Karol Chlipalski
No Comments

“Chicago się zmienia”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
IMG_0065

Od lewej: Ewa Koch i Alicja Nawara

O sytuacji szkolnictwa polskiego w mieście, o którym niegdyś mówiono, że jest drugim największym skupiskiem Polaków po Warszawie – opowiadają Ewa Koch i Alicja Nawara ze Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce Północnej.

Czy kiedyś było łatwiej uczyć polskiego dzieci w Chicago?

Ewa Koch: Było o tyle łatwiej, że kiedyś duży procent uczniów w każdej klasie stanowiły dzieci, które niewiele wcześniej przyjechały z Polski, mówiły po polsku, a także często umiały już trochę pisać i czytać. Sytuacja ta powodowała, że poziom znajomości języka u reszty uczniów podnosił się. Dzieci, które już tu się urodziły, miały kolegów, którzy stymulowali ich rozwój językowy, pomagali im.

Teraz jest inaczej?

EK: No właśnie. W zasadzie wszystkie nasze dzieci są już tutaj urodzone. W starszych klasach zdarzają się jeszcze takie, które urodziły się w Polsce. W naszej szkole średniej mamy tylko jedną dziewczynę, która przyjechała tu, gdy miała 10 lat. To jest dziecko z dość dobrą znajomością polskiego. Wiadomo, że jej postępy językowe są inne niż tych dzieci, które się tutaj urodziły.

Kiedy przyjechała do Chicago ostatnia fala emigrantów z Polski?

EK: W latach 90., kiedy Amerykanie wprowadzili loterię wizową. Później też były możliwości sprowadzania rodzin. Wówczas imigracja Polaków była bardzo nasilona. Potem, po roku 2000 to się skończyło. Konsul powiedział mi, że jak przyszedł w 2008-9 roku kryzys, 70 tys. Polaków wyjechało z Chicago do Polski. Z tym, że nie wiadomo, ile z nich potem wróciło.

Co jeszcze zmieniło się na niekorzyść w kontekście nauczania języka polskiego?

EK: Kiedyś były polskie dzielnice, to też pomagało. Dziecko, które się tutaj urodziło i było wychowywane w polskim otoczeniu, miało kontakt z językiem polskim na okrągło: poszło do sklepu, sklep był polski, poszło do biura podróży z mamą, w biurze podróży wszystko załatwiało się po polsku. Teraz polskie dzieci są rozproszone, mieszkają na przedmieściach. Chicago się zmienia. Szkoła, w której pracuję jest przy jedynej polskiej bazylice w Ameryce, św. Jacka. Od niej wzięła się nazwa „Jackowo”. Kiedyś każdy emigrant, który przyjeżdżał na północną stronę miasta, zatrzymywał się na Jackowie. 32 lata temu powstała tam polska szkoła. 16 lat temu, gdy zostałam jej dyrektorem, chodziło do niej 760 dzieci, w tej chwili mamy tylko 200. A to przede wszystkim przez to, że zmieniła się dzielnica. Zrobiła się hiszpańska, zostali tu głównie tylko starsi Polacy, dla których wyprowadzka nie wchodziła w grę. Zresztą teraz poziom zamożności w tej dzielnicy się podnosi, ale już nie dzięki Polakom. Może  Polacy tu kiedyś wrócą?

Jakie jeszcze nastąpiły zmiany?

EK: Rodzice często więcej pracują, więc mają rzadszy kontakt z dziećmi. A przez nowoczesne technologie te kontakty stały się uboższe. Mama może spędzać z dzieckiem dużo czasu, ale wtedy dziecko robi coś na iPadzie, a mama na facebooku. Potem się okazuje, że wprawdzie dziecko było z mamą prawie cały dzień, rzeczywista rozmowa trwała nie więcej niż10 minut.

A czy zakres materiału, jaki przekazują nauczyciele uczniom też się zmniejszył w porównaniu z tym, co było dawniej?

Alicja Nawara: My musimy być bardzo elastyczni jako nauczyciele. Wszystko zależy od tego, jakie mamy dzieci w danej klasie. Czasem trafia się klasa, z którą można bardzo dużo zrobić. Są dzieci, kóre mają bogate słownictwo. Czasem jednak trafiają się klasy złożone z dzieci mówiących bardzo słabo po polsku i to ogranicza możliwosci nauczyciela. Nauczyciel musi przekazać im podstawowe fakty, ale musi to zrobić w sposób jak najbardziej przystępny. Często to jest tak, jakby uczyć je niemal obcego języka.

Ile jest obecnie polskich szkół w Chicago?

EK: Trudno mi powiedzieć, nie chciałabym podawać konkretnej liczby, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna. W zeszłym roku było ich 45, a w tym wiemy już, że mają powstać kolejne nowe.

Czyli pomimo braku nowych imigrantów z Polski powstają jednak nowe szkoły?

EK: Powstają, ale niestety z rozbicia starych. To nie jest specjalnie zdrowy objaw.

Jakie są tego przyczyny?

EK: Często personalne. Nie chciałabym jednak mówić o konkretnych szkołach, bo nie zawsze wiemy dokładnie, co się wydarzyło. Ale mieliśmy taki przykład, że była szkoła, która miała obchodzić okrągły jubileusz, a raptem z tej szkoły powstały trzy. Jedna z nich zachowała nazwę, a dwie mają już inną.

A ile obecnie dzieci chodzi do polskich szkół? Ilu jest nauczycieli?

EK: Prowadzimy taką statystykę, od kilku lat wysyłamy do szkół kwestionariusze, szkoły nam je następnie odsyłają. W tej chwili w szkołach polskich, na wszystkich poziomach jest około 16 tysięcy dzieci. Mamy około 800 nauczycieli, 200 katechetów czyli około tysiąca edukatorów.

A jak dużo polskich dzieci nie chodzi do polskich szkół?

EK: Bardzo dużo – 60-70 proc.

Na czym oparte są te szacunki?

EK: Na spisie powszechnym, który pokazuje, ile osób przyznaje się do tego, że mówi po polsku w domu, i tym, ile mamy dzieci w Polskich szkołach.

A czy często się zdarza, że drugie i trzecie pokolenie emigrantów prowadzi swoje dzieci do szkół sobotnich?

EK: Trudno powiedzieć. Są ośrodki, gdzie przychodzą „dzieci”, które kończyły te szkoły, i przyprowadzają swoje dzieci. Oczywiście ich stopień znajomości języka polskiego jest odpowiednio niższy niż był u ich rodziców, gdy byli w tym samym wieku. I pomoc ze strony tych rodziców jest też zupełnie inna niż pokolenie wcześniej. Sama wiem, bo mam córkę, która tu się urodziła i która próbuje wychowywać swoje dzieci urodzone w związku z Amerykaninem. Usiłuje mówić do nich po polsku i jest w tym bardzo konsekwentna. Ale jej polski też ma swoje braki, więc moje wnuki będą miały tych braków odpowiednio więcej. Wierzę, że jednak się uda zachować język w trzecim pokoleniu.

Jakie są największe problemy – poza coraz mniejszą liczbą dzieci urodzonych w Polsce – z  którymi się boryka szkolnictwo polskie w Chicago?

EK: Na pewno koszt wynajmu pomieszczeń. To jest sprawa trudna, bo niektóre szkoły bardzo drogo płacą, niektóre ponad 40 tys. dolarów rocznie. To jest duży wydatek. Tu działanie szkoły opiera się wyłącznie na społecznym zaangażowaniu rodziców.

A proszę mi powiedzieć, jakie czesne muszą płacić średnio rodzice?

EK: Trudno powiedzieć. W szkole, w której ja pracuję, to 315 dolarów od jednego dziecka za rok. Są szkoły, które pobierają znacznie więcej. U nas jest 200 uczniów i płacimy około 10 tys. za wynajem szkoły. A są szkoły, w których jest 400 uczniów, i płacą np. 40 tysięcy. W takiej sytuacji czesne musi być automatycznie wyższe. Z czesnego są też płaceni nauczyciele. Ale też nie ma stałej stawki. Jedne szkoły płacą nieco więcej, inne mniej, to jest różnie.

A co zmieniło się na korzyść? 

AN: Mnie teraz jest dużo łatwiej. Dzięki pomocom szkolnym, dzięki szkoleniom. Wcześniej było inne nastawienie, inne potrzeby. Lekcje prowadziło się tak, jak wcześniej w Polsce. Nie mieliśmy szkoleń, nie mieliśmy możliwości podnoszenia kwalifikacji. Teraz jest inaczej. Obecnie wiele ośrodków pomaga nam w dokształcaniu się. Potrzebne nam było trochę wiedzy psychologicznej, nowoczesnego podejścia do dzieci i nauczania. Bardzo dużo nam dała Akademia Polskości zorganizowana przez Wspólnotę Polską i współpraca z Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli. To nam bardzo pomogło.

W jaki sposób można by pomóc polskim szkołom w Chicago?

EK: Żeby utrzymać te szkoły na obecnym poziomie potrzeba by nam było zniesienia wiz (śmiech). Ale najbardziej – promocja języka polskiego! Znalezienie sposobu, jak dotrzeć do rodziców, którzy byliby chętni, aby kształcić swoje dzieci. My nie wiemy, jak do nich dotrzeć, bo oni już nie czytają polskich gazet, nie słuchają polskiego radia i nie chodzą do polskich kościołów.

 

Dziękujemy za rozmowę!

Rozmawiali: Zofia Wodniecka i Karol Chlipalski

 

Ewa Koch – prezes Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce Północnej, dyrektor szkoły im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Chicago, nauczyciel Języka Polskiego.

Alicja Nawarageograf, autorka polonijnych podręczników do geografii, nauczyciel w szkole im. św. Maksymiliana Kolbe w Chicago.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *