Karina Bonowicz
No Comments

W jak WODA OGNISTA, czyli o Toruńskich Kroplach Życia, co je szybciej w szynku niż aptece można było znaleźć i czy to prawda, że palec skazańca poprawia smak… piwa

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

13383573_923167471142876_1462597040_o

 

Zimna woda, zdrowia doda – mówi przysłowie. A co z wodą ognistą? Ta poprawi krążenie i… pozyska stronników. Tak przynajmniej uważali Krzyżacy, którzy sadzili dzikie wino na potęgę i w ten oto sposób część pale– i to niemała – winnic na terenie Prus należała do rycerzy z krzyżem na plecach. Wielkimi smakoszami wina byli krzyżaccy bracia, toteż nasłonecznione wschodnie nadwiślańskie brzegi miasta aż roiły się od winnic (jedna z nich należała nawet do ojca Mikołaja Kopernika), a specjalnie sprowadzeni koloniści znad Renu uszlachetniali jakość produkowanych wówczas toruńskich win. A że Krzyżacy nie tylko je pili, ale także pozyskiwali nimi stronników, produkcja kwitła w najlepsze. Toruńskie wino stanowiło przedmiot wymiany handlowej, będąc środkiem płatniczym i towarem wymiennym. Już w drugiej połowie XIV w. gród Kopernika stał się jednym z największych ośrodków produkcji wina na dzisiejszych ziemiach polskich, a jego sława obiegła nie tylko kraj, ale także przepłynęła morze. Swego czasu poseł krzyżacki zawiózł na angielski dwór 12 beczek toruńskiego wina, a kiedy komtur z Widawy ofiarował Wielkiemu Mistrzowi sokoły w darze, ten miał ponoć pokręcić nosem, bo – jak przyznał – wolałby kilka gąsiorów… toruńskiego wina.

Musiał jednak przyjść i taki moment, że toruńskie wino ze stołów zakonnych i patrycjuszowskich zeszło do szynków i gospód, które wyrastały jak grzyby po deszczu i ze względu na wizerunki albo szyldy nad wejściem zwane były: Pod Kogutami, Pod Koroną, Pod Smokiem czy Pod Turkiem, gdzie flisacza brać, która po raz pierwszy udawała się w podróż, całowała w gruby palec prawej stopy Grubej Maryny, a dokładnie w paluch siedzącego okrakiem na olbrzymiej beczce wina Bachusa (patrz: G jak GOSPODY).

 

13383781_923167724476184_256483711_o

 

Tylko w grodzie Kopernika wciąż leży „Wino Mistrzów”. W 2008 r. za sprawą Wytwórni Zdarzeń Niezwykłych (czyli takich, które dzieją się po raz pierwszy lub ostatni w historii świata i ludzkości, a których to uczestnicy wpisywani są do, uwaga!, ustanowionej notarialnie „Księgi Zdarzeń Niezwykłych”) i Centrum Kultury Zamek Krzyżacki odstawiono do leżakowania 69 butelek „Wina Mistrzów”, czyli… najbardziej piłkarskiego wina na świecie. 34 butelki hiszpańskiego trunku będzie tam spoczywało do momentu zdobycia przez polską reprezentację w piłce nożnej mistrzostwa świata lub mistrzostwa Europy. Oczywiście, po raz pierwszy w historii. 35 pozostałych butelek będzie z kolei czekało, aż mistrzostwa świata zdobędzie drużyna, której nigdy jeszcze nie udało się zdobyć tytułu. Po zdobyciu tego tytułu każdy zawodnik mistrzowskiej drużyny (a także każdy z jej trzech trenerów)w nagrodę osobiście odbierze butelkę wina hiszpańskiej Navarry. W 2010 r. na „Wino Mistrzów” zasłużyła sobie właśnie Hiszpania, której drużyna wygrała Mundial. Wina nie odebrano jednak, więc wciąż czeka ono w pełnej gotowości na przyszłych mistrzów. Oczywiście, wszyscy wierzą, że będą to Polacy…

W 2009 r. natomiast złożono w piwnicach zamkowych beczkę z 69 litrami wybornego wina
(ofiarowanego prze włoskiego kierowcę Formuły 1 – Jarno Trulli, właściciela winnicy „Podere Castorani”), które z kolei czeka na polskiego kierowcę wyścigowego, który jako pierwszy w historii zdobędzie tytuł Mistrza Świata Formuły 1. „Wino Mistrza F1” miało nadzieję, że pokosztuje go jedyny Polak w F1 – Robert Kubica. Niestety, wypadek rajdowca przekreślił te plany. A wino wciąż dojrzewa w toruńskich piwnicach…

 
13405456_923167711142852_1820203206_o

 

Ale nie tylko winem mógł się pochwalić Toruń. Także wódką, likierem, miodem pitnym i piwem. W XIX w. istniało na starówce kilkanaście gorzelni i browarów. Słynna już kamienica „Pod Turkiem”, po przejęciu jej przez Markusa Heniusa, była wówczas fabryką wódki oraz likierów i gospodą w jednym. Tam też można było napić się Toruńskich Kropli Życia/Kropli Toruńskich – najstarszego i najbardziej znanego toruńskiego trunku. Toruńska firma Sułtan i S-ka, którą w połowie XIX. założył Wolf Sułtan, produkowała na potęgę owe krople. Wtedy też otrzymały one przydomek „toruński”. Zwane były też Thorner Lebenstrophen i można je było nabyć w Niemczech, a także w… Azji i Afryce, gdzie były eksportowane. Krople te wielce były pożądane, jako że był to trunek ziołowy, bardzo gorzki, typu digestiff, czyli podawany po posiłku na pobudzenie trawienia. Dziś, niestety, mimo że istnieje właściciel marki, gorzka ognista woda na trawienie nie pomoże już nikomu. Przynajmniej dopóki ktoś nie wpadnie na to, by ją przywrócić.

 

13351165_923167701142853_1644557590_o

 

Nie możemy zapomnieć także o toruńskim piwie, które ma równie ciekawą tradycję. W średniowiecznym Toruniu browarów i gospód było co nie miara. Bo i Toruń miał czym podjąć kupców, którzy zatrzymywali się w grodzie Kopernika (jako że stał na szlaku handlowym; piwem zresztą też płacono), a i torunianie sami chętnie sięgali po kufel, bo był jednym z podstawowych składników – obok jaj, ryb i pieczywa – ich menu. Piwo jęczmienne albo pszenne pijali wszyscy: i starcy, i dorośli, a nawet dzieci. A że było pożywne, otrzymywali je w postaci zup czy grzanego piwa z jajkiem także chorzy. Natomiast piwowarzy byli bardzo ciekawym jak na tamte czasy cechem. Nie produkowali samodzielnie piwa (to była robota mielcarzy, czyli producentów słodu do wyrobu piwa oraz browarczyków), ale byli właścicielami browarów. Obowiązywały ich też restrykcyjne regulacje; w średniowiecznym Toruniu nie wolno było sprzedawać piwa w piwnicach, a w gospodach serwować można było jedynie do bicia wieczornego dzwonu (do godziny 22.00, czyli ciszy nocnej, potem jedynie na wynos). Z kolei w XVI w. pojawił się dekret zakazujący – pod groźbą kary pieniężnej lub chłosty –  używania do produkcji piwa wody, w której się kąpano. Aż strach pomyśleć, jak to wyglądało wcześniej… Oczywiście, wciąż też prześcigano się w sposobach na ulepszenie piwa. Wierzono nawet, że doskonały smak trunku otrzyma się po włożeniu do beczki… palca skazańca. Czy tak faktycznie robiono? Biorąc pod uwagę dekret o zakazie wykorzystywania brudnej wody do produkcji piwa, który z jakichś przecież powodów został uchwalony, kto wie?

 

13405256_923167721142851_40839547_o

 

Będąc dziś w Toruniu nie można nie pokosztować wyjątkowej toruńskiej wody ognistej: wódki „Copernicus”, czy też piwa smaku… piernikowym. Bez obaw, raczej nie znajdziecie tam palca skazańca.

 

Karina Bonowicz

Co ma piernik do Torunia, czyli subiektywny przewodnik po mieście
(nie tylko) Kopernika dla (nie tylko) nowojorczyka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *