Lidia Russell
No Comments

Wykorzystać czas, kiedy dziecko chce nas słuchać

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

 

Natalia Banasik

Natalia Banasik

Rozmowa  o dwujęzyczności (i nie tylko) z Natalią Banasik, psycholingwistką z Harvard Graduate School of Education

Może nie wszyscy nasi czytelnicy wiedzą, czym jest psycholingwistyka, którą zajmujesz się zawodowo i naukowo. Czy mogłabyś przybliżyć nam tę dziedzinę wiedzy?

Natalia Banasik: Zabrzmiało to bardzo poważnie (śmiech). A ja po prostu badam, jak dzieci rozumieją pewne wypowiedzi albo jak mówią. Na podstawie specjalnych zadań sprawdzam, co sprawia im większą trudność, a co mniejszą, i jak to się zmienia z wiekiem. Czy wiesz na przykład, że już czteroletnie dzieci są w stanie zrozumieć prostą ironię? Ale wracając do pytania – psycholingwistyka w klasycznym ujęciu to dział psychologii, którego przedmiotem badań jest język. Przyjęło się mówić, że to dziedzina na pograniczu psychologii i językoznawstwa – jednak w rzeczywistości jest o wiele bardziej interdyscyplinarna – kluczowe są dla niej nauki o poznaniu (cognitive sciences) oraz coś, co w krajach anglojęzycznych nazywa się speech and language pathology – częściowo pokrywa się to z dziedziną, którą w Polsce nazywamy logopedią. W ostatnim dziesięcioleciu bardzo szybko rozwija się poddziedzina związana z badaniem aktywności mózgu w czasie przetwarzania różnych zadań językowych. Tu psycholingwistyka czerpie z neuronauk.

Psycholingwiści, mówiąc ogólnie, badają, jak przyswajamy język i jak się nim posługujemy. Interesują nas m. in. takie tematy, jak nabywanie języka ojczystego, uczenie się języków obcych czy dwujęzyczność. Przyswajanie języka przez dziecko to psycholingwistyka rozwojowa. Wiele osób jest zadziwionych tym, że już zachowanie kilkudniowych noworodków dostarcza nam informacji o tym, jak przebiega proces nauki języka. Dziś wiemy już np., że noworodek od razu rozpoznaje głos matki, że już dwudniowy maluszek preferuje specyficzną mowę skierowaną do dziecka – czyli kiedy czule zwracamy się do niemowlęcia i używamy wielu powtórzeń, zdrobnień, wysokiego tonu głosu; że już czterodniowe dziecko odróżnia język ojczysty od języka obcego… dużo jest takich ciekawostek! Jest też wiele fascynujących pytań: jak to się dzieje, że jesteśmy w stanie tak szybko tworzyć sensowne i spójne wypowiedzi? Jak to możliwe, że dzieci w ciągu zaledwie kilku lat opanowują tak złożony system, jakim jest język? Czym różni się przyswajanie tylko jednego języka od przyswajania kilku jednocześnie? Jaki jest związek między językiem a myśleniem? Czy istnieje optymalny wiek, w którym należy zacząć się uczyć języka obcego? Jak można wspomagać proces uczenia się języka? Jak wspierać rozwój językowy dzieci?

No i co z tą dwujęzycznością…

Dwujęzyczność to duży i ważny temat w psycholingwistyce. Badacze zdają sobie sprawę, że jest potrzeba, aby badać to coraz bardziej powszechne zjawisko. Ponad połowa ludzi na świecie jest dziś dwujęzyczna, a procent populacji mówiący więcej niż jednym językiem będzie jeszcze większy. Rodzice dzieci wychowujących się dwujęzycznie są często zaniepokojeni tym, że ich syn czy córka np. jeszcze nie mówią, albo mówią inaczej niż ich rówieśnicy. Wiemy już, że rozwój językowy dziecka dwujęzycznego przebiega nieco inaczaj niż rozwój dziecka jednojęzycznego, jednak żeby mieć dobry punkt odniesienia, potrzebne są szersze badania.

W większości przypadków dzieci dwujęzyczne dogonią w mówieniu jednojęzycznych kolegów, jednak niezależnie od dwujęzyczności zdarzają się też sytuacje, kiedy dziecko ma trudności z uczeniem się języka, które nie miną samoistnie bez interwencji specjalistów – tak jest chociażby w przypadku Specyficznego Zaburzenia Językowego. Skąd mamy wiedzieć, jak odróżnić typowy rozwój dwujęzyczny od rozwoju, który wymaga wspomagania? To nie jest proste, zwłaszcza że pewne procesy przebiegają inaczej w zależności od języka.

Dlatego nie da się wyznaczyć zasad prawidłowego przebiegu rozwoju językowego dziecka dwujęzycznego ogólnie, raczej trzeba mieć na względzie poszczególne pary języków, którymi dziecko się posługuje. Temu między innymi służą badania dotyczące dwujęzyczności, chociażby kilkuletni projekt współpracy europejskiej COST IS 0804 “Language impairment in a multilingual society: linguistic patterns and the road to assessment”, który ze strony polskiej reprezentowały prof. Ewa Haman z Uniwersytetu Warszawskiego oraz dr Zofia Wodniecka z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obecnie profil językowy dwujęzycznego dziecka posługującego się językiem polskim i angielskim stara się stworzyć zespół dr Agnieszki Otwinowskiej-Kasztelanic z Uniwersytetu Warszawskiego. Sporo też jest innych badań: pokazujących, jak dzieci dwujęzyczne i jednojęzyczne radzą sobie z różnymi zadaniami niejęzykowymi. Często okazuje się, że dzieci posługujące się dwoma językami radzą sobie lepiej. Nagle okazuje się, że dwujęzyczność to zaleta. To stosunkowo nowe spojrzenie, bo do lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku panowało przekonanie, że posługiwanie się więcej niż jednym językiem jest szkodliwe i może tylko dziecku zamieszać w głowie.

Przełomowe okazało się badanie dwójki badaczy, Elizabeth Peal i Wallace’a Lamberta, którzy opublikowali swoje badania w ’62. Pokazało ono, że dzieci dwujęzyczne mieszkające w Kanadzie uzyskiwały wyższe wyniki na testach inteligencji niż dzieci jednojęzyczne. Nie tak istotne są same wyniki, ale pewien zwrot, który od tego czasu się dokonał. Zaczęto zastanawiać się nad metodologią wcześniejszych badań – czy miało sens badanie dzieci dwujęzycznych w testach przygotowanych w języku, który te dzieci znały słabiej? Parę lat temu rewelacją okazały się wyniki badań sugerujące, że dwujęzyczność może opóźniać procesy starzenia – Alzheimer czy demencja starcza pojawiała się nawet o cztery i pół roku później u osób dwujęzycznych niż jednojęzycznych.

I chociaż te badania są jeszcze powtarzane, a ich wyniki dyskutowane – w nauce trzeba bowiem ostrożnie interpretować wyniki badań, wiedząc że nie zawsze można mówić o prostym łańcuchu przyczynowo-skutkowym, to nie ulega wątpliwości, że posługiwanie się więcej niż jednym językiem to niezła gimnastyka dla naszego umysłu.

A jak dwujęzyczność ma się do twoich naukowych zainteresowań? Wiem, że badasz percepcję ironii u dzieci – to chyba dosyć wąska dziedzina?

I wąska, i niewąska (śmiech). Ale po kolei. Przez pewien czas współpracowałam – i nadal współpracuję – przy projektach związanych z dwujęzycznością, a rozumienie ironii przez dzieci stało się moim głównym zainteresowaniem akademickim zupełnie niezależnie od dwujęzyczności. Ironia jest ciekawa dlatego, że poznawczo jej zrozumienie to bardzo złożony proces. Kiedy dziecko uczy się języka, łączy przedmiot w rzeczywistości (np. ten drewniany mebel, na którym siada mama) z dźwiękiem, którego używamy, aby ten przedmiot nazwać (fonetyczna realizacja słowa “fotel”). Buduje system znaczeń. A potem nagle musi skonfrontować się z czymś, co ma właściwe znaczenie całkowicie przeciwne od tego niż to, co dziecko słyszy (chociażby “chyba wcale nie zgłodniałeś!”  jako komentarz wypowiedziany do dziecka pochłaniającego z ogromnym apetytem swój obiad). Duże wyzwanie, prawda? Przecież nawet jako dorośli często nie rozumiemy ironii. Dlaczego? Jakiej umiejętności do tego potrzeba? I w jakim celu w ogóle mówimy coś innego, niż mamy na myśli i oczekujemy, że nasz rozmówca domyśli się, co mamy na myśli, a może i rozśmieszy go to, że nie mówiliśmy wprost? Ironia to tylko przykład szerszego zjawiska – języka niedosłownego. Jeśli zwrócimy na to uwagę, dostrzeżemy, że ludzie coraz rzadziej komunikują się poprzez wypowiedzi wprost. Samej ironii jest podczas typowej rozmowy między przyjaciółmi około 8% wszystkich wypowiedzi. A rozumienie języka niedosłownego wpisuje się w jeszcze szerszą kompetencję pragmatyczną – czyli umiejętność posługiwania się językiem z dostosowaniem się do kontekstu. Od niej być może zależy sukces edukacyjny, który wpływa na budowanie relacji z ludźmi i osiąganie celów. To szeroka dziedzina badań i ironia jest tylko niewielką jej częścią.

Obecnie rozpoczynam projekt, w którym łączę te dwa zainteresowania: będę badać rozumienie języka niedosłownego przez dzieci dwujęzyczne. I dlatego, przy okazji naszej rozmowy, chciałabym serdecznie zaprosić rodziców dwujęzycznych dzieci w wieku 4-5 lat do udziału ich pociech w projekcie. Zachęcam do kontaktu mailowego ze mną  (natalia.banasik@psych.uw.edu.pl). Odpowiem na wszystkie pytania i opowiem o szczegółach.

Czy uważasz się za osobę funkcjonalnie dwu- (a może więcej?) -języczną, a jeśli tak, to jak to osiągnęłaś? Co Cię do tego zachęciło?

Kiedy mówimy o dwujęzyczności, łatwo o nieporozumienia. Można usłyszeć, że ktoś nie jest dwujęzyczny, bo robi błędy w danym języku lub bo da się rozpoznać – na przykład po akcencie – że nie jest tzw. rodzimym użytkownikiem języka (native speaker). Popularnie za dwujęzyczność uważa się bowiem opanowanie dwóch języków w równym stopniu – takim, który można określić jako poziom pełnej biegłości językowej – czyli coś, co w rzeczywistości nie istnieje. Tak naprawdę pod terminem „dwujęzyczność” kryje się mnóstwo różnych sytuacji i umiejętności. W szerokim rozumieniu, przyjętym też przez badaczy języka, dwujęzyczność to posługiwanie się więcej niż jednym językiem w pewnym stopniu – dostosowanym do potrzeb użytkownika. De facto większość populacji na świecie jest dwujęzyczna – dwujęzyczność to norma, nietypowe jest posługiwanie się tylko jednym językiem!

W takim znaczeniu mogę śmiało powiedzieć, że jestem dwujęzyczna, a nawet wielojęzyczna – choć tych słów często używa się zamiennie. W pracy naukowej trudno jest obyć się bez języka angielskiego. Aby wyniki badań dotarły do jak najszerszej liczby odbiorców, pisze i publikuje się po angielsku. Natomiast żeby śledzić na bieżąco, co się dzieje – a to jest ważną częścią pracy naukowej – trzeba czytać po angielsku.

W domu mówimy tylko po polsku. Wkładamy szczególnie dużo wysiłku w to, by tych rozmów było dużo, ze względu na naszą córeczkę, która obecnie poza domem słyszy jedynie język angielski. Znaczną część swojej edukacji odbyłam po niemiecku, a po studiach zaczęłam się uczyć hiszpańskiego. Uczenie się każdego z tych języków przynosiło mi dużo radości, a stopniowo także dużo korzyści. Uczenie się języków to w pewnym sensie niekończący się projekt, na całe życie. Dlatego trudno mi powiedzieć, że coś “osiągnęłam”. Raczej: uczę się – bo doświadczam cały czas tego, jakie to ciekawe i pozytywne. Język jest dla mnie ciągle furtką do poznawania i zrozumienia ludzi i kultur. Widzę, jak serdecznie wita mnie kierowca autobusu na mojej ukochanej Fuerteventurze, kiedy odpowiadam mu po hiszpańsku, a nie – jak pozostali turyści – po angielsku – jak cieszy się, kiedy po hiszpańsku odpowiadam na jego pytanie i kontynuuję rozmowę – i jak to wpływa na stosunek miejscowych ludzi do mnie, na nawiązywanie znajomości i budowanie relacji. Parę chwil po wejściu do autobusu znam już miejscowe wiadomości, śmieję się z anegdotek, poznaję sekrety dostępne tylko dla wybranych. Tymczasem moi współpasażerowie osiągnęli swój pragmatyczny cel: kupili od kierowcy bilet. Usiedli na miejscach i są nieświadomi całego bogactwa rad, opowieści i wskazówek miejscowego wyspiarza. Mam też poczucie, że kiedy znam język, w mniejszym stopniu umyka mi coś, co lubi gubić się w tłumaczeniu. Jeśli tylko mogę, oglądam filmy w wersji oryginalnej. A zupełnie inna sprawa, że uczenie się języka to też trening mentalny.

Jaka, Twoim zdaniem, jest najlepsza motywacja do uczenia się języka rodziców czy dziadków w wielokulturowym i wielojęzycznym społeczeństwie Ameryki?

Z tym pytaniem polecam zwrócić się do rodziców starszych dwujęzycznych dzieci, bo oni często wiedzą najlepiej. Edyta Lehmann opowiedziała mi na przykład, jak ważną rolę we wzroście motywacji do nauki polskiego odegrało zapisanie jej syna, Maksa, do polskiej szkoły w Bostonie. Nagle odkrył, że są też inne osoby – z którymi chce się komunikować – które mówią w tym języku. Polski nabrał dla niego nowego znaczenia, zmienił status z języka domowego na język publiczny, towarzyski. Słyszałam więcej podobnych historii. Wynika z nich, że najlepsza motywacja do nauki języka to używanie tego języka i możliwość dostrzeżenia, że jest on przydatny. Ostatnio analizowałam też trochę badań podłużnych – to znaczy obserwacji dzieci robionych przez kilka lat. Były to studia przypadku, więc trudno jest je porównywać, bo każda historia to inne okoliczności, warunki i potrzeby, ale ogólnie wynikało z nich, że dzieci, które mają poczucie, że ich język mniejszościowy jest ważny, używany i które miały dużo stymulujących sytuacji związanych z ekspozycją na ten język, osiągały wysoką kompetencję w posługiwaniu się nim.

Rodzice tych dzieci organizowali np. grupę dzieci mówiących tym samym językiem, podsuwali ciekawe i filmy i książki w danym języku, utrzymywali kontakty ze znajomymi mówiącymi w danym języku, latem jeździli do kraju swojego pochodzenia i tam stwarzali dużo sytuacji do używania języka. Myślę, że to bardzo dobre praktyki.

Natalia Banasik i Edyta Lehmann - Humanities Center at Harvard

Natalia Banasik i Edyta Lehmann – Humanities Center at Harvard

W wykładzie podczas Polonijnego Dnia Dwujęzyczności w Bostonie będziesz dzielić się wiedzą na temat najnowszych badań naukowych nad dwujęzycznością. Czy możesz zdradzić naszym czytelnikom największą, Twoim zdaniem, rewelację z tych badań?

Wyniki różnych badań prowadzonych na przestrzeni kilkunastu lat świadczą o tym, że osoby wychowujące się dwujęzycznie lepiej radzą sobie z pewnymi zadaniami niż osoby jednojęzyczne. Chodzi tutaj o zadania niejęzykowe. Jednym z najbardziej głośnych i dyskutowanych wyników jest ten świadczący o opóźnionej demencji starczej i chorobie Alzheimera. Dla mnie osobiście ciekawe wydają się badania, które pokazują, że dzieci dwujęzyczne są lepsze w przyjmowaniu perspektywy drugiej osoby. Chodzi o umiejętność wyobrażenia sobie, co ktoś inny myśli i czuje. Jest to przecież niezwykle ważna umiejętność, która ma wpływ na efektywną komunikację, tworzenie relacji i to zarówno osobistych, jak i zawodowych. Dzięki niej lepiej radzimy sobie w życiu – potrafiąc zrozumieć, czego druga osoba oczekuje, potrzebuje…

Nie jest to bardzo zaskakujące. Przecież dzieci dwujęzyczne stykają się z osobami, do których mówią w różnych językach i prędko uczą się, że ich rozmówcy mogą ich nie zrozumieć, jeśli zwrócą się do nich w nieodpowiednim języku.

Co, jako polska mama kilkumiesięcznej dziewczynki w USA, doradziłabyś rodzicom pragnącym wychować funkcjonalnie dwujęzyczne dziecko?

Sama ciągle poszukuję wiedzy na ten temat. Dużo jest ostatnio publikacji opisujących wyniki eksperymentalnych badań ilościowych i studia przypadków. Te ostatnie są rzadziej rozpowszechniane, a dają dużo do myślenia. Pokazują, na przykład, że sytuacja każdej rodziny dwu- czy wielojęzycznej jest trochę inna. Na osiągnięcie kompetencji porozumiewania się, czytania i pisania w obydwu językach ma wpływ ogromnie dużo czynników. Tak naprawdę – jakkolwiek rozczarowująco to nie zabrzmi – nie ma więc idealnego modelu, który zostałby zgodnie wybrany przez naukowców i praktyków, ani złotej rady. Pomocą w wychowywaniu dziecka w środowisku dwujęzycznym mogą być poradniki pisane przez specjalistów, którzy sami są naukowcami, np. wydana również po polsku książka autorstwa Barbary Zurer Pearson „Jak wychować dwujęzyczne dziecko”. Warto też czytać dobre publikacje dotyczące rozwoju językowego w ogóle – poleciłabym chociażby broszurę Instytutu Badań Edukacyjnych pt. „Mowa Dziecka i jak rodzice mogą wspierać jej rozwój”. To dostępna ogólnie, niekomercyjna publikacja.

Są oczywiście uniwersalne wskazówki do wspomagania rozwoju językowego: na pewno do dziecka trzeba mówić już od urodzenia. A raczej nie tyle mówić do niego, ile z nim rozmawiać. Powiedzieć coś, zamilknąć, dać szansę niemowlęciu na odpowiedź, którą wyrazi gestem, mimiką, ruchem, uśmiechem, dźwiękiem, spojrzeniem… i kontynuować rozmowę. Intuicyjnie rodzice dopasowują język do wieku i potrzeb swoich dzieci i tak powinno być. Innego tonu głosu i innych słów będziemy używać rozmawiając z noworodkiem niż z trzyletnim dzieckiem. Warto rozmawiać. Wskazywać palcem przedmioty. Nazywać je. Zadawać pytania. Dawać czas na odpowiedź. Odpowiadać. A więc: mówić dużo i ekspresywnie, powtarzać, opisywać rzeczywistość. Dużo czytać dziecku, też od urodzenia. Badania pokazują jednoznacznie, że to, ile i jak rodzice mówią do dzieci, ma ogromny wpływ na ich zasób słownictwa, który z kolei przekłada się na naukę czytania i pisania w wieku szkolnym.

A jak się mówi czy też rozmawia u Was w domu?

Przyjeżdżając do Stanów Zjednoczonych z roczną córeczką, mieliśmy kilka decyzji do podjęcia. Ta dotycząca języka, którym posługujemy się w domu, była oczywista: do Ali mówimy tylko po polsku. Uważam, że rodzic powinien mówić do dziecka językiem, który zna najlepiej, a więc swoim pierwszym. Chodzi o to, by zapewnić dziecku najlepszy materiał, z którego może się uczyć. Jakkolwiek dobrze nie znałabym angielskiego, nie jest to język, w którym spontanicznie mówię o emocjach, w którym czuję wszelkie niuanse, odcienie znaczeniowe poszczególnych słów, w którym znam od małego wyliczanki i rymowanki, bajki i wierszyki razem z całą warstwą kulturową. Styczności z kolejnym językiem – jeśli nie jest to mój czy drugiego rodzica język ojczysty – może dostarczać dziecku środowisko, na przykład żłobek albo inna osoba, która posługuje się nim perfekcyjnie.

Przy wyborze niani już się zastanawialiśmy, ale wiedząc, że od poniedziałku do piątku przez osiem godzin dziennie Ala będzie intensywnie słyszeć język angielski – od kilku pracujących w żłobku opiekunek, od innych dzieci oraz od ich rodziców – stwierdziliśmy, że materiału językowego po angielsku będzie miała wystarczająco. Gorzej z polskim. Nas jest tylko dwoje – a przecież warto, by dziecko słuchało języka od różnych osób. Na dodatek nie zostaje nam dużo czasu – poza weekendami zaledwie popołudnia i wieczory, kiedy to półtoraroczny człowiek jest już zmęczony trudami dnia i powoli szykuje się do spania. Zdecydowaliśmy się więc na opiekunkę mówiącą po polsku.

W obiegowej opinii o nabywaniu języka często nie docenia się wysiłku, który dziecko musi włożyć w uczenie się go, ani roli rodziców i opiekunów w tym procesie. Zakłada się, że dziecko samo i naturalnie nauczy się mówić. To błędne założenie. Dziecko uczy się języka przez interakcję. Warto więc wykorzystać ten czas, kiedy dziecko jest małe i jeszcze chce nas słuchać (śmiech). Wykorzystać czas – czyli rozmawiać z dzieckiem przy każdej okazji: na spacerze, w kąpieli, przy jedzeniu, na zakupach.

Dziękuję za rozmowę!

 

Rozmawiała: Lidia Russell

 

Natalia Banasik

Natalia Banasik

Natalia Banasik – absolwentka lingwistyki stosowanej i psychologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz edukacji międzykulturowej na Wolnym Uniwersytecie Berlina. Badaczka zajmująca się rozwojem językowym dzieci, m.in. dzieci dwujęzycznych.
W swojej pracy doktorskiej szuka odpowiedzi na pytania o to, jak dzieci radzą sobie z rozumieniem ironii. Stażystka w Harvard Graduate School of Education. Stypendystka Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej 2015 oraz Fundacji Kościuszkowskiej 2015/16. Mama półtorarocznej Ali.

Wykład Natalii Banasik “Po co mi ten drugi język? Czyli co wiemy z badań o korzyściach płynących z dwujęzyczności” – w ramach Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, 10 października w Szkole Języka Polskiego im. Jana Pawła II w Bostonie. 

Coraz więcej dzieci wychowuje się w wielojęzycznych społecznościach. Przez kilka dekad dwujęzyczność kojarzyła się raczej negatywnie. Dopiero wyniki badań prowadzonych w ostatnich latach zaczęły wskazywać na to, że dzieci przyswajające więcej niż jeden język mogą wykazywać znaczną przewagę w pewnych aspektach rozwoju językowego i poznawczego. Podczas wykładu opowiemy, co pozytywnego – według opublikowanych wyników badań naukowych – może wyniknąć z posługiwania się na co dzień dwoma językami.

W ramach Polonijnego Dnia Dwujęzyczności, 10 października w Szkole Języka Polskiego im. Jana Pawła II w Bostonie ofbędzie się również wykład dr Edyty Lehmann z Harvard University – „Mamo, dlaczego w domu mówimy w tajemniczym języku? Perypetie rodzica wychowującego dwujęzyczne dziecko”. Wykłady rozpoczynają się o godz. 13:30. Na oba wstęp wolny. Zapraszamy!

MSZ_logoWydarzenia w ramach I Polonijnego Dnia Dwujęzyczności są współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych w ramach konkursu „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą w 2015 r.” Sponsorem lokalnym jest kancelaria adwokacka The Platta Law Firm

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *