Karina Bonowicz
No Comments

F jak FLISAK na Rynku Staromiejskim, czyli kto stoi za plagą żab-melomanów i czego się nie robi dla kobiecej… ręki

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Skąd na toruńskim Rynku Staromiejskim wziął się grający na skrzypcach flisak, otoczony wianuszkiem zasłuchanych (!) żab? Od kiedy to przygrywa się żabom na skrzypcach? I od kiedy to płazy są takie muzykalne? Na te pytania trudno odpowiedzieć jednoznacznie, bo próżno szukać w historii Torunia informacjo o tym, żeby flisacy i żaby żyli w niezłej komitywie. Co innego toruńska legenda, która – oczywiście! – swoje wie. Ta z kolei głosi, że flisak na Rynku Staromiejskim stoi całkiem zasłużenie, choć jego atencja do otaczających go wianuszkiem żab (nie wiadomo, czy pań, czy panów…) jest – według podania – mocno wątpliwa. 

11850753_757143587745266_8467686897792144841_o

Otóż pewnego lata, najpewniej w wyniku powodzi, średniowieczny Toruń zaroił się – i to dosłownie! – od żab (są jednak i tacy, którzy utrzymują, że to kara rozgniewanego Nieba albo… rozgniewanej kobiety – wypędzonej z miasta żebraczki). Nie było takiego miejsca w mieście, gdzie dałoby się postawić nogę i nie nadepnąć na jakiegoś płaza (albo płazową). Żaby gościły nawet podczas mszy i zebrań rady miejskiej.
Przerażeni nie na żarty mieszkańcy winą za żabią „powódź” obarczyli rajców i burmistrza, grożąc nawet zmianą burmistrza. To musiało chyba podziałać na ówczesną władzę (na jaką władzę by nie podziałało…), bo niemal od ręki wydano zarządzenie wzywające do walki z tą iście egipską plagą na polskiej ziemi.

Niestety, torunianie nie kwapili się do mokrej (nomen omen) roboty. Władza poszła więc o krok dalej i ogłosiła, że ten, kto uwolni miasto od żab, otrzyma nagrodę i rękę pięknej córki burmistrza. A to przecież zmienia postać rzeczy, nieprawdaż? Swoją drogą, czy taką samą nagrodę wyznaczono dla dzielnych niewiast chcących położyć kres żabim harcom? Nie wiadomo…

Choć zgłaszało się wielu młodzieńców, żadnemu z nich nie udało się jednak pokonać żabiego wroga. Wreszcie pojawił się pewien flisak… To, oczywiście,  samo w sobie nie było niczym dziwnym, bo Toruń pełnił wówczas ważną rolę pośrednika w handlu towarami spławianymi Wisłą z południa Polski i był dużym ośrodkiem docelowym, gdzie flisacy spławiali drewno. Drewno spławiane było do Torunia, a z Torunia do Gdańska. Poza tym w Toruniu mieściła się też komora celna.
Dziś chyba niewiele osób wie, że Toruń – ze względu na swoje położenie nad Wisłą – w zasadzie od początku swego istnienia odgrywał bardzo ważną rolę w handlu europejskim. W każdym razie zjawił się flisak o wdzięcznym imieniu Iwo, który… No, właśnie… To zależy, którą wersję wydarzeń przyjmiemy. Bo jeśli romantyczną, to należałoby uznać, że zakochany w córce burmistrza Iwo postanowił spróbować szczęścia i postarać się o rękę burmistrzanki. Jeśli jednak przyjmiemy wersję daleką od romantyzmu, to Iwo miał zamiar zarobić trochę grosza przygrywaniem na skrzypcach flisaczych melodii.

Romantycznie czy nie, najważniejsze, że podziałało. Jak tylko Iwo zaczął grać na toruńskim rynku, na dźwięk skrzypiec wszystkie żaby powychodziły ze swych kryjówek, żeby lepiej wsłuchać się w melodię, którą wygrywał flisak. Ten natomiast bardzo powoli szedł rakiem, aż dotarł do Bramy Chełmińskiej, czyli do krańców miasta, gdzie wówczas znajdowały się mokradła (dziś znajduje się tam przedmieście Mokre), a tuż za nim podążały wszystkie żaby z miasta.  Jak łatwo się domyślić, płazom-melomanom bardzo się spodobała nowa okolica. Tym bardziej że Iwo wrzucił swoje – wciąż rozbrzmiewające – skrzypce do wody. Zasłuchanym żabom tylko w to graj! Wszystkie – jak jeden mąż – wskoczyły za nimi do Wisły.

11802830_757143627745262_1937555669208248581_o

W ten oto sposób flisak uratował Toruń i otrzymał obiecaną rękę córki burmistrza. Na cześć poskramiacza żab (choć dopiero w 1914 r. doceniono wagę jego czynu) w Toruniu powstała rzeźba-fontanna, która stoi w południowo-zachodnim narożniku Ratusza Staromiejskiego. Odlany z brązu pomnik flisaka-skrzypka i muzykalnych żab, dzieło berlińskiego rzeźbiarza Georga Wolfa, został ufundowany przez zamożnych obywateli Torunia. Co ciekawe, Iwo i żaby zmieniali swoją lokalizację aż dziewięć razy. Do tej pory stali już sobie: na dziedzińcu Ratusza, koło Collegium Minus (czyli słynnej „Harmonijki”), na pl. Rapackiego, a także przy Krzywej Wieży. W obecnym miejscu stoją razem od ponad 30 lat.

Inną wersję wydarzeń podaje toruński pisarz i socjolog Tomasz Szlendak w książce „Leven. Opowieść o toruńskim kupcu, krwawych zbrodniach, śpiewających żabach i czupurnej piekareczce”, która jest mrocznym kryminałem osadzonym w realiach średniowiecznego Torunia.  Jego bohater, kupiec Nicolas Leven przy pomocy aptekarza i kucharza sprowadza azjatyckie śpiewające żaby, których „śpiew” godowy miał zwabić toruńskie żaby. Nasi bohaterowie szli z koszykiem pełnym egzotycznych śpiewających żab (Leven dołączył się do nich ze śpiewem) w stronę krańców miasta, a rodzime żaby podążały za nimi. W ten sposób  to Leven, a nie Iwo, uratował miasto.

11779940_757143974411894_7280781279343205844_o

A co do faktów… Z przykrością trzeba stwierdzić, że nie ma historycznego potwierdzenia, aby średniowieczny Toruń nawiedziła plaga żab. Co prawda, w 1570 r. Wisła wylewała na całej długości, a w lutym poziom fali powodziowej miał nawet wynieść 8,76 metra (poziom został zaznaczony na murach), ale gdzie były wtedy żaby? Chyba raczej nie w mieście. Jednak legenda o flisaku, który wybawił Toruń od plagi żab wciąż jest żywa. Nawet jeśli nie jest tak znana jak ta (spopularyzowana przez braci Grimm) o szczurołapie z Hammeln – który za sprawą gry na flecie wyprowadził natrętne gryzonie z miasta – ale wciąż ma się dobrze. Ci, którzy chcą ją poznać naocznie (i nausznie), mogą wziąć udział w interaktywnych spektaklach odbywających się w Domu Legend Toruńskich.

11857618_758693644256927_1470775011_n

Czy faktycznie Toruń nawiedziła iście egipska plaga żab? Nadal nie wiadomo. Ale nikomu to dziś nie przeszkadza. A, i najważniejsze! Zwłaszcza dla odwiedzających Toruń. Podobno żaby z brązu mają szczególną moc spełniania życzeń. Wystarczy tylko pomyśleć życzenie i potrzeć grzbiet żaby (uwaga: niepolecane osobom nielubiącym gadów i płazów). Co prawda, żadna z nich nie zamieniła się jeszcze w księcia z bajki, ale można próbować. Jeśli któraś z nich stanie się nagle Bradem Pittem albo George’m Clooneyem, dojdzie nam kolejna toruńska legenda, czego my, torunianie, bardzo byśmy sobie życzyli.

 

Karina Bonowicz

Co ma piernik do Torunia, czyli subiektywny przewodnik po mieście (nie tylko) Kopernika dla (nie tylko) nowojorczyka

*„Flisaka” – nagrodę dla twórcy związanego z regionem kujawsko-pomorskim przyznaje się w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmowego TOFIFEST (więcej: X jak X MUZA).

 

Poprzednie odcinki:
E jak EGZOTYKA, czyli jak to „urodzony pod gwiazdą przygody” (ale najpierw w Toruniu) Tony Halik przywiózł pieprz i wanilię do kamienicy przy Franciszkańskiej
D jak DUCHY w DWORZE ARTUSA, czyli kto w Toruniu organizował seanse spirytystyczne, a kto hipnotyzował torunian na długo przed Kaszpirowskim
C jak COPERNIKUS (a może jednak Kopernikus?), czyli czy Kopernik był(a) Polakiem?

B jak BASZTY KOCIE ŁAPY, czyli gdzie jest reszta średniowiecznego „kota” i co koty robią dzisiaj w Toruniu

A JAK ANIOŁY, CZYLI JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE TORUŃ STAŁ SIĘ POLSKIM LOS ANGELES

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *