Karina Bonowicz
No Comments

Towarzysze playboye

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

13570295_937351496391140_897245418_oIwona Kienzler w książce „Słynni playboye PRL” odsłania zupełnie nowe, niemal hollywoodzkie oblicze epoki kartek na mięso i wody z saturatora, gdzie Bolesław Bierut czy Józef Cyrankiewicz jawią się jako łamacze serc niewieścich, mogącymi śmiało konkurować z uwodzicielskim Agentem 007. 

Czy wiedzieliście, że Bolesław Bierut – mimo że nie miał nigdy śmiałości do kobiet – cieszył się wielkim powodzeniem u płci przeciwnej i chociaż miał tylko jedną żonę, to aż cztery panie w (fakt, że w różnych okresach) uważały się za jego małżonki? Albo że 17-letni Adam Hanuszkiewicz po pierwszym erotycznym zbliżeniu ze swoją pierwszą sympatią musiał wziąć ślub (bo jego ciotka uznała, że po tak grzesznym uczynku młodzi powinni natychmiast się pobrać), co go wcale nie zraziło do ożenków, a na ślubnym kobiercu stawał jeszcze trzy razy? Że Mieczysław Rakowski zdobył serce, a z czasem i rękę pięknej i utalentowanej Wandy Wiłkomirskiej przy użyciu rynsztokowego komplement? Albo że Tadeusz Pluciński, który udał się do Stanisława Dygata przyznać się do romansu z jego ówczesną żoną Kaliną Jędrusik, zamiast się z nim pojedynkować, to się z nim… zaprzyjaźnił? Pewnie nie.
Pewnie mało kto wie o tych mniejszych lub większych grzeszkach peerelowskich playboyów, którymi byli znani z okładek czasopism czy ze wzmianek w gazetach codziennych urzędnicy państwowi, artyści i dziennikarze. I nawet jeśli niejednokrotnie były to jedynie wyssane z palca plotki, to – jak pokazuje Kienzler – nasi swojscy Don Juani mieli rangę niemal narodowych playboyów, których miłosne podboje śledziła  z zapartym tchem cała Polska.

W gronie peerelowskich uwodzicieli wybranych przez autorkę znalazło się aż pięciu polityków, trzech artystów i jeden kierowca rajdowy: Bolesław Bierut, Józef  Cyrankiewicz, Leopold Tyrmand, Włodzimierz Sokorski, Adam Hanuszkiewicz, Andrzej Jaroszewicz, Mieczysław Rakowski, Tadeusz Pluciński i Maciej Szczepański. Co ciekawe, urodą amanta mogło pochwalić się jedynie dwóch z nich, należących – przypadkiem, a może i nie – do tej samej branży. Ciekawsze jest jednak to, że tylko jeden z całej dziewiątki – Włodzimierz Sokorski – z pełną świadomością nazywał siebie playboyem. Cała reszta skwapliwie milczała, ale nie odżegnywała się od łatki Casanovy. Iwona Kienlzer oprócz miłosnych przygód swoich bohaterów sporo miejsca poświęca na ich biografię, jak również życiorysy uwodzonych bądź skutecznie uwiedzionych kobiet, co stanowi interesujące tło dla pikantnych szczegółów z życia peerelowskich uwodzicieli. I tak poznajemy kulisy małżeństwa Cyrankiewicza z Niną Andrycz, która to zażądała po ślubie osobnych sypialni, na co siejący postrach „Józef  Żelazny” przystał bez szemrania. Albo historię miłosnego trójkąta, czyli Maryli Rodowicz, Daniela Olbrychskiego oraz Andrzeja Jaroszewicza, syna peerelowskiego premiera, zwanego  „czerwonym księciem”, o którym mówiono, że zapala papierosy podpalonymi dziesięciodolarówkami i zmienia kobiety jak rękawiczki. Czy też arcyciekawe losy Leopolda Tyrmanda, w przypadku którego historia miłosnych podbojów splata się z przemianami ustroju w Polsce i mogłaby posłużyć jako materiał na niejeden film. Nie mówiąc już o  Tadeuszu Plucińskim, który tak bardzo „zasłużył” się jako peerelowski uwodziciel, że Stanisław Bareja specjalnie dla niego stworzył postać inżyniera Kwaśniewskiego w „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” (który, jak pamiętamy, „piętnował” swoje zdobycze, gryząc je w ucho, dzięki czemu połowa kobiet w mieście chodziła z plastrem na uchu), wzorując się na… samym Plucińskim.

Iwona Kienzler sprawnie rozdziela fakty i mity na temat playboyów PRL, przedstawiając tym samym pełnowymiarowe portrety rzeczonych uwodzicieli, których słabość do płci przeciwnej nie jest i nie powinna być jedynym powodem do sięgnięcia po tę książkę.

 

Karina Bonowicz

Dzięki uprzejmości wydawnictwa „Bellona”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *