DPS
1 Comment

Mam to na końcu (pierwszego) języka, czyli o zapominaniu ojczystej mowy

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

dwujezycznosc

Zapominanie jest procesem, który nie omija pierwszego języka. Aby odwrócić ten proces i na powrót wydobywać z łatwością słowa z naszego mentalnego leksykonu, należy utrzymywać stały kontakt z ojczystą mową.

Pierwszym językiem jakiego nauczył się Frank Bialystok był polski. Urodził się w 1946 roku w Łodzi i pierwsze półtora roku swojego życia spędził w tym mieście. Później wyjechał z rodzicami najpierw do USA, a później do Kanady. W Kanadzie rodzice posłali go do przedszkola, w którym wychowawczynie i dzieci mówiły w jidysz; a następnie do angielskojęzycznej szkoły. W wieku sześciu lat był trójjęzyczny.

Z rodzicami rozmawiał wtedy wyłącznie po polsku, z kolegami w jidysz, a z resztą otoczenia po angielsku. Jednak wkrótce już, trzeci język – angielski zaczął dominować w jego życiu i powoli wypierał pozostałe, także w domu. Gdy dorósł był już de facto  jednojęzyczny. Polski zaczął przypominać sobie dopiero po czterdziestce, gdy jako historyk zaczął zajmować się historią Żydów polskich i współpracować z polskimi historykami.

Przypadek Franka Bialystoka, który jako dorosły nie potrafił posługiwać się językami, które świetnie znał w dzieciństwie, nie jest bynajmniej odosobniony. Funkcjonalna utrata znajomości pierwszego języka jest powszechna wśród osób, które wyemigrowały jako dzieci, a następnie wtopiły się w społeczeństwo w swojej nowej ojczyźnie.

Zaskakujące jest także tempo, w jakim proces ten następuje. Ludmiła Isurin, badaczka z Ohio State University śledziła losy 9-letniej Rosjanki adoptowanej przez amerykańską parę: po roku mieszkania w Stanach Zjednoczonych dziewczynka zapomniała około 20% rosyjskich słów. Jaki mechanizm powoduje więc, że tak łatwo możemy zapomnieć nasz język ojczysty? Czy proces ten można odwrócić?

Słowo z magazynu

Aby wytłumaczyć na czym polega zapominanie języka trzeba się odwołać do pojęcia ”mentalnego leksykonu”, czyli magazynu słów, jaki każdy z nas przechowuje w swoim umyśle. Mentalny leksykon to czysto teoretyczny model, który pomaga jednak zrozumieć sposób, w jaki jesteśmy w stanie znaleźć słowa, których chcemy użyć w rozmowie. W największym uproszczeniu, chcąc coś powiedzieć – bez względu na to, czy będzie to o porannej kawie, zadaniu domowym, czy meandrach filozofii – sięgamy do leksykonu i wydobywamy z niego słowo, które odpowiada wymyślonemu przez nas znaczeniu.

Na to jak zorganizowany jest mentalny leksykon pewne światło rzucają badania nad szybkością wydobywania słów z pamięci. Zdaniem naukowców o tym, jak szybko dane słowo udaje nam się przypomnieć decyduje kilka zmiennych, m.in. upływ czasu, od kiedy dane słowo usłyszeliśmy po raz pierwszy, oraz to jak często się z nim stykamy. To tak, jakby słowa, których nauczyliśmy się w pierwszej kolejności czy te którymi często się posługujemy, otrzymywały w naszym słowniku fiszkę, dzięki której łatwiej nam jest po nie ”sięgnąć”. Różnice w czasie wydobywania z mentalnego leksykonu słów są tak małe, że zwykle niezauważamy ich w normalnych warunkach – mierzy się je w ułamkach sekundy. Dla psychologów badających czasy reakcji to jednak istotna wskazówka, świadcząca o tym, że pewne procesy mentalne wymagają więcej wysiłku niż inne.

Mam to na końcu języka…

Przesłanki wspierające hipotezę mentalnego leksykonu można znaleźć od czasu do czasu także poza laboratorium. Zapewne każdy z nas doświadczył kiedyś niemożności przypomnienia sobie jakiegoś konkretnego słowa, choć przecież dobrze wiedzieliśmy, co chcemy powiedzieć – mieliśmy uczucie, jakbyśmy mieli to słowo na końcu języka! Doświadczając tego uczucia zwykle jesteśmy w stanie przywołać jakieś cechy poszukiwanego przez nas słowa: pierwszą głoskę, pojedynczą sylabę czy intonację. Efekt ”końca języka”, bo taką nazwę nadali temu fenomenowi naukowcy, został po raz pierwszy opisany przez Williama Jamesa w 1890 roku, choć samo zjawisko na pewno nękało ludzkość już wcześniej.

Według psychologów poznawczych, za ”efektem końca języka” stoi nim tymczasowa trudność w wydobyciu danego słowa z leksykonu i nie ma zwykle w nim nic patologicznego – jest on traktowany jako ciekawostka wskazująca na niedoskonałości funkcjonowania ludzkiego umysłu.

Ściśle powiązane ze sobą leksykony
Proces wydobywania słów z pamięci przebiega na podobnej zasadzie u osób dwu- i wielojęzycznych, z tym że osoby te mają nie jeden leksykon tylko dwa (lub więcej), a w dodatku są one ze sobą ściśle powiązane – trwają nawet spory, czy w przypadku osób dwujęzycznych można mówić o dwóch leksykonach, czy może o jednym obejmującym dwa języki. Zdawać by się mogło więc, że zapominanie języka w przypadku emigrantów mogłoby polegać na ”schowaniu” słów należących do jednego języka pod stosem słów należących do tego częściej używanego. Rzeczywistość jest jednak nieco bardziej skomplikowana.

Judy Kroll, badaczka z Penn State University  argumentuje, że w umyśle osoby dwujęzycznej oba języki są aktywne cały czas. Gdy mówiąc po angielsku pomyślimy np. o  domu wydobędziemy z naszego mentalnego leksykonu zarówno słowo ”house”, jak i słowo ”dom”. Zanim więc wypowiemy słowo we właściwym w danym momencie języku, będziemy musieli wyhamować to drugie – czyli polski ”dom”. I tak np. polsko-angielskie dwujęzyczne dziecko, mówiąc po polsku, będzie musiało hamować angielskie  odpowiedniki słów, które chce wypowiedzieć; i odwrotnie, mówiąc po angielsku, będzie hamować polskie ekwiwalenty. Szczególnie w przypadku osób sprawnie posługujących się kilkoma językami, czynność ta jest automatyczna i nieświadoma.

To właściwie dlaczego zapominanie języka w ogóle ma miejsce, skoro powiedzenie czegokolwiek w jakimkolwiek języku miałoby aktywowaćmentalne wszystkie nasze ”mentalne leksykony”? Do pewnego stopnia tłumaczy to hipoteza zaproponowana przez badacza z oregońskiego uniwersytetu Benjamina Levy’ego. Według jego koncepcji, osoba dwujęzyczna, mówiąc w drugim języku, szczególnie na początku jego nauki musi wkładać znacznie więcej wysiłku w hamowanie tego pierwszego. Odwołując się do ”metafory fiszek” – słowa z pierwszym języku są znacznie lepiej oznakowane niż ekwiwalenty należące do pozostałych znanych danej osobie języków. A to oznacza, że te pierwsze powinny utrudniać znalezienie tych drugich i z tego powodu umysł stosuje strategię adaptacyjną – aktywnie stara się je zapomnieć słowa z pierwszego języka, żeby łatwiej mu było wydobywać słowa z mentalnego leksykonu właściwego dla drugiego.

Aktywacja przez powtarzanie

Levy sprawdził zasadność swojej hipotezy w eksperymencie, którego uczestnicy – anglojęzyczni studenci uczący się hiszpańskiego – mieli za zadanie nazywać obrazki po angielsku lub hiszpańsku.  Okazało się, że ci, u których silnie aktywowano hiszpański (poprzez powtarzanie hiszpańskich słów), potrzebowali więcej czasu, by następnie odtworzyć angielskie słowa. Ponadto, po etapie nazywania obrazków, studentom pokazywano angielskie słowa i proszono, by albo podali słowo, które rymuje się z prezentowanym (np. snake – break), albo jest z nim znaczeniowo związane (np. apple – orange). Szukanie podobieństw fonologicznych (rymowanie) było istotnie trudniejsze dla osób, u których aktywowano wcześniej hiszpański, choć nie miały one problemów z podobieństwem znaczeń. Jest to zgodne z tym, co dotychczas wiadomo na temat naszych mentalnych leksykonów – zawierają one kluczowe informacje na temat brzmienia słowa.

Wniosek płynący z tych doświadczeń jest optymistyczny: zapominając język ojczysty nie ”tracimy” słów na zawsze. Zostaną one na długo w zakamarkach naszych mentalnych leksykonów. Dostęp do nich staje się jednak utrudniony. Z biegiem czasu będzie odzyskanie tego dostępu będzie wymagało od nas coraz więcej trudu. Jeśli natomiast będziemy utrzymywać nieprzerwany kontakt z językiem, jego znajomość uda nam się przechować bez podejmowania żadnego dodatkowego wysiłku.

 

Karolina Łukasik

 

 

 

logo_MSZSerwis “Wszystko o dwujęzyczności” jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach projektu finansowanego w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.“ realizowanego za pośrednictwem MSZ w roku 2015. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o konkursie „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.”.

One Response to Mam to na końcu (pierwszego) języka, czyli o zapominaniu ojczystej mowy

  1. Eliza Sarnacka-Mahoney September 1, 2015 at 8:19 pm

    Artykuł przypominający jak potrzebna jest nieustająca praktyka tego, czego już się nauczyliśmy. “Zapominanie” znanego wcześniej słowa czy frazy to częsta “dolegliwość” u polonijnych dzieci. Frustruje nas, bo wiemy, że dziecko już wcześniej danego słowa używało, więc dlaczego nagle nie potrafi go sobie szybciutko przypomnieć. Sprawa dotyczy zwłaszcza słów ambitniejszych, których zwykle nie używamy w codziennych rozmowach z dziećmi w domu. Jeżeli dziecko umie czytać po polsku wspaniałą metodą na utrwalanie słów i wyrażeń jest czytanie przez dziecko na głos. Lepiej wbija się wtedy w pamięć i samo słowo, i poprawne formy gramatyczne, przy czym jest to czynność, która nie wymaga od dziecka wysiłku mentalnego jak podczas rozmowy, gdy trzeba formułować oryginalne wypowiedzi. Odpada wsytd i zażenowanie (u dzieci nieśmiałych), że oryginalne wypowiedzi zawierają być może błędy, które dziecko ośmieszą itp. Nawet 5 minut takiego czytania dziennie zrobi różnicę.-))) Serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników i gości DPS

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *