Danuta Świątek
No Comments

„Niech dzieci wykorzystają swoją młodość na naukę języków”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
tz1a3664

Cała Polonia Czyta Dzieciom w Polskiej Szkole Dokształcającej przy parafii Matki Boskiej Częstochowskiej i Św. Kazimierza na Brooklynie.

 

Rozmowa z adwokatem Sławomirem Plattą, który prowadzi kancelarię The Platta Law Firm w Nowym Jorku.

Od samego początku akcji „W naszym domu mówimy po polsku” jest pan naszym sponsorem. Teraz dołączył pan do Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, który odbędzie się 10 października. Dlaczego jest pan z nami?

Wasza akcja i praca dotyczy przyszłości naszej grupy etnicznej w Stanach Zjednoczonych. Dzięki temu, co robimy razem z Wami w tej pracy, możemy mieć pewność, że nowe pokolenie będzie pamietało o rodzinnym języku i swoich korzeniach.  Świadomość narodowa, jaką przez to uzyskamy, jest czymś bezcennym. Czymś, co będzie świadczyło o nas długo po tym, jak nas już tu nie będze. Dlatego ta praca, którą wykonujecie, a którą The Platta Law Firm ma przyjemność wspierać, jest dla mnie czymś bardzo bliskim.

Nawiązuje to również do moich korzeni rodzinnych, a dokładniej mojej mamy, która też całe swoje życie była nauczycielką. Zawsze z podziwem obserwowałem jak potrafi skupić wokół siebie uczniów, nawet tych najtrudniejszych, jak stworzyła sobie wśród nich autorytet.  W obecnych czasach brakuje nam w życiu codziennym autorytetów, które moglibyśmy naśladować i przekazać naszym dzieciom. Wasza akcja pokazuje naszym najmłodszym, że taki autorytet może wywodzić się nie tylko z gier komputerowych, ale również z polskojęzycznych  książek, bajek oraz nauczycieli, którzy tak ciężko pracują na nasze przyszłe pokolenia. 

13502_851390198240922_1447821644219770505_n

Akcja czytelnicza w Copiague NY

Odwiedził pan wiele szkół, w których odbyły się prezentacje na temat dwujęzyczności. Przysłuchiwał sie pan dyskusjom. Co pana najbardziej zaskoczyło u rodziców i nauczycieli? 

To, z jak wielką odpowiedzialnością i zaangażowaniem podchodzą do tych spotkań. Każda z osób, które tam spotkałem była zainteresowana, chciała czegoś nowego się dowiedzieć. Co najważniejsze, przyprowadzała swoje dzieci, ufając i wierząc, że te spotkania je rozwiną, zaciekawią polską kulturą oraz językiem. Niesamowite było również zaangażowanie samych dzieci, które przecież są najważniejszymi osobami w trakcie naszych spotkań. Ich cierpliwość, chęć poznania oraz przygotowanie do tych prezentacji, były wspaniałe. Ja tylko mogę sobie wyobrazić jak wiele czasu spedziły dzieci na  przygotowaniach do tych wystąpień, recytacji, śpiewu. Chylę czoła przed ich rodzicami i nauczycielami za ten wysiłek. Z łatwością bowiem mogły zająć się czymś dla nich bardziej popularnym, zamiast nauką na pamieć polskiego wiersza. A jednak to zrobiły. To za każdym razem pokazuje mi, że dla nich warto  to wszystko robić. Dzieci nie mają bowiem nigdy ukrytych zamiarów, są szczere i ta właśnie szczerość wypływa w trakcie tych spotkań.  

Iloma językami posługują się pana pracownicy w kancelarii? Jakie języki pan zna? 

 Moja kancelaria posługuje się na co dzień trzema językami. Oczywiście, polski jest najważniejszy, ale oprócz tego, mamy również anglojęzycznych oraz hiszpańskojęzycznych klientów, z którymi porozumiewamy się na co dzień. Ja sam mówię biegle po polsku i angielsku, rozumiem i trochę mówię po francusku, rosyjsku i hiszpańsku. Oczywiście pamiętam też łacinę z wydziału prawa Uniwersytetu Warszawskiego,  tego języka nie da się zapomnieć. Przede mną wciąż jeszcze droga do perfekcji w tych trzech językach, aczkolwiek zajęcia w pracy, a raczej jej nawał, tego nie ułatwiają. Dlatego tak ważne jest, aby dzieci potrafiły wykorzystać swoją młodość na naukę języków, a przede wszystkim, na utrwalenie znajomości języka polskiego. 

10620395_749587911754485_5227400902149615043_o

Czytamy w South Hackensack

Jak często język polski przydaje się panu w pracy, w Nowym Jorku, gdzie chyba można usłyszeć każdy język świata?

To prawda, jest tu tylu ludzi, ile języków na świecie. Jednak nasza kancelaria w dalszym ciagu prowadzi sprawy w większości dla klientów polskich. Dla nich jest to ogromne ułatwienie językowe, kiedy mogą w swoim ojczystym języku, bez tłumacza porozmawiać ze swoim adwokatem. Dlatego też, tak wiele osób zmieniło swoich dotychczasowych adwokatów na naszą kancelarię.  Oczywiście, nasze wyniki też mówią same za siebie. Język polski jest wciąż najczęściej używanym językiem w kontaktach z naszymi klientami, dlatego też ponad połowa moich pracowników mówi biegle po polsku lub urodziła się w Polsce. Bez tego języka oraz naszych rodaków, tu żyjących, nie byłoby ani mnie, ani mojej kancelarii. 

Czy w środowisku adwokatów nowojorskich panuje moda na naukę języków obcych? Czy tylko praktykuje się zatrudnianie wielojęzycznych pracowników? 

Niestety to drugie. Amerykanskie kancelarie i ich właściciele nie chcą się uczyć języka polskiego i idą na “łatwiznę” zatrudniając obcojęzycznych adwokatów. Taka też była i moja droga na początku mojej kariery na Manhattanie. Nigdy nie było prosto, ale fakt, że potrafiłem dać moim klientom poczucie osobistego oraz polskojęzycznego kontaktu, powodowało z ich strony większe zaufanie, wynikające z lepszego zrozumienia ich sprawy sądowej. Pomimo tego, że mamy świetnych polskich tłumaczy, pracujacych w nowojorskim systemie sądowym, to jednak osobisty kontakt z kimś, kto ma nas reprezentować w częstokroć najważniejszym procesie naszego życia, jest niezbędny. To samo dotyczy przesłuchań polskich klientów. Jeśli idzie z nimi tylko anglojęzyczny prawnik jaką mają pewność, że ich słowa zostaną w stu procentach bezbłędnie przetłumaczone przez tłumacza, którego zatrudnia pozwany przeciwko, któremu prowadzą swoją sprawę?  

11014945_851389664907642_8940589425183477113_nCzy chciałby pan nauczyć się jakiegoś języka w niedalekiej przyszłości? 

Tak, bardzo chciałbym rozwinąć swój hiszpański i francuski. Te dwa języki były kiedyś mi dużo bliższe, jeśli chodzi o ich naukę, ale praca zajęła coraz więcej czasu i niestety odbyło się to kosztem języków. Nasi nowi klienci również są hiszpańskojęzyczni, więc tym bardziej chciałbym mieć pewność, że porozumiewam się biegle ich językiem. 

 

Lubił pan czytać jako dziecko?  

Jako dziecko i uczeń szkoły podstawowej uwielbiałem czytać. Miałem swoją rówieśniczkę w klasie, z którą czytaliśmy najwięcej książek spośród uczniów całej szkoły. To był czasami niezły wyścig. Dochodziliśmy nawet do ponad 20 książek, przeczytanych miesięcznie. Na końcu roku, oczywiście, były przyjemne wyróżnienia! Zanim to jednak nastąpiło, to były bajki i książki czytane przez moją mamę. Nigdy nie zapomnę jak „brutalnie” przerywała czytanie opowieści w najbardziej ich 11259469_851389954907613_6499235938995356757_nciekawym momencie, kiedy ze słodkim słowem i uśmiechem życzyła mi dobrej nocy. Nie cierpiałem tego, bo chciałem znać zakończenie opowieści. A  na to musiałem czekać aż do następnego wieczoru. Stąd zrodziła się ciekwość czytania coraz to nowych książek.

Jaka jest pana ukochana polska książka z dzieciństwa?  

Moja najbardziej ulubiona książka z dzieciństwa to “Przygody Tomka Wilmowskiego” Alfreda Szklarskiego. Jako mały brzdąc czytałem każdą część tej opowieści wielokrotnie. Pasjonowały mnie kraje, które były w tych książkach opisywane oraz przygody, jakie ten młody podróżnik przechodził. Ta książka rozwinęła we mnie ciekawość czytania. Pamiętam jak moja mama wyłaczała mi światło w pokoju, żebym w końcu poszedł  spać i przestał już czytać. A ja brałem małą lampkę pod kołdrę i czytałem „Przygody Tomka”,  czasami do wczesnego ranka lub do momentu, kiedy mama nie zauważyła, że jednak jakieś światło wydobywa się wciąż z mojego pokoju.

A teraz znajduje pan czas na czytanie polskich książek?

Teraz, na co dzień, również czytam polskie książki. Ostatnio dostałem w prezencie od profesora Chodakiewicza kilka jego wyśmienitych publikacji. Każdą przeczytałem,  on sobie zastrzegł, że mi je przekazuje, ale tylko wtedy, jeśli je przeczytam. Jest niewątpliwie coraz mniej czasu na czytanie. Praca jednak dominuje mój rozkład dnia, ale zawsze staram się wieczorem, w wolnej chwili, usiąść z książką. To jest relaks, który bardzo mnie wycisza i pozwala cofnąć się do korzeni dzieciństwa. 

Oprócz  bycia lokalnym sponsorem Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, czy możemy liczyć, że odwiedzi pan jeden z ośrodków celebrujących dwujęzyczność? Poczyta Pan dzieciom bajkę?

Na pewno!  Wiem,  że na pewno, w przynajmniej jednym z tych spotkań, będę brał udział. Zawsze przy okazji tych spotkań, staram się wybrać dla dzieci interesujące fragmenty bajek. Ostatnio dość często używałem fragmentów „Małego Księcia”, również dlatego, że przekaz tej książki jest na tyle ponadczasowy, że dotyczy nie tylko dzieci, ale również dorosłych. To jest jedna z tych książek, która zaciera granice pokoleniowe. 

 

Rozmawiała: Danuta Świątek

 

 

 

 MSZ_logoWydarzenia w ramach I Polonijnego Dnia Dwujęzyczności są współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.” Sponsorem lokalnym jest kancelaria adwokacka The Platta Law Firm.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *