Karol Chlipalski
No Comments

Zdają egzaminy na A lub A z gwiazdką

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

img_2256-copy

 

Zachęcałabym innych, aby otwierali nowe szkoły. Żeby te dzieci, dla których nie ma u nas miejsca mogły chodzić gdzie indziej. Nie traktowałabym tego jako konkurencji, tylko jako ogromną pomoc. – mówi Małgorzata Niedbało, dyrektor Polskiej Szkoły im. Mikołaja Kopernika w Reading w Wielkiej Brytanii. 

Ile lat ma szkoła, którą pani kieruje?

Szkoła istnieje od 1953 roku. Założyli ją rodzice – dawni żołnierze wojsk Andresa. Wiedzieli, że nieprędko wrócą do Polski i dlatego chcieli zacząć edukować dzieci w języku ojczystym. Założyli więc tę szkółkę przy parafii, kierowanej wówczas przez ks. Alfreda Botora, bo to kościół był wtedy centrum, które gromadziło Polaków. W jakiś czas potem zostały wykupione te dwa budynki. I tak sobie ta szkoła trwała.

I w końcu przyszedł rok 2004 i Polska weszła do Unii Europejskiej… 

No właśnie, wtedy nagle powiększyła się liczba uczniów. Ja do grona nauczycielskiego dołączyłam rok później jako nauczyciel przedszkolny i bardzo zaangażowałam się w tę pracę z maluchami. Poprzednia pani dyrektor szkoły odchodząc powiedziała: Pani Małgosiu, przedszkole to za mało dla pani, czy pani się zgodzi zostać dyrektorką całej szkoły? Już zanim objęłam szkołę nastąpiły tu duże zmiany: dwuzmianowość, oddzielenie zerówki od przedszkola itp. Pani Iwona Rodriguez, poprzednia dyrektorka, zrobiła bardzo dużo, ja tylko miałam poprowadzić dalej i zadbać o szczegóły. Na początku było trudno, ale z czasem, poznając z soboty na sobotę funkcjonowanie szkoły, i widząc entuzjazm nauczycieli,  rodziców i dzieci, jakoś się wciągnęłam. I tak już siódmy rok zarządzam szkołą.

Ile dzieci chodzi obecnie do szkoły?

Mamy 272 uczniów, od czterolatków aż po kursantów do A-Level (brytyjski odpowiednik matury, przyp. red.). Klasa 1 i 2 gimnazjum przygotowuje się do GCSE (The General Certificate of Secondary Education – egzamin na koniec brytyjskiego odpowiednika gimnazjum – przyp. red.). Tylko że tematy do GCSE, dla naszych dzieci są banalnie proste, więc oprócz przygotowania do tego egzaminu przerabiamy także program gimnazjalny.  Sprowadzamy książki z Polski, tzn. do programu dziennego nauczania języka polskiego, a nasi nauczyciele znając podstawę programową nauczania za granicą, wybierają te tematy – z polskich książek – które będą odpowiednie dla dzieci polonijnych. Nie korzystamy z książek przeznaczonych dla dzieci polonijnych.

Dlaczego nie?

To są bardzo fajne książki, pięknie wydane a materiał przedstawiony jest w bardzo przystępny sposób,  ale nie spełniają oczekiwań rodziców w kontekście ewentualnego powrotu do Polski. Program w nich jest  okrojony i bardzo prosty – idealny dla dzieci dla których język polski nie jest językiem dominującym. A my mamy przeważnie dzieci, dla których polski jest językiem pierwszym. Dzięki podręcznikom  przeznaczonych do nauki codziennej, nauczyciele mogą być bardziej elastyczni w wyborze tematów, a dzieci maja możliwość przerobienia więcej materiału niż przewiduję podstawa programowa dla uczniów  polonijnych.

A jak wiele dzieci spośród państwa uczniów wraca do Polski?

Co roku po kilka osób.

Czy nauka w szkole polonijnej w Reading w jakikolwiek sposób jest uznawana przez polskie władze oświatowe?

Nie mamy wprawdzie prawa do wystawiania wiążących zaświadczeń stwierdzających że dziecko ukończyło np. klasę czwartą i ma prawo iść do piątej. Ale wystawiamy pismo z informacją od kiedy dziecko się uczyło, przez ile godzin, z jakich podręczników korzystało, którą klasę ukończyło.  Jest to informacja potrzebna do tego, żeby w Polsce nauczyciele wiedzieli z czym mają do czynienia. Oprócz tego na koniec roku każde dziecko otrzymuje świadectwo ukończenia klasy z  Polskiej  Macierzy  Szkolnej w Londynie – jest  to organizacja, która zrzesza  wszystkie szkoły polskie w Anglii wspiera i patronuje nam.

A czy dostaje pani jakąś informację zwrotną, jak te dzieci funkcjonują po powrocie do Polski?

Owszem. Ostatnio właśnie dostałam takiego maila. Pochodził on od rodziny, która przyjechała do Anglii 11 lat temu z dwuletnim synkiem i 4 i pół letnią córeczką. Od przedszkola chodzili do polskiej Szkoły sobotniej W lutym tego roku wrócili do kraju . Córka dołączyła do ostatniej klasy gimnazjalnej, którą ukończyła z czerwonym paskiem oraz zdała egzaminy do liceum z najlepszym wynikiem w grupie , syn natomiast zajął 15 miejsce w ogólnopolskim konkursie z j. angielskiego. Te dzieci  miały też zresztą w Polsce bardzo dobrą pomoc – dwa razy w tygodniu – dodatkowe lekcje z biologii i chyba chemii lub matematyki. Większych problemów nie miały. Uczniowie po naszej szkole świetnie znają ortografię, zasady gramatyczne oraz lektury. Wypowiedzi pisemne oraz ustne są nie na gorszym poziomie niż u uczniów w Polsce. Konsekwencja, regularność w chodzeniu do szkoły oraz w odrabianiu prac domowych jest kluczem do sukcesu. Po takim mailu wiem, że warto było podejmować wysiłek!

A czy dzieci z rodzin mieszanych potrafią się odnaleźć wśród większości, która ma rodziców mówiących po polsku, i w szkole, gdzie nauka odbywa się systemem polskim?

Jest im nieco trudniej, z tym, że nasze klasy mają maksymalnie po szesnaścioro dzieci, więc indywidualne podejście jest możliwe. Dajemy im nieco mniej zadań, więcej czasu poświęcając na komunikowanie się. Nauczyciele z rodzicami tych dzieci indywidualnie ustalają co jest dla nich najlepsze, na czym się skupić i jak prowadzić takie dziecko, aby skorzystało z naszej edukacji jak najwięcej.

A ilu nauczycieli pracuje w Szkole Polskiej w Reading? 

21 nauczycieli, plus dwoje pracowników administracyjnych oraz trzech instruktorów, bo mamy trzy kółka: matematyczne, teatralne i taneczne.

I wszystkie te lekcje odbywają się w weekendy?

W piątki mamy kursantów do A-Level, młodzież woli weekend mieć dla siebie. Lekcje w pozostałych klasach odbywają się w soboty – od 9:00 do 16:00.

A ilu jest uczniów podchodzących do A-level z polskiego? Jaki procent dzieci, które rozpoczynają naukę w pierwszej klasie dochodzi do tego poziomu?

Przeważnie zaczynamy od 16 osób w klasie, dwie-trzy klasy w roczniku, załóżmy – czterdzieścioro dzieci. Następnie z roku na rok, szczególnie po komunii, te klasy się zmniejszają . W zeszłym roku druga klasa gimnazjum zakończyła szkołę licząc 18 uczniów. Większość zdała egzaminy z GCSE na A i A z gwiazdką. Oczywiście jest to w dużej mierze  zasługa wykwalifikowanych i doświadczonych nauczycieli. W tym roku ta klasa kontynuuje edukację przygotowując się do A level. Liczy obecnie 12 uczniów.

Powiedziała nam pani ile dzieci chodzi do szkoły, a czy wie pani, ile dzieci miezkających w Reading nie chodzi do tej szkoły i z jakich powodów?

Sporo, społeczność polska w Reading jest tak duża, że nie dla wszystkich chętnych mamy miejsce. Mamy dość długą listę oczekujących. Mamy 272 uczniów, a kolejnych 60 czeka na miejsce. Z tym, że jak po jakimś czasie dzwonimy okazuje się, że pewna liczba zgłoszeń jest nieaktualna – albo rodziny te już wróciły do Polski, albo zapisały dzieci na jakieś inne zajęcia. To jest właśnie jeden z powodów, dlaczego dzieci nie chodzą do szkoły polskiej – bo mają jazdę konną, balet, piłkę nożną itp.

Często jednak się zdarza, że rodzice rezygnują z posyłania dzieci do szkoły polonijnej nie dlatego, że nie chcą, czy nie uważają tego za ważne, tylko z powodu sytuacji życiowej – nie mają jak zorganizować dowozu tych dzieci, ich odebrania. W wielu przypadkach posyłanie dzieci do szkoły polskiej wymaga sporo determinacji i organizacji. Są tacy, którzy nie posyłają dzieci do szkoły, ale w domu wkładają wiele pracy i ich dzieci często mówią bardzo ładnie po polsku.

Skoro jest taka długa lista oczekujących, dlaczego nie powiększy Pani szkoły?

W tym celu trzeba by było wynająć dodatkowe sale poza terenem parafii, bo tutaj z pomocą naszego księdza proboszcza wykorzystaliśmy już wszelkie możliwości.  Kierowanie szkołą która mieściłaby się w różnych miejscach jest bardzo trudne. Brałam to pod uwagę, ale ze względów organizacyjnych zrezygnowałam. Dla prawie 280  dzieci mamy tu miejsce, a wynajmować gdzieś jedną salę dla kolejnych – realnie rzecz biorąc 30-50 – to nie ma sensu. Trzeba by całą szkołę przenosić. A całą szkołę przenosić i płacić grube pieniądze, podczas gdy tu mamy tyle możliwości – to się mija z celem. Tym bardziej, że mamy swoją bibliotekę, książki, materiały edukacyjne, mapy, różne sprzęty i  czujemy się tu swobodnie. W wynajmowanych pomieszczeniach w szkołach angielskich nie można mieć nic swojego poza ksero i jedną szafką.

Ale zachęcałabym innych, aby otwierali nowe szkoły. Żeby te dzieci, dla których nie ma u nas miejsca mogły chodzić gdzie indziej. Nie traktowałabym tego jako konkurencji, tylko jako ogromną pomoc. Jak przeglądam bazę danych w komputerze, to jest mi ogromnie przykro, że ja ich nie mogę wszystkich przyjąć, po prostu boli mnie serce.

Czy pozyskiwanie nauczycieli do takiej szkoły jest problemem?

Nie jest problemem, zawsze mam w szufladzie kilka CV na wszelki wypadek. W tym roku przyjęłam pięciu nowych nauczycieli. Jak brakuje mi nauczyciela, to zwracam się do księdza z prośbą o ogłoszenia na ambonie  że poszukujemy nauczycieli. Ogłaszam  też na forum  „Polacy w Reading”na facebooku, do którego należy siedem tysięcy osób. Zawsze jest duży odzew.

Jakie kwalifikacje muszą mieć kandydaci na nauczycieli?

Wszyscy kandydaci muszą być po wyższych studiach najlepiej  po polonistyce, historii, albo nauczaniu początkowym, pedagogice. Ale mamy też nauczycieli po chemii, prawie i geografii.

Poza tym  muszą to być ludzie z pasją nauczycielską, z sercem i odpowiednim podejściem do dzieci. Tacy właśnie nauczyciele pracują w  naszej szkole.

A czy nauczyciele zatrudnieni w Polskiej Szkole w Reading uczestniczą w szkoleniach, doskonaleniu zawodowym?

Oczywiście, bardzo często. Nauczyciele wykształceni w Polsce muszą się nieco dostosować do naszych realiów.

Przez kogo są organizowane takie szkolenia? 

Głównie są to szkolenia metodyczne organizowane przez Polską Macierz Szkolną w Londynie. Robimy też różne kursy u nas na miejscu zapraszając do nas szkoleniowców. Ostatnio odbyło się szkolenie z pedagogiki zabawy „KLANZA”  dla nauczycieli przedszkolnych i zerówkowych poprowadzone  przez szkoleniowców z Birmingham oraz szkolenie z wiedzy o narkotykach przeprowadzone przez Fundacje HOPE. Za miesiąc  mamy szkolenie wewnętrzne nt. bezpieczeństwa dzieci. Ja tydzień temu z kolei szkoliłam się z pierwszej pomocy pediatrycznej i taki sam kurs odbędzie się w naszej szkole dla wszystkich nauczycieli w lutym. Na wszystkie sposoby staramy się, aby nasze dzieci były bezpieczne, tu już nawet nie chodzi o przepisy angielskie.

A jak pani ocenia angielskie regulacje dotyczące prowadzenia tego typu szkół? Czy są jakieś przepisy, które utrudniają życie, są nieżyciowe, głupie, i które należałoby zmienić?

Rozeznać się w tych wszystkich przepisach nie było łatwo. Ale Polska Macierz Szkolna w Londynie prowadzi na ten temat szkolenia – jak zalegalizować polską szkołę sobotnią, aby wszystko funkcjonowało zgodnie z angielskimi normami.

A czy pomagają polskie placówki dyplomatyczne, ambasada, konsulat?

Ambasada pomaga finansowo, głównie też przez Macierz. Przez różnego rodzaju dotacje; podejrzewam, że te szkolenia, w których uczestniczymy są też finansowane, choć w części, przez ambasadę. Ale też miałam bezpośredni kontakt z konsulatem. Sponsorowali u nas kilka rzeczy: np. podręczniki itp. Pomagały nam też fundacje Semper Polonia oraz Edukacja dla Demokracji z Polski.

Gdyby pani przestała być dyrektorem i wybrała nowe wyzwanie, jakim byłoby otwarcie nowej szkoły w Reading… Byłoby w niej aż nadto sal i musiałaby Pani postarać się je zapełnić nowymi uczniami, gdzie i w jaki sposób poszukiwałaby Pani uczniów?

Przede wszystkim przez kościół. Bardzo wiele rzeczy możemy ogłosić dzięki współpracy z księdzem. Jest dużo takich rodzin, które chodzą do kościoła polskiego, a nie posyłają dzieci do szkoły.

Gdzie jeszcze poza kościołem?

Facebook – to jest teraz narzędzie pracy wielu Polaków (śmiech). Jest kilka fajnych forów w Reading, np. „Polacy w Reading” „Polacy w Reading UK”, jest także trzecie forum – „Polskie playgroupy w Reading”. Tam właśnie ogłaszamy dwie nasze playgroupy dla dzieci około od  0 do 3 roku życia. Prowadzę tam zajęcie rytmiczno-muzyczne. I jak one dorastają, to rodzice już wiedzą, gdzie się zgłosić do szkoły polskiej. Tak więc przez te nasze spotkania, przez kościół, fora społecznościowe – przez polskie sklepy również – można rekrutować dzieci .

Czy fakt, że szkoła znajduje się przy parafii, że obecność ducha katolickiego jest tu bardzo widoczna, nie przeszkadza rodzicom, którzy nie chcą religijnego wychowania dla swoich dzieci?

Nie, to nie jest przeszkodą. Mamy tu kilkoro dzieci, których rodzice nie wyrażają zgody na naukę religii. Przychodzą oni do nas, mówią nam to i nie ma problemu. Ich wola jest uszanowana. Wtedy dziecko albo siedzi sobie w tej klasie i odrabia zadania z innych przedmiotów, albo przychodzi do mnie i siedzi te 20 minut w sekretariacie. Nie biorą też oczywiście udziału np. w jasełkach, czy innych religijnych uroczystościach. Te sprawy też omawiamy indywidualnie z rodzicami.

Życzymy pani dalszych sukcesów wprowadzeniu szkoły i dziękujemy za rozmowę.

 

Rozmawiał:  Karol Chlipalski

 

godlo_senat z podpisem 1Serwis Wszystko o dwujęzyczności jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska. Pewne prawa zastrzeżone na rzecz Uniwersytetu Warszawskiego. Utwór powstał w ramach zlecania przez Kancelarię Senatu zadań w zakresie opieki nad Polonią i Polakami za granicą w 2016 roku. Zezwala się na dowolne wykorzystanie utworu, pod warunkiem zachowania ww. informacji, w tym informacji o stosowanej licencji, o posiadaczach praw oraz o zleceniu zadania publicznego przez Kancelarię Senatu oraz przyznaniu dotacji na jego wykonanie w 2016 r.”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *