Bożena Chojnacka
No Comments

Babcia Bożenka: Mikołaju, kup mi lalkę

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

pomagamy2013-a

 

“Pamiętacie jak w przedszkolu każdy z nas pisał listy do św. Mikołaja, z prośbą o misia, samochodzik czy lalkę? Dzięki temu Mikołaj wiedział co jest naszym marzeniem w tym roku. Teraz pisze je kolejne pokolenie dzieci. Jednak nie każde z nich może liczyć na tak oczekiwane prezenty. Namawiamy więc je, by pisały listy, które następnie wyślą do redakcji Rozmaitości Ostrołęckich na adres ul. Hallera 13, 07-410 Ostrołęka. A my, z Waszą pomocą postaramy się je spełnić.”

Tak zachęcali najmłodszych z Ostrołęki i okolic do pisania listów z prośbami o prezent pod choinkę organizatorzy akcji świątecznej pod tytułem “Pomagamy Mikołajowi”. I dalej informowali na swoich stronach internetowych.

“Przyjaciele, już 1 grudnia otwieramy worek z listami od dzieci, które dzielą się swoimi marzeniami. Ola na przykład prosi o lalkę, albo kolorowankę. Takich i podobnych listów jak ten od Oli są setki. Czy znajdą się wśród Was osoby, które spełnią ich marzenia? Zaproście swoich bliskich do pomocy, udostępnijcie post, zaproście do polubienia akcji, zaglądnijcie na stronę internetową: www.pomagamymikolajowi.pl Im więcej nas jest, tym więcej spełnionych dziecięcych marzeń.”

Po raz kolejny Ostrołęka poprosiła nasz portal do włączenia się do tej dobroczynnego działania. Grażyna Janiszewska, członek fundacji, dzieliła się pierwszymi doświadczeniami. W Fundacji jest zaledwie od września, ale już udało jej się pozyskać nowych sponsorów.

“Zabawki dla najmłodszych przyjadą ze Śląska, w paczkach znajdą się też buty adidasy, o których marzą chłopcy. Pracuję w fundacji Pomagamy Mikołajowi od września tego roku. Jest to moje pierwsze zetknięcie z fundacją w ogóle. Praca ma charakter szczególny. Wymaga zaangażowania, wytrwałości i uczy cierpliwości oraz pokory. W moim przypadku budzi również emocje i wzruszenia, szczególnie podczas lektury listów od dzieci. Buduje i cieszy spotykanie ludzi dobrej woli. Ludzi, którzy mają ogromne serca i szlachetne dusze.

W tym roku mamy ósmą edycję akcji Pomagamy Mikołajowi. Dzieci otrzymają wymarzone prezenty. Wierzę w to, inaczej być nie może. W przyszłości chcemy rozwinąć działalność fundacji. Chodzi o to, żeby wyrównać szanse startu w dorosłe życie dzieciom z najuboższych rodzin. Rozbudzić w nich marzenia, które wyznaczają cel. Ukazać możliwości wyboru swojej drogi życiowej. Pomóc sięgnąć do gwiazd. Cieszę się, że mamy wsparcie z Pani strony.”- napisała Grażyna.

“Prosimy  o nagłośnienie tego co robimy wśród Polonii Amerykańskiej” – słyszę i spełniam prośbę ostrołęckich organizatorów, pomocników św. Mikołaja. Warto dodać, że od niedawna patronem Ostrołęki został święty Jan Paweł II. Jest to wyróżnienie, ale jednocześnie wielkie zobowiązanie dla mieszkańców.

Dlatego warto pokazywać takich ludzi jak Rafał Piersa, pomysłodawca i organizator akcji, jego mózg, a jednocześnie sponsor, właściciel Agencji Informedia – wydawca “Rozmaitości Ostrołęckich”.

Rafał Piersa

            Rafał Piersa. Fot. PomagamyMikolajowi.pl

Rozmowa z Rafałem  ukazała się na łamach  “Rozmaitości Ostrołęckich”, które od dobrych kilku lat rozdawane są bezpłatnie. Za zgodą  wydawcy dwutygodnika wykorzystuję fragment zamieszczonej z nim rozmowy.

Po co Panu ta akcja? Jest przecież tyle instytucji powołanych do pomocy potrzebującym.

Coroczną akcję “Pomagamy Mikołajowi” organizuję z potrzeby serca. Uważam przy tym, że zwykła spontaniczna pomoc płynąca od ludzi do ludzi jest znacznie bardziej wydajna niż pomoc świadczona przez urzędy. Choćby z takiego powodu, że zwykli obywatele nie są tak skrępowani procedurami jak urzędnicy. Wprawdzie w tej akcji, tam gdzie się da, współpracujemy z ośrodkami pomocy społecznej, które pomagają nam weryfikować sytuację materialną dzieci proszących o prezenty. Nie zmienia to jednak mojego przekonania, że wolni ludzie mogą pomagać innym na wszystkie sposoby, które nie są zakazane.

Forma i zakres pomocy jest całkowicie dowolna. Urzędnikom natomiast wolno zrobić tylko to, na co wprost pozwalają im przepisy. Inny też jest rodzaj satysfakcji, gdy bezinteresownie ofiarowujesz swój czas, pieniądze i umiejętności, niż gdy w zamian za stałą pensję dystrybuujesz zasiłki. Nie oceniam czy jest to większa czy mniejsza satysfakcja. Na pewno jest inna.

Wiem to, choć nigdy sam nie pracowałem za stałą pensję na etacie. Zawsze byłem, że tak powiem, na swoim. Tak, zacząłem dość wcześnie. Miałem 12 lat kiedy przeprowadziłem pierwsze młodzieńcze transakcje. Sam projektowałem okładki i opakowania do kaset. Szło mi dość dobrze. Więc rozszerzyłem działalność.

A jak to się stało, że został Pan najmłodszym mieszkańcem Ostrołęki, który założył działalność gospodarczą?

Już w drugiej klasie technikum wymyśliłem, że będę sprzedawał akcesoria komputerowe. Miałem własną budkę na rynku, potem sklep Amigos przy kościele poklasztornym, następnie hurtownię z pokaźnym regionem sprzedaży. Nie miałem jeszcze osiemnastu lat kiedy zgłosiłem w urzędzie miasta prowadzenie działalności. Pani poprosiła o dowód osobisty, a ja go jeszcze wtedy, nie miałem. Ale zarejestrowała moją pierwszą firmę, a resztę danych uzupełniła gdy dostałem już dowód. Niedawno byłem w urzędzie i spotkałem tę kobietę. Okazało się, że mnie pamięta, bo jestem najmłodszą osobą w mieście, która założyła działalność gospodarczą.

Kiedy w Panu, przecież przedsiębiorcy nastawionemu na pomnażanie zysków, narodził się społecznik?

Kluczowe było dla mnie dziesięć ostatnich lat. Przez całe życie byłem wojownikiem. Do życia podchodziłem niezwykle agresywnie i roszczeniowo. Dziesięć lat temu poczułem, że się wypaliłem. Postanowiłem zmienić swoje życie. Najpierw zrobiłem badania. Okazało się, że mam złe wyniki, więc zmieniłem styl życia. Od ponad dwóch lat jestem wegetarianinem. Zacząłem ćwiczyć jogę. Doświadczam radości życia. Wreszcie czuję się na swoim miejscu w tym świecie, choć wciąż jestem w drodze. A myśl o pomaganiu innym przyszła mi do głowy kilka lat temu w Wigilię Bożego Narodzenia. Od cioci Reni usłyszałem o potrzebującej rodzinie mieszkającej w Myszyńcu. Przez przypadek trafiłem do nich na Wigilię.

To wydarzenie niezwykle na mnie wpłynęło. Do dziś każdą Wigilię i rozwożenie prezentów zaczynam od domu Danusi. Od tamtej pory przyjaźnimy się i pomagamy sobie. Przez rok myślałem nad tym jak można pomóc takim rodzinom. Potem zacząłem tym zarażać innych w Informediach. Razem opracowaliśmy jak to może wyglądać i w 2008 ruszyliśmy. Muszę powiedzieć, że przez cały czas swojej aktywności na różnych polach miałem szczęście do ludzi z którymi współpracowałem i współpracuję. Załoga Informediów stoi na wysokości zadania i co roku z sercem angażuje się w akcję, nie zaniedbując przy tym swoich podstawowych obowiązków.

Dlaczego akcja polega na pisaniu listów do Mikołaja?

Chcieliśmy trochę dzieci zmobilizować do działania. To by było za proste gdybyśmy tylko rozwieźli prezenty potrzebującym. Dzieci z domów, gdzie jest niedostatek często myślą, że nie warto czegoś robić, bo to i tak niczego nie zmieni. My chcieliśmy żeby się postarały, bo od ich listu zależy czy dostaną prezent czy nie. Ja sam kiedyś pisałem listy, gdy byłem dzieckiem. Do Matchboxa i Lego. Chciałem żeby przysłali mi zabawki. Klocków ani resoraków wprawdzie nie dostałem, ale przysłali książeczki. Piękne, kolorowe, na kredowym papierze. Takich rzeczy w Polsce się wtedy nie drukowało. Katalogi z Lego czy Matchboxa były więc namiastką lepszego świata. Bo za lepszym światem wszyscy tęsknimy. Choć każdy ma zapewne inne wyobrażenie na temat tej lepszości.

Co jest najtrudniejsze w zorganizowaniu takiej dobroczynnej akcji?

Wszystko jest trudne. Najtrudniejsza jednak jest myśl, że jakieś biedne dziecko może napisać do nas list, potem czekać na prezent, a nie uda się znaleźć darczyńcy, który mógłby mu ofiarować wymarzony prezent. Tego misia, albo samochodzik. To duże obciążenie psychiczne, ale zarazem i odpowiedzialność.

Czy ludzie chętnie pomagają?

Tak, w zeszłym roku darczyńcy obdarowali ponad 700 potrzebujących rodzin. Niektórzy składają się po kilka osób, żeby kupić prezenty, o które dziecko prosi w liście, ale są też darczyńcy z naszego regionu i z Polski, którzy kupują po kilkanaście prezentów naraz. Co roku zgłasza się około 30 wolontariuszy do pomocy. Spędzają na miejscu i w terenie po kilka godzin dziennie, ale nikt nie narzeka. Chciałbym tu wyróżnić Sylwka Gawrycha. Jest też wiele innych osób. Są to osoby pomagające każdego roku po kilka godzin dziennie. Niezastąpionych, wspaniałych, jedynych.

Jest coś co chciałby Pan zmienić?

Boli mnie czasami postawa niektórych pracowników gmin, którzy na miejscu powinni pomagać przy weryfikacji listów, lecz nie zawsze to się udaje. Jest to dla nas bardzo ważne, gdyż nie chcielibyśmy dopuścić do takich sytuacji by podczas rozwożenia prezentów okazywało się, że na podwórku stoi traktor za 200 tys., a rodzina wcale nie jest potrzebująca. Uważam za głęboko niesprawiedliwe zaliczanie prezentów z naszej akcji do dochodów rodziny. Naprawdę często zdarzało się tak, że jak jakieś dziecko dostało paczkę z naszej akcji, to już żadnej większej świątecznej pomocy od gminnego ośrodka nie dostało. Właśnie dlatego, że dziecko zostało obdarowane przez nas. Chciałbym więc zmienić opieszałych pracowników na takich, na których pomoc będę mógł liczyć. Muszę jednak wspomnieć, że nie we wszystkich gminach są takie problemy. Od dwóch lat pomagają nam koordynatorzy gminni – wolontariusze którzy doskonale znają sytuację materialną rodzin w swojej okolicy.

O co dzieci najczęściej proszą?

Po przeczytaniu kilku listów łatwo zauważyć, że dzieci częściej niż o sobie myślą o swoim rodzeństwie. Nie mają też wygórowanych wymagań. Zdarzają się oczywiście listy, gdzie dziecko prosi o komórkę czy komputer, ale takie najczęściej nie są spełniane. Dużo zależy tu od darczyńców. O wiele częściej są to misie, książki, gry planszowe no i słodycze. W tym roku worek z listami otwieramy 1 grudnia.

 

Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *