Eliza Sarnacka-Mahoney
No Comments

Program ESL (English as a second language): Jak go ugryźć, jak nie zostać przez niego pokąsanym

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

esl-picture-241x300

Część 2

Zawsze powtarzam, że największa zaletą programu ESL w USA jest to, iż rodzic NIE MA OBOWIĄZKU zgadzać się z rekomendacjami szkoły.  Absolutnie nie wierzę też w to, że – o ile dziecko nie ma żadnych innych, zdiagnozowanych problemów z nauką czy rozwojem – to rozpoczynając naukę w zerówce, a więc od podstaw, potrzebuje uczęszczać na zajęcia wyrównawcze z zakresu mówienia i słownictwa. O pisaniu ani czytaniu per se nie ma przecież mowy przez pierwszych kilka miesięcy.  Kilka miesięcy spokojnie zaś wystarczy, by nawet dziecko z naprawdę minimalną bazą w języku swego środowiska szkolnego, nadrobiło „braki” leksykalne i gramatyczne w stopniu bardziej niż wystarczającym.

ESL jest z drugiej strony jak najbardziej wskazany w przypadku dziecka, które dopiero od niedawna przebywa w nowym kraju, lecz ze względu na wiek (od 9-10 lat w górę) powinno biegle znać język tego kraju, by poradzić sobie z nauką na swoim poziomie wiekowym. Nie wiem, jak wyglądają realia tego typu zajęć wyrównawczych w innych krajach, w Ameryce nie zawsze jest idealnie i dlatego warto być rodzicem zaangażowanym w ESL swego dziecka. Z niecierpliwością czekam momentu, gdy amerykańska szkoła zacznie postrzegać poliglotyzm swoich uczniów jako zaletę, a nie jedynie przeszkodę na ścieżce edukacji. Dopóki tak się nie stanie, musimy liczyć się z ewentualnością, że nadgorliwość pedagogiczna w połączeniu z brakiem wiedzy na temat poliglotyzmu (vide: moja znajoma ekspertka ds. koordynacji ESL) może grozić wylaniem dziecka z kąpielą, czyli zaszczepien iem i u naszego własnego dziecka przeświadczenia, że jego dwujęzyczność jest wadą.

Co warto zrobić gdy szkoła rekomenduje nasze dziecko do programu ESL:

  1. W rodzinie OPOL-owej

postarać się, by dziecko więcej czasu spędzało z rodzicem posługującym się angielskim.  Liczy się zwłaszcza zaangażowanie tego rodzica w pracę domową, pomoc w nauce czytania, pisania, opowiadania itd.  I to wystarczy. Naprawę. Amen.

2. W rodzinie ML@H

a. ustalić, który rodzic będzie tym od pracy z dzieckiem w domu w języku angielskim (pomoc przy odrabianiu lekcji itd.).  Lepiej, by był to tylko jeden rodzic, bo, jak wiemy, u dziecka poligloty, zwłaszcza młodszego,  komunikacja w danym języku odbywa się w dużej mierze na zasadzie mechanicznej.  Dziecko rozmawia z rodzicami w innym języku, bo tak się nauczyło, tak się przyzwyczaiło, tak wygląda porządek świata, który sobie wybudowało we własnej głowie. Warto, by czuło się „kondycjonowane” do używania swego rodzinnego języka tak długo jak to tylko możliwe.  Niechybnie nadejdzie moment, że to angielski, a nie polski, będzie dla niego naturalnym, łatwiejszym do opisu otaczającego świata.

b. jeżeli rodzice czują, że sami nie posługują się angielskim w stopniu adekwatnym, warto posłać dziecko na korepetycje ESL. Ale BARDZO WAŻNE! – w tym czasie dziecko musi nieustannie słyszeć od nas komunikat, że chodzi wyłącznie o jego kompetencje językowe, a nie żadne „upośledzenie”, opóźnienie w rozwoju.

c. warto w tym okresie zainwestować czas, a nawet pieniądze w zajęcia pozalekcyjne, które umożliwią dziecku dodatkowy kontakt z rówieśnikami anglojęzycznymi i wszelkie inne formy wspierania nauki angielskiego.  Idealnym rozwiązaniem jest nawiązanie przez dziecko bliskiej przyjaźni z dzieckiem anglojęzycznym – aktywnie pomagajmy mu taką przyjaźń budować. Szybkie postępy w angielskim gwarantowane, a do tego dramatycznie spada ryzyko, że nasze dziecko będzie się czuło gorsze (odmienne, mniej zdolne itp.) od innych.

d. koniecznie należy nawiązać kontakt z nauczycielami, wychowawcami w szkole.  Od tego, jaką postawę przybierają wobec naszego dziecka zależy tak wiele! Czy rozumieją wielojęzyczność? Czy mają na ten temat jakąkolwiek wiedzę?  Jak traktują nasze dziecko w czasie lekcji? Czy, nie daj Boże, sami nie uważają go za ucznia z urzędu gorszego, mniej zdolnego?

Mądrzy nauczyciele, a z takimi, na moje własne wielkie szczęście, przyszło mi pracować w naszym przypadku, skłonni są słuchać, uczyć się od nas tego, czego sami nie wiedzą, wspierać dwujęzyczną edukację naszych dzieci, a nawet zachęcać na jej przykładzie inne dzieci do nauki języków obcych!  W pierwszych klasach podstawówki miałam z nauczycielkami moich córek umowę, że jeżeli moje dzieci zapragną przynieść do klasy polskie książeczki, by pokazać innym, nie będzie z tym problemu.  Nauczycielki za każdym razem robiły z tego wydarzenie, a córki czuły się bardzo wyróżnione, że mogły przeczytać, a potem przetłumaczyć klasie, książeczkę w innym języku.

e. Nie dać się zastraszyć szkolnym biurokratom!

To nie oni, a my, rodzice, znamy nasze dzieci najlepiej. Jeżeli mamy powody sądzić, że nasze dziecko doskonale obędzie się bez ESL, brońmy naszej decyzji.  Jest tajemnicą poliszynela, że szkoły publiczne w USA otrzymują dodatkowe finanse na realizację programów ESL, a ich wysokość uzależniona jest od ilości dzieci, które w nich uczestniczą. To dodatkowa przyczyna, dla której szkoły napierają na rodziców niekiedy bardziej niż powinny.  Ponadto szkoła ma obowiązek podzielić się z rodzicem wynikami testów ich dziecka. Warto sprawdzić jakiej pomocy i ile dokładnie potrzebuje nasze dziecko zakwalifikowane do ESL, podobnie jak nie zaszkodzi zapoznać się w szczegółach z programem ESL realizowanym w szkole.

Jest taki cytat przypisywany Karolowi Wielkiemu. Brzmi: Człowiek, który mówi innym językiem, posiada dodatkową duszę. 

Nie traćmy tej duszy i nie pozwólmy, by straciły ją nasze dzieci, bo to nielogiczne, a nawet wbrew naturze, by odrzucać bogactwo, które już jest w naszych rękach.

 

Eliza Sarnacka-Mahoney

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *