Justyna Bereza
No Comments

Wielkanocne pisanki warte miliony. Historia jaj Faberge.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

 

11

 

Trwa czas intensywnych przygotowań do świąt wielkanocnych –  pieczenia babek i mazurków, zdobienia koszyczków oraz szykowania dekoracji, wśród których najważniejsze są niewątpliwie pisanki. Kolorowe jajka to element bez którego nie wyobrażamy sobie Wielkanocy. Technik zdobienia jajek jest wiele. Wszyscy znamy kraszanki, drapanki czy wydmuszkowe ażurki.

Wśród pisanek są też takie, które nigdy nie przyozdobią świątecznego stołu. Wykonane ze złota, wysadzane drogimi kamieniami, są po prostu zbyt cenne, aby stać się elementem wielkanocnej dekoracji. Mowa tu oczywiście o słynnych jajkach Faberge, których geneza sięga Rosji końca XIX wieku. To stąd pochodzą najbardziej niezwykłe i najdroższe pisanki świata.

Tradycję jubilerskich  jajek zapoczątkował car Aleksander III. Z okazji świąt Wielkiej Nocy i zbliżającej się 20. rocznicy zaręczyn z Marią Fiedorowną, władca potrzebował czegoś wyjątkowego na prezent. Swoją ukochaną postanowił obdarować niezwykłym drobiazgiem, mającym swoje korzenie w tradycji rosyjskiej. O pomoc zwrócił się do nadwornego jubilera, Petera Carla Faberge. Artysta stanął na wysokości zadania. Nie przypuszczał on jednak, że rok 1885 będzie przełomowym w jego karierze, a słynne jaja Faberge staną się prawdziwym arcydziełem  i jednym z symboli carskiej Rosji i dynastii Romanowów.

W wielkanocny poranek Peter Faberge dostarczył do pałacu suwenir, który wydawał się być prostym, emaliowanym jajkiem. Ale ku rozkoszy cesarzowej, w jego wnętrzu znajdowało się złote żółtko. W nim ukryta była złota kura, a w niej miniaturowa korona królewska wysadzana diamentami i małe rubinowe jajko. Zasada umieszczania kolejnych niespodzianek przywodzi na myśl rosyjskie matrioszki – każda jedna zawiera w sobie następną.
 

This slideshow requires JavaScript.

 

W ten oto sposób zrodziła się tradycja carskich pisanek – jajek Faberge, dostarczanych co roku na monarszy dwór. Jajek, które stały się prawdziwymi dziełami sztuki. Wymagania Aleksandra III były bardzo proste: każde jajo miało być unikatowe i  musiało zawierać odpowiednią niespodziankę. Praca nad każdym cacuszkiem zaczynała się zaraz po ukończeniu poprzedniego – trwała więc przez cały rok. Inspiracje Peter Faberge czerpał głównie z „pozłacanego” życia cara i carycy. Zgodnie z tradycją, ukryty w jaju podarek, pozostawał tajemnicą, aż do chwili otwarcia przez monarchę

Po śmierci ojca, ten piękny i niezwykle kosztowny zwyczaj kontynuował jego syn – Mikołaj II. Do czasów rewolucji październikowej w 1917 roku, car zamawiał dwie pisanki  – jedną dla swojej matki Marii, drugą dla żony Aleksandry Fiodorowny.

Dzięki unikatowym dziełom sztuki jubilerskiej nazwisko Faberge zyskało światową sławę. Potwierdzeniem tego było otrzymanie w 1900 r. złotych medali podczas Światowej Wystawy w Paryżu, na której złotnik zaprezentował wyrafinowaną kolekcję jaj. Od tego momentu Faberge zaczął tworzyć pisanki dla innych bogatych klientów, m.in. dla rosyjskich arystokratów. Jednakże priorytetowym zleceniem, do samego końca, pozostało to płynące z carskiego dworu.

Według historyków, choć i tu dane są rozbieżne, firma Faberge wykonała łącznie 65 jajek, w tym 50 imperialnych. Największą sławą cieszą się jednak pisanki carskie – miniaturowej wielkości arcydzieła, które stały się symbolem świetności rosyjskiej monarchii, a zarazem jej kruchości. Tak jak krucha jest struktura jaja.

Szacuje się, że z 50 cesarskich pisanek, do dziś zachowały się 43 jaja. 7 pozostałych znajduje się wciąż na liście zaginionych od czasów rewolucji.

Wraz z obaleniem władzy carskiej, bolszewicy postanowili wyzbyć się drogocennych jaj. Mimo iż zachwycały kunsztem wykonania, zbyt mocno kojarzyły się ze znienawidzoną arystokracją. Podobno tylko jedno jajo opuściło Rosję „oficjalnie”. Uciekająca przed rewolucją Maria Fiodorowa zabrała je ze sobą. Był nim „Order św. Jerzego”. W latach 30. XX wieku kilkanaście sztuk sprzedał sam Józef Stalin, za groteskową sumę … 400 dolarów za sztukę. Dziś cena jednego jaja to rząd co najmniej  miliona dolarów.

Z zachowanych 43 unikatów, większość znajduje się w Rosji. Sam Wiktor Wekselberg, jeden z najbogatszych rosyjskich oligarchów, odkupił aż 9 jaj z rąk spadkobierców Malcolma Forbsa, płacąc za nie około 100 mln. dolarów. Dzięki niemu można je teraz podziwiać w Muzeum Faberge w Petersburgu. Znajdują się tam, m.in. pierwsze jajo wykonane dla carycy Marii Fiodorowny czy też ostatni prezent od cara Aleksandra III – Jajko Renesansowe z 1894 roku. I jak sam przyznał, zrobił to nie dla siebie, lecz dla ojczyzny. Wrócił jej cząstkę historii zapisanej w tak wysublimowanej i pionierskiej formie jaką są jaja Faberge.

Filigranowym kosztownościom można również poprzyglądać w muzeach w Ameryce: w Richmond, Waszyngtonie, Baltimore orazw Nowym Jorku. Kolekcję 3 jajek posiada brytyjska królowa Elżbieta II, a książę Monako Albert II Grimaldi jest właścicielem jednego. Spora część znajduje się także w rękach prywatnych kolekcjonerów i nie jest pokazywana publicznie.

Klejnoty Faberge, będące uosobieniem ekstrawagancji i dekadencji caratu są dziś jednym z najbardziej luksusowych obiektów pożądania. Zalicza się je do największych skarbów świata.

Pisanki, które wyszły z pracowni słynnego w całej Europie artysty są prawdziwymi arcydziełami sztuki. Zachwycają przede wszystkim pomysłowością i detalami, wręcz niewiarygodnie nieraz precyzyjnymi. Niewątpliwą zaletą carskich podarków jest fakt, że ich tematyka krążyła wokół wydarzeń, miejsc i osób ważnych dla obdarowywanych caryc Marii i Aleksandry. W jajach pojawiały się więc wielokrotnie miniaturowe portreciki członków carskiej rodziny, miniatury carskich pałaców, a nawet okrętów. Wśród wielkanocnych klejnotów były również takie, które posiadały mechaniczne niespodzianki, a niektóre pełniły funkcje zegarów, inne zawierały figurki zwierząt poruszające się po nakręceniu, zaś w jaju upamiętniającym budowę kolei transsyberyjskiej umieszczono miniaturowy model jeżdżącej kolejki.

Nic dziwnego, że dla kolekcjonerów są nie lada gratką, wartą potężnych pieniędzy. Każde odnalezione jajko, wzbudza ogromne emocje. Na aukcji w Londynie w 2007 r. sprzedano jedno z nich za rekordową wówczas sumę 18,5 mln dolarów. W 2014 roku amerykański handlarz złotem kupił carskie jajo z 1887 r. za 15 tys. dolarów, które następnie sprzedał za ok. 30 mln. dolarów (!).

Koneserzy sztuki, ale nie tylko oni, chcą wierzyć, że uznane za zaginione jajka, mimo swej naturalnej kruchości, przetrwały krwawe czasy rewolucji bolszewickiej. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby trwać w tym przekonaniu, bo jajka w swej wielkanocnej symbolice oznaczają przecież nadzieję.

 

Justyna Bereza

Zdjęcia: www. faberge.com

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *