DPS
No Comments

Jak dobrze mieć bogatego sąsiada, czyli dokąd Polacy jadą do pracy

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Fot. Cinkciarz.pl

 

Gdy Polak decyduje się na pracę za granicą, najczęściej wybiera Niemcy. Z badań CBOS wynika, że nieprzerwanie od 10 lat najwięcej zarobkowych emigrantów z naszego kraju wyjeżdża do bogatszego sąsiada z Zachodu. Szanse na znalezienie lepszej posady istotnie zwiększa znajomość języka. 

Pod względem średniego miesięcznego wynagrodzenia Niemcy ze stawką 3,7 tys. euro plasują się w ścisłej czołówce państw Unii Europejskiej. I ten argument w połączeniu z położeniem w bezpośrednim sąsiedztwie obu państw pobudza Polaków do poszukiwania zatrudnienia w Niemczech.

Na Wyspy raz w życiu, do sąsiada razy kilka

Według Centrum Badań Opinii Społecznej w ub.r. aż 41 proc. spośród wszystkich pracujących za granicą Polaków decydowało się na Niemcy. Bywały jednak lata, gdy niemiecki rynek pracy przyciągał niemal połowę, a dokładnie 48 proc. z całej polskiej zarobkowej emigracji.

O ile nieprzerwanie od 10 lat pierwsze miejsce w zestawie najpopularniejszych kierunków pracowniczych wyjazdów zajmują Niemcy, o tyle drugie miejsce regularnie w tym okresie należy do Wielkiej Brytanii. Tam  zarobki są jeszcze wyższe. Dodatkowo coraz więcej Polaków biegle posługuje się językiem angielskim.  Wabi ich także wysoki standard życia na Wyspach. W ub.r. 23 proc. zarabiających za granicą Polaków odbierało pensję w funtach.

Z komunikatu CBOS oprócz procentowego udziału wynika jeszcze jedna, niezwykle istotna różnica między wyjazdami na saksy do Niemiec i Wielkiej Brytanii. Otóż do pracy za zachodnią granicę Polacy wybierają się kilka (4-5) razy w życiu. Do Anglii, Szkocji i Walii wyruszają z reguły tylko raz. I albo zostają tam na stałe, albo wracają i już najczęściej nie podejmują kolejnej próby zawodowego podboju Wysp.

31-letni Michał z Bolesławca, dziś marketingowiec w dużej firmie o globalnym zasięgu, kilka lat temu zdecydował się na emigrację do Londynu. Wytrzymał cztery miesiące. Twierdzi, że po tym doświadczeniu już na całe życie ma dość Anglii. – Wyjechałem na przedłużone studenckie wakacje do Banbury w okolicach Oxfordu. Szukałem zajęcia poprzez agencję pracy już na miejscu. Mogłem codziennie pracować gdzie indziej, bo pracy było w bród, ale na ogół tylko taka, której miejscowi nie chcieli się podjąć, czyli np. czyszczenie linii produkcyjnej w fabryce pieczywa, albo w mroźni jako pakowacz bułek do hamburgerów. Tryb pracy: po 12 godzinny sześć razy w tygodniu, na zmianę nocki oraz dniówki. Zarabiałem ok. 500-600 funtów tygodniowo. Nieźle. Za pierwszą tygodniówkę opłaciłem swój pokój na cały miesiąc i kupiłem sobie laptopa. Ale moje życie wyglądało wtedy tak: wracałem z pracy, kładłem się, słuchałem muzyki, patrzyłem w sufit i odliczałem dni do końca pobytu. Na nic więcej nie miałem siły. Większość Polaków mieszkała w szeregowych domkach, z maleńkimi 20-metrowymi podwórkami. Każdy taki dom miał po pięć-sześć pokoi i z reguły po 10 polskich mieszkańców. W moim pokoju był tylko materac i żarówka na suficie. Ogólnie koszmar. Chyba podobnie czują się ludzie w więzieniu – opowiada Michał.

Magda, 27-letnia anglistka z Poznania, przez kilka miesięcy pracowała w londyńskim sklepie z biżuterią. Wywiozła z Londynu same dobre wspomnienia: – Praca była lekka, szefowie przyjaźnie nastawieni, zarobki mi odpowiadały. Miałam sporo wolnego czasu, korzystałam z życia, imprezowałam, robiłam zakupy, podszlifowałam mój angielski. Aż zadałam sobie pytanie, czy chcę tak dalej żyć i odpowiedziałam, że nie. Wróciłam w rodzinne strony, by znaleźć zawodowe wyzwania, założyć rodzinę i być na stałe u siebie, blisko rodziców i znajomych – tłumaczy.

Leszek, 54-letni inżynier budownictwa z Zielonej Góry już blisko 20 lat temu porzucił biurową posadę w swoim mieście. Zarabia dorywczo, kilka razy do roku wyprawiając się w okolice Bochum. – Za pierwszym razem wziąłem urlop i przyjąłem zlecenie od dalekich krewnych. Pracowałem fizycznie przy budowie ogrodzenia wokół ich domu. Przez dwa tygodnie zarobiłem tyle, że trudno było mi uwierzyć, ale wtedy był jeszcze inny, o wiele bardziej korzystny kurs zachodnioniemieckiej marki. Wróciłem do Polski. Znów pracowałem w biurze na etacie, lecz rodzina z Niemiec informowała, że mieliby dla mnie kolejne zlecenia od swoich sąsiadów. Po naradzie z żoną zdecydowałem się zrezygnować ze stałej pracy w Polsce. Myślałem wtedy, że to decyzja na co najwyżej kilka lat. Zakładałem, że za zarobione w Niemczech pieniądze wybuduję dom, kupię samochód, odłożę parę groszy i wrócę na etat w rodzinnym mieście. Wyszło inaczej. Wciąż, kiedy uzbiera mi się porcja zleceń, jadę w okolice Bochum i zasuwam fizycznie. Nie przeszkadza mi to. Różnica w zarobkach wynagradza mi trudy takiej pracy. A po powrocie do domu robię sobie kilkutygodniowy odpoczynek. Niby próbuję rozkręcić własną działalność w Polsce, bo niedługo może mi zabraknąć sił i zdrowia do dalekich dojazdów, murarki, tynkowania, montażu instalacji, kucia ścian itp. Ale rozkręcanie firmy w Polsce idzie jak po grudzie, pewnie trochę dlatego, że zawsze w zanadrzu mam plan B, czyli zlecenia od Niemców – przyznaje.

Awans Holandii, debiut Czech

Na trzecie miejsce wśród najpopularniejszych kierunków zarobkowych wyjazdów przebiła się Holandia. W ub.r. dawała zatrudnienie jednej piątej  pracujących za granicą Polaków. Jeszcze kilka lat temu nasi rodacy ponad holenderski rynek pracy stawiali włoski. W 2011 r., 11 proc. polskich emigrantów zarobkowało we Włoszech, w minionym roku już tylko 5 proc. Nieco większym zainteresowaniem Polacy darzyli posady w Belgii i Irlandii, a porównywalnym Stany Zjednoczone oraz Czechy, które w 2016 r. pierwszy raz zajęły miejsce na liście krajów wybieranych przez polskich pracowników. Wprawdzie czeskie firmy nie płacą tak dobrze jak np. niemieckie, ale przekonująco działają inne argumenty: stabilny rynek pracy, bezpieczne państwo, opieka medyczna na wysokim poziomie, rekordowo niskie bezrobocie w Czechach. Nie bez znaczenia pozostaje też kwestia bariery językowej, którą łatwo pokonać, gdy Polak i Czech wykażą dobrą wolę, by się porozumieć. Dlatego południowy kierunek zarobkowych wyjazdów może wkrótce zyskać o wiele więcej niż 5 proc. Już dziś zlokalizowane w Czechach fabryki – np. podzespołów samochodowych – publikują oferty zatrudnienia w języku polskim i w przygranicznych miejscowościach szukają ludzi chętnych do pracy.

Młodość nie zna granic

Po wejściu Polski do Unii Europejskiej (2004 r.) i otwarciu unijnych rynków znacznie zwiększyły się możliwości zdobycia legalnej posady za granicą. Wielu skorzystało, a temat zarobkowej emigracji stał się u nas wszechobecny.

Z sondażu CBOS wynika, że młodych Polaków nie trzeba przekonywać, by wyjeżdżali do Irlandii czy innych krajów. Blisko połowa (45. proc.) ludzi w wieku 18-24 lata nie odrzuca pomysłu zarobkowej emigracji, a 27 proc. otwarcie przyznaje, że zamierza starać się o posadę za granicą.

Młodzi mówią wprost, że w Europie najbardziej pociągające są zarobki. “…Połowa polskich rodzin musi stawać na palcach po to, co u rodziny holenderskiej czy norweskiej leży na podłodze…” – komentuje X-men na forum internetowym zgorzeleckiego portalu Zinfo.pl.

W przygranicznym mieście wielu Polaków codziennie przekracza granicę, aby pracować w sąsiednim Goerlitz. Tłumaczą, że warto poświęcić godzinę lub dwie na dotarcie do pracy, by w zamian zarobić trzy razy więcej niż w Polsce i po tym pozwalać sobie na urlopy, zakupy, restauracje, samochód.

Grubo ponad dwa miliony na obczyźnie

Gdy CBOS zapytał “z jakiego powodu zamierzasz szukać pracy za granicą?”, ankietowani odpowiadali: niskie zarobki w Polsce – 62 proc., zdobycie nowych doświadczeń i poznanie świata – 12 proc., brak pracy w Polsce – 11 proc., chęć zdobycia zawodowego doświadczenia za granicą – 10 proc., dołączenie do rodziny lub kogoś bliskiego – 2 proc.

O jakiej skali zjawiska mówimy? Wg danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r, ok. 2,4 mln żyło poza granicami naszego kraju. Najwięcej w Wielkiej Brytanii – 720 tys., nieco mniej w Niemczech – 655 tys., po tym różnica robiła się już przepastna: 112 tys. w Holandii, 111 tys. w Irlandii i 94 tys. we Włoszech, 84 tys. w Norwegii.

Z tymi danymi polemizowała publikacja “Dziennika Gazety Prawnej”, obliczając na bazie raportu proboszczów wszystkich polskich parafii, polską emigrację na 2,6 mln obywateli. – Danych nie można porównywać, bo metodologia jest różna. GUS stara się określić, kto przebywa za granicą powyżej trzech miesięcy, tutaj takiego kryterium nie było – skomentował dr Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, na łamach “Dziennika Gazety Prawnej”.

Z badań CBOS można wywnioskować, że ogromna większość z 2,3-2,6 mln to ludzie młodzi. Polacy powyżej 55. roku życia niemal w ogóle nie kwapią się, by wyjeżdżać z Polski w poszukiwaniu zatrudnienia w innym kraju.

Niemcy nadal dobrą opcją

– Niemiecki rynek pracy nadal jest atrakcyjny. Ostatnie statystyki wskazują, że w Niemczech  zatrudnionych jest  44,3 mln ludzi, czyli blisko 700 tys. więcej niż przed rokiem. W tym samym okresie również ubyło 171 tys. bezrobotnych, których jest dziś ponad dwukrotnie mniej niż np. 10 lat temu. W samym sierpniu br. zatrudnienie zwiększyło się o 106 tys., w porównaniu do poprzedniego miesiąca – mówi Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl. – Jeżeli popatrzymy na ostatnie 10 lat, liczba pracowników płacących składkę społeczną w miejscu zatrudnienia wzrosła w Niemczech o 16,2 proc. Imponująco wręcz wyglądał w tym okresie wzrost zatrudnienia wśród obcokrajowców, gdyż wyniósł 75 proc. – dodaje analityk Cinkciarz.pl.

Chcesz lepszą pracę? Naucz się języka

Statystyki z niemieckiego rynku pracy wiele mówią też o potrzebie znajomości języka. – Stopa zatrudnienia wśród imigrantów z podstawową znajomością niemieckiego wynosiła (wg danych Destatis) 52,3 proc. Wśród osób znających płynnie ten język odsetek wzrasta już do 77,3 proc. i zbliża się już do poziomu zatrudnienia obywateli Niemiec. Zależność poziomu zatrudnienia od stopnia znajomości języka jeszcze bardziej wyraźnie widać w danych statystycznych dotyczących kobiet. Znajomość podstaw niemieckiego gwarantuje pracę tylko 36,1 proc. imigrantek, natomiast lepsza znajomość języka powoduje wzrost odsetka do 72,2 proc., czyli dokładnie dwukrotnie – wskazuje analityk.

Lepsza znajomość języka niemieckiego może istotnie zwiększać szanse na znalezienie bardziej intratnej posady. Imigranci znający tylko podstawy niemieckiego w 43 proc. dostają najniższe stanowiska pracy, a tylko 8,7 proc. z nich zajmuje te wymagające wysokich kwalifikacji zawodowych. – Proporcje te mocno zmieniają się wraz ze wzrostem znajomości języka. Imigranci pierwszej generacji, mówiący płynnie po niemiecku, zajmują tylko w 14 proc. najniższe stanowiska, natomiast w 30 proc. te wysoce wykwalifikowane – przedstawia dane analityk rynkowy Cinkciarz.pl. I puentuje: – Chociaż zwykle przyjęło się, że posada zależy od umiejętności, wykształcenia i doświadczenia, to jednak brak znajomości języka może przekreślać szanse na satysfakcjonującą pracę, nawet jeśli pozostałe kryteria są spełnione.

 

Informacja nadesłana

 

Dodatkowych informacji udzieli:

Kalina Stawiarz
Marketing & PR Manager
k.stawiarz@cinkciarz.pl

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *