Karina Bonowicz
No Comments

T jak TORUŃ, czyli o tym, jak przez przypadek miasto tak, a nie inaczej się nazywa i komu tak przypadło do gustu, że je między bajki włożył

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

13000439_889440821182208_688118590_o

 

Czy ci z Was, którzy odwiedzają Toruń po raz pierwszy, jak również ci, którzy wciąż do niego wracają, zdają sobie sprawę, że nazwa miasta powstała w wyniku niezwykłego zbiegu okoliczności? Przynajmniej tak mówią torunianie…

Zanim jednak przyjrzymy się temu, jak było naprawdę, należałoby przede wszystkim rozwiać wszelkie złudzenia, jakoby nazwa grodu Kopernika pochodzi od niem. Thorn albo łac. Thorunia, Torunium. Tak naprawdę pierwszy zapis dotyczący nazwy grodu Kopernika pojawia się w dokumentach krzyżackich z 1231 r. na określenie miasta położonego nad Wisłą w niedalekim sąsiedztwie Bydgoszczy (której nazwa najpewniej wywodzi się od imienia Bydgost, a źródła łacińskojęzyczne podają także inne nazwy: Budegac, Bidgosciam, Budegosta, Bidgoscha). To właśnie tam mowa jest o założonym prze Hermana van Balka, mistrza krajowego Zakonu Krzyżackiego, mieście Torunie (Torun). Jednak według badaczy historii języka nazwy „Toruń” nie należy w żaden sposób łączyć z językiem germańskim. Okazuje się bowiem, że przeszła ona długą drogę, począwszy od XIII w., kiedy to zgermanizowana została słowiańska nazwa… Tarnów (Tarnovia), która zamieniała się w Thorn, Thoron, Thorun, a następnie – dzięki tzw. „repolonizacji” – w „Toruń”.

W ten oto sposób Toruń powstał z … Tarnowa. Co ciekawe, nazwa Tarnowa pochodzi od staropolskiej tarniny (prasłowiańskie *tŗ´nina –ciernisty krzew, powstałe przez dodanie przyrostka -ina do rdzenia *tŗ´nъ (staropolskie. tarn) – cierń). Można więc rzec, że Toruń zawdzięcza swoją nazwę… cierniowi.

 

13009715_889440814515542_363296809_o

 

Oczywiście, torunianie nie byliby sobą, gdyby nie mieli własnej odpowiedzi na pytanie o pochodzenia nazwy swojego miasta. Legenda związana z powstaniem Torunia mówi o istnieniu bezimiennego miasta w zakolu Wisły, otoczonego grubymi murami, nad którymi górowały wysokie baszty. Jedna z nich (a miała to być znana nam skądinąd Krzywa Wieża) zaprzyjaźniła się z Wisłą, która obmywała jej mury. A że była ciekawa świata, wypytywała rzekę, co tam słuchać na świecie. Ta chętnie opowiadała jej, co dzieje się w Polsce, wszak przepływała, i to od samej Baraniej Góry, przez cały kraj, więc miała co opowiadać.

Jednak z czasem niezwykła przyjaźń zaczęła się psuć. Baszta miała już dość trajkoczącej przyjaciółki i przestała jej słuchać. Wisła nie dawała jednak za wygraną i uderzała z wielką siłą w mury baszty, próbując zmusić ją do słuchania. Krzywa Wieża zaczęła się niepokoić natarczywością Wisły, bo woda coraz bardziej podmywała mury.

Wreszcie baszta zabrała głos. Poprosiła, żeby dawna przyjaciółka przestała podmywać jej fundamenty: – Wisło, Wisło, nie płyń tu, bo runę! Na co rzeka miała odpowiedzieć:– To ruń! A echo poniosła woda. Zupełnie przypadkiem przechodziło tamtędy dwóch wędrowców. Jeden z nich strasznie był ciekaw, cóż to za miasto. Wtedy Wisła odpowiedziała mu echem, ale wędrowiec usłyszał  jedynie: – To… ruń. To… ruń. I tak właśnie zapisali nazwę miasta, które nanieśli na swoją mapę.

 

12980895_889440791182211_1782380304_o

 

Nie może więc dziwić fakt, że miasto z tak baśniową historią własnej nazwy nie przestaje fascynować tych, którzy fantazjowaniem zajmują się zawodowo. I tak Toruń pojawił się jako główny bohater książki torunianina Tomasza Szlendaka „Leven. Opowieść o toruńskim kupcu, krwawych zbrodniach, śpiewających żabach i czupurnej piekareczce”, gdzie autor popuszcza wodzę fantazji i miesza swobodnie fakty historyczne z toruńskimi legendami miejskimi, podając przy tym sporo własnych odpowiedzi na historyczne pytania. Jest tu i trup, i wyjaśnienie skąd w Toruniu wziął się na Rynku Staromiejskim flisak przygrywający żabom i czemu toruńskie „katarzynki” mają taki a nie inny kształt, a przede wszystkim barwny obraz średniowiecznego Torunia, przyprawiony dobrym humorem i odrobiną pikanterii (patrz: Z jak ZBRODNIA).

 

13010036_889440797848877_1485428079_o

 

Dla wielbicieli fantasy obowiązkową lekturą jest heksalogia torunianki Anety Jadowskiej o policjantce Dorze Wilk, która zupełnie przypadkiem jest równocześnie… wiedźmą. To nie jedyna podwójność w jej życiu. Dora działa w dwóch alternatywnych miastach – realnym Toruniu i magicznym Thornie. Jak łatwo się domyślić, w obydwu miastach dzieją się złe, ale za to bardzo interesujące rzeczy, które sprawiają, że Dora ma pełne ręce roboty. Trup ściele się tu gęsto, a magiczne wydarzenia przeplatają się z tymi realnymi, dzięki czemu już nigdy nie spojrzycie na Toruń w taki sam sposób (patrz: J jak JADOWSKA).

W Toruniu dzieje się też akcja książki innej torunianki Kariny Obary „Dwa światy Zofii”. To powieść o współczesnym grodzie Kopernika, która nawiązuje do nie zawsze łatwych relacji polsko-niemieckich. Poznajemy historię torunianki, która spotyka młodego Niemca, co staje się impulsem do poszukiwań śladów Zosi, przedwojennej miłości swego dziadka, toruńskiego Niemca. Oboje zanurzają się w swoich historiach rodzinnych, co przynosi zaskakujące rezultaty i daje ciekawe spojrzenie na dwa dawniej zwaśnione narody.

Z kolei torunianka Anna Łacina jest autorką rozgrywającej się również we współczesnym Toruniu książki dla młodzieży „Sześć Dominika”. To opowieść o nastoletniej Dominice, która nie dość, że musi się mierzyć z problemami typowymi dla swojego wieku, to jeszcze czeka ją rozplątywanie zawikłanej rodzinnej historii, w której – oprócz matki i nieznanego ojca – jest ważnym elementem. Do tego mamy jeszcze nieśmiałego doktoranta biologii, zagubionego w polskiej rzeczywistości Szkota, szukającego żony Irakijczyka i… szczyptę dobrego humoru.

 

12999697_889440804515543_1433431523_o

 

Będąc w Toruniu, nie można nie sięgnąć po książkę toruńskiej graficzki Iwony Chmielewskiej „Cztery strony czasu”, która przybliży barwną, choć momentami zagmatwaną historię grodu Kopernika. Świadkiem tej historii jest toruńska wieża ratuszowa z czterema tarczami zegara skierowanymi w cztery strony świata. W książce Chmielewskiej mieszkańcy okolicznych kamienic mierzą się z troskami i cieszą radościami zupełnie tymi samymi, co i my dzisiaj

Torunianin Janusz Bochenek natomiast uczynił gród Kopernika miejscem niezwykłych zdarzeń opisywanych w książce „Znak Archimedesa”. To właśnie w Toruniu główny bohater Piotr (przez rówieśników zwany Archimem (od Archimedesa), jako że chłopię jest piekielnie uzdolnione matematycznie) zaczyna swoją przygodę z tajemniczym kryptogramem w roli głównej, który sprawia, że chwilę później tropi skarb w Dużym Młynie pod Łęczycą, a na drodze stają mu coraz to nowsze i bardziej skomplikowane łamigłówki kryptologiczne i rodzinne tajemnice. Co ciekawe, książka obfituje w zagadki, które można wraz z Archimem rozwiązywać. Jeśli jest się w ogóle w stanie oderwać od lektury i poświęcić czas matematyce…

Toruń jest także miejscem śledztwa prowadzonego przez toruńskiego dziennikarza w książce torunianina Piotra Głuchowskiego (też zresztą dziennikarza) „Umarli tańczą”. Toruński redaktor Robert Pruski prowadzi własne dochodzenie w sprawie niewyjaśnionych zaginięć z czasów PRL, które prowadzi go, krok po kroku, prosto do seryjnego mordercy. Pozycja polecana wielbicielom kryminałów, którzy będą też mieli okazję przyjrzeć się grodowi Kopernika od innej, nieznanej turystom strony.

Pozostając w kręgach kryminalnych, nie można opuścić takiej pozycji jak „Eksterminator” Krzysztofa Wytrykowskiego (co prawda nie torunianina, ale zafascynowanego średniowiecznym Toruniem autora), którego akcja toczy się w XV-wiecznym Toruniu, na dwa lata przed wybuchem wielkiej wojny z Zakonem Krzyżackim, zakończonej porażką zakonników. Autor odsłania kulisy tego, co dzieje się w Toruniu w przededniu wojny: walka o wpływy i brudne interesy toruńskich kupców mieszają się tu z serią okrutnych morderstw. Oczywiście, do akcji wkroczyć musi Sherlock Holmes i doktor Watson, czyli przyjaciele: kupiec Niclas i jego pomocnika Jan.  Mrożąca krew w żyłach intryga i świetnie oddany klimat średniowiecznego Torunia to chyba najlepsza zachęta zarówno dla fanów kryminałów, jak i dla wielbicieli powieści historycznych.

Marek Żelech, kontynuator cyklu powieści Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik”,  poszedł o krok dalej i w książce „Pan Samochodzik i toruńskie tajemnice” tym razem wysłał Pawła Dańca (współpracownika Tomasza N.N., czyli tytułowego Pana Samochodzika) do Torunia, gdzie ma on odkryć tajemnicę toruńskich lochów i sekretnego przejścia pod Wisłą między Zamkiem Dybowskim i Katedrą śś. Janów oraz znaleźć skarb ukryty dawno temu przez hitlerowców.

Cezary Leżeński natomiast zabiera najmłodszych czytelników do świata współczesnego Mikołajowi Kopernikowi. „Bartek, Zuzanna i Kopernik” to książka, która jest kontynuacją przygód Bartka („Bartek, Tatarzy i motorynka”).  Akcja rozgrywa się zarówno współcześnie, jak i czasach Kopernika, a jej miejscem są miasta wyjątkowo bliskie wielkiemu astronomowi:  Warszawa, Kraków, Lidzbark Warmiński, i oczywiście Toruń.

Nie możemy także zapomnieć o poetach, którzy – rymując lub nie – zachwycali się Toruniem albo… toruńskimi piernikami. A były wśród nich wybitne postaci: Sebastian Klonowic, Ignacy Krasicki, Zbigniew Herbert, Józef Czechowicz, Władysław Broniewski, Tadeusz Śliwiak i wielu, wielu innych. A to na pewno nie koniec, bo Toruń był, jest i z pewnością będzie niewyczerpanym źródłem inspiracji dla literatów wszelkiej maści. Wystarczy tylko przejść się starówką, przegryźć piernika i porozmawiać z przypadkowo spotkanymi torunianami. W końcu nikt tak jak oni nie potrafi na każde pytanie o Toruń odpowiedzieć miejską legendą.

 

Karina Bonowicz

Co ma piernik do Torunia, czyli subiektywny przewodnik po mieście
(nie tylko) Kopernika dla (nie tylko) nowojorczyka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *