DPS
No Comments

Chiński wymieniam na ostatnim miejscu

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Elżbieta Dzikowska

Elżbieta Dzikowska


Dostałam propozycję poprowadzenia działu Ameryki Łacińskiej w miesięczniku „Kontynenty”, po tym jak zamknięto redakcję magazynu „Chiny”, w której pracowałam. Od razu szczerze przyznałam, że nie mam pojęcia o Ameryce Łacińskiej. W odpowiedzi usłyszałam, że nikt nie ma. Przyjęłam więc tę propozycję i zaczęłam chodzić na lektorat języka hiszpańskiego – wspomina Elżbieta Dzikowska, znana podróżniczka i poliglotka. W  rozmowie z Justyną Suric, autorka niezapomnianego programu telewizyjnego „Pieprz i wanilia”, a przy okazji absolwentka sinologii, opowiada o nauce języków (nie tylko chińskiego) i o swoich podróżach. 

 

Jakim językiem obcym posługuje się Pani najlepiej?

Zdecydowanie najlepiej mówię po hiszpańsku. Czasami łapię się na tym, że nawet myślę w tym języku. Zdarza mi się też używać rosyjskiego, włoskiego nawet częściej, bo regularnie jeżdżę do Wenecji na Biennale. Po angielsku – jak wiadomo – mówię z konieczności, a i po francusku też, gdy jest taka potrzeba. Mam taką zasadę, że jak jadę do jakiegoś kraju, i nie znam tamtejszego języka to zawsze uczę się jak powiedzieć „dzień dobry”, „dziękuję” „przepraszam” i czasami „ile to kosztuje”. Mówię kilkoma językami, ale w różnym stopniu. Chiński słabo pamiętam choć jestem magistrem języka chińskiego.

Kiedy nauczyła się Pani pierwszego języka obcego?

W szkole powszechnej miałam lekcje niemieckiego i rosyjskiego, czyli dość wcześnie zaczynałam. Poszłam do szkoły jako sześciolatka. Trzecią i czwartą klasę zrobiłam w tym samym roku szkolnym i skończyłam szkołę mając lat 12.

Jak wspomina Pani pierwszy kontakt z nauką języków?

Miałam świetnych nauczycieli, zwłaszcza z rosyjskiego. Uczyli nas wierszyków i piosenek. To był bardzo przyjemny sposób uczenia się języka.

Sinologia to kierunek dość ekscentryczny jak na zgrzebne lata komunizmu w Polsce.

Powody tego też były wyjątkowe. Trafiłam do więzienia, bo byłam członkiem organizacji antykomunistycznej Związek Ewolucjonistów Wolności. Siedziałam przez pół roku i jak wyszłam miałam niewielkie szanse, aby dostać się na studia. Na sinologię przyjmowano wtedy co dwa lata po kilka osób i miałam nadzieję, że wybierając ten kierunek nie będę dla nikogo niebezpieczna, ale też mi odmówiono. Nie poddałam się. Mając 16 lat sama pojechałam do komisji odwoławczej poprosić o egzamin w dodatkowym terminie i udało się. Cieszyłam się nie tylko z tego powodu, że interesowała mnie sinologia. Dochodziły też powody ambicjonalne, bo wybrałam język nie najłatwiejszy i wiedziałam, że przezwyciężę trudności.

A jak uczono wtedy chińskiego?

Mieliśmy profesora Chińczyka,  który nie znał żadnego innego języka niż swój własny, więc zmuszeni byliśmy z nim rozmawiać po chińsku.  Niestety po skończeniu studiów nie mogłam dostać pracy, w której mogłabym używać tego języka, więc przez cztery lata, cztery razy w tygodniu chodziłam na konwersacje, zresztą do tego samego profesora. Można więc powiedzieć, że i po skończeniu studiów szlifowałam ten język.

Czy jest Pani  w stanie dzisiaj porozumiewać się po chińsku? 

Porozumiem się, ale dyskusji nie przeprowadzę. Proszę pamiętać, że nie używałam chińskiego przez 50 lat i dlatego, gdy wymieniam języki, którymi mówię, chiński jest na ostatnim miejscu. 

Kiedy nauczyła się Pani hiszpańskiego?

Hiszpańskiego nauczyłam się z konieczności, kiedy zatrudniono mnie w redakcji miesięcznika  „Kontynenty”. Dostałam propozycję poprowadzenia działu Ameryki Łacińskiej po tym jak po zerwaniu stosunków dyplomatycznych pomiędzy PRL i ChRL, zamknięto redakcję magazynu „Chiny”, w której pracowałam. Szczerze przyznałam, że nie mam pojęcia o Ameryce Łacińskiej, a w odpowiedzi usłyszałam, że nikt nie ma.  Przyjęłam więc tę propozycję  i zaczęłam chodzić na lektorat z języka hiszpańskiego. Wybrałam się też w podróż do Meksyku, przez Kubę. Popłynęłam statkiem handlowym. Towarzyszką mojej podróży była młoda Meksykanka, która wracała do domu po studiach podyplomowych, i cały ten czas rozmawiałam po hiszpańsku dzieląc z nią kabinę.

Który z języków wymienionych przez Panią, był dla Pani najtrudniejszy do opanowania. 

Oczywiście chiński. W chińskim są cztery tony, brzmią podobnie, a zmieniają znaczenie. Zresztą angielski też nie jest taki łatwy, bo różni się w zależności od tego gdzie jesteśmy.  Inaczej mówią po angielsku w Londynie, a inaczej w Nowym Jorku.

Czy nadal uczy się Pani języków?

Już się może nie douczam, ale używam ich ciągle w podróży, wiec na pewno nadal je rozwijam.

Czy może pani opowiedzieć , kiedy znajomość języków okazała się bardzo pomocna?

Znajomość języków zawsze jest pomocna. Jak pływaliśmy z mężem naszą łódką Halikówką po Grecji musiałam się nauczyć określeń meteorologicznych po grecku. Musieliśmy wiedzieć, czy i o jakiej porze możemy wypłynąć, w jaką trasę się wybrać. Ta znajomość greckiego bardzo nam się wtedy przydała. Nie mówię, że znam ten język, ale pewnych zwrotów musiałam się nauczyć.  Podobnie  było kiedy podróżowaliśmy po Turcji. Nauczyłam się podstaw języka, aby pytać o drogę.

Jest pani sinologiem, podróżniczką, filmowcem, historykiem sztuki. A jakby się pani miała sama przedstawić, co wymieniłaby pani na pierwszym miejscu?

Przede wszystkim jestem podróżnikiem i krytykiem sztuki. Należę do Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków sztuki AICA. Zajmuję się sztuką, która jest w procesie powstawania, a nie tą, którą już powstała, jak na przykład sztuka Greków czy Rzymian.

Pani mąż Tony Halik podobno też był poliglotą.

Dobrze mówił po angielsku, którego używał w pracy (był korespondentem amerykańskiej stacji telewizyjnej NBC, przyp. red.). Mówił po francusku, jego pierwsza żona była Francuską. Po rosyjsku i niemiecku, ale przede wszystkim po hiszpańsku, bo bardzo długo mieszkał w Ameryce [Łacińskiej]: w Argentynie, a później w Meksyku.

Podróżowaliście Państwo do wielu krajów, znaliście języki, mieszkaliście jednak w Polsce. 

Nigdy nie chciałam mieszkać w żadnym innym kraju. Proponowano mi obywatelstwo i pracę, na przykład w Meksyku. Odpowiadałam, że mam swój własny kraj. Powiedziałam też kiedyś Tony’emu, że  jeśli chce ze mną być, to tylko w Polsce. Ale gdybym musiała wyjechać z Polski, to chciałabym zamieszkać na Manhattanie, bo tam się jest zmuszonym do  rozwoju i ma się dostęp do najwyższej kultury.

Co się zmieniło od czasów, kiedy razem podróżowaliście? 

Nie tylko świat się bardziej otworzył, ale zmieniają się też turyści. Kiedyś Kamienny Las w chińskiej prowincji Yunnan odwiedzali jedynie turyści zagraniczni. Jak tam pojechałam ostatnio to zauważyłam przede wszystkim Chińczyków.  Może nie jest to miejsce już tak atrakcyjne finansowo dla turystów zagranicznych, ale z drugiej strony, polepszyła się  też bardzo sytuacja finansowa Chińczyków. Nie tylko jeżdżą po świecie, ale i po swoim własnym kraju. Każdy ma tam teraz komórkę i aparat fotograficzny. Widzimy teraz w Chińczykach to, co kiedyś łączyliśmy jedynie z Japończykami.

Propaguje Pani ciekawe, choć mniej znane miejsca w Polsce. Napisała Pani m.in. „Polska znana i mniej znana”. Co by Pani dziś szczególnie polecała? 

Poleciłabym podróż szlakami  architektury drewnianej. Sama pracuję nad książką o drewnianych kościółkach romańsko – gotyckich w południowej części Województwa Zachodnio-Pomorskiego. Zapraszam też do Torunia, w którym  urodził się Tony Halik, i w którym znajduje się Muzeum Podróżników im. Tony Halika.  Muzeum zostało utworzone z moich darów. Tony był bardzo dumy z tego, że pochodził z miasta Mikołaja Kopernika. Poleciłabym też wyjazd w Bieszczady. Jestem honorową obywatelką Ustrzyk Górnych, a w Hotelu Górskim mam swój pokój  z widokiem na połoninę. Na szczęście Bieszczady nie są jeszcze zadeptane i bardzo chętnie tam jeżdżę.  Spędziłam tam ostatnie Święta Bożego Narodzenia  i Sylwestra.

Dziękuję pani za rozmowę!

 

Rozmawiała: Justyna Suric

 

godlo_senat z podpisem 1Serwis Wszystko o dwujęzyczności jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach zlecania przez Kancelarię Senatu zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w 2016 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o zleceniu zadania publicznego przez Kancelarię Senatu oraz  przyznaniu dotacji na jego wykonanie w 2016 r.”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *