Karina Bonowicz
1 Comment

Zza szwedzkiego stołu

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

12092639_867606830032274_1869298503_n

Myślisz, że Szwecja to kraj szwedzkiej podłogi, szwedzkiego stołu i szwedzkiej sałatki? Ta książka jest dla Ciebie. Myślisz, że Szwecja to kraj fiki, semli i snusu? Ta książka też jest dla Ciebie. Bez względu na to, czy o Szwecji wiesz wszystko, czy tylko tyle, że leży nad Bałtykiem, po lekturze książki Katarzyny Molędy od razu zrobi Ci się ciepło na myśl o chłodnej północy. 

Co do tego, że Katarzyna Molęda darzy gorącym uczuciem chłodną Szwecję, nie ma najmniejszej wątpliwości. Nie tylko postanowiła tam zamieszkać (i przez kilka lat reprezentować nasz kraj jako konsul), ale też opowiedzieć nam, dlaczego nie straszny jej chłód północy i groza szwedzkich kryminałów. Dlatego też w książce „Szwedzi. Ciepło na północy” kraj ABBY, Stiega Larssona i… szwedzkiego stołu przybliża nam okiem nie turysty, a polskiej Szwedki (czy, jak kto woli, szwedzkiej Polki).

W tej książce nie znajdziecie praktycznych porad, za ile polecieć, gdzie zjeść, co zobaczyć i jak nie popełnić gafy. Czeka na was za to mnóstwo smacznych anegdot i ciekawostek z życia wziętych, za pomocą których autorka pokazuje nam Szwecję „od kuchni”. I to dosłownie. Zaglądamy Szwedom do garnków. Jemy bułeczki z cynamonem lub szafranem albo semlę – pszenne ciastko z kremowym nadzieniem. Oczywiście, podczas fiki – przerwy na kawę, która jest w Szwecji świętością. Tak świętą, że pracownicy mają płatną fikę w trakcie pracy. Próbujemy „narodowej potrawy” Szwecji, którą jest… tacos, znanych z IKEI mięsnych klopsików, kanapek z sosem krewetkowym i, oczywiście, słynnego szwedzkiego kiszonego śledzia, który – mimo ze po otwarciu wypłoszy każdego gościa i… domownika – z ziemniaczanymi plasterkami, cebulą i koperkiem smakuje wybornie. A na koniec zamiast papierosa sięgamy po snus, czyli nikotynową breję, którą żują wszyscy, nawet wytworne damy po wykwintnych posiłkach w ekskluzywnych restauracjach.

Po kuchni czas przejrzeć cztery kąty. I tutaj dowiemy się, że w Szwecji nie wchodzi się z butami ani do domu, ani w cudze życie. Dlatego ubierając wieczorową suknię czy elegancki garnitur na spotkanie z przyjaciółmi przy kieliszku wina, trzeba pamiętać, że i tak poproszą nas o zdjęcie butów. Oczywiście, to żaden wstyd, bo wszyscy i tak będą na boso. Jeśli jednak zachcecie wejść z butami w czyjeś życie, spotka was niemiła niespodzianka.

Autorka przy okazji barwnych anegdot subtelnie podkreśla różnice, i to nie tylko polityczne, gospodarcze czy kulturowe, ale przede wszystkim mentalnościowe między Polakami a sąsiadami po drugiej stronie Bałtyku. Dzięki temu, czytelnikom, którzy Szwecję widzieli jedynie na mapie, łatwiej (choć czasem i trudniej, kiedy czyta się o szwedzkich przepisach ułatwiających życie) wyobrazić sobie, co dzieje się w kraju kiszonego śledzia i najlepszych kryminałów na świecie. Katarzyna Molęda pokazuje różnice, które biorą się głównie z mentalności. Szwed nigdy nie zapyta swoich dzieci, kiedy w końcu wezmą ślub, ale też nie powie „przepraszam”, kiedy zajedziesz mu drogę wózkiem i będziesz grzebać się przy wyborze płatków śniadaniowych, tylko cierpliwie poczeka, aż odjedziesz. Szwedzkie państwo ujawni wszystkie swoje dane w Internecie, ale jeśli pójdziesz do urzędu, nie będziesz musieć przynosić stosów dokumentów potwierdzających twoje dane, bo poświadczyć je może ktokolwiek. Nawet ktoś, kto ci te dane właśnie kseruje.

Szwecja, którą przybliża nam Katarzyna Molęda, to miejsce, gdzie są pary, które są razem, a mieszkają osobno, rozwód przeprowadza się korespondencyjnie, a na czele Kościoła Szwedzkiego stoi kobieta. Tu możesz zostawić hydraulikowi klucze, a on po skończonej pracy wrzuci ci je do skrzynki, a ty nie musisz się obawiać, że po powrocie nie będzie ani jego, ani twojego DVD. To kraj, gdzie nikogo nie dziwi kolorowy lakier na paznokciach dyrektora przedszkola, ani to, że czasem trzeba odmówić wyjścia na piwo, bo ma się zarezerwowany termin prania we wspólnej pralni, ani nawet to, że najważniejszą tradycją bożonarodzeniową jest rodzinne oglądanie… Kaczora Donalda. Tutaj przytulamy się w piątki, słodycze jemy w soboty, a paracetamol jest dobry na wszystko. I co najważniejsze, to, że Szwedzi mieszkają na chłodnej północy, nie oznacza, że są mentalnie przemarznięci na kość. Mam nadzieję, że dzięki Katarzynie Molędzie, ci którzy jeszcze o tym nie wiedzą, zaczną darzyć ciepłym uczuciem i Szwecję, i Szwedów.

Lubisz Szwecję? A może lubisz tylko szwedzką sałatkę (która, oczywiście, nie ma nic wspólnego ze Szwecją) i meble z IKEI. Wszystko jedno. Po przeczytaniu tej książki będziesz mieć ochotę spakować walizkę i udać się w podróż po kiszonego śledzia i semlę. Jeśli  jednak zdecydujesz się odłożyć na jakiś czas plany wyjazdu do Szwecji, zrób sobie fikę i sięgnij po tę książkę… raz jeszcze.

 

Karina Bonowicz

Katarzyna Molęda, Szwedzi. Ciepło na północy, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2015. 

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarna Owca.

One Response to Zza szwedzkiego stołu

  1. Ewa B March 24, 2016 at 1:04 pm

    W sobote to slodycze jedza dzieci i to duzymi workami, a dorosli…dorosli w sobote upijaja sie na smierc, a czym??? Samogonem, bo alkohol jest bardzo drogi i mozna go kupic jedynie w sklepach z alkoholem (nawet piwo, chyba, ze piwo jest nisko -procentowe, takie mozemy kupic na stacji benzynowej). Paracetamol jest glownie dobry na niedzielnego kaca….Aha, i jak zamawiamy tego hydraulika, to lepiej sprawdzmy, ze to Szwed, bo jak to “emigrant”, to raczej kluczy nie zostwiajmy….ciekawe, czy to tez jest wspomniane w ksiazce???? Aha, i nie bedac kobieta nie spodziewaj sie, ze ktos ci przytrzyma drzwi…bo tutaj jest przeciez “rownouprawnienie”….To nie jest kraj z bajki, jak kazde inne miejsce na ziemi ma swoje plusy, ale i minusow nazbiera sie “worek”….

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *