Karina Bonowicz
No Comments

Ł jak ŁABĘDŹ ZE SŁOMY, czyli o słomianym bynajmniej nie zapale, ale pomniku „na miarę naszych możliwości”, co postawiony latem nie doczekał zimy

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

12244412_808810095911948_3207153743104449091_o
Dawno, dawno temu… No, dobrze, może nie aż tak dawno, bo w 2006 r. Toruń nawiedziła ptasia grypa. Rzecz wydarzyła się pewnego wiosennego dnia, a dokładnie

2 marca 2006 r., kiedy to na Bulwarze Filadelfijskim (nazwa nieprzypadkowa – Filadelfia  jest miastem partnerskim Torunia) znaleziono dwa trupy. Łabędzie trupy, gwoli ścisłości.  Wszystkie trzy: dwa martwe i jeden nie najlepiej się czujący uznane zostały za winne tego, że Toruń został, niechlubnie!, pierwszym miastem w Europie, w którym wykryto ognisko ptasiej grypy. Trzy dni później podano do publicznej wiadomości, że mamy do czynienia z pierwszymi przypadkami wystąpienia wirusa ptasiej grypy w Polsce. A że informację potwierdził Państwowy Instytut Weterynarii w Puławach, który podał, iż łabędzie były zarażone wirusem H5N1, blady strach padł na torunian, a jeszcze większy na toruńskie łabędzie. Weterynarze zaczęli się na nie czaić z klatką, licząc na to, że zwabione pokarmem głodne ptaki grzecznie wejdą do klatki i dadzą się zbadać. Bulwar Filadelfijski został zamknięty na trzy spusty i otoczony sanitarną strefą ochronną. Wyizolowano ponad sto ptaków, z czego u 32 stwierdzono obecność wirusa. Zdrowe wypuszczono, a zarażone uśpiono. Niebezpieczeństwo zostało zażegane.

Torunianie nie byliby jednak sobą, gdyby nie upamiętnili tych wydarzeń. Dlatego też postanowiono… postawić pomnik. Tylko komu? A właściwie czemu? Początkowo snuto plany o pomniku z brązu albo miedzi. Na cokole umieszczona miała być tabliczka z informacją o ataku wirusa ptasiej grypy. Ostatecznie jednak potraktowano sprawę, jak na torunian przystało, z przymrużeniem oka.

12265570_808810072578617_3336399455586277532_o

 

W lipcu tego samego roku, kiedy wybuchła epidemia, na Bulwarze Filadelfijskim, czyli w miejscu, gdzie pochwycono pierwszego w Polsce ptaka zarażonego ptasią grypą, odsłonięto pomnik… łabędzia ocalałego z epidemii. Chociaż „pomnik” to chyba za dużo powiedziane. No, chyba, że ktoś widział gdzieś pomnik ze… słomy. A, że natrętnie przywodził on na myśl słynnego słomianego misia-giganta z filmy Stanisława Barei „Miś”, zadedykowano go właśnie ojcu „Misia”. I tak na 4-metrowej złotej rurze znalazł się olbrzymi słomiany łabędź, podrywający się do lotu, autorstwa anonimowego twórcy. Umieszczono także stosowną tabliczkę z napisem: „Łabędź” – na miarę naszych możliwości. Pamięci Stanisława Barei”. Miejsce, w którym stanął słomiany łabędź, jest iście historyczne. Niedaleko znajduje się bowiem tablica upamiętniająca kolejną kultową polską komedię –„Rejs” Marka Piwowskiego, a właściwie moment kiedy przy Bulwarze Filadelfijskim zacumował wesoły statek z bohaterami „Rejsu”, który bawi nas do dziś (i statek, i „Rejs”).

 

12244262_808810092578615_2456672320752582206_o

 

„Pomnik” łabędzia na miarę toruńskich możliwość nie doczekał jednak zimy. A właściwie to łabędziowi znudziło się siedzenie na cokole (a dokładniej: na niewygodnej, choć złotej rurze) i… odfrunął. Jak i kiedy? Nie wiadomo. Można jednak podejrzewać – z racji tego że był to grudzień tego samego roku – że najpewniej odleciał do ciepłych krajów. A że natura nie znosi próżni, na jego miejscu znaleziono ogromne… jajo. Niestety, nie doczekaliśmy pęknięcia skorupki i wyklucia się z niej… no, właśnie czego? Nie wiadomo, bo do Wielkanocy nic się nie wykluło. Dlatego artyści z toruńskiej Galerii Rusz z jaja zrobili pisankę, ozdabiając ją wizerunkiem Heleny Trojańskiej (czyżby spodziewano się wyklucia się konia trojańskiego?). W 2008 r. jajo zostało wystawione na licytację przy okazji kolejnej edycji Wielkiej Orkiestry Wielkiej Pomocy, ale ostatecznie nie zostało zlicytowane i słuch po nim zaginął. Co się z niego wykluło? Nadal pozostaje to zagadką…

12273548_808810069245284_6732825744975708443_o

 

A co do słomianych „pomników”, to niekwestionowanym liderem wciąż pozostaje słomiana miniatura „misia na miarę naszych możliwości” zdobiąca wystawę baru „Miś”.  Tak, tak, to ten sam miś. Najsłynniejszy w Polsce. Miś Barei. Przy ul. Rynek Staromiejski 8 w mieści się bar mleczny wzorowany na tych z czasów PRL-u. Tylko tutaj zjecie bigos albo flaki słynną łyżką na łańcuchu, napijecie się ze szklanki-musztardówki i poczytacie przy jedzeniu (choć, jak wiadomo, przy jedzeniu czytać niezdrowo) plakaty propagandowe z czasów PRL-u. Oczywiście, wpuszczani są tylko klienci w krawatach, bo – jak wiadomo –„klient w krawacie jest mniej awanturujący się”. Oczywiście, możecie zaryzykować i wejść bez. Jeśli ryzyko się nie opłaci, zawsze możecie się poskarżyć… książce skarg i zażaleń, która również ma swoje zaszczytne miejsce w barze „Miś”. Ten założony w 2005 r. bar powstał zupełnie przypadkiem, bo przy okazji „11 Lata Filmów w Toruniu” i miał być czynny jedynie przez okres trwania festiwalu. Torunianie jednak tak go pokochali, że nie wyobrażali sobie życia bez „Misia”, toteż jest i czynny, i uwielbiany do dziś. A słomiany miś na wystawie oparł się próbie czasu i wciąż „odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa”. Mimo że jest ze słomy…

* Ci, którzy chcieliby wywieźć z Torunia coś PRL-owskiego, muszą się udać do sklepu o znamiennej nazwie „Spod lady” przy ul. Strumykowej 1, gdzie można nabyć charakterystyczną barową zastawę z napisem „Społem”, koszulki z cytatami z filmów Barei, a także oryginalną PRL-owską oranżadę w proszku, szare mydło czy perfumowaną wodę „Pani Walewska”.

 

Karina Bonowicz 

Co ma piernik do Torunia, czyli subiektywny przewodnik po mieście
(nie tylko) Kopernika dla (nie tylko) nowojorczyka

 

Poprzednie odcinki:

L jak LEKARZ, czyli o tym jak Kopernik przy pomocy chleba z masłem w doktora House’a się zamienił i położył kres epidemii

K jak KRZYŻACY, czyli co wspólnego mają torunianin i pająk krzyżak, gdzie podział się zamek na drzewie i dlaczego Toruń pozazdrościł Pizie i ma własną Krzywą Wieżę

J jak JADOWSKA (Aneta), czyli dlaczego Toruń jest najbardziej fantastycznym miejscem w Polsce

I jak IMIĘ, czyli o tym, jak to samo imię nosi święty, co torunian od głodu uratował, jak i (nie)święty, co się na indeksie ksiąg zakazanych znalazł

H jak HERBERT, czyli w którym barze mlecznym jadał, u kogo spał „na waleta” i gdzie posiał swoją „magisterkę” pewien poeta

G jak GOSPODY, czyli kto jadał „Pod Modrym Fartuchem”, kto popijał „Pod Turkiem” i dlaczego Napoleon przekąszał pod… „Grzybkiem”
F jak FLISAK na Rynku Staromiejskim, czyli kto stoi za plagą żab-melomanów i czego się nie robi dla kobiecej… ręki
E jak EGZOTYKA, czyli jak to „urodzony pod gwiazdą przygody” (ale najpierw w Toruniu) Tony Halik przywiózł pieprz i wanilię do kamienicy przy Franciszkańskiej
D jak DUCHY w DWORZE ARTUSA, czyli kto w Toruniu organizował seanse spirytystyczne, a kto hipnotyzował torunian na długo przed Kaszpirowskim
C jak COPERNIKUS (a może jednak Kopernikus?), czyli czy Kopernik był(a) Polakiem?

B jak BASZTY KOCIE ŁAPY, czyli gdzie jest reszta średniowiecznego „kota” i co koty robią dzisiaj w Toruniu

A JAK ANIOŁY, CZYLI JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE TORUŃ STAŁ SIĘ POLSKIM LOS ANGELES

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *