Karina Bonowicz
No Comments

H jak HERBERT, czyli w którym barze mlecznym jadał, u kogo spał „na waleta” i gdzie posiał swoją „magisterkę” pewien poeta

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Każdego roku Toruń się powiększa. Tyle, że jedynie na 9 miesięcy. A wszystko za sprawą żaków, którzy przybywają tu z różnych stron i sprawiają, że Toruń w czasie roku akademickiego pęka w szwach. W wakacje może trochę popuścić pasa, ale w październiku znów cudownie  się powiększa. A to dlatego, że każdego roku Uniwersytet Mikołaja Kopernika wita w swoich progach kilkanaście tysięcy pierwszoroczniaków (liczba absolwentów od czasów powstania uczelni, czyli od1945 r. przekroczyła już dawno 100 tys.). Raz na jakiś czas zdarza się, że wśród studentów pierwszego roku, którzy włóczą się po mieście, zajmują miejsce w komunikacji miejskiej i zakłócają ciszę nocną, znajdzie się ktoś, kto nie dość, że nie tylko wyjdzie na ludzi, to jeszcze stanie się powodem do dumy dla uczelni i miasta.

Tak też było z niejakim Zbigniewem Herbertem, który w Toruniu zjawił się pewnego pięknego październikowego dnia (październik 1947 r. był podobno wyjątkowo ciepły), by złożyć podanie o przyjęcie na studia prawnicze (w Krakowie skończył już Akademię Handlową i zaliczył dwa lata prawa.). Było to na długo przed tym, nim stał się „panem od poezji”.

11895003_771600276299597_8212981012937888054_o

 

Skąd więc wziął się Herbert w grodzie Kopernika? Raczej nie przyjechał z myślą o rozsławieniu miasta. Przyczyna była – jak na przyszłego poetę – bardzo prozaiczna: rodzina Herberta w 1946 r. przeniosła się do Sopotu, więc każdy, kto choć trochę zna się na matematyce, obliczy sobie, że Uniwersytet Mikołaja jest jednak bliżej sopockiego molo niż Uniwersytet Jagielloński.

Inną, choć bardzo prawdopodobną przyczyną tego, czemu Herbert tak chętnie przyjechał do piernikowego miasta, to fakt, że toruński uniwersytet był nowym środowiskiem akademickim, nieskażonym jeszcze silną wtedy myślą komunistyczną. Właściwie mógł uchodzić – w porównaniu z warszawskim czy krakowskim akademickim środowiskiem naukowym – za ośrodek wręcz prowincjonalny. To miało swoje dobre strony. Uniwersytet Mikołaja Kopernika, silny kadrą Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, pozwalał Herbertowi na branie udziału w wykładach z historii filozofii bez naleciałości marksistowsko-logistycznej. W tym czasie w Toruniu wykładały takie znakomitości, jak Henryk Elzenberg‚ Konrad Górski‚ Stefan Srebrny czy Eugeniusz Kucharski (z uniwersytetu we Lwowie)‚ któremu towarzyszył niemniej znakomity, choć wtedy jeszcze jako asystent, Artur Hutnikiewicz. Znaleźli się oni w Toruniu, bo albo byli przeszkodą w swoich ośrodkach, albo… nie wiedziano, co z nimi zrobić. Paradoksalnie ta „zsyłka” do grodu Kopernika przyczyniła się do wysokiego poziomu nauczania w początkującym ośrodku akademickim. Ot, taka słodka zemsta na władzy ludowej.

 

10518585_771600242966267_5525907641401425195_o

 

Herbert studiował przez dwa lata prawo na UMK i jak na przykładnego studenta przystało chodził do „Harmonijki” (dziś Collegium Minus przy ul. Fosa Staromiejska 1a, gdzie znajduje się Wydział Humanistyczny), bo tam mieścił się wówczas Wydział Prawa (dziś przeniesiony do miasteczka akademickiego na Bielanach). Poznał wówczas swojego jedynego mistrza – prof. Elzenberga, który na tyle zainspirował Herberta, że ten postanowił – po skończeniu prawa –rozpocząć studia filozoficzne.

I tak właśnie „pan od poezji” zrobił. Przeniósł się z „Harmonijki” do Collegium Maius (ul. Fosa Staromiejska 3), gdzie mieścił się wówczas Wydział Filozofii, a że znajdował się on niemal naprzeciwko Collegium Minus, daleko nie miał z przeprowadzką. No, ale po wykładach musiał w końcu wrócić do domu. W roku akademickim 1947/1948  Herbert mieszkał początkowo przy ul. Legionów 16, gdzie dziś mieści się kancelaria prawnicza. Dopiero kiedy dostał przydział w Domu Studenckim nr 2 (u zbiegu ulic: Jagiellońskiej i Grudziądzkiej), przeniósł się do miejsca, gdzie kwitło studenckie życie. W roku akademickim 1948/1949 z „Dwójki” trafił do „Jedynki” (przy ul. Mickiewicza 2/4), gdzie w pokoju nr 14 mieszkał razem z Władysławem Walczykiewiczem.

A kto dziś ma zaszczyt mieszkać w pokoju Herberta? Chyba nikt. Najbardziej prawdopodobne jest to, że w dawnym pokoju poety mieści się dziś…  damska łazienka. Gdzie się później podziewał? Skończył studia prawnicze i złożył podanie na filozofię na Wydziale Humanistycznym. Gdzie mieszkał w roku akademickim 1949/1950? Pewnie „waletował” w akademiku, mieszkając w jednym pokoju ze swoim przyjacielem Władysławem Walczykiewiczem, późniejszym urzędnikiem Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Ostatnim miejscem, w którym widziano Herberta podczas jego toruńskiego epizodu, było mieszkanie na rogu ulic: Konopnickiej i Bydgoskiej. Pokój na pierwszym piętrze przy ulicy Konopnickiej 11 wynajmowali mu wówczas państwo Skopowscy.

 

11012421_771600262966265_1271931530010197101_o

 

Poeta nie poeta, ale jeść musi. Nawet jeśli nazywa się Zbigniew Herbert. Ponoć jadał na początku w Domu Studenckim nr 1, czyli tam, gdzie przyszło mu mieszkać. Jadł, dopóki nie znalazł tam… robaków. Zamienił więc stołówkę na bar mleczny przy ul. Różanej (Bar Mleczny „Pod Arkadami”, gdzie dziś również można zjeść zupę pomidorową czy mielonego, dokładnie tak samo przyrządzone jak za czasów Herberta!). Kolejnym miejscem, gdzie można było spotkać pałaszującego kotleta poetę, była restauracja „Trzy korony”, która w owym czasie była idealna na studencką kieszeń.

Herbert skończył prawo w 1949 r. Co ciekawe, nikt nie wie, gdzie podziała się jego praca magisterska… Cezary Dobies w swojej książce „Herbert w Toruniu” ma dwie koncepcje, gdzie mogła się zawieruszyć „magisterka” poety. Mogło – według niego – dojść do przypadkowego albo celowego zniszczenia. W latach 60. każda osoba publiczna miała swojego agenta, a wszystko co, związane z Herbertem, mogło budzić zastrzeżenia.

W Archiwum UMK wciąż leży teczka Herberta, gdzie znajdują się m.in. dokumenty potwierdzające ukończenie przez niego prawa, a także karta rejestracyjna, w której znajdują się podstawowe informacje o studencie i świadectwo odejścia. Jest także pismo z prośbą o przełożenie egzaminów. Pracy magisterskiej, póki co, nie ma i nie dowiemy się, obraz jakiego prawnika wyłania się z pracy magisterskiej poety.

We wrześniu 1949 r. Zbigniew Herbert złożył podanie o przyjęcie na drugi rok filozofii, jako że studiując prawo był równocześnie słuchaczem filozofii. Jednak rok akademicki 1950/1951 okazał się pechowy i kiedy Katedrę Filozofii UMK zamieniono w Katedrę Logiki, był to koniec pobytu Herberta w Toruniu. Poeta przeniósł się do Warszawy i tam kontynuował studia filozoficzne. Utrzymywał jednak kontakt ze swoim mistrzem prof. Elzenbergiem i u niego zdał końcowe egzaminy. W liście do Jerzego Turowicza przyznawał Herbert, że wiąże z Toruniem „nadzieje o przystani”, ale przewrotny los nie pozwolił mu jednak na zatrzymanie się na dłużej w grodzie Kopernika.

11950321_771600259632932_2847978443158204141_o

 

Herbert nie tylko w Toruniu studiował, jadł w barze mlecznym czy „waletował”. Także pisał.
W Toruniu powstało nawet kilka wierszy. Można się domyślić, że większość utworów z tomiku „Struna światła” pochodzić może z toruńsko-sopockiego okresu życia Herberta.
W liście do Haliny Misiołek przyznał się, że napisał wiersz na chórze kościoła Najświętszej Marii Panny. Każdy, kto kiedykolwiek czytał „Kościół” Herberta i był na chórze rzeczonego kościoła, może mieć pewność, że poeta nie kłamał.„Panu od poezji” zawdzięczamy także wprowadzenie do języka terminu… „piernikologia”. Po raz pierwszy słowo to pada w cyklu artykułów pod nazwą „Katarzynki toruńskie”, który Herbert opublikował pod pseudonimem Mikołaj w dzienniku „Słowo Powszechne”, a w nim znalazł się „Traktat o toruńskim pierniku” (wydany też w książce „Węzeł gordyjski oraz inne pisma rozproszone. 1948- 1998”), gdzie Herbert wręcz rozpływa się w zachwycie nad Toruniem i … piernikami.

Co dziś pozostało po słynnym „panu od poezji”? Naturalnie tablica upamiętniająca okres studiów Zbigniewa Herberta, odsłonięta w 2008 r. na budynku Collegium Maius UMK. „Struną światła” (czyli tytułem debiutanckiego tomiku Herberta) nazwana została Kafeteria Dworu Artusa. Ma Herbert również swoje rondo u zbiegu ulic: Mickiewicza i alei 500-lecia, tuż przy jego dawnym akademiku – „Jedynce”. Organizowana jest także gra miejska „Śladami Herberta”, podczas której uczestnicy podążają tropami poety. Do tej pory odbyła się już trzy razy z inicjatywy Grzegorza Chudzika i Stowarzyszenia na Rzecz Aktywności Społeczno-Artystycznej.

Na ścianie jednej z kamienicy przy ul. Podmurnej można znaleźć napis z wiersza Herberta: „Miasto stoi nad wodą gładką jak pamięć lustra”. Dotyczy to, co prawda, Troi, ale dlaczego by nie podywagować, czy nie miał Herbert na myśli Torunia…

 

Karina Bonowicz 

Co ma piernik do Torunia, czyli subiektywny przewodnik po mieście (nie tylko) Kopernika dla (nie tylko) nowojorczyka

 

Poprzednie odcinki:
G jak GOSPODY, czyli kto jadał „Pod Modrym Fartuchem”, kto popijał „Pod Turkiem” i dlaczego Napoleon przekąszał pod… „Grzybkiem”
F jak FLISAK na Rynku Staromiejskim, czyli kto stoi za plagą żab-melomanów i czego się nie robi dla kobiecej… ręki
E jak EGZOTYKA, czyli jak to „urodzony pod gwiazdą przygody” (ale najpierw w Toruniu) Tony Halik przywiózł pieprz i wanilię do kamienicy przy Franciszkańskiej
D jak DUCHY w DWORZE ARTUSA, czyli kto w Toruniu organizował seanse spirytystyczne, a kto hipnotyzował torunian na długo przed Kaszpirowskim
C jak COPERNIKUS (a może jednak Kopernikus?), czyli czy Kopernik był(a) Polakiem?

B jak BASZTY KOCIE ŁAPY, czyli gdzie jest reszta średniowiecznego „kota” i co koty robią dzisiaj w Toruniu

A JAK ANIOŁY, CZYLI JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE TORUŃ STAŁ SIĘ POLSKIM LOS ANGELES

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *