Danuta Świątek
No Comments

Pocztówka z Minnesoty

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

image119-letni Adrian Lewandowski, student Politechniki Poznańskiej na wydziale mechatroniki, trafił do Minnesoty w ramach letniego programu pracy, organizowanego przez Southwestern Advantage. Podobnie jak wielu innych studentów z Polski, pracuje i poznaje Amerykę na co dzień.

W Minnesocie do polskiego pochodzenia przyznaje się około 250 tys. osób na 5 mln mieszkańców i zajmują siódme miejsce w rankingu etnicznym. Jaka jest Minnesota oczami 19-latka, który zajmuje się sprzedażą książek edukacyjnych dla dzieci i młodzieży, metodą domowego sprzedawcy?Jak radzi sobie psychicznie polski student w Ameryce ?

Adrian z plecakiem wypełnionym książkami, jeździ rowerem lub przemierza na nogach, ulice miast i miasteczek upalnej Minnesoty. Komiwojażer XXI wieku. Nie da się ukryć, że na myśl przychodzi mi  najsłynniejsza sztuka wybitnego amerykańskiego dramaturga, Arthura Millera pt. „Śmierć komiwojażera” (1949). Stary wędrujący sprzedawca nie ma już  siły i nie wytrzymuje tempa pracy. Wyznawana maksyma społeczeństwa „Nic nie jesteś wart, jeśli nie sprzedajesz”, dobija poczucie jego wartości.

Xxx


„Osoba, która otwiera drzwi domu przede mną jest najważniejsza dla mnie w danym momencie”
– mówi Adrian. – „Muszę dać jej od siebie wszystko, co mam najlepsze, dać 100 procent z siebie, żeby ją przekonać do zakupu książek. Nigdy wcześniej niczego nie sprzedawałem w Polsce, więc dopiero tutaj zrozumiałem jak bardzo trudno jest zdobyć klienta z innej kultury, na dodatek posługując się  angielskim. 

Przyjeżdżając  do Minnesoty byłem podekscytowany tym, że jestem w USA pierwszy raz i będę poznał wiele osób zainteresowanych moim produktem i osiągnę duży sukces w sprzedaży.

Ale taki tok myślenia miałem tylko pierwszego dnia, bo życie samo wszystko zweryfikowało i okazało się, że nie jest lekko. Mój plan sprzedaży poszedł w marzenia. W ciągu kilku tygodni uświadomiłem sobie, że nie przyjechałem tutaj zarobić pieniądzy, a jestem, żeby zainwestować w swoje doświadczenie życiowe. 

Na początku moim największym problemem było branie każdego NIE od ludzi personalnie. Oni  mnie nie lubią, bo przyjechałem z Europy, moja twarz nie wzbudza zaufania i dlatego nie kupują książek ode mnie. Tak powtarzałem sobie w myślach.  Zadawałem sobie codziennie pytanie, jak poprawić swoje umiejętności. Wszystko, co doznałem, było dla mnie nowym wyzwaniem, z którym sobie poradziłem. Każdego dnia dowiadywałem się o sobie czegoś nowego. Zdobyłem większą cierpliwość do ludzi i do  siebie. Nabrałem większej umiejętności przekonywania ludzi. Po dwóch miesiącach pobytu zrozumiałem, jak bardzo ważna jest dla mnie rodzina w Polsce, jej wspracie nawet przez skypa czy facebooka. Jak ważna jest dla mnie każda rozmowa z osobą, która rozumie Amerykę.

Setki razy zastanawiałem się, czy ta praca jest dla mnie? Byłem zadowolony, kiedy słyszałem od ludzi, że podziwiają studentów za tę ciężką pracę. Poznałem parę osób, które również pracowały w firmach podobnego typu. Słyszałem od nich, że jak wytrzymam sprzedaż od drzwi do drzwi przez lato, to osiągnę sukces. Program Southwestern Advantage jest dla mnie największym życiowym wyzwaniem, którego się podjąłem i go ukończę. Jest sprawdzianem mojej wytrzymałości psychicznej i fizycznej”.

A co ciekawego zauważył Adrian w życiu Amerykanów?

„ Na własnej skórze przekonałem się, że w tym kraju trudno o zaufanie do drugiego człowieka. A może to wynik dzisiejszych, niepewnych czasów?

Pewnego dnia była ulewa, gdy wędrowałem od domu do domu, żeby zareklamować książki.  Chciałem więc się schować przed burzą i zapukałem do pierwszego napotkanego na drodze domu. Drzwi otworzyła kobieta i od razu, gdy mnie zobaczyła, natychmiast je zamknęła przed moim nosem. 

Kolejny dom i podobna sytuacja. I jeszcze jeden dom z tym samym doświadczeniem dla mnie. W końcu stanąłem pod daszkiem domu, w którym chyba nie było nikogo i tak przeczekałem burzę.

Zauważyłem też, że trzeba być ostrożnym w osądach. Kiedyś szedłem ulicą obok bardzo zaniedbanego domu. Trawa wysoka i zabawki rozrzucone, czyli bałagan przed wejściem. Pomyślałem sobie, ale bałaganiarz tu mieszka! A w drzwiach ukazuje się bardzo elegancko ubrany mężczyzna w odprasowanej koszuli i błyszczących butach. Zaprosił mnie do środka i pokazałem mu książki. Okazało się, że był kulturalnym prawnikiem, tyle, że mocno odbiegającym od mojego polskiego wizerunku wykształconego mężczyzny, który posiada dom.

Moim marzeniem jest zobaczyć Nowy Jork i to będzie ukoronowaniem mojej ciężkiej pracy w Minnesocie. Najbardziej chcę odwiedzić ONZ, przejechać się metrem i pospacerować po Brooklyńskim Moście”.

 

Zanotowała: Danuta Świątek
Zdjęcie: archiwum A. Lewandowski

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *