Justyna Bereza
No Comments

Wodospady Havasupai – ukryte skarby Wielkiego Kanionu

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Dla wielu dojście do krawędzi Wielkiego Kanionu Kolorado jest ostatecznym celem, dla nas był to dopiero początek.

 

 

Podróże z przerzuconym przez ramię plecakiem to moja ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Każda wyprawa to wspaniała lekcja życia, bo uczy pokory, pozwala nabrać dystansu do siebie i świata, dostrzec piękno w prostocie. Tak było i tym razem, kiedy to wraz z mężem i dziećmi zaplanowaliśmy zejście do Wielkiego Kanionu, a następnie dotarcie do położonych w malowniczej scenerii wodospadów Havasupai.

Nasza wędrówka rozpoczęła się na wzgórzu Hualapai Hilltop w Arizonie, które położone jest 400 mil od Las Vegas w Nevadzie i około 150 mil od najbliższej cywilizacji.

Wzgórze Hualapai to krawędź Grand Canyon, na której gromadzą się spragnieni wrażeń turyści, by wyruszyć szlakiem w dół. Z tego miejsca rozpościera się zapierający dech w piersiach widok, a wokół panuje niczym niezmącona cisza, o którą trudno w codziennym życiu.

Na parking położony na wzgórzu dotarliśmy około  22.00.  Po kilku godzinach snu w samochodzie, ok. 5.00 nad ranem wyruszyliśmy w przepiękną, choć długą i niełatwą trasę. Wczesne wyjście pozwoliło nam pokonać większą część wędrówki w cieniu kanionu, bo gdy słońce sięgnęło już zenitu, temperatura przekraczała 100°F. Na nogach mieliśmy wygodne buty, na głowach czapki  a w plecakach: namiot, śpiwory i niezbędny prowiant na sześć dni biwakowania w kanionie. Najważniejsza jednak była woda, której zapasy musiały starczyć nam na wielogodzinny marsz.

Zejście w dół Wielkiego Kanionu

Naszym celem było zejście do wioski Supai, a następnie dotarcie  do pola namiotowego położonego w sąsiedztwie malowniczych wodospadów. Łącznie do pokonania mieliśmy ok.13 mil.

Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani wyprawą. Nasi synowie (5 i 8 lat) z niecierpliwością czekali na moment wymarszu.  Pierwszy etap, około 2,5 kilometra to stromy, przypominający serpentynę, odcinek. Aby go pokonać musieliśmy być bardzo ostrożni i zachować odpowiednie tempo. Schodząc, wiedzieliśmy już,  że w drodze powrotnej ten ostatni odcinek będzie nas kosztował resztę sił.

Do wioski Supai  można dotrzeć na 3 sposoby. Najszybszym jest przelot helikopterem. Cała podróż trwa od 5 do 10 min. Jednak trzeba wiedzieć, że helikopter lata w określonych dniach i godzinach, a pierwszeństwo mają zawsze lokalni mieszkańcy. Drugi sposób to podróż na koniach. A trzeci to marsz na własnych nogach. Aby szło się lżej plecaki można nadać na muły, które trasę z wioski na górę i z powrotem pokonują raz dziennie.

 

W drodze do Supai mijamy muły niosące bagaże

Gdy zeszliśmy ze wzgórza i znaleźliśmy się na łagodniejszym terenie, kontynuowaliśmy trwającą  8 godzin wędrówkę. Maszerowaliśmy na przemian po kamieniach i piasku. Całą drogę towarzyszył nam wszechobecny czerwony pył. Zdawał się on w ogóle nie przeszkadzać naszym chłopcom, którzy nie tracąc energii, wdrapywali się na skałki i zaglądali w każdą szczelinę. Mimo wysokiej temperatury i wysiłku, na szlaku panowała bardzo przyjazna atmosfera. Podróżnicy pozdrawiali się wzajemnie, pytając o trasę i czas. Widoki jakie nam towarzyszyły wprawiały w osłupienie. Krajobraz wielkiego kanionu należy do jednych z najbardziej spektakularnych na ziemi. Zachwyca koloryt ścian – głęboka czerwień, która zmienia swój odcień w miarę wznoszącego się słońca. Panująca wokół cisza, zmącona od czasu do czasu krzykiem ptactwa świadczy o niewyobrażalnej potędze natury. To miejsce sprawia, że człowiek czuje się naprawdę malutki wobec potęgi przyrody.

 

PRAWIE u celu

Po wyjściu z wąskiego koryta kanionu, naszym oczom ukazał się znak „Supai Village – almost there”, co miało oznaczać, że jesteśmy PRAWIE(!) na miejscu. Nic bardziej mylnego. Jak się później przekonaliśmy „prawie” robiło tu ogromną różnicę – ponieważ przed nami było jeszcze 2,5 km marszu. Zmęczeni, szliśmy dalej wypatrując rogatek indiańskiej osady. W końcu naszym oczom ukazały się pierwsze prymitywne domostwa i zagrody Supai.

SUPAI

Supai Village to mała indiańska wioska, Rezerwat Indian liczący około 200 mieszkańców. Jest to najbardziej odludne miejsce w Stanach Zjednoczonych, ale mimo wszystko gotowe na przyjęcie podróżników. Znajduje się tu biuro turystyczne, sklep, kantyna, szkoła, kościół. Jest także poczta, jedyna w USA, do której przesyłki dostarczane są konno.

 

Tutaj witani są turyści

 

Kościół w Supai

 

W biurze potwierdziliśmy naszą rezerwację, odebraliśmy imienne opaski na rękę i udaliśmy się w kierunku pola namiotowego oddalonego od Supai kolejne 2 km. Warto tu dodać, że aby móc nocować w dole kanionu, rezerwacji trzeba dokonać już kilka miesięcy wcześniej, gdyż ilość miejsc namiotowych jest ograniczona i szybko się zapełnia.

 

Skromne indiańskie domostwa

Mijając wioskę, spacerowaliśmy wśród lokalnego domostwa, które zadziwiało swoją prymitywnością. Trudno spodziewać się tu typowych amerykańskich domków, głównie dlatego, że wszystko dociera do wsi helikopterem. Ludzie żyją tu nadzwyczaj skromnie.

Skalny krajobraz stopniowo ulegał zmianie. Wokół nas pojawiało się coraz więcej zieleni. Wszystko to za sprawą rzeki Havasu Creek, która łączyła się z wodospadami, do których zmierzaliśmy. Teren stopniowo obniżał się. Słońce sięgnęło zenitu i upał dawał się coraz bardziej we znaki.

 

wodospad Navajo

 

 

Pierwszym wodospadem który zobaczyliśmy na naszej trasie był Navajo Falls. Wokół nas roztaczał się niezwykły krajobraz, który był przepięknym spektaklem dla oczu. Wrażenie robiła zielona roślinność, kontrastująca z brunatno-czerwonymi  ścianami kanionu. Doznania potęgowała woda i jej turkusowy kolor, który jest efektem występowania w niej wysokiego stężenia węglanu wapnia.

 

POLE NAMIOTOWE

Przed wejściem na pole namiotowe

Po dotarciu na miejsce, rozbiliśmy namiot nad samą rzeką, której szum usypiał nas wieczorem i budził o poranku. Czas w kanionie płynął jakby wolniej. Odcięci od cywilizacji, mogliśmy w pełni korzystać z uroków błękitnych wodospadów. Rytm wakacyjnych dni w pełni podporządkowaliśmy przyrodzie. Chłopcy większość czasu spędzali pływając w utworzonych przez spadającą wodę basenach. Dodatkową atrakcją było samodzielne przygotowywanie posiłków oraz wyprawy do skalnego źródełka po wodę pitną. Wieczorami podziwialiśmy rozgwieżdżone niebo, które z dala od świateł cywilizacji, zaskakiwało nas swoją jasnością.

 

Nasze miejsce biwakowe

 

 

 

 

 

źródełko wody pitnej

Mimo, że byliśmy dobrze przygotowani do naszej wyprawy nie obyło się bez niespodzianek. Po pierwszych słonecznych dniach nadciągnęły deszczowe chmury. Zaczęło się od nocnych opadów, które z rozłożonych między drzewami hamaków wygoniły nas do namiotu. Woda w sąsiadującej rzece znacznie wezbrała i dlatego następnego dnia postanowiliśmy przenieść się bliżej ściany kanionu. Przygotowując wieczorny posiłek nagle usłyszeliśmy głośny szum. Wyszliśmy na drogę i zobaczyliśmy jak wyschniętym do tej pory korytem zbliża się do nas strumień wody. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się , że wraz z nią płyną ogromne masy błota. Czym prędzej udaliśmy się w górę kempingu. Gdy ujrzeliśmy wodospad Havasu oniemieliśmy z wrażenia. Turkusowy dotąd welon wody zamienił się w prawdziwą czekoladową rzekę. Ten widok zapamiętamy na zawsze. Nagle okazało się, że woda, w której chwilę wcześniej pływaliśmy, to niosący ze sobą zagrożenie żywioł. Natura po raz kolejny pokazała swoją potęgę! Upłynęło półtora dnia, zanim przenoszony z prądem piach osiadł na dnie, a woda oczyściła się na tyle, że można było ponownie się w niej zanurzyć.

 

Wzburzona rzeka po opadach deszczu

 

Wodospad Havasu po burzy

 

HAVASU FALL

Havasu Fall to najbardziej znany wodospad. Z biegiem lat zmieniał swój wygląd na skutek ulewnych deszczy i powodzi. Wyryte w glebie koryta, wyrwane z korzeniami drzewa, wyrzucone w trudno dostępne miejsca ławki kempingowe to znak, że natura wprowadziła tu swoje „porządki”. Havasu Fall, nieopodal którego znajduje się pole namiotowe, ma wysokość 30 m. Spadająca z dużą siłą woda uspokaja się w otaczającym wodospad akwenie, aby za chwilę utworzyć serię kaskadowych basenów, dających odprężenie w upalny dzień.

 

Wodospad Havasu

 

 

MOONEY FALL

Kolejny wodospad, dwa razy wyższy znajduje się w odległości 1 km od Havasu Fall. Zejście do niego należy do wyjątkowo trudnych. Pierwszą część trasy trzeba pokonać tunelem wykutym  w skale, a następnie zejść po ścianie, prymitywnej drabince i łańcuchach. Podczas schodzenia trzeba być bardzo ostrożnym, gdyż ze względu na wysoką wilgotność, skały i łańcuchy pozostają śliskie.

64 metrowy Monney Fall

 

Zejście w dół wodospadu Monney

 

BEAVER FALL 

Ostatnim wodospadem, oddalonym od Havasu Fall o 6 km jest Beaver Fall. Znajduje się on w dole kanionu i płynie ku rzece Kolorado. Droga do niego prowadzi przez Mooney Fall. Aby tam dotrzeć, trzeba na przemian przechodzić przez rzekę, las oraz porośniętą wysoką roślinnością polanę. Ostatnim etapem jest wejście na wysoką skałę po naturalnie zapiaszczonych stopniach. Ze szczytu podziwiać można przepiękny widok jaki tworzy seria niebiesko-zielonych basenów, które łączą  się w jeden wielki strumień spadającej wody.

 

Beaver Falls

 

Nasz polski akcent nad Beaver Fall

 

Stąd Beaver Fall płynie ku rzece Colorado

 

Nasza wyprawa powoli dobiegała końca. Wypoczęci, przepełnieni energią wodospadów z żalem pakowaliśmy plecaki. W drogę powrotną wyruszyliśmy około 4.00 nad ranem. Po niespełna dwóch godzinach marszu pod górę, doszliśmy do Supai. Tam, po uzupełnieniu wody, ruszyliśmy dalej. Dookoła panowała cisza i przyjemny chłód. Około godziny 10.00 rano byliśmy już u stóp wzgórza, gdzie stromą serpentyną zaczęliśmy wspinać się na szczyt. Był to ostatni i  zarazem najtrudniejszy odcinek naszej wędrówki.

 

W drodze na Hualapai Hilltop

 

Mijamy znajome konie

 

Wita nas wschód słońca w Grand Canyon

 

Radość i emocje jakie towarzyszyły nam po dotarciu na wzgórze Hualapai były nie do opisania. Szczerze przyznam, że poczuliśmy się naprawdę dumni z naszego osiągnięcia!

Na szczycie zmęczenie szybko minęło. Pozostało uczucie szczęścia, a wraz z nim zdjęcia, wspomnienia i… nieodparte pragnienie by jeszcze tam wrócić! Bo Wielki Kanion Kolorado to jedno z najpiękniejszych miejsc na ziemi, zaś najpiękniejszym miejscem w Kanionie są wodospady Havasupai!

 

Tekst i zdjęcia: Justyna Bereza

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *