DPS
No Comments

Akceptacja – punkt zwrotny w procesie zdrowienia

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

2000px-Mandatory_road_sign_turn_left_ahead

„Doświadczenie pokazuje, że ludzie skłonni są raczej cierpieć, o ile tylko zło jest do zniesienia, aniżeli prostować swoje ścieżki przez zarzucenie form, do których się przyzwyczaili.”

fragment Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych

Po tym cytacie można by w sumie zakończyć cały artykuł. Na co dzień spotykam wielu ludzi, którzy wiele energii wkładają właśnie w tłumaczenie powodów, dla których są chorzy oraz opisują przeróżnego typu przyczyny, które z ich punktu widzenia zamykają im drogę do zdrowia. Próby dotarcia do nich niejednokrotnie rozbijają się o mur, którego cegłami są p r z e k o n a n i a dotyczące chorób lub możliwości wykorzystania chorób do manipulacji otoczeniem.

Każdy z nas posiada nieograniczone możliwości do życia w zdrowiu. Zdrowie – jak wiele razy próbowałem na to wskazywać- jest wypadkową trzech zachodzących na siebie składowych: przekonań (czyli form, które przybierają nasze myśli), odżywiania się i ruchu. Jeśli miałbym którąś z nich wyróżnić – nie umiałbym chyba tego zrobić. Pomiędzy nimi bowiem panuje pewna chwiejna dość równowaga, której utrzymanie jest procesem zmiennym, wynikającym ze zmieniających się warunków zewnętrznych. A więc zdrowie jest adaptacją do samych zmieniających się siebie w zmieniających się stale warunkach zewnętrznych.

Możliwość korzystania z dobra, którym jest zdrowie, uzależniona jest li tylko od nas samych. Wykorzystując umysł, jego nieograniczone zasoby, otwartość i niezgodę na narzucane nam niejednokrotnie przekonania innych ludzi (tzw. autorytety, które uzurpują sobie prawo do sterowania innymi z poziomu wykonywanej profesji lub posiadanego tytułu), możemy sami w pełny i odpowiedzialny sposób dbać o swoje samopoczucie, o jakość naszego ciała i o przekładalność tej jakości na witalność, której udziałem staje się każdy dzień, który przeżywamy.

Krokiem podstawowym w procesie leczenia, czyli w stanie, w którym pojawia się mniejsza lub większa ilość objawów świadczących o zaburzeniu tej chwiejnej równowagi pomiędzy trójką wyżej wymienionych elementów, jest a k c e p t a c ja prawdy, iż to my sami spowodowaliśmy taki a nie inny rozdźwięk pomiędzy zdrowiem a rzeczywistym samopoczuciem. Nie ma co poszukiwać winnych wokół siebie. To nie mama ani tata, którzy nie dawali mi przykładu, jak się ruszać lub co jeść, to nie szef w pracy, który każe mi przesiadywać w pracy godzinami i dlatego potem w pędzie gonię pozałatwiać inne tzw. ważne sprawy i nie mam czasu na siebie, to także nie ograniczenia finansowe, gdyż te w wielu przypadkach możliwości zdrowienia po prostu nie mają najmniejszego znaczenia. Przejęcie pełni odpowiedzialności za swoje samopoczucie a wraz z tym za decyzje podejmowane w kwestii zdrowia lub pozostania w stanie wojny z samym sobą, należą do każdego z nas. Ja sam mogę jedynie doprowadzić do wyzdrowienia mając do pomocy te trzy wymienione powyżej składowe: przekonania, odżywianie i ruch.

Słowa te piszę mając przed sobą obraz wielu osób, które można ze sobą skontrastować pod względem tej osobniczej jakości podejścia do samych siebie. W tramwaju, autobusie czy na spacerze spotykam ich dziesiątki czy setki. Jedni na twarzy mają wręcz wypisane cierpienie, emanują nim, oczekując współczucia i ulitowania się, przy jednoczesnym schowanym głęboko żalu do wszystkiego i wszystkich o to, że ktoś ma lepiej, że komuś się lepiej powodzi i w ogóle życie ma fajniejsze. Są tacy, którzy sięgając po różnego typu choroby, mogą wreszcie porządzić w swojej rodzinie i powykorzystywać swoją pozycję do czerpania zadowolenia z uwagi, którą w tym stanie mogą przykuć. Inni bez względu na wiek promienieją, śmieją się, zachowując poczucie humoru i pewną lekkość, która od nich bije. Można się od razu zastanawiać, jakie są przyczyny tych różnic a odpowiedź zazwyczaj pojawia się sama. Przekonania.Wybór. Brak akceptacji dla rzeczy takimi, jakie są. Manipulacja nawet we własnym wnętrzu, by odsunąć od siebie to, co stanowi początek zwrotu akcji w procesie zdrowienia – akceptację.

Czy da się bowiem zmienić coś we własnym zdrowiu nie zmieniając niczego w postępowaniu z samym sobą? Czy można liczyć na zmianę samopoczucia, skoro uparcie twierdzimy, że to przecież wiek jest powodem tych wszystkich schorzeń, no a po pięćdziesiątce to już w ogóle? Czy da się zachować zdrowie w dłuższej perspektywie jedząc produkty nazywane szumnie nadal pożywieniem, a złożone z nikomu nic nie mówiących składników? Każde takie przekonanie można w łatwy i niestety bolesny dla posiadacza obalić, o ile zechce przyjąć istnienie innej drogi. Poruszanie się koleinami własnych przyzwyczajeń jest bardzo proste. Można nawet wypuścić kierownicę z rąk i jakoś to będzie. Szczególnie, gdy te koleiny są głębokie. Lecz gdy zdecydujemy się je opuścić – będzie to wymagało może wysiłku i wzięcia kierownicy w swoje ręce ponownie. Warto jednak pamiętać, że po wyjechaniu z dotychczasowości przyzwyczajeń, wszystko na naszej drodze będzie nowe, inne, stymulujące, budzące i może okazać się podróżą w przepiękne miejsce, o którym dotąd tylko marzyliśmy. Tym miejscem jest kraina Zdrowia.

Próbując zwrócić swoje spojrzenie w tamtą wytęsknioną stronę warto wziąć pod uwagę także kolejną prawdę do zaakceptowania: opuszczenie dotychczasowej strefy zadowolenia (przyzwyczajeń) może być początkowo bardzo bolesne, narażać nas na liczne komentarze ze strony otaczających nas ludzi, którzy – wiadomo – wiedzą lepiej! I jeszcze jedno przyszło mi do głowy: warto wyzbyć się najbardziej zwodniczego suflera szepczącego co chwilę gdzieś z poziomu sceny słówko ALE. Chciałbym się zmienić, ale. Ja to nawet bym ćwiczył, ale. Przestałbym palić papierosy, ale. Kupowałbym lepsze jedzenia, ale. Ale jest śmiesznie nieporadne, pokraczne wręcz, jeśli stanie naprzeciw naszej determinacji i rzeczywistego działania ku zmianie. A jeśli zetrze się z pierwszymi efektami naszych postanowień – rozpadnie się na kawałki i nie będzie w stanie się już pozbierać. Nagroda za zmianę jest bowiem zbyt wielka, by z niej rezygnować na własne życzenie. Nagrodą jest zdrowie.

Stając w obliczu wyboru: zdrowie czy choroba, codzienna dbałość o siebie czy odciągnięte w czasie zazwyczaj efekty niedbalstwa, warto wybierać z korzyścią dla siebie. Argumentów za tym jest wystarczająco dużo. Choć i proces dojrzewania do dobrych wyborów potrafi trwać i trwać i trwać… A wcale nie musi. Można je podjąć zaraz, teraz. Pstryk i już!

 

Bartłomiej Gajowiec 

Autor prowadzi Gabinet Hikari Fizjoterapia w Warszawie

Zapraszamy na blog www.gajowiec.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *