu decyzji chwyta ją, trzyma na tyle mocno, by utrudnić rozglądanie się. Zaczyna się samonakręcanie problemu, trwamy w stanie zatrzymania, któremu zaczyna podlegać całe ciało, gdyż ono reaguje na zatrzymanie prawidłowości pracy rytmu wypełniania i opróżniania, skurczu i rozkurczu któregokolwiek ze swoich elementów. Hamowanie włącza się na poziomie przepony (a więc siada oddech, jeden z bazowych rytmów), w związku z nim – pada mnóstwo innych procesów, których działanie powodowane i stymulowane jest oddechem. Zatrzymują się emocje, wszystko staje, klatka stop…

Wyobrażam sobie teraz ten stan, w którym idąc – nagle staję i nie ruszam się ani o krok. To taki stan, w którym nic nie jest na swoim miejscu, nic nie działa prawidłowo. Ciału do życia potrzeba ruchu, oddechu, pompowania serca, wszystkiego, co decyduje o zdrowym duchu i zdrowym ciele. W momencie, kiedy decyzja zostaje podjęta – banderola zostaje zwolniona i rozpoczynamy ponownie marsz. Pęka opór, uwalniają się emocje, ruszają stawy, mięśnie znów pracują według swoich reguł, znów można kroczyć przed siebie.

Czym są wg mnie chroniczne schorzenia szyi? Przekazywane nam w trakcie wychowania przekonania dotyczące reguł świata i funkcjonujących w nim ludzi, zasad nim rządzących, potrafią na tyle usztywnić człowieka w koleinach przekonań, że nie jest w stanie wyobrazić sobie innych realiów otaczającej go rzeczywistości.

Nie ma w takiej jednostce odwagi do wolnego myślenia, usztywnienie ciała odzwierciedla usztywnienie intelektu, co w ostateczności współtworzy łańcuch wzajemności, częstujących się doświadczeniem. Im dłużej to trwa, tym większa sztywność. A sztywność jest przecież napięciem mięśni, niczym innym. Te – im sztywniejsze, mniej elastyczne – tym bardziej bolesne, kompresujące tkanki, niszczące je wręcz.

Te stany potrafią trwać latami i jak pętla na szyi niewolnika – uniemożliwiać jakikolwiek ruch ku zmianie. Są tacy, którzy wiedzą lepiej tudzież ci, co uważają, że nic od nich nie zależy. Tu źle i tu źle. Skrajności w tej materii nie robią dobrze.

W sytuacji pojawienia się dolegliwości szyi, pomyślmy o tym, co takiego się dzieje w naszym życiu, co może je wywoływać. Gdzie dzieje się sztywność, skąd przychodzi zatrzymanie, wahanie podejmowania decyzji, niemożność rozejrzenia się. Poszukajmy intuicyjnie oddechu, popytajmy o drogę przechodniów obok, a może wykonajmy telefon do przyjaciela, może stamtąd przyjdzie podpowiedź. Szyi nie warto usztywniać…

 

Bartłomiej Gajowiec

Autor prowadzi Gabinet Hikari Fizjoterapia w Warszawie

Zapraszamy na blog www.gajowiec.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *